-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wiadomość o mieszkaniu w formie prezentu była pierwszą pozytywną rzeczą w życiu Cory w ostatnich miesiącach, a już na pewno w tym roku. 2026 zdecydowanie nie będzie należeć do najlepszych w jej życiu, a przynajmniej pierwsza jego połowa przebiega jak na razie katastrofalnie. U niej nie ma wzlotów i upadków, a po prostu odbija się co rusz od dna. Chociaż w momencie, gdy nagle człowiek, którego uważałaś całe życie za ojca, wyrzuca Cię z domu, można już powiedzieć, że puka od spodu w to dno?
Starała się jednak znajdować pozytywne aspekty. Tak duży gest od rodzeństwa i matki był dla niej czymś wzruszającym, bo nie musiała się już tułać między apartamentem Cherry, a Maddie. Kochała obie , ale jednak pomimo ich szczerych chęci czuła się tam po prostu tylko gościem. Potrzebowała własnej przestrzeni, którą będzie mogła urządzić według własnej wizji. Potrzebowała lokum tylko dla siebie. Wiedziała, że ekipa już tam weszła i przygotowuje je według projektu Charity, ale Cora chciała pójść i sprawdzić etap pracy. Może uda się jeszcze na koszt darczyńców wprowadzić ewentualne zmiany w aranżacji? W końcu Cora teraz liczy skrupulatnie każdy grosz.
Podjechała pod wskazany, przez Charliego, adres i od razu po wyjściu z taksówki rozglądała się po okolicy. Była to widoczna degradacja o kilka klas, ale czy to stanowiło dla niej problem? Nie. Od dziecka żyła w luksusie, ale to nie on ją określał i to nie jego goniła. Pieniądze potrafiły uszczęśliwiać, ale nie dawały szczęścia. Dlatego konieczność przeprowadzenia się do gorszej dzielnicy nie była dla niej niczym strasznym. Budynek był mniej luksusowy od jej poprzedniego, ale była to średnia klasa. Weszła do mieszkania korzystając z otrzymanych kluczy i jej oczom się ukazało duże, wysokie i przestronne mieszkanie. Wszędzie była jeszcze rozłożona folia malarska świadcząca, że prace remontowe się nie zakończyły. - Wow…- szepnęła rozglądając się wokół i skupiając na dużych oknach idących przez całą wysokość loftowego mieszkania, a także wychodzące na antresolę. Już w jej głowie pojawiały się wizje jak je urządzi! Możliwość tego dodawała wiatru w jej żagle, więc nawet nie wiedziała czy oprócz niej jest ktoś jeszcze w mieszkaniu czy nie. Szła podziwiając miejsce, które miała od teraz nazywać swoim nowym domem.
I wszystko byłoby piękne, gdyby nagle nie poczuła jak jej noga wpada w coś mokrego, a następnie całe jej ciało leci do przodu. Z głośnym odgłosem upadła na podłogę, ale największy odgłos wydała z siebie duża, metalowa puszka, którą blondynka rozlała wpadając na nią. - O żesz kurwa!- krzyknęła patrząc pod siebie, a raczej za siebie, bo wciąż leżała na ziemi na brzuchu wpatrując się jak oniemiała jak biała farba rozlewa się po folii, a tym samym brudzi jej spodnie i spływa coraz dalej i dalej…. Czy kiedyś jej złą passa się skończy?
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Wysokie wnętrze loftu pachniało świeżą farbą i drewnem, a rozłożone folie oraz porozstawiane narzędzia tworzyły kontrolowany chaos, w którym odnajdywał się zaskakująco dobrze. Przynajmniej do momentu, w którym ciszę przeciął huk. — Co do… — rzucił odruchowo, ruszając w stronę salonu. Widok, który tam zastał, był na tyle absurdalny, że przez krótką chwilę po prostu stał i patrzył z niedowierzaniem malującym się na twarzy.
Blondynka leżała na podłodze pośród rozlewającej się białej farby, wyglądając jak ofiara wyjątkowo brutalnego starcia z puszką i grawitacją. Metalowy przedmiot turlał się jeszcze leniwie po folii, jakby sama był dumny z wywołanego chaosu. Max westchnął, przesuwając dłonią po karku, choć w niebieskich oczach wyraźnie błysnęło rozbawienie, którego nawet specjalnie nie próbował ukrywać. — Powiedz proszę, że to nie jest twój sposób na sprawdzanie jakości wykonania podłóg — odezwał się w końcu, podchodząc bliżej. Dopiero wtedy wyciągnął do niej rękę, wcześniej ostrożnie omijając rozlaną farbę. — Bo jeśli tak, to muszę przyznać, że bardzo angażujesz się w remont. - dodał z naturalną dla siebie, subtelną zaczepnością w tonie głosu, w którym pobrzmiewało rozbawienie. Choć może nie powinno?
