ODPOWIEDZ
20 y/o
For good luck!
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

001



Pierwsze dwa dni w Toronto nie miały w sobie nic z filmowego „nowego początku”, o którym czasem się myśli, kiedy wszystko się zmienia. Nie było spokoju, nie było planu, nie było nawet porządku w podstawowym sensie tego słowa. Były za to kartony — wszędzie; w salonie, w korytarzu, w sypialni, jakby całe jej życie zostało wrzucone do pudeł i pozostawione same sobie, czekając aż ktoś zdecyduje, co dalej. Charlie miała tego dnia tylko jeden, bardzo prosty pomysł: coś zjeść. Toteż makaron wydawał się najbezpieczniejszą opcją, minimum wysiłku, maksimum „przeżycia”. W normalnych warunkach pewnie by sięgnęła po coś gotowego, ale w tym mieszkaniu nawet lodówka wyglądała na coś, co jeszcze nie do końca wiedziało, że należy do niej.
Patelnia rozgrzewała się powoli. Woda w garnku już się gotowała, sos zaczynał pachnieć całkiem obiecująco. Przez chwilę nawet mogłoby się wydawać, że wszystko idzie w dobrą stronę, że może jednak da się tu coś poukładać, że chaos w kartonach nie musi oznaczać chaosu w życiu. Charlie, z jednym z pudeł pod pachą, rozpakowywała kolejne rzeczy, nie do końca skupiona ani na kuchni, ani na czasie. Ruchy miała szybkie, trochę nerwowe, jakby sama siebie próbowała przekonać, że kontroluje sytuację. W jednej chwili wyciągała ubrania, w drugiej przesuwała kartony, w trzeciej zerkała przez ramię na kuchenkę — ale tylko na ułamek sekundy. Za mało.
Zapach pojawił się pierwszy. Subtelny, prawie niezauważalny. Potem stał się bardziej wyraźny, aż w końcu przeszedł w coś, czego nie dało się już zignorować. Spalenizna. Charly zatrzymała się dopiero wtedy, gdy dym zaczął się unosić wyraźnie ponad patelnią. — …nie. - proste, często powtarzane przez dziewczynę słowo opuściło jej usta, chociaż wypowiedziane bardziej do siebie niż świata. Podniosła wzrok; kuchnia wypełniła się szarymi kłębami szybciej, niż jej mózg zdążył to przetworzyć. Przez sekundę stała w miejscu, jakby próbowała znaleźć logiczne rozwiązanie w sytuacji, która logiki nie posiadała. A potem zaczęła działać, tylko, że w typowy dla siebie sposób - zbyt impulsywnie i bez żadnego planu.
Okna. Pierwszy odruch. Otworzyła je szeroko, niemal gwałtownie, wpuszczając chłodniejsze powietrze. Nic to jednak nie dało. Dym nie znikał — tylko zmieniał kierunek, rozlewając się po mieszkaniu jak coś, co już zdążyło zająć przestrzeń na własnych zasadach. — Świetnie… super… - ironia w jej głosie była bardziej odruchem niż świadomym wyborem.
Drzwi. Kolejny impuls. Otworzyła je szybko, szerzej niż powinna. Korytarz przyjął pierwsze kłęby dymu, które zaczęły się niepewnie rozpraszać na zewnątrz. Przez moment wyglądało to tak, jakby sytuacja miała się choć trochę poprawić, jednak trwało to zaledwie kilkanaście sekund, bo Charly wciąż nie wyłączyła gazu i nie zdjęła patelni. Dopiero kiedy gdzieś z korytarza dobiegły kroki — wyraźne, zbliżające się, coraz bardziej realne — coś w niej przeskoczyło. Jakby dopiero ten dźwięk wyrwał ją z własnego chaosu.
Zamarła. — Cholera… cholera… - rzuciła patelnię do zlewu z większą siłą, niż było to konieczne, odruchowo odcinając źródło problemu, którego powinna była pozbyć się minutę wcześniej. Dym wciąż unosił się w kuchni, ale już wolniej, mniej agresywnie. Panna Hayes oparła dłonie o blat na sekundę, jakby próbowała złapać równowagę — nie fizyczną, a mentalną. I dopiero wtedy, ciszej, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego: — Jasna cholera… - w głosie dziewczyny było wszystko naraz: irytacja, niedowierzanie i ten specyficzny rodzaj świadomości, że właśnie rozpoczęła swoją obecność w tym miejscu w sposób, którego absolutnie nie planowała. A kroki na korytarzu były już bardzo blisko.


