Szczerze powiedziawszy, od spotkania i wspólnie spędzonej nocy z Sher, on także jakby był bardziej weselszy. Uśmiechał się, śpiewał lub nucił piosenki o miłości m.in. w pracy, za co kilka razy był uciszany, lecz on się tym ABSOLUTNIE nie przejmował, bo wiedział, że miał do kogo zadzwonić, do kogo przyjść, napisać wiadomość i, co najważniejsze, z którą spędzało mu się świetnie czas i za każdym razem miał wrażenie gdy się widzieli, czas leciał zdecydowanie zbyt szybko. Żałował, że nie istniały ani maszyna do zatrzymywania czasu ani okulary z rejestratorem otoczenia, co umożliwiałoby odtwarzanie zapisanych momentów. Coś Eric kojarzył, że istniały fancy okulary z wbudowaną sztuczną inteligencją oraz wbudowaną kamerką (META Ray Ban) więc czysto teoretycznie, mógłby się zaopatrzeć w taki sprzęt, choć zastanawiało go, czy były wytrzymałe, jak długo potrafiła wytrzymać bateria, bo jakoś nie wierzył, by były niczym zwykłe okulary, bez potrzeby podpięcia do zasilania po całym dniu noszenia.
Ciekawe jak wygląda sprawa z jakością. szczerze? Z wielką chęcią zapisałby się na testy takiego sprzętu lub wypożyczyłby - również, by zaspokoić swoją ciekawość; bo za taką cenę nie było opcji, by je kupił. Wolał je wydać na inne rzeczy typu podróż z Sher gdzieś za granicę - a bilety lotnicze oraz hotel trochę mimo wszystko kosztowały.
Jasne, wiedział, że nie był już nastolatkiem i mógłby nie emanować ani nie eksponować aż tak swojego szczęścia, ale po pierwsze, bardzo cieszył go taki obrót zdarzeń. Cieszyło go, że Sher wróciła do Toronto, że spotkali się i że doszło do czegoś, czego by nie przypuszczał, a co otworzyło mu nieco szerzej oczy oraz uświadomiło, iż ta, do której żywił szczere uczucia, je… odwzajemniała.
Bo gdyby było inaczej, pocałowałaby mnie? Patrzyła w taki sposób, w jaki nie patrzyła wcześniej? Bo gdyby patrzyła, zauważyłbym. Na pewno bym zauważył… powiedział do samego siebie któregoś razu, gdy kasjerka kasowała zakupy w sklepie spożywczym.
Drugim powodem był fakt, że naprawdę bardzo długo (bo aż 4 lata!) trzymał w sobie uczucia, którymi darzył Shereen, a nawet próbował je jakoś stłumić, bo jak mógł pragnąć kogoś, kto był…zajęty. Jasne, Oliver nie był jej mężem, ale nie chciał być powodem rozpadu związku. Nie chciał być… problemem, kolcem, który spowoduje, że jego przyjaciółka zacznie krwawić. Nieważne, czy rana byłaby duża, czy wręcz przeciwnie. On już prędzej sam wolałby się ukłuć…
- Dziękuję bardzo, Sher. Masz rację. Jestem nim. - odparł z łobuzerskim uśmieszkiem, podążając wzrokiem za ruchem przejeżdżających wzdłuż talii dłoni Sher. Oczywiście, wyglądała pięknie, lecz widząc, CO założyła jako dolną część garderoby, mało co nie pisnął, dlatego chrząknął. Nie mógł uwierzyć własnym oczom.
To była TA spódnica.
O której wspominał miesiąc czy półtora temu…
Przełknął ślinę, choć jego spojrzenie jasno zdradzało zarówno jego myśli, jak i intencje.
Więc to była ta “lepsza” pogoda? Nim zamknął drzwi, spojrzał jeszcze w górę, by sprawdzić pogodę - było pochmurno. Uniósł kącik ust, a następnie…
Nie pozwolił Sher ruszyć gdzieś dalej, bo chciał znów jej skosztować. Chciał, żeby wiedziała, jak bardzo się zdążył za nią stęsknić, choć widzieli się przecież całkiem niedawno…
coś tam sie pomału rozkręca
Słysząc pytanie i widząc to przygryzienie ust, zaczęło mu się robić gorąco. Nie odpowiedział, a jedynie skinął lekko głową, choć doskonale wiedział, że było to absolutnie niepotrzebne, skoro jego spojrzenie wręcz krzyczało. Odsłaniało go.
- Zostaw tego frajera… on Cię nie uszczęśliwia tak jak ja. Nie kocha Cię tak, jak ja, znaczy….. - przerwał na chwilę, bo właśnie niby przypadkiem, ale jednak powiedział coś, co było chyba dość oczywistą kartą z talii. Ruchem na szachownicy, który stał tuż obok pionka królowej Sher, będący bardzo blisko bicia.
Tak, zgadza się.
On, Eric Stones, kochał Shereen Winfield i był tego pewien tak, jak pewne było, że po nocy nastaje dzień, że żadna burza nie trwa wiecznie, a Ziemia krąży wokół Słońca.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że żadnego męża w Ottawie nie miała i że były to zwykłe żarty, lecz no… serducho postanowiło się odezwać, a on… po prostu się poddał i palnął, co palnął.
- Rozwiedź się z nim, jak wrócisz. Chcę…. chcę być Twoim jedynym, rozumiesz? - spytał cicho, ocierając policzki Sher swoimi kciukami, by zaraz potem całować ją tak, jakby jutra miało nie być. Jakby liczyło się tylko tu i teraz. Jakby liczyła się tylko ona.
Nie protestował, gdy zsuwała marynarkę z jego ramion - dobrze, że to zrobiła. Przylegał do niej najbardziej, jak tylko mógł, chłonąc zapach jej pięknych perfum, które chętnie wdychałby codziennie i rozkoszując się dotykiem, wraz z odwzajemniającymi pocałunkami.
Nie podobało mu się, kiedy przerwała pocałunek i szczerze? Nie był w stanie zbyt szybko udzielić odpowiedzi, ponieważ czuł wędrujące usta Sher, a potem przygryzienie. Zamknął oczy. Jego klatka piersiowa bardzo szybko unosiła się, by po krótkiej chwili opaść.
- A ona już się nie zaczęła wraz z momentem przekroczenia przez Ciebie progu mojego mieszkania? - spytał, uważając wspomnianą czynność za
rozpoczęcie nowej gry.
Oczywiście ulokował dłonie na brzuchu Sher i zaczął nimi jeździć w górę i w dół, aż wreszcie po którymś zjechaniu na wysokość nieco nad linią bioder, złapał za dolny materiał jej koszulki, by ją po prostu zdjąć. Zaczął całować jej szyję wraz z brodą i żuchwą, a potem zaczął zjeżdżać niżej, aż dotarł trochę niżej niż pempek.
- Skoro…. to nowa gra… to może powinniśmy ustalić pewne zasady, hm? - spytał nagle, podnosząc się i w międzyczasie powoli wsuwając dłoń pod rajstopy Sher, umieszczając ją na bieliźnie i rozpoczynając mizianie. Tak, robił to specjalnie.
you are my world