Kącik jego ust drgnął lekko ku górze. Właściwie powinien być zirytowany. Farba była świeżo przygotowana, podłoga zabezpieczona ledwie prowizorycznie, a on od rana walczył z tym mieszkaniem praktycznie bez przerwy. Problem polegał na tym, że ciężko było się złościć, kiedy dziewczyna wyglądała jednocześnie na oburzoną i kompletnie załamaną własnym losem. — Nic sobie nie zrobiłaś? — zapytał już nieco poważniej. — Poza wypowiedzeniem wojny podłodze.
Cora Marshall
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wydziedziczenie przez Christophera i widmo utraty zarobku sprawiało, że zaczęła podchodzić do kwestii finansowych mniej rozrzutnie. Za remont płaciło jeszcze rodzeństwo i mama, więc Cora uznała, że ewentualnie może się uda coś jeszcze ogarnąć w apartamencie na ich koszt. Nie sądziłaby jednak, że może ją to kosztować ryzykiem wymiany świeżo położonej podłogi.
Leżała będąc w niemałym szoku, z nosem wciśniętym w ziemię, bo aż nie wiedziała co ze sobą teraz zrobić. Krzyczeć? Szybko wstać? Płakać? Śmiać się? Była naprawdę zaskoczona i wtedy usłyszała męski głos. Podniosła głowę , by spojrzeć kto to. Nie znała mężczyzny, ale domyśliła się po stroju, że to pewnie jeden z robotników. I oczywiście jak to typowy facet - zamiast jej pomóc, to się nabija z niej. Śmieszek numer jeden się znalazł.
- A myślisz, że leżę na tej podłodze, bo jak jakiś jełop się wywaliłam na prostej podłodze?- spytała sarkastycznie przewracając oczami i zaczęła się podnosić na kolana. - Oczywiście, że sprawdzam stan podłogi i jak widać jednak nie jest taka prosta, skoro turla się po niej puszka- wskazała kciukiem na metalowe opakowanie, które zgodnie z prawem grawitacji się turlało w drugą stronę pokoju. To był istny przypływ wiedzy pod wpływem impulsu, bo przecież Cora do najbardziej lotnych nie należała. A może podczas upadku uderzyła się w głowę i odblokowała jakąś część w mózgu odpowiedzialną za inteligencję?
- Jest w porządku- burknęła w odpowiedzi na jego pytanie jak się czuje. Odsunęła się o krok, gdy tylko stanęła na nogach. Prawdopodobnie był robotnikiem, ale to nie oznaczało, że nie był niebezpieczny. Cora już spotkała na swojej drodze drapieżników, więc teraz trzymała się na dystans wobec płci przeciwnej. - Ja pierdzielę…. Jestem cała w farbie- jęknęła tym razem już wyraźnie zrozpaczona patrząc na swoje spodnie i bluzę całe w białej farbie. No pięknie! - Kto postawił tą puszkę na środku salonu?!- znowu gniew wyszedł na prowadzenie powodując, że podniosła nieco głos i oburzona spojrzała na mężczyznę, bo to oczywiście jego wina, że wpadła na puszkę i się przewróciła.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
W gruncie rzeczy nie wiedział z kim w zasadzie ma obecnie do czynienia. W sprawie remontu w mieszkaniu kontaktował się z męskim przedstawicielem rodziny, której nazwisko kojarzył. Nie znał też historii, jaka kryła się za tym wszystkim - malowaniem ścian, wymianą elektroniki, montażem nowych szafek. Tajemnicą pozostawały dla niego sprawy rodzinne Marshallów, chociaż czy byłby tym wszystkim zainteresowany? Należ do ludzi, którzy potrafią słuchać, a jednocześnie nie lubi, kiedy ci za bardzo się przed nim otwierali, bo sam miał z tym ogromny problem- potrzebował wiele uwagi i czasu, aby kogokolwiek do siebie dopuścić.
Słysząc słowa padające z ust blondynki Max mimowolnie przeniósł spojrzenie na powoli toczącą się puszkę, jakby rzeczywiście rozważał sens jej argumentu. Przez krótką chwilę milczał, po czym westchnął cicho pod nosem, bardziej rozbawiony niż zirytowany. — Czyli winna jest fizyka — stwierdził w końcu z absolutną powagą, która nijak miała się do rozbawienia widocznego w niebieskich tęczówkach. — Dobrze wiedzieć. Już miałem brać odpowiedzialność za grawitację. - stwierdził, teatralnie wzdychając. Z jakiegoś powodu nie potrafił zachować powagi, którą winien się odznaczać, wszakże był tylko nic nieznaczącym wykonawcą, a ona - skoro weszła do mieszkania, musiała należeć do rodziny. Fakt ten nie mógł umknąć mężczyźnie, lecz kuriozalna sytuacja nie sprzyjała powadze.
Dopiero gdy dziewczyna spojrzała na swoje ubrania, Max przesunął wzrokiem po białych śladach farby pokrywających materiał bluzy i spodni. Widok ten ewidentnie się jej nie spodobał, czego natychmiast dała wyraz. W reakcji tej, w doborze słów i gestów dostrzegł coś znajomego. W tym impulsywnym unoszeniu głosu, chaosie wchodzącym do pomieszczenia razem z nią i spojrzeniu, które jednocześnie próbowało atakować i trzymać ludzi na dystans. Max znał już kiedyś kogoś dokładnie takiego. I właśnie ta myśl sprawiła, że zmarszczył lekko brwi. Niestety nie miał czasu na odblokowanie odpowiednich wspomnień, gdy między nimi rozlało się pytanie. — Hm… stawiam, że ten sam idiota, który od czwartej rano maluje tu ściany — na które odpowiedział bez najmniejszego wahania - obrażając samego siebie? Uniósł lekko brew, dopiero po chwili robiąc kilka kroków w stronę przewróconego pojemnika, podniósł go z podłogi, zanim farba zdążyła rozlać się jeszcze dalej po folii. — Spokojnie, farba jest zmywalna — rzucił już nieco łagodniej. — A podłoga przeżyła twój atak, więc bilans strat nie wygląda tragicznie. - kącik ust drgnął mu minimalnie ku górze, kiedy odstawił puszkę znacznie bliżej ściany niż wcześniej. Wtedy też podszedł bliżej blondynki, oferując swoją dłoń, by mogła się na niej wesprzeć i wstać, nie ryzykując kolejnego upadku na śliskiej powierzchni.
Cora Marshall
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
I właśnie zaczęła uznawać, że kolejny spadł na jej drogę. Aż przewróciła oczami słysząc jego próby mówienia o fizyce, których tak naprawdę nie rozumiała już ani trochę. - Nie słuchasz mnie- bo takie odnosiła wrażenie jak zaczął zrzucać winę na fizykę. - Winna jest krzywa podłoga, którą ktoś źle ułożył- wyjaśniła wprost, licząc na to, że tym razem ją posłucha. Swoją drogą facet miał tupet i odwagę rozmawiając z nią w taki sposób, bo przecież kim innym mogłaby być, jeżeli nie właścicielka mieszkania? Jeszcze kilka tygodni temu by jej to nie przeszkadzało, ale teraz była przewrażliwiona na tym punkcie do granic możliwości. Nie potrafiła na nowo odnaleźć w sobie tej woli odpuszczania i cieszenia się chwilą. Ale jedno wciąż w niej pozostało - zadziorność. Tego nie utraciła.
I zadziorność teraz sprawiała, że była w stanie z nim teraz dyskutować. - Malować ściany o czwartej rano? Faktycznie trzeba być idiotą- prychnęła nawet lekko rozbawiona tym faktem, że pewnie wstawał o tej, kiedy ona zazwyczaj kładła się spać.
Mimo przekomarzanek, nie chciała jego pomocy przy wstawaniu. Udała, że nie widzi jego ręki i wstała bez jego pomocy. Zalanie się farbą nie było na szczycie jej listy do zrealizowania w dniu dzisiejszym. Odetchnęła z ulgą, gdy powiedział, że farba się zmyje bez problemu i po wstępnych oględzinach swego chciała, przeniosła swój wzrok na niego. Przyjrzała mu się uważniej i zmarszczyła brwi myśląc intensywnie, skąd zna ten głos. Podparła się pod boki i nie uciekała spojrzeniem od niego.- Poczekaj poczekaj, skądś kojarzę ten sarkastyczny ton- wskazała na niego palce. I przekręcając głowę na bok. Wspomnienia pomału z dawnych lat, sprawiły że stawała się już nieco mniej bojowo nastawiona. - Umawiałam się kiedyś z takim jednym, co tylko myślał, że potrafi jeździć na motocyklu, a do tego był uparty jak największy osioł- na jej twarzy zaczął się tworzyć zadziorny uśmiech, gdy zaczęło do niej dochodzić kogo miała przed sobą. - Kojarzysz go? Taki niski, patyczkowaty i pryszczaty z kiepskim poczuciem humoru i jeszcze gorszym gustem muzycznym- uśmiechnęła się nieco szerzej tym razem, to ona się zgrywając. Żartowała sobie z niego tak jak on z niej. Kiedyś przychodziło im to naturalnie - Cora miała dystans do siebie, lekkość życia. Teraz utraciła to wszystko w sobie, ale na tą jedną chwilę, gdy nagle zdała sobie sprawę, że spotkała Maxa, znowu stała się tą siedemnastoletnią dziewczyną wymykającą się z lekcji, aby pojeździć ulicami Toronto wtulając się w mężczyznę oraz wylegiwać się na trawie i słuchając muzyki.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Oboje prezentowali zgoła odmienne postawy, wyraźnie ze sobą kontrastujące. W głosie Korhonena nie było złośliwości charakterystycznej dla Cory, raczej rozbawienie, którego nawet specjalnie nie próbował ukrywać. Powoli przyzwyczajał się do tego, że kobiety z taką zawziętością walczą o własną rację w sytuacji z góry skazanej na porażkę - idealnym przykładem była tutaj - poza blondynką - równie niesforna Lilian Davenport. Niemniej ku własnemu zaskoczeniu, zamiast go to irytować — zaczynało go to bawić. - Albo kimś komu jednak zależy - wyrzucił, próbując skierować tor myślenia dziewczyny w innym kierunku. W gruncie rzeczy mógł przecież podejść do tego remontu niezbyt sumiennie, wykonać tylko to, co mu zlecono, ignorując pozostałe mankamenty, których umowa nie obejmowała, jednak wówczas nie byłby sobą, a wyrzutu sumienia nie pozwoliłyby mu zasnąć.
Kiedy odrzuciła jego pomoc, objawiającą się w wyciągniętej ku jej postaci dłoni, wzruszył tylko ramionami. Złośliwa i niezależna. przemknęło przez myśli Maxa, który zaraz potem mimowolnie odpłynął gdzieś ku przeszłości. Nie wiedział dlaczego obecność blondynki wywoływała w nim dziwne, trudne do uchwycenia poczucie znajomości, jednak coś w jej spojrzeniu i sposobie bycia uparcie próbowało przebić się przez lata zapomnienia. Dlatego, gdy nagle wycelowała w niego palcem i wspomniała o sarkastycznym tonie, zmrużył lekko oczy, przyglądając jej się uważniej. Dopiero kolejne słowa sprawiły, że na twarzy Maxa zaczęło pojawiać się autentyczne rozbawienie. Ciche prychnięcie wyrwało się spomiędzy jego ust jeszcze zanim blondynka skończyła swoją wyjątkowo niesprawiedliwą charakterystykę.
— Patyczkowaty? — powtórzył z niedowierzaniem, opierając dłoń o klatkę piersiową, jakby właśnie ugodziła w jego dumę. — Dobrze pamiętam, że wtedy byłaś ode mnie niższa o dobre dwadzieścia centymetrów, Cora. Trudno przy tobie nie wyglądać jak patyk. Wypowiedzenie jej imienia przyszło mu z zaskakującą łatwością. Wraz z nim wróciły też obrazy, które dotąd pozostawały zamglone; jasne włosy rozwiewane przez wiatr podczas jazdy motocyklem, śmiech rozbrzmiewający gdzieś pomiędzy szkolnym boiskiem a parkingiem i dziewczyna, która zawsze wydawała się żyć odrobinę bardziej niż reszta ludzi wokół. Max zaśmiał się ciszej, tym razem już zdecydowanie szczerzej. — A gust muzyczny miałem świetny. Po prostu byłaś wtedy dramatycznie niewyrobiona — rzucił zaczepnie, lustrując ją spojrzeniem od stóp do głów. Dopiero teraz naprawdę dostrzegł w niej tamtą Corę. Trochę starszą, wyraźnie bardziej zmęczoną życiem, ale wciąż z tym samym błyskiem zadziorności chowającym się gdzieś pod powierzchnią. — Chociaż muszę przyznać, że kiedy ostatni raz cię widziałem, zdecydowanie rzadziej tarzałaś się po podłodze w farbie. - nie mógł darować sobie tego nieco złośliwego komentarza. Ich relacje wspomniał bardzo dobrze i z ogromnym sentymentem. To poniekąd Cora nauczyła go czerpać z życia oraz pozwalać sobie na przyjemności. Miała w sobie ogromną charyzmę, a przebywanie w jej towarzystwie nigdy nie było dla Maxa uciążliwe.
Cora Marshall