Chloe Wilson
wanilia
26 y/o
For good luck!
162 cm
barmanka Emptiness
Awatar użytkownika
Shots, shots, shots, shots, shots
Everybody!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#3

Mimo spotkania Enzo, Chloe próbowała aż tak nie rozmyślać na temat tamtego spotkania - nieważne, że nie najlepiej jej to wychodziło, bo myślała o chłopaku przed zaśnięciem, co czasem powodowało, iż miała z nim sny, o których chciała zapomnieć.
Tego dnia miała do załatwienia kilka spraw na mieście, a że do pracy szła na wieczór, to spokojnie zamierzała się ze wszystkim wyrobić - miała między innymi umówioną wizytę na paznokcie, bo od ostatniego manicure'u minęły już równo trzy tygodnie, przez co odrost był bardzo widoczny (chodziła na hybrydę). Nie wiedziała, jaki kolor wybierze, choć myślała o beżowym, miętowym lub fioletowym. Po pzanokciach, planowała zrobić zakupy i znając siebie, kupi coś ponadprogramowo oraz wstąpi do swoich ulubionych sklepów, takich jak np. drogeria, gdzie kupowała swoje ulubione odżywki do włosów. O właśnie, nie pamiętam, czy jeszcze coś mi zostało, czy muszę kupić nową. powiedziała do samej siebie w myślach, dodając odżywkę do swojej wyimaginowanej listy zakupów.
Ogólnie wracała po południu do domu z trzema siatkami oraz plecakiem i pierwsze, co poczuła, gdy znalazła się wewnątrz kamienicy, to był dym. Wilson zmarszczyła brwi, bo nie miała pojęcia, skąd ten dym dochodził. Dla zaspokojenia własnej ciekawości oraz sprawdzenia, czy nic się nikomu nie stało, zaczęła rundkę po klatkach schodowych i pukała do sąsiadów z zapytaniem: „Czy wszystko u Pani/Pana/Państwa w porządku? Niektórzy odpowiadali, a niektórzy kazali jej spadać, bo nie będą na nic wpłacać ŻADNYCH pieniędzy - wtedy Chloe wiedziała, że jej pytanie zostało albo nie usłyszane, albo zwyczajnie olane. No, ale nie dopytywała, bo ważny był dla niej czas. Przy okazji zaszła do mieszkania, by zostawić siatki oraz plecak.
Wreszcie dotarła do mieszkania z otwartymi drzwiami. Czyli to pewnie tutaj. pomyślała, kaszląc, bo jednak dym nie należał do zapachów, które wdychało się z przyjemnością. Lavenda to nie była.
- Wszystko w porządku? - spytała, gdy zobaczyła przed sobą - miała nadzieję, że - osobę, która tu mieszkała, a nie kogoś przypadkowego, kto również zainteresował się pożarem.
- Co się pali? Czy wezwana została straż pożarna? - spytała szybko, pamiętając o procedurze lub raczej jakie kroki należało podjąć, gdy dochodziło do pożaru. W Emptiness na jednej ze ścian na zapleczu wisiała karteczka, na której rozpisana była instrukcja z postępowaniem zgodnym z zasadami BHP.

Charly Hayes
20 y/o
For good luck!
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Dym wciąż unosił się w powietrzu, choć już mniej intensywnie, bardziej jak uporczywe przypomnienie o tym, że coś poszło zdecydowanie nie tak. Charly stała przy zlewie, opierając się jedną ręką o blat, drugą odgarniając włosy z twarzy, jakby to miało cokolwiek naprawić. Słysząc głos z korytarza, odwróciła się gwałtownie. Przez krótką chwilę tylko patrzyła na dziewczynę stojącą w drzwiach — kaszlącą, wyraźnie zaniepokojoną, zdecydowanie bardziej przejętą sytuacją niż ona sama chciała być. — Wygląda jak pożar? — rzuciła odruchowo, trochę zbyt szybko, trochę zbyt ostro, zanim zdążyła się ugryźć w język. Westchnęła zaraz potem, przecierając dłonią czoło. — Spokojnie. Już nic się nie pali. - zrobiła pół kroku w bok, zauważając, że przez otwarte drzwi część dymu zdążyła wydostać się na korytarz. Świetnie. Po prostu świetnie. pomyślała sarkastycznie. — Patelnię — dodała po chwili, odpowiadając na zadane pytanie. — Zostawiłam ją na gazie. - oznajmiła, jednak nie brzmiało to jak coś, z czego była dumna. Spojrzała jeszcze raz na dziewczynę, tym razem uważniej, jakby dopiero teraz rejestrowała jej obecność.
— Straż pożarna nie będzie potrzebna — dorzuciła, już spokojniej, choć w jej głosie wciąż pobrzmiewała nuta irytacji - bardziej na siebie niż na kogokolwiek innego. — Chyba że masz ochotę zgłosić „tragiczny koniec obiadu”. - kącik ust Hayes drgnął minimalnie. — Przepraszam za dym — dodała po chwili, z lekkim opóźnieniem. — Dopiero się wprowadziłam… i najwyraźniej nie powinnam jeszcze korzystać z kuchni. - za plecami ciemnowłosej wciąż widać było bałagan — kartony, niedokończone rozpakowywanie i kuchnię, która wyglądała jak pole bitwy po bardzo krótkiej, ale przegranej walce.
Charly zerknęła jeszcze raz w stronę zlewu, gdzie leżała nieszczęsna patelnia. — Więc… tak. Wszystko pod kontrolą. - odpowiedziała w końcu, chociaż brzmiało to średnio przekonująco.



Chloe Wilson
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#30”