ODPOWIEDZ
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

001. An unexpected unpredictability | Outfit
Obudziłam się gwałtownie. Nie zdążyłam jeszcze zrozumieć, czy krzyk, który wciąż dudnił mi w uszach, należał do mnie, czy do niego. Przez krótką chwilę leżałam nieruchomo. Wpatrywałam się w ciemny sufit sypialni i próbowałam w między czasie uspokoić oddech. Serce biło mi zbyt szybko i nieprzyjemnie ciężko. Miałam wrażenie, że próbowało mi przypomnieć o czymś, o czym od dawna nie miałam zamiaru pamiętać.
Schody. Tak, one zawsze wracały. Nie sam moment, ponieważ moja pamięć była znacznie bardziej wyrafinowana. Nigdy nie podsuwała mi tego, co było oczywiste. Zamiast tego zostawiała szczegóły. Jednym razem był to dźwięk uderzającego o marmur obcasa. Innym z kolei metaliczny połysk włóczni, która mieniła się w świetle lamp. Następnie zaczynało się krótkie załamanie oddechu, a na koniec zostawała cisza. To właśnie ta cisza była w tym wszystkim najgorsza.
We śnie stałam dokładnie tam, gdzie byłam tamtego dnia. Spoglądałam ze szczytu schodów, wyprostowana i spokojna, w tej samej białej koszuli, której już dawno się pozbyłam. Patrzyłam w dół, ale tym razem to nie on leżał na podłodze. Byłam to ja i zawsze w tym momencie się budziłam. Westchnęłam cicho i sięgnęłam po szklankę wody stojącą na nocnym stoliku. Woda była już letnia, co uznałam za osobistą obrazę ze strony wszechświata. Mimo wszystko ją wypiłam, bo dyscyplina jest ważniejsza niż komfort.
Za oknem już świtało. Sąsiedztwo dopiero budziło się do życia, a blade światło rozlewało się na idealnie przeciętych żywopłotach, które otaczały ogrody mojej rezydencji. Lubiłam ten widok. Porządek i symetria sprawiały, że czułam się komfortowo. Miałam wtedy pewność, że wszystko znajduje się na właściwym miejscu. Niestety ludzie rzadko kiedy mieli tę zaletę. Wstałam z łóżka i zarzuciłam na swoje ramiona jedwabny szlafrok. Następnie skierowałam się w stronę łazienki. Lustro przywitało mnie twarzą kobiety, która spała zbyt krótko, ale wciąż wyglądała tak, jakby świat miał obowiązek traktować ją z należytym szacunkiem.
Poranki zaczynałam od swoich małych rytuałów, które moim zdaniem należało celebrować. Na początek była dokładna, nieprzyzwoicie droga i absurdalnie skuteczna pielęgnacja. Kobiety często pytają się o sekret dobrego wyglądu. Zawsze mam ochotę odpowiedzieć, że pieniądze i brak tolerancji dla bylejakości są podstawą. Jednakże społeczeństwo żyje w przekonaniu, że jest to woda z cytryna i wewnętrzny spokój. Swoją drogą ja nie znoszę cytryny.
Po pielęgnacji przychodził czas na garderobę. Otworzyłam drzwi garderoby z satysfakcją godną kapłanki, która właśnie przekraczała bramy świątyni. Rzędy perfekcyjnie uporządkowanych ubrań działały na mnie kojąco. Czerń była bezpieczna, biel wymagała pewności siebie, a granat był dla ludzi, którzy chcieli wyglądać na kompetentnych bez konieczności faktycznego bycia wykwalifikowanym. Wybrałam wyrazistą stylizację w stylu barokowego glamour marki Versace. Moim zdaniem elegancja powinna sprawiać, że inni automatycznie prostują plecy na nasz widok.
