To rzeczywiście nie tak daleko, ale czy aby na pewno to dobry pomysł, żeby miała się z nimi wybrać? Czy na pewno nie byłoby to przesadą? Chociaż, czy w tej relacji jest jeszcze jakaś szansa na przesadę i przesunięcie granic po tym, co stało się w jego sypialni, gdy została na noc i spała, jakby nigdy nic, a spanie z Hunterem miało być codziennością? Zresztą, sam fakt tego, że zaspała, mogłoby dla osób postronnych dać znać, że było jej tam dobrze oraz miło, także Prudence tak naprawdę nie ma argumentów na samą siebie i na zaprzeczanie sobie samej.
Niemniej nie miała zbyt wiele czasu, tak naprawdę, aby móc z nimi pójść na ów plac zabaw, skoro musiała niedługo zbierać się do swojego gabinetu na nowo, żeby kolejne spotkanie z następnym pacjentem odbyć. To był jedyny na dzisiejszy dzień zaplanowany, ale jednak był. A nie byłoby to profesjonalne z jej strony, aby przeprosiła ale musi odmówić - oczywiście nie podając powodu, ale ona by go znała i to by było cholernie dziwne. Jeszcze nigdy nie podziękowała komuś za spotkanie, ale dzisiaj nie, jeśli nie miała szczególnie ważnego pretekstu ku temu. A takie wyjście z innym pacjentem na spacer, tylko dlatego że wziął siostrzeńca, dał jej wcześniej kwiaty i kajał się tak niespodziewanie, że aż uroczo?
Dobra, wart. Znowu się zapędza w złym kierunku myślami.
Co nie znaczy, że nadal jej było przykro, iż chłopak z tego powodu posmutniał.
— No chyba nie znajdę lepszego nauczyciela, skoro nauczył przyszłego, słynnego hokeistę, prawda? — zagaiła najpierw do Huntera, do którego posłała delikatny uśmieszek, a następnie przeniosła spojrzenie na Matt’a, do jakiego w sumie te słowa były skierowane, żeby potwierdził wypowiedziane przez Prudence słowa. Choć czuła się wewnętrznie nieco skrępowana, to jednocześnie zrobiło jej się… przyjemnie ciepło. Bo może to jest jej pacjent, to jednak jako znajomy w sferze prywatnej okazywał się coraz to bardziej ciekawym człowiekiem. Nadal nie znała go dobrze i na pewno nie będzie miała okazji żeby doszło do stuprocentowego poznania Huntera, tak mimo wszystko odkąd się przełamał i zaczął ośmielać w jej kierunku z rozmowami, to zaczynał odkrywać karty, jakich nie spodziewała się ze strony mężczyzny.
— Mecz hokeja nie nauczy mnie jazdy, no coś Ty — odparła zbulwersowana, że najpierw jej odbiera, a następnie próbuje odebrać ów szansę!
Nie spodziewając się następnego, podniosła obydwie brwi, widząc jak Matt przy okazji chichocze, pokazując w jej kierunku paluszkiem, zupełnie jakby miała coś na sobie. Kiwnęła głową w ramach zgody nieco sparaliżowana tym, co się właśnie działo, a wtedy poczuła jak ściera coś z jej skóry. Zerknęła na serwetkę, gdzie była bita śmietana, na co się uśmiechnęła. No tak, to by wyjaśniało co tak rozbawiło chłopaka.
— Dziękuję — odparła z uśmiechem na ustach, po czym zaczęli kończyć swoje gofry i napoje.
Matt okazał się bardziej ciekawski niż z początku, na co aż sama zachichotała, tym bardziej po odpowiedzi Huntera oraz ruchu na głowie młodego, czochrając mu w sumie niezbyt teraz idealną fryzurę.
— Od niedawna, skoro Cię to tak interesuje — przyznała zgodnie z prawdą, po czym doszło do jej uszu dźwięk dzwonka, uświadamiając sobie za moment iż to jej telefon dzwoni. Przeprosiła i poszła na bok, aby odebrać połączenie - i to dosyć ważne, bowiem to jej wcześniej wspomniany kolejny pacjent na dziś próbował skontaktować się z Prudence. Usłyszała informację, która ją trochę zmartwiła, ale jednocześnie nieco… ucieszyła? Nawet jeśli niezbyt dobrze to brzmi, skoro ów mężczyzna niezbyt dobrze się dzisiaj czuł. Pokiwała i odpowiadała rozumiem co jakiś czas, nie przeszkadzając mu w dalszym mówieniu, po czym powróciła do stolika, ale nie po to aby kontynuować rozmowę. Sięgnęła po swój terminarz spotkań, zerkając kiedy ma najbliższy możliwy termin, wyciągnęła długopis i szybko w ustalonej dacie wpisała godzinę oraz nazwisko. Życzyła dużo zdrowia, prosiła żeby jednak następnym razem udało mu się przyjść na spotkanie i pożegnała. Finalnie powróciła do swoich towarzyszy drugiego śniadania, siadając ponownie na krzesełku.
— Cóż… chyba jednak pójdę z Wami na ten plac zabaw. Dzisiaj już nie mam żadnych spotkań — powiedziała ostrożnie, żeby Matt nie powiązał jej z jej zawodem, a przy okazji sprzedając swojego wujka jak się oni poznali, o co przecież dopiero co pytał.
— Ale widzisz, Matt, musisz siebie i mamy teraz pilnować, bo jakiś wirus panuje — dodała ostrzegawczo, aby jakoś odciągnąć myśli chłopaka od faktu usłyszenia słowa
spotkanie, bowiem skoro jest tak ciekawski, to pewnie zaraz by dopytał o jakie spotkania chodzi, a weź tu jakoś sensownie to teraz wytłumacz.
Hunter Wright