Może wyjdzie na dziwaka jeszcze większego, bowiem pomimo jasnego układu z Riley orz faktu tego, że nie musieli być wobec siebie kompletnie zobowiązani, a nic ich formalnego nie wiązało, to jednak… nie sypiał z żadną inną kobietą od praktycznie samego początku, gdy tylko ten pierwszy raz się przespali, już wtedy uznając iż tak prawdę to nie powinno się to więcej razy powtórzyć.
Faktycznie, z jakąś laską jeszcze miał okazję spędzić wspólną noc, gdy próbował zapomnieć o tym, co miało miejsce z Davis, niemniej to tym bardziej go upewniło w przekonaniu że chyba nie jest to możliwe. Nieświadomie porównywał jedną do drugiej - naturalnie na korzyść Riley, bo jakżeby mogło być inaczej. Zupełnie tak, jakby to tylko ona od zawsze się liczyła, gdy tylko zdołali się zaprzyjaźnić. Zupełnie jakby na nią wyczekiwał skrycie, po cichu, bez wymuszania czegokolwiek, a gdy
dostał to, na co tak wiernie czekał, pojął iż niczego więcej już nie potrzebuje od życia - prócz
niej.
I nie dość, że doszło do kolejnych razy, to na dodatek Jamie rzeczywiście całkowicie wycofał się z życia towarzyskiego, jeśli chodzi o tą żeńską część społeczeństwa. A w momencie bycia podrywanym przez inne panie, zachowywał się zupełnie tak, jakby był w poważnym związku, nie chcąc zdradzić swojej partnerki, tak jakby miał być na czymś przyłapany. I chociaż ciągle z tyłu głowy miał tą pewność, że Riley nie była zainteresowana monogamią, to jednak James się tego wiernie trzymał. O czym pewnie nigdy nie powie samej zainteresowanej.
Zresztą, która inna kobieta byłaby w stanie dać mu
to wszystko, co robiła z nim wyłącznie ona? Czy inna dama jest na tyle zabawna, inteligentna, kusząca, seksowna i pewna siebie, żeby choć trochę dorosnąć jej do pięt? Matko, co by było, gdyby tylko Davis dowiedziała się o tym, co tak naprawdę McCann uważa o tej ich relacji i o niej samej… Albo by go zbeształa za to, co on sobie wyobraża, albo byłaby tak podjarana tym faktem, że ego by jej wyskoczyło do poziomu miliona jak nie dalej, obrosłaby w piórka i nie wiadomo co jeszcze. Po chwili namysłu przewiduję trzeci scenariusz - gdzie doszłoby do jednego jak i drugiego kroku w jednym czasie.
— Nie wiem czy jestem w stanie określić jak bardzo się cieszę — przyznał bez zastanowienia, patrząc na bilety które znajdowały się w jego dłoni, po czym schował je skrzętnie do koperty - zupełnie jakby to, że mógłby je uszkodzić miałoby im zadać jakiś realny ból. Po ich schowaniu, znów szeroko uśmiechnął się do kobiety, będąc jeszcze bardziej przekonany tym, iż to tylko i wyłącznie ona dostąpiła tego
zaszczytu pójścia z nim na ten koncert, nie chcąc słyszeć jakichkolwiek słów sprzeciwu. Zresztą, zapewne ona sama chciałaby się wybrać na to widowisko, więc czemu miałby jej to odebrać, zabierając kogoś innego, z kim na pewno nie będzie się tak dobrze bawił?
— Tylko czemu odnoszę wrażenie, że to taka cisza przed burzą? — zapytał, unosząc brew z nieukrywanym rozbawieniem a jednoczesną mieszanką niepewności, czy przypadkiem nie trafił idealnie w sedno, a tak naprawdę Davis szykuje coś niesamowicie spektakularnego, co go zmiecie z podłogi na tyle, iż nie będzie wiedział jak się wytłumaczyć przed innymi, a i żeby przy okazji goście nie nabrali jakichkolwiek podejrzeń co do
nich. I chociaż życie w tajemnicy było kuszące i przynoszące adrenalinę, to zarazem było kłopotliwe, gdyż faktycznie czasem trzeba było przemyśleć swoje kroki, aby nikt się nie poznał. Ostatecznie odprowadził ją spojrzeniem, wypuszczając - mocno niechętnie - do innych, a samemu znajdując towarzystwo przy barze. W trakcie rozmowy popijał otrzymane whiskey, rozmawiając zupełnie jakby nic się nie działo. I jakby w międzyczasie nie pisał w wiadomości do kobiety, że tak naprawdę chętnie by się stąd wyrwał choć na troszkę. Choć na chwileczkę, żeby tylko mogła dać mu
kolejny ze swoich prezentów. Zadowolony ze swojej gru aktorskiej po wysłaniu wiadomości nie spoglądał w kierunku Davis, żeby nie wyszło iż tak naprawdę jest niesamowicie niecierpliwy i rozochocony przez wcześniejszą propozycję, zapewne wychodząc przy tym na jakiegoś
spoceńca, a przecież Jamie nie jest taki. Wiedział kiedy mógł sobie na coś pozwolić, a kiedy jednak nie wypada. Ale nie znaczyło to, iż nie mógł trochę zabawić się i zacząć testować jej samej.
Wciągnięty w rozmowę prawie nie wyczuł nadchodzących wiadomości za pomocą wibracji w telefonie, lecz gdy dotarło do niego co mogło to zwiastować, znów przeprosił i odczytał wiadomości. Uśmiechnął się pod nosem na ich treść - szczególnie na to, co napisała w tym drugim smsie - po czym podniósł spojrzenie w kierunku Riley. Czy oni właśnie bawili się w jakieś podchody bądź zagrania na miarę licealistów? Bardzo możliwe, ale nie przeszkadzało mu to kompletnie, jeszcze bardziej unosząc kąciki ust gdy ujrzał, jak ta też była żywo zainteresowana swoim towarzystwem - nawet jeśli do końca osobiście nie lubił Thomasa - i drinkiem, którego opróżniła zdecydowanie szybciej niż powinna.
wiadomość od James:
zupełnie jakby Cię to martwiło, czy znikniemy na „chwilę” czy na „dłuższą chwilę”… i czy ja kiedykolwiek byłem grzeczny?
Wysłał prędko odpowiedź, a gdy tylko uniósł spojrzenie znad telefonu, kątem oka dojrzał jak próbuje zniknąć w tłumie tańczących wraz z Thomasem. Grupka pląsających do muzyki nie była wielka, ale to i tak nie obchodziło Jamesa - do momentu, dopóki nie postanowiła do nich dołączyć
ona. Starał się przez jakąś chwilę nie reagować, rozmawiając z Danielem w najlepsze. Widząc jednak jak przyjaciel patrzy się na parkiet, sam zwrócił uwagę na to miejsce.
— Davis tańczy? I to z Thomasem, najbardziej śliskim typem, który po pijaku próbuje zaliczyć wszystko, co się rusza? — trafił w sedno, bowiem McCann miał to samo przemyślenie odnośnie tego samego człowieka. Przeniósł spojrzenie na kumpla, widząc jak Jamie wręcz taksuje spojrzeniem ów dwójkę - wyraźnie odczytując znaki na to, że po prostu chciała go sprowokować. Tylko nie wiedział do czego - do tego, żeby faktycznie zniknęli stąd na
chwilę? Do tego, żeby po prostu zrobił odbijany i z nią zatańczył, skoro według niej nie ma na tyle odwagi, aby zrobił to jako pierwszy? Czy może do tego, żeby zwyczajnie zrobił się zazdrosny? Chwycił swoją szklankę i wypił resztę alkoholu, na koniec lekko przekrzywiając usta. Ostatnio nie pił go za wiele, więc trochę odzwyczaił się po prostu od ostrzejszego smaku, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co
musiał oglądać.
— James? — wyrwał go z rozmyślań głos Daniela, który próbował nawiązać kontakt ze swoim przyjacielem. Wtedy też oprzytomniał i przeniósł na niego spojrzenie.
— Mówiłem, że powinieneś ją uratować i odbić z łap tego typa — na co Jamie pokiwał głową bez zawahania.
— Sądzisz, że nie potrafi sama o siebie zadbać? — zaśmiał się na koniec swoich słów, znał ją na tyle iż wiedział na co było ją stać, po czym niby leniwie powrócił oczami na Riley, która ciągle kusiła go swoim spojrzeniem.
— No ale skoro każesz… — dodał rozbawiony, odbijając się od lady barowej, przechodząc pomiędzy ludźmi do części tanecznej.
Wtedy też delikatnie stuknął niczego nieświadomego Thomasa w ramię.
— Odbijany — mówiąc to, uśmiechnął się początkowo przyjaźnie, choć tak naprawdę… cóż, nieco gotowało się w nim. Chociaż chyba nie tak bardzo, jak w Tommy’m, który zareagował gwałtowniej, niż można byłoby przypuszczać iż go było na to stać.
— Odpierdol się, McCann — na co aż wystrzeliły brwi Jamesowi, po czym zaśmiał się.
— Powiedziałem odbijany, to chyba jasny komunikat… — zanim jednak zdążył powiedzieć całą swoją myśl, Thomas puścił Riley i popchnął Jamiego, który szybko odzyskał równowagę, nie trącając kogoś przypadkiem.
— Jest tu wiele innych panienek śliniących się na Twój widok, nimi się zajmij — mówiąc to, próbował powrócić do swojej partnerki tanecznej - licząc zapewne, że stanie się nią również dzisiejszej nocy. Na to jednak McCann znów się żachnął śmiechem, po czym nie przejmując się czymkolwiek i zapominając niejako o kulturze osobistej postanowił ich rozdzielić.
— Panienka wybaczy — słyszał szepty tańczących obok, niemniej nie przejmował się nimi. Thomas obrócił się znów w kierunku Jamesa - a Jamie wykorzystując fakt, iż jeszcze Tommy nie był przygotowany na cokolwiek, początkowo go popchnął. Niemniej gdy tamten poczuł się sprowokowany i chciał inaczej dać do zrozumienia McCannowi aby się odwalił, postanowił za wczasu zadziałać jako pierwszy - wymierzając siarczysty prawy sierpowy w policzek
przeciwnika. To o mało co nie doprowadziło do bójki. Daniel doskoczył prędko z baru, ciągle obserwując napiętą sytuację na parkiecie, aby na wszelki wypadek zareagować i odsunąć przyjaciela, a Michael złapał drugiego powiązanego z tym wydarzeniem, nawet jeśli ten próbował się wyrywać na wszelkie sposoby.
— Puść mnie, kurwa! Myśli, że jak został wielce kapitanem, to mu teraz wszystko kurwa wolno! — na szczęście - dla Tommy’ego, oczywiście - nie udało mu się wyrwać, a Michael pomógł mu wyjść, zupełnie jakby z Jamiem się porozumiewali telepatycznie i usłyszał jasną prośbę o to, aby jegomość opuścił imprezę.
— Czy chociaż raz może się odbyć impreza bez jakiejkolwiek bójki?! — nagle wyrwał się głos Maggie, która załamała ręce - w dużej części pomogła w końcu Riley to wszystko ogarnąć, więc i też poczuła, że jej starania organizacyjne poszły się w tej chwili jebać. Poszła po tym do baru i zamówiła szota, którego szybko wypiła. Pewnie na uspokojenie. Jamie mimo wszystko przeszedł do tej, którą niejako wybronił z ramion
niedoszłego oprawcy. Tak, bo chociaż jeszcze nic nie zrobił, to już Tommy był w oczach Jamiego skazany jako ten, który posiada niecne plany.
— Czemu nie mówiłaś wcześniej, że się narzuca? — normalnie bohater. Przyszedł, zrobił co miał zrobić, załatwił co miał załatwić, żeby na koniec jeszcze zrobić jej przytyk z tego tytułu.
riley davis