-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Prędko po tej informacji dokończyli, to co mieli na talerzykach oraz w kubkach, mogąc wyjść na zewnątrz, a Matt dzielnie przewodził ów wycieczce ku nowej przygodzie. Uśmiechnęła się na ten widok, ciesząc się iż chłopak obecnie nie zamartwia się tym, co dzieje się z jego mamą tylko może na czymś zupełnie innym skupić swoje myśli. Na pewno siostra Huntera nie chciałaby, aby jej dzieci zaczęły tracić humor tylko dlatego, że źle się poczuła. Nikt nie lubi stawiać swoich bliskich w takiej sytuacji. — Oj zaraz niefart — odparła rozbawiona i machnęła ręką, aby nie gadał takich głupot, lecz zaraz skupiona spojrzała na niego. — No chyba, że jednak mnie tu nie chcesz — dodała z uniesioną brwią i czujnym spojrzeniem, jakby chciała wychwycić to wszystko, czego nie zdoła powiedzieć, lecz jego ciało go zdradzi bez świadomości mężczyzny o tym.
Na kolejne słowa natomiast uśmiechnęła się znacznie pogodniej. — Pewnie że tak, bardzo chętnie — odparła bez chwili zawahania, zerkając na Matta w międzyczasie. — Nie będziemy w jej trakcie przez kogoś przesłuchiwani — dodała z rozbawieniem, mówiąc to nieco konspiracyjnie, aby przewodnik grupy nie usłyszał jej komentarza. — Poza tym, miałam Ci dzisiaj i tak coś zaproponować. Bo… cóż, jeśli chcesz, możemy trochę zmienić formę tych spotkań. Na zasadzie… Cóż… Zauważyłam, że lepiej Ci się jednak rozmawia, gdy nie znajdujesz się w gabinecie. Miałam wrażenie, że jakby to miejsce Cię ogranicza i sprawia, że masz jakąś blokadę, może przez to jak to miejsce sprawia iż staje się to bardziej oficjalne. I… no jeśli uważasz że to dobry pomysł i nie widzisz w tym niczego złego, to możemy spróbować kolejne wizyty przeprowadzać gdzieś indziej. Raz u mnie w domu, raz u Ciebie, raz w jakimś parku czy cokolwiek takiego. Tak, żebyś czuł się swobodniej. No i o ile Ci to rzeczywiście odpowiada — zasugerowała nową formę, będąc ciekawą jego opinii. W końcu - to on tutaj jest pacjentem, to tak naprawdę ona się do niego dostosowuje w pewien sposób, żeby tylko miał przestrzeń do lepszego otworzenia się na to wszystko, co go męczy i trapi. A że miała taką obserwację już wcześniej, to czemu by nie spróbować parę razy umówić się w innym miejscu, niż jej wynajmowane mieszkanie jako gabinet?
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie spodziewał się, że nagle poruszą temat spotkań. Słuchał uważnie i aż na moment przystanął bo jego mózg próbował to przetworzyć. Czy to oznacza, że nie będzie zestresowany siedział w gabinecie i próbował składać kolejne zdania, tak aby uważać co mówi. Nie chciał być otwartą księgą z której można czytać. Rozmowa wychodziła mu ciężko i chyba faktycznie dobrym pomysłem była sceneria zupełnie inna niż cztery ściany, z mnóstwem książek psychologicznych, które mówiły mu gdzie się znajduje i po co tak naprawdę tu jest.
W końcu ruszył z miejsca, bo zawieszenie trwało kilka sekund.
- Odpowiada, jak najbardziej. - uśmiechnął się delikatnie, a Matt w tym czasie pospieszył ich aby nie przechodzili na czerwonym. Nie można łamać przecież prawa! Skręcili w odpowiednią ulicę i zobaczyli przed nimi wielki park. Chyba trafili na miejsce.
- Mogę coś kiedyś dla nas ugotować, żeby nie rozmawiać tak bez niczego. - i choć kucharzem jest średnim to zapyta siostrę o jakiś przepis. Znała ich mnóstwo i spełniała się jