ODPOWIEDZ
20 y/o
For good luck!
185 cm
Youtuber Wszędzie, gdzie jest komputer
Awatar użytkownika
„Nie zaczynam problemów. Ja tylko kończę to, co inni zaczynają źle.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

001. Happy Birthday To Me
Nie planowałem tego wieczoru w taki sposób. W sumie to nie planowałem go w ogóle. Urodziny mieliśmy kilka dni temu i gdyby zależało to ode mnie, to na tym właśnie by się skończyło. Temat byłby zamknięty i nie musiałbym brać w tym udziału. Lecz najwyraźniej dla niektórych rzeczy nie kończą się wtedy, kiedy powinny, ale wtedy, gdy ktoś sobie o nich przypomni.
Stałem przez chwilę w miejscu i patrzyłem na swoje odbicie w lustrze. Przesunąłem dłonią po włosach, a następnie trochę je poprawiłem. Był to w sumie gest, który robię bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. Następnie przeleciałem wzrokiem po mieszkaniu. Teoretycznie wszystko było już gotowe. Siostra ogarnęła mieszkanie, a ja schowałem alkohol tam, gdzie powinien się on znajdować. Sprzęt do nagrywania odstawiłem na bok, chociaż przez moment przemknęło mi przez myśl, żeby to wszystko nagrać i zrobić materiał. W końcu widzowie lubią oglądać imprezy na których panuje chaos.
Zacisnąłem szczękę i odwróciłem wzrok od lustra. Sam fakt, że miała się tu pojawić moja matka był wystarczająco zły. Nie było jej wtedy, kiedy powinna być. A gdyby konkretnie się zastanowić, to nie było jej przez większość czasu. Teraz nagle miała wejść do naszego życia jak gdyby nigdy nic, bo łaskawie przypomniała sobie, że istniejemy. Chociaż tak naprawdę podejrzewam, że po prostu ojciec dał jej znać. Jeżeli liczyła, że jedno spóźnione "wszystkiego najlepszego" naprawi wszystko, to była w wielkim błędzie.
Oparłem się plecami o ścianę i przez moment zastanawiałem co na siebie włożyć. Nie zamierzałem się specjalnie stroić, ale też nie chciałem wyglądać jak zwyczajny obwieś. W międzyczasie prychnąłem cicho pod nosem. Jeśli matka myślała, że to będzie miły, rodzinny wieczór, to się grubo przeliczyła. Sięgnąłem po telefon leżący na blacie i przez chwilę obracałem go w dłoni. Przesunąłem kciukiem po ekranie, ale zamiast uruchomić jakąkolwiek aplikację, to zawahałem się przez ułamek sekundy. Następnie uśmiechnąłem się krzywo pod nosem.
Nie musiałem przecież grać fair. Zaproszenie babci na przyjęcie było dla mnie czymś naturalnym. Przynajmniej tak to wyglądało z mojej perspektywy. Jeżeli ktoś miał tutaj być, to właśnie ona. W przeciwieństwie do niektórych osób jej obecność była jak najbardziej wskazana. A to, że nie przepadała za moją matką, było tylko dodatkowym bonusem. Może było to dziecinne, ale nie obchodziło mnie to. Odepchnąłem się od ściany i przeszedłem kilka kroków w głąb mieszkania. Zatrzymałem się przy stole i sprawdziłem, czy wszystko jest na swoim miejscu. A tak naprawdę, to próbowałem tylko zająć czymś głowę.
Ostatecznie ruszyłem do pokoju. Szafa z ubraniami była już otwarta, bo wcześniej nie potrafiłem się zdecydować i zaczekałem z wyborem łachów aż do teraz. Przez moment przeglądałem ubrania, a potem sięgnąłem po czarną koszulę i jeansy. Nie wybrałem nic specjalnego. Uważałem, że nie było sensu starać się bardziej.
Przebrałem się szybko i wróciłem do kuchni. Wskoczyłem na blat stołu, oparłem się rękami za plecami i lekko bujałem nogami. - Wiesz, że to jest totalnie zbędnie, nie? - rzuciłem w stronę Kimberly - Mogliśmy to sobie darować. - Na chwilę zamilkłem, zaciskając szczękę. - Ale skoro robimy już tę całą szopkę - dodałem, bardziej do siebie niż do siostry - to przynajmniej niech będzie ciekawie.

Kimberly Swanson Evina J. Swanson
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
20 y/o
For good luck!
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
ctrl + shift + c
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Przygotowania do naszego wspólnego spotkania, trwały trochę długo. Sama nie wiedziałam też, jak to wszystko ze sobą ugryźć. Nie chcę niepotrzebnej kłótni i jednak wolałabym, aby nasze spotkanie trwało w jak najlepszej atmosferze. Dlatego też można powiedzieć, że się postarałam. Zamówiłam nawet dla nas wszystkich jakieś gotowe jedzenie. Wolałabym nie próbować gotować w takim dniu, jednak każdy chce coś zjeść dobrego i niesurowego. A jak wiadomo, moje umiejętności są bardzo słabe.
Poprawiłam poduszki we wspólnym salonie i rozstawiłam szklanki oraz jedzenie. Niby to ważny dzień, będziemy prawie wszyscy. Jedynie będzie brakować babci i ojca, ale chyba dla świętego spokoju lepiej, aby ich nie było. Pewnie popsuliby jeszcze bardziej atmosferę. Wystarczy mi wojna między bratem a matką. Tak, chociaż w razie czego uda mi się wkroczyć do akcji i uspokoić każdego.
Będąc już całkowicie pewna, że wszystko było przygotowane postanowiłam się przebrać. Nie chciałam szaleć, więc wybrałam jakąś nerdowską koszulkę i wygodne legginsy. Włosy związałam w koka, a grzywkę zostawiłam, aby żyła swoim własnym życiem. Nigdy jakoś nie lubiłam jej spinać lub przy niej zbytnio pracować. Więc jak zawsze ją zostawiam, nawet jak komuś się to nie podoba. Końcowym dodatkiem mojego ubioru zakończyłam puchatymi kapciami, które już dawno powinny zostać wyrzucone.
Zmarszczyłam czoło widząc swojego brata, ale postanowiłam nic nie mówić na temat jego chodzenia. Jednak długo nie wytrzymałam i musiałam się w końcu odezwać. Nawet jeśli skomentuje teraz coś zupełnie niezwiązanego z jego słowami, które do mnie teraz powiedział. Usiadłam jedynie na kanapie i przyciągnęłam do siebie kolana. Czyżby przedstawienie już miało się zacząć? Za szybko.
— Każdy zasługuje na szansę. Nawet jeśli dajemy ją nie wiadomo ile razy z kolei. Zresztą może być naprawdę fajnie. Wiadomo nie będzie fajerwerków i chwil jak u innych, ale to wciąż nasza mama. Może nie jest idealna, ale co jakiś czas o nas pamięta — Westchnęłam. Nie chcę jej, aż tak mocno bronić. Też się na niej zawiodłam, nawet nie byłabym w szoku gdyby się tutaj nie pojawiła. Jedynie nasze starania znów zostałby zignorowane. Sięgnęłam po kubek z sokiem wieloowocowym i napiłam się go. Chwilę pobawiłam się słomką i odstawiłam ponownie ją na stolik.
— Wiesz, że dostaliśmy kartkę urodzinową od ojca? Tylko pomylił nasze imiona oraz datę. Na pocieszenie dodał kasę jako prezent — Wyciągnęłam kartkę i zamachałam ją, jeśli będzie chciał to zobaczy. Jeśli nie, to nie. Po co mam naciskać, ważne, aby teraz było dobrze.

Nicholas Swanson Evina J. Swanson
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ten dzień miał być wyjątkowy... Albo raczej miał być on tydzień temu, ale rzecz jasna powtórzył się ten sam schemat, który powtarzał się wielokrotnie na przestrzeni przeszło dwudziestu lat. Miała plany, ale w ostatniej chwili dostała telefon z komendy. Chodziło o seryjnego, którego sprawa spędzała jej sen z powiek od dłuższego czasu. Musiała zatem odwołać. Kolejny raz sprawiała zawód swoim dzieciom, ale to, co robiła były zbyt ważne...
Chciała naprawdę naprawić tę relację, która między nimi była. To nie tak, że jej nie zależało. Miała też nadzieję, że zarówno Nick jak i Kim zrozumieją to wszystko nieco lepiej, gdy byli już teraz młodymi dorosłymi. W końcu jej praca wymagała sporego zaangażowania i dyspozycyjności niemal przez cały czas.
Próbowała im to jakoś zadośćuczynić. Zaproponowała drugi termin, który powinna mieć wolny zadbała o to, aby nie zapomnieć kupionych zawczasu prezentów, które wcale nie miały służyć temu, aby wkupić się w łaski latorośli. Mieli urodziny. Zwyczaj nakazywał, aby im sprawiła choćby jakiś drobiazg w ramach pokazania, że jednak jej zależy.
Stanęła w końcu pod drzwiami. Denerwowała się, bo jak mogłaby być spokojna w takim momencie? Nie chciała po sobie tego poznać, ale domyślała się, że z Nickiem czeka ją trudna przeprawa. Całe szczęście przynajmniej Kim była dużo bardziej ugodowa i mogła liczyć na to, że nie będzie niepotrzebnie wszczynać żadnych dram.
Odetchnęła głęboko po raz kolejny. Starała się przywdziać na twarz łagodny uśmiech i dopiero wtedy nacisnęła na dzwonek u drzwi, mając wrażenie, że właśnie idzie na ścięcie. Oby tyko faktycznie nie okazało się, że spóźnione spotkanie urodzinowe będzie jedną wielką klapą.

Kimberly Swanson Nicholas Swanson
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
20 y/o
For good luck!
185 cm
Youtuber Wszędzie, gdzie jest komputer
Awatar użytkownika
„Nie zaczynam problemów. Ja tylko kończę to, co inni zaczynają źle.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nadal siedziałem na blacie kuchennym i lekko bujałem nogą. Zbliżała się godzina spotkania, a ja coraz bardziej czułem, jak narastało we mnie to nieprzyjemne napięcie. Pojawiało się ono zawsze, kiedy miało wydarzyć się coś złego. Po słowach Kimberly prychnąłem cicho pod nosem. - Każdy zasługuje na szansę? - powtórzyłem z lekkim rozbawieniem, ale bez cienia humoru. - Serio siostra? Ile tych szans trzeba komuś dać, żeby w końcu przestało się to nazywać szansą? Jesteśmy naiwni i tyle w temacie.
Złapałem się za kark i na chwilę odwróciłem wzrok. Dobrze wiedziałem, że Kim zawsze próbowała znaleźć we wszystkim coś dobrego. Ja już dawno przestałem. - To, że czasami sobie o nas przypomina, nie robi z niej matki roku - dodałem chłodno. - Ludzie nie dostają orderu za minimalne zainteresowanie własnymi dziećmi.
Westchnąłem ciężko i oparłem łokcie na kolanach. - I nie, Kim. To nie chodzi o fajerwerki, tylko o to, że kiedy naprawdę była nam potrzebna, to po prostu jej nie było. A teraz wszyscy mamy udawać, że jedno spotkanie i jakaś kolacja magicznie naprawią kilkanaście lat? Naprawdę brzmi superowo.
Na wspomnienie o ojcu tylko uniosłem brew. Kartka urodzinowa i pomylenie imion i daty brzmiało dokładnie tak, jak coś, co mógł zrobić. Wyciągnąłem rękę po kartkę. Spojrzałem na nią przez chwile i parsknąłem cicho z irytacji. - No proszę. Ojciec roku i matka roku. Trafiliśmy jak szóstkę w lotto.
Odłożyłem kartkę na stół i przez moment siedziałem w bezruchu. Czasami zastanawiałem się, czy to wszystko byłoby łatwiejsze, gdybyśmy po prostu przestali oczekiwać czegokolwiek. Pewnie mniej by nas to wszystko wkurzało. Niestety byliśmy już za daleko, żeby udawać, że nas to nie rusza.
Dźwięk dzwonka do drzwi pojawił się szybciej niż się tego spodziewałem. Spojrzałem w tamtą stronę i poczułem spięcie w ramionach. No tak. Pojawiła się gwiazda wieczoru. Zeskoczyłem z blatu i poprawiłem koszulkę. Przez krótką chwilę stałem nieruchomo i patrzyłem w kierunku drzwi, rozważając czy ich nie zignorować. Szkoda, że nie mogłem. Podszedłem powoli i otworzyłem je bez pośpiechu. Przez moment gapiłem się na nią. To było dziwne, jak obca potrafiła się wydawać własna matka.
- No proszę - powiedziałem w końcu spokojnie, aż za spokojnie, jak na mnie. - Jednak pamiętałaś gdzie mieszkamy. - Oparłem się lekko o framugę, nie robiąc nawet kroku w bok. - Wszystkiego najlepszego już było, ale zakładam, że nadrabiamy zaległości. Wejdź zatem. - Brzmiałem chłodno i dobrze o tym wiedziałem. Nie próbowałem nawet tego ukrywać, bo nie miałem na to ani siły, ani ochoty.
Zamknąłem za nią drzwi i wsunąłem dłonie do kieszeni. Następnie odwróciłem się powoli. - Spokojnie, nie jesteś ostatnim gościem - rzuciłem, zerkając przez ramię. - W sumie to przygotowałem nawet małą niespodziankę. - Na moich ustach pojawił się lekki, zbyt niewinny uśmiech.
Jak na zawołanie, chwilę później ponownie rozległ się dzwonek do drzwi. Spojrzałem w tamtą stronę i tym razem uśmiechnąłem się już całkiem szczerze. - O, a to właśnie ona. - Ruszyłem w stronę wejścia, czując dziwnie satysfakcjonujące ciepło w środku. Otworzyłem szeroko drzwi. - Babciu, idealnie. Właśnie zaczynaliśmy.

Kimberly Swanson Evina J. Swanson
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
20 y/o
For good luck!
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
ctrl + shift + c
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czy mogłam się spodziewać takiej reakcji? Oczywiście, że tak. Jednak naprawdę chciałam czegoś innego. Może niewielkiego kochania i pogodzenia się, ale trochę jednak miłej atmosfery. Jeśli on teraz jest taki zirytowany, co będzie później? Jeśli będzie kłótnia, może lepiej pójść w odstawkę i obserwować? Wkroczyć tylko jeśli będzie trzeba, naprawdę chcę jakoś to wszystko naprawić i nie ruszyć jakoś za mocno mojej relacji z bliźniakiem.
— Daj spokój, matkę ma się jedną. Może to fakt, że nie ma jej w naszym życiu, ale ją jednak mamy. Może teraz będzie chciała naprawić relację? Nie tak byśmy chcieli, ale jednak — Westchnęłam. Nie chcę się kłócić, a jego ton głosu już był... okropny. Dobrze wie, że nienawidzę się z nim kłócić i droczyć. Zawsze chcę zachować między nami spokój i dobrą atmosferę. Teraz jest ciężko ją zachować, zwłaszcza jak chcę dobra dla wszystkich wokół nas. Mimo tego, że ma ona za uszami to kocham ją. Wychowała nas w jakimś stopniu i wysłała głupią kartkę tak jak ojciec. Czy chciałam, aby była na moich występach? Tak. Czy płakałam nocami w poduszkę, widząc inne matki przy swoich córkach? Oczywiście. Jednak to jej życie, nie mogę nikogo obwiniać za swoje wybory. Nawet jeśli cholernie bolą, jako wspominania z jej brakiem.
— Witaj mamo, zmieniłaś fryzurę, tak? Cieszę się, że jesteś i jak tam u ciebie? Przypomnisz mi jak na imię ma ten maluch? — Na słowa brata, jedynie wysłałam mu zdenerwowane spojrzenie. Nie tak wita się gości, nawet jeśli ich nie chce się widzieć. Trzeba powitać gościa dobrocią, tak jak nauczyła nas babcia. Nie od razu rzucić się i pyskować. Dodatkowo mnie w przeciwieństwie do niego, ciekawi mnie jej życie. Czasem nawet jeśli nie odpisywałam, widziałam jej sms'y do mnie. Wiadomość o dziecku, które wspólnie wychowuje ze swoją partnerką mnie zabolało. Bo w jego wieku, ja nie miałam takiej mamy. Mimo wszystko fajnie, ale nie jest to dość przyjemne w ostateczności. Zaczęłam się szczypać w rękę, zawsze tak robię jak się mocno stresuję i denerwuję. Jak usłyszałam wiadomość o babci, jeszcze mocniej zacisnęłam palce. Wiem, że to ja głównie zaprosiłam naszą matkę, ale nie wiedziałam o babci. Zrobiłam wielkie oczy, wiedząc, co zaraz może się tutaj wydarzyć. Naprawdę, naprawdę mam przechlapane.
— Nic o tym nie wiedziałam... Myślałam, że będziemy we trójkę. Nie chcę żadnych kłótni — Zwróciłam się do wszystkich, którzy byli w pomieszczeniu. Zrezygnowana usiadałam na kanapie i przyciągnęłam kolana do siebie. Czas na obserwację, wkroczenie tylko jeśli będzie trzeba. Jeszcze mocniej zaczęłam zaciskać palce na skórze, mając nadzieję, że nikt tego nie zauważy.

Evina J. Swanson Nicholas Swanson
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała się dla nich starać. Naprawdę. Spieprzyła już wystarczająco wiele spraw w swoim życiu. Nie spodziewała się rzecz jasna tego, że przyjmą ją z powrotem z otwartymi ramionami i pogodzą się w tempie ekspresowym ze wszystkim, co tylko przyszłoby jej do głowy, ale miała nadzieję, że chociaż nie będą jej tego utrudniać bardziej niż było to konieczne.
W końcu wszyscy byli tu dorośli... I może właśnie w tym tkwił największy problem. Jej dzieci zdążyły już dorosnąć. Może nie do końca, ale były już samodzielnymi dorosłymi. Brak matczynej uwagi się na nich odcisnął w znaczący sposób, a rany wciąż wydawały się być świeże. Pewne rzeczy ukształtowały się i raczej nie będą chciały zostać naprawione.
Nie do końca orientowała się jak wyglądała sprawa z ich ojcem. Nie rozmawiała z nim tak często. Nie mieli w końcu zanadto o czym. Liczyła jednak na to, że chociaż z nim mogli liczyć na w miarę normalną relację. Chociaż na kimś powinni móc polegać skoro jej nie było obok.
Miała nadzieję, że przynajmniej początek pomimo swojej niezręczności będzie w miarę udany, ale... Musiała rzecz jasna przecenić Nicholasa. On zapewne wybrał przemoc już w momencie, gdy wstał rano z łóżka. To popołudnie z pewnością będzie prawdziwą przeprawą.
- Daj spokój. Wiem, gdzie mieszkacie - odparowała, ale wciąż starała się zachowywać w miarę spokojny ton.
Przynajmniej córka mogła okazać się dla niej życzliwszą duszą, która wyraziła jakieś zainteresowanie jej osobą chociaż wcale nie musiała zasypywać ją tak długim komunikatem powitalnym. Ani komentować fryzury, która jednak od dłuższego czasu nie mogła liczyć na interwencję fryzjera, bo Evinie najzwyczajniej brakowało na coś takiego czasu.
- Nie przesadzaj już tak, Kim - rzuciła z lekkim uśmiechem, ciesząc się, że chociaż ona zachowuje się... normalnie. - Samuel. No, ale dzisiaj mamy skupić się na waszej dwójce, prawda?
Dziwnie byłoby jej rozmawiać z nimi na temat Sama. Co prawda już niedługo miał stać się ich bratem, ale wciąż było coś wyjątkowo niekomfortowego w myśli, że miałaby swobodnie mówić o adoptowanym dziesięciolatku... biorąc pod uwagę, że mniej więcej w tym wieku zaczęła znikać coraz bardziej z ich własnego życia.
Nie spodziewała się, że czekają jeszcze na kogoś. Była przekonana, że jednak ten dzień mają spędzić wyłącznie we trójkę. Nie miałaby rzecz jasna nic przeciwko większemu gronu... gdyby nie to, że zaproszonym gościem okazała się być jej była teściowa.
- Sharon - rzuciła cierpko w ramach powitania i ledwie powstrzymała się od dorzucenia: jeszcze żyjesz?
Kiedyś naprawdę się lubiły, ale ich relacja ulegała stopniowemu pogorszeniu. Wiedziała, że kobieta jej nie cierpi, bo okazała się wyrodną matką i dodatkowo zmarnowała życie jej syna...
Piekło dopiero miało się rozpętać.
- Nie szkodzi, Kim. Jestem pewna, że czeka nas miłe popołudnie. Prawda, Sharon?
Chyba nigdy w życiu nie miała tak sztucznego uśmiechu na twarzy, ale była zdeterminowana. Nie zamierzała dopuścić, aby to spotkanie było jedną wielką katastrofą.

Nicholas Swanson Kimberly Swanson
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#19”