Kiedy zeszłam do jadalni, to kawa już na mnie czekała. Oczywiście gdyby nie czekała, to ktoś musiałby bardzo szybko przemyśleć swoje życiowe wybory. Usiadłam przy stole i uniosłam filiżankę. Pierwszy łyk był niemal idealny, chociaż odrobinę za gorzki. Na stole leżał poranny przegląd dokumentów ze szpitala. Raport finansowy, dwa podpisy i jedna decyzja kadrowa, którą należało podjąć jeszcze przed południem. Następnie przyszedł czas na wiadomości z urzędu. Dostałam przypomnienie o spotkaniu dotyczącym budżetu oraz telefon od jednego z radnych, który nagle przypomniał sobie, że bardzo zależy mu na moim poparciu. Ludzie przypominają sobie o takich rzeczach niezwykle szybko, czyli wtedy, gdy ich kariera zaczyna wisieć na włosku. Było to takie ujmujące i żałosne jednocześnie.
Mój dzień zapowiadał się przewidywalnie, a przewidywalność jest jedną z niewielu form luks, które naprawdę doceniam. Spojrzałam jeszcze raz przez okno i obserwowałam poranny ruch za bramą posiadłości. Wszystko było takie, jakie powinno być. A potem usłyszałam, że przyjechała Audrey. Odstawiłam filiżankę nieco wolniej niż było to konieczne. Moja córka nigdy nie pojawiała się bez powodu. A ja od dawna nauczyłam się, że dzieci, nawet własne, najczęściej przynoszą nie wizyty, lecz konsekwencje.

Audrey LeBlanc
Ostatnio zmieniony ndz maja 10, 2026 12:31 pm przez Cordelia LeBlanc, łącznie zmieniany 1 raz.
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
24 y/o
For good luck!
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Mimo tego, że widzę matkę niemal codziennie, chcę z nią spędzić normalny dzień. Taki bez rozmowy o jej pracy, mojej pracy lub tego co się dzieje w tym mieście. Naprawdę potrzebuję rozmowy nawet o mące, bo nigdy nie wiadomo, jaką idealnie dać do ciasta. Jest ich tyle, że można naprawdę oszaleć i zgłupieć. Do takich spraw mam właśnie ją lub służbę, która dba tutaj o każdy szczegół w tym wielkim domu. Kiedyś uważałam go za domek dla lalek, każdy miał swoje miejsce i w nim siedział. Teraz jest miły wspomnieniem, który zachęca do powrotu. Zwłaszcza mój stary pokój, który dalej stoi i czeka. Pewnie gdzieś tam jeszcze, są upchane stare karteczki z notatką ze studiów.
Powitałam wszystkich, których minęłam. Niektóre panie pracują tutaj, jak ja jeszcze byłam w pieluchach. Także ich też traktuję jak rodzinę. Miło ich spotkać i pogadać o tym, co się u nich dzieje. Taka rozmowa, która odmienia nasze życia i dodaje ciekawe ciekawostki na potem. Chociaż potem cały ten zlepek informacji, może spowodować ból głowy. Na sam koniec rozmowy, jedynie obiecałam im, że przed powrotem do mieszkania, pożegnam się z nimi.
Postanowiłam jeszcze przy okazji odwiedzić swój stary pokój. Bardzo, ale to bardzo chciałam zabrać starą książkę, którą uwielbiałam jak byłam młodsza. Zajęło mi to dosłownie chwilę, ponieważ była w dość widocznym miejscu. Schowałam ją do swojej torby i postanowiłam w końcu powitać się z matką. Byłoby niegrzeczne, gdybym postanowiła ją dosłownie zignorować. Zresztą nie chcę dodatkowych narzekań na mnie i z tego powodu. Poprawiłam dodatkowo ubranie i zapukałam do drzwi.
— Witaj mamo! Mam nadzieję, że nie zepsułam twoich planów i nie zabieram twojego cennego czasu. Jednak chciałabym w końcu się dowiedzieć, co zaplanowałaś. A raczej, dlaczego wspomniałaś o zaaranżowanym ślubie — Na początku powiedziałam wszystko z dobrym humorem. Dalsze moje słowa nie były radosne. Było czuć w nich zirytowanie. Zirytowanie, ponieważ znów ma jakieś plany w moją osobę. Jakby nie wystarczyło jej, że pracuję w zawodzie co chciała. Nie chcę ślubu, nawet nie mam z kim się ożenić. Naprawdę nie chcę myśleć, że zaplanowała mi ślub z jakimś gburem. Sam chciałabym znaleźć tego, który będzie odpowiedni i zasłuży sobie na moją osobę. Jednak znam ją od urodzenia, mogę zakładać, że to ten najgorszy scenariusz w moim smutnym życiu. Jeśli tak, czy uda mi się postawić? Pewnie nie, ale będę się starać. Pragnę życia, które ja chcę. Nie takiego, które ktoś inny mi zaplanował.

Cordelia LeBlanc
M.
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie odpowiedziałam od razu na pytanie córki. Siedziałam przez moment nie ruchomo przy stole i obracałam filiżankę z kawą. Spojrzałam ba Audrey uważniej niż, zazwyczaj pozwalałam sobie patrzeć na własne dzieci. Zawsze odnosiłam wrażenie, że zbyt długie obserwowanie ludzi sprawia, że zaczynają oni dostrzegać rzeczy, o których nie powinni wiedzieć. A ja nie lubiłam niczego zdradzać.
Cicho westchnęłam i odłożyłam filiżankę na spodek. - Oczywiście nie robię tego bez powodu - odpowiedziałam spokojnie. - Nasze życie nie jest bajką, niestety. I nigdy nią nie było. Ślub, który mam w planach będzie układem i inwestycją w twoją stabilność - wyjaśniłam, nie podnosząc przy tym głosu.
Oparłam się wygodniej o krzesło i przesunęłam naszyjnik, który zahaczył się o koszulę. Odpowiadałam córce spokojnie, ale czułam narastające zmęczenie. Nie była to irytacja, ale zmęczenie, które odczuwałam zawsze wtedy, gdy musiałam tłumaczyć coś, co dla mnie było oczywiste.
- Poświęciłam całe życie na zbudowanie czegoś trwałego. Mamy teraz majątek, pozycję i nazwisko, które coś znaczy w tym mieście - dalej prowadziłam swój wywód. - Myślisz, że utrzymuję się wyłącznie dzięki ciężkiej pracy? - spytałam. - Nie. Takie rzeczy należy utrzymywać odpowiednimi ludźmi, którzy nas otaczają i właściwymi powiązaniami.
Na krótką mini chwilkę odwróciłam wzrok w stronę okna. - Nie chcę zrobić ci krzywdy, więc nie bądź skarbie pesymistyczką - powiedziałam ciszej. I ku własnemu niezadowoleniu zorientowałam się, że mówiłam szczerze. - Chcę mieć pewność, że kiedy mnie zabraknie, to nikt nie będzie w stanie cię złamać.
Te słowa były najbliżej troski, na jaką potrafiłam sobie pozwolić. Zastukałam palcami o blat stołu i przez chwilę zbierałam myśli. - Pamiętaj, że miłość jest niestabilna. Ludzie rozstają się, zdradzają albo rozczarowują. Z kolei władza i pieniądze, a co najważniejsze wpływy są przynajmniej uczciwe w swojej naturze - tłumaczyłam. - Zapewniają poczucie bezpieczeństwa. Jednak nie będzie ono trwałe, jeżeli sama nie będziesz potrafią go utrzymać.
Spojrzałam ponownie na córkę, tym razem z bardziej poważną miną. - A ty Audrey, niezależnie od tego, czy ci się to podoba czy nie, jesteś częścią czegoś znacznie większego niż twoje własne zachcianki.

Audrey LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
24 y/o
For good luck!
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Ona i jej picie kawy z filiżanki, mam to po niej. Obie zawsze pijemy jej za dużo i spróbowaliśmy chyba każde ziarenko dostępne na tej ziemi. Oczywiście mamy swoje ulubione rodzaje, a ten był wyjątkowo mocno wyczuwalny i jestem pewna, że to jej jedna z tych ulubionych. Piła ją tylko w wyjątkowych chwilach, czyżby to też się do tego wszystkiego zaliczało? Przełknęłam ślinę i prychnęłam. Naprawdę to zrobiłam, ale chyba głównie przez irytację.
— Bez powodu? Przypomnę Ci, że masz jeszcze Grace i Reeave. Dlaczego zaczynasz ode mnie? Grace jest starsza i raczej od niej powinnaś zacząć. Ja nawet jeszcze nie wiem, jaką specjalizację wybrać — Cierpka odpowiedź na jej słowa, według mnie pasowały idealnie. Wiem też, że moje ostatnie słowa w niczym mi nie pomogły. Wręcz idealnie pokazują, że jeszcze jestem nieodpowiedzialna. Mogę popełniać błędy, chcieć zupełnie innego życia. Przecież studia o medycynie nie były moją bajką, zrobiłam to dla niej. Mam wszystko poświęcić? Całkowicie całe życie, aby ona mogła je zaplanować od początku do końca? Naprawdę tego nie chcę, chcę sama zdecydować z kim chcę być. Studia mi już odebrała, ale nie musi wybierać dla mnie męża.
— Miłość twoja z ojcem też taka była? Czy jednak miałaś szansę się zakochać? Nie potrafię zrozumieć, dlaczego naciskasz tylko na mnie. Zawsze miałam ciężej, a dwójka mojego rodzeństwa łatwiej. Nie chcę tego zrobić, chcę sama się zakochać i znaleźć miłość — Usiadłam na krześle. Nie chcę stać, jak ona tak siedzi. Dodatkowo czuję, że przegram na każdej linii. Moje słowa będą jakoś odebrane, ale raczej nie tak jakbym tego chciała. Zrezygnowana sięgnęłam po ciasteczko i zaczęłam je rozkruszać. Wiem, że mama tego nie lubi. Jednak naprawdę potrzebuję coś, aby nie myśleć o swojej szarej przyszłości, który mnie niestety czeka.
— Dla mnie nie liczą się pieniądze, nie chce ich. Mogę nawet oddać mieszkanie i sama zarobić na dużo mniejsze. Nigdy mi na nich nie zależało — Powiedziałam to zgodnie z prawdą. Mogę nawet brać więcej dyżurów, oddać mieszkanie lub spróbować żyć samej. Jednak naprawdę, nie chcę tego ślubu. Nawet wybiorę co ona chce, ale tylko niech to będzie moją decyzją, a nie jej. — A co jeśli nie chcę być częścią czegoś większego? Jeśli chcę jedynie wybrać męża sama? Wybrałam studia, które chciałaś. Nie zabieraj mi chociaż tego, mamo. Proszę

Cordelia LeBlanc
M.
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez dłuższą chwilę milczałam i jednocześnie słuchałam wywodu córki. Później przeniosłam na nią wzrok i obserwowałam, to jak rozkrusza ciasteczko na blacie stołu. Normalnie zwróciłabym jej uwagę od razu. Audrey doskonale wiedziała, że nie znoszę bałaganu, nawet tak drobnego. Tym razem jednak tylko obserwowałam.
Czułam, że robię się bezsilna, a tego nie cierpię w sobie najbardziej. - Myślisz, że miałaś ciężej? - zapytałam spokojnie, chociaż ton mojego głosu był chłodniejszy niż wcześniej. - Nigdy nie wymagałam od ciebie więcej niż od siebie samej. A kwestia twojego rodzeństwa to zupełnie inna sprawa. Nad nimi też nadal pracuję.
Odstawiłam filiżankę i splotłam dłonie na stole. - Nie rozumiesz jeszcze jednej rzeczy. Wszystko, co posiadasz, istnieje dlatego, że ktoś wcześniej podejmował trudnie decyzje. Chyba nie muszę wskazywać o kim mowa? - dodałam. - Masz swoje mieszkanie i możliwość studiowania bez martwienia się o pieniądze. A to moja droga nie spadło z nieba.
Westchnęłam cicho i na moment zamknęłam oczy. Nie lubiłam wracać do przeszłości, ale jeszcze bardziej nie znosiłam, kiedy moje własne dzieci patrzyły na mnie tak, jak byłabym wyłącznie przeszkodą. Najpierw Reeve, a teraz jeszcze ona. - Ja też nie miałam wyboru - odezwałam się ciszej. - Kiedy byłam w twoim wieku, to nie mogłam pozwolić sobie na luksus. Musiałam szybko nauczyć się przetrwania i właśnie dlatego wciąż tu jestem.
Spojrzałam na Audrey uważnie. - Nie naciskam na ciebie dlatego, że chcę cię ukarać. Świat nie jest łagodny dla kobiet takich jak my. Ludzie bardzo chętnie patrzą jak upadamy, a jeszcze chętniej próbują nam coś odebrać - wyjaśniłam. - Właśnie przed tym staram się was uchronić.
Przesunęłam palcem po brzegu filiżanki, a następnie zbierałam własne myśli. - A miłość... - urwałam na moment - ona nie uratowała mojego małżeństwa. Jak wiesz, nie zatrzymała zdrady i nie sprawiła, że czułam się bezpieczna. - Nie było łatwo mi o tym wspominać, jednakże zamierzałam być szczera wobec córki. - Możesz mnie teraz nienawidzić, ale któregoś dnia zrozumiesz, że to co robiłam, było po to, żebyś nigdy nie musiała być zależna od kogokolwiek. Nawet ode mnie.

Audrey LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
24 y/o
For good luck!
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dobrze wiem, że nie miała łatwo. Pamiętam jak, było z ojcem oraz resztą naszej rodziny. Jednak nadal uważam, że nie trzeba tak szaleć. Myśleć o wszystkim w takim sposób. Można coś zmienić, aby było zupełnie inaczej i lepiej. Jak na aktualne czasy, a nie myśleć przed. Dam radę samą stanąć na nogi. Większość wypłaty i tak odkładam na konto oszczędnościowe. Nie wydaje na byle co kasy, a co mieszkania to prawda. Kupiła je matka, ale gdybym znała cenę tego wszystkiego. Postanowiłabym całkowicie inaczej. Wybrałabym tańsze i skromniejsze mieszkanie, wynajęłabym je. Być może nawet kiedyś kupiła. Studia? Wzięłabym kredyt i wybrała prawdo dobnie inny szpital. Nie chcą mieć problemów z matką. A jak jest? Mieszkanie kupiła ona, za rok ma być przepisane na mnie całkowicie. Pracuję w tym samym szpitalu, nawet nie wiedząc czego ja chcę. Krążę z jednego oddziału do drugiego, szukając miejsca pasującego do mnie. To już Grace wiedziała czego chce, być może to przez fakt, że ona od zawsze chciała to robić. Ja poszłam, bo ona tego chciała, chciałam ją po prostu zadowolić swoim wyborem. Zobaczyć na jej twarz uśmiech i zadowolenie. Żeby była dumna, chociaż na chwilę z jednego dziecka.
— Jako jedyna nie chciałam tego luksusu. Dostaję je za to, że robię co chcesz. Każdy wybór miał cenę, dobrze o tym wiedziałaś. Ja jedynie tego nie wiedziałam, przez co teraz mam wyjść za mąż. Nawet go nie znam, nie chcę kogoś starszego ode mnie — Zirytowanie było słyszalne w moim głosie. Niech zajmie się Grace lub Reeave. On też ukrywa swoje tajemnice przed nią. Grace wcale nie jest taka lepsza i święta. Wiecznie chce dopasowywać się do postanowień matki. Nawet jeśli zrobi, co ona chce nie ma takiego sukcesu i odezw. U mnie wystarczy zgoda, zrobienie i już jest zadowolona. Nie muszę tego tak szukać, a Grace tak. Według mnie to ona bardziej nadaje się na takie związki, zgodzi się na wszystko. Dosłownie wszystko, aby być na czele i wyjść z cienia. Cień do niej nie pasuje, a do mnie jak najbardziej.
— A jeśli ja znajdę kogoś, kto spełni twoje wymagania? Kogoś kto ma pieniądze, nawet firmę. Czy wybór w końcu będzie należał do mnie, czy jak zawsze do ciebie? Nie chcę rozwodu, ani zdrady — Naprawdę wolałabym go znaleźć sama. A co jeśli już ona zaczęła? Szuka tego idealnego zięcia z kasą i chęcią posiadania przy sobie lalki? Ja niepotrafię być lalką i uśmiechać się na zawołanie. Chcę być naprawdę wolna, nawet biedna. Jednak z kimś kogo szczerze kocham i nic wiążącego z interesem.

Cordelia LeBlanc
M.
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Audrey nadal wierzyła, że życie można zbudować wyłącznie na własnych pragnieniach. Niestety świat nie nagradza ludzi za szczerość wobec samych siebie. - Myślisz, że wszystko ci odebrałam - powiedziałam spokojnie. - Prawda jest jednak taka, że przez całe życie próbowałam dać ci wybór, którego sama nigdy nie miałam.
Poprawiłam pozycję, w której siedziałam na bardziej wygodną. Następnie przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w Audrey. Najbardziej męczyło mnie to, że przed laty byłam taka sama. Tak samo się upierałam i również żyłam w przekonaniu, że można żyć inaczej niż według zasad narzuconych przez rzeczywistość.
- Nie chciałam córki, która będzie musiała walczyć o przetrwanie - powiedziałam ciszej, przenosząc wzrok na miskę z owocami. - Dlatego zapewniłam ci wszystko, zanim jeszcze zdążyłaś zrozumieć, ile to kosztuje. - Spojrzałam z powrotem na córkę. - I może popełniłam błąd. Być może dałam ci tak wygodne życie, że zaczęłaś wierzyć w to, że wszystko zostaje podane na tacy.
Nagle zdałam sobie sprawę, że nie byłam do końca przekonana, czy na pewno postępowałam właściwie. - Jeśli znajdziesz kogoś sama... - urwałam na moment. - Kogoś stabilnego i odpowiedzialnego. I będziesz miała pewność, że nie potraktuje cię jako trofeum, to wtedy będę słuchać. - Wstałam na krótką chwilę i podeszłam do okna. Wpatrywałam się przez jakiś czas w drzewo i w międzyczasie próbowałam wymyślić jakieś sensowne rozwiązanie.
W rzeczywistości już wiedziałam, że prędzej czy później sama doprowadzę ją do odpowiedniego mężczyzny. Nie mogłam przecież odpuścić, bo nie leży to w mojej naturze. Audrey była zbyt uparta, by zaakceptować kogoś wskazanego wprost. Im mocniej próbowałabym ją zmusić, tym bardziej chciałaby uciec. Musiałam więc pozwolić jej wierzyć, że to będzie wyłącznie jej decyzja. Ludzie są znacznie spokojniejsi, kiedy wydaje się im, że sami kontrolują własne życie. Nawet jeśli tak na prawdę ktoś wcześniej bardzo dokładnie przygotował im odpowiednią drogę.
Znałam odpowiednich mężczyzn, którzy byli wychowywani w odpowiedni sposób. Wystarczyłoby jedno spotkanie na kolacji albo wydarzeniu organizowanym przez miasto i reszta potoczyłaby się sama, oczywiście gdyby została odpowiednio poprowadzona. Audrey zakochałaby się wtedy nie w mężczyźnie, którego ja jej wybrałam. Zakochałaby się w przekonaniu, że sama go znalazła.
Wróciłam z powrotem na swoje miejsce i spojrzałam spokojnie na Audrey. - Na pewno nie pozwolę ci zniszczyć sobie życia tylko dlatego, że chcesz przez chwilę poczuć się wolna. Wolność bez zabezpieczenia bardzo szybko zmienia się w zależność. A to jest najgorsza rzecz, jaka może spotkać kobietę.

Audrey LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
24 y/o
For good luck!
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nigdy niezstanawiałam się jak będzie, wyglądać moje życie i z kim będę. Nawet do tej pory nie wiem, kim chcę być do końca życia. Oznacza to jedynie, że mam mało czasu na szukanie. Kogoś, kto będzie idealny dla niej i dobry dla mnie. Przecież nie wpiszę w apkę, że szukam kogoś dobrego i przy kasie. To będzie naprawdę ciężkie, a co gorsza sama będę musiała to ogarnąć. Nie lubię korzystać z aplikacji randkowych. Zawsze są tam debile, którzy liczą na jedno. Tego właśnie chciała uniknąć moja matka. Starając się znaleźć tego odpowiedniego chłopaka dla mnie. Tylko czy ja chcę być dobrą żoną, która czeka na swojego męża i nie mieć pracy? Bo według niego nie będę musiała pracować, ponieważ da radę utrzymać mnie, dzieci i wszystko, co tylko on osiągnie? Pewnie takie znajdzie dla mnie matka, a kasę będę musiała przelewać na jakieś dodatkowe konto, aby nie mieć tylko jego kasy. Naprawdę chcę tego wszystkiego uniknąć. Dodatkowo też nie jestem nią, jestem zupełnie inna.
— Nie jestem tobą mamo, mam naprawdę dobry start w życiu. Dałaś mi dużo, wykorzystałam to. Jednak naprawdę uważam, że to już za dużo. Ja nawet nie myślę o ślubie, dzieciach. Jestem jak wielkie dziecko, szukające odpowiedzi na to, czego ja chcę w życiu — Teraz naprawdę jestem szczera, szczera do bólu. Jakoś wcześniej nie chciałam tego powiedzieć otwarcie, ale tym razem muszę. Jej zgoda na wybór jest dobra i zła jednocześnie. Dobrze wie, że będzie ciężko mi kogoś znaleźć. Więc najpewniej wygra całą tę walkę. Przyciągnęłam kolana do siebie, chcąc trochę się zasłonić. Najchętniej uciekłabym najdalej stąd i nie wróciła do tego domu, miasta i wszystkich. Druga moja strona nie pozwala na to i chyba pogodziła się z porażką, która na mnie czeka. Najgorsze, że będę musiała chodzić na te wszystkie randki, szukając odpowiedniego partnera do chorej gry.
— Nigdy nie będę zależna od kogokolwiek. Zarabiam i mogę być biedna, ale wolę być wolna — Twardość w moim głosie była wyczuwalna. Pociągnęłam nosem, ponieważ dobrze wiem, że przegram tę głupią grę. Nie tylko studia, nie tylko mieszkanie i nawet dalsza przyszłość jest mi po prostu zabierana.

Cordelia LeBlanc
M.
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez jakiś czas po prostu obserwowałam córkę w milczeniu. Mówiła o wolności tak, jakby była ona czymś prostym. Niestety nie można jej zatrzymać przy sobie samą siłą charakteru i dobrymi intencjami. Sama wiedziałam najlepiej, ile to naprawdę kosztuje. Odstawiłam filiżankę na stół i sięgnęłam po serwetkę. Następnie sprzątnęłam okruszki po ciastku Audrey, które nie dawały mi spokoju.
- To nie jest tak, że próbuję cię zamknąć w złotej klatce - odezwałam się w końcu spokojnym tonem głosu. - Ale gdybyś naprawdę znała świat, to nie nazywałabyś bezpieczeństwa więzieniem. - Westchnęłam cicho i odłożyłam serwetkę na swój talerzyk. - Nie oczekuję od ciebie, że jutro staniesz się idealną żoną i matką. Nie o to mi chodzi. Chcę tylko, żebyś przestała się łudzić, że same dobre chęci wystarczą do zbudowania stabilnego życia. Uwierz mi, że nie wystarczą.
Przerwałam na moment swoją wypowiedź. Czułam już zmęczenie tematem, który tak długo ciągnęłyśmy. Rozmowa z własnym dzieckiem nie powinna przypominać negocjacji, a jednak odnosiłam wrażenie, że w to się przeradzała.
- I przestań twierdzić, że wszystko ci odbieram - powiedziałam ciszej, ale stanowczo. - Gdybym naprawdę chciała decydować za ciebie, to ta rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej. - Spojrzałam na Audrey uważniej. - Jak najbardziej masz prawo szukać własnej drogi i popełniać błędy. Nawet masz prawa do tego, aby mnie rozczarowywać. Jednakże nie oczekuj ode mnie, że będę spokojnie patrzeć na to, jak świadomie ryzykujesz własną przyszłość tylko po to, żeby udowodnić samej sobie, że jesteś wolna.
Zamilkłam na moment i opuściłam wzrok. Najgorsze było to, że część mnie naprawdę chciała pozwolić jej odejść i żyć po swojemu. Z kolei druga część już obmyślała plan, ilu ludzi musiałabym zaangażować, aby Audrey nie miała okazji podjąć złej decyzji.

Audrey LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
24 y/o
For good luck!
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Czy wiedziałam, że nie wytrzyma z tymi okruszkami? Oczywiście, że tak. Przecież wszędzie musi być porządek oraz ład. Tylko szkoda, że nie jest tak w naszej rodzinie. Niby nią jesteśmy, a moja kuzynka jest mi bliższa, niż rodzona siostra. To już naprawdę dużo musi świadczyć, jakie my wszyscy ze sobą mamy relacje. Nawet Reeave nie jest zadowolony, a jemu też się obrywa. On będzie następny, a może Grace? Chociaż jak dla mnie, powinna zacząć od niej. Najstarsza i niby taka ułożona przyszła pani doktór. Jej złote rady i pomoce, są tak tragiczne i żenujące, że już dawno przestałam prosić ją o rozmowę. Normalną rozmowę rodzinną. Nawet w pracy ją unikam, a to w sumie jest mega proste. Niby udawane wezwanie.
— Najbardziej bym chciała sama popełnić błąd, znaleźć odpowiednią odpowiedź. Potem dopiero stwierdzić czy masz rację. Jeśli tak, mogę nawet wyjść za byle kogo. Jednak chcę jeszcze sama, podjąć jakieś decyzje — Głupie, lepsze, gorsze lub idiotyczne. Podejrzewam, że matka jest przyzwyczajona dosłownie do wszystkiego. Nawet do naszego głupiego zachowania. Zresztą lubię być nieodpowiedzialna przy chłopakach, a w pracy być mega poważna. Naprawdę się do tego przyzwyczaiłam. Nie chcę zmieniać wszystkiego i dopasowywać się.
— A co potem? Jeśli wyjdzie ten ślub, zgłosi się ktoś na te twoje przesłuchiwania i castingi? — Prychnęłam rozbawiona. Nie wiem kto, będzie miał gorzej, ja czy tamci faceci. Zgłoszą się, ponieważ zobaczą moje zdjęcie? Czy ja będę musiała być na każdym z głupich przesłuchań? To nie jest casting do filmu, serialu. Tutaj chodzi o moją przyszłość i to, czego naprawdę pragnę. Sięgnęłam po kolejne ciasteczko, ale tym razem postanowiłam je całe zjeść. Ugryzłam parę kęsów, jakbym chciała zajeść stres i zirytowanie. Wyciągnęłam telefon, odpisałam dla swojej kuzynki i spojrzałam się ponownie na matkę.
— Także ile mam czasu? Ogólnie ile chcesz to planować, aż twój plan wyjdzie w życie? — Wolę to jednak wiedzieć, a nie przypadkiem przyjść na jej gotowy projekt.

Cordelia LeBlanc
M.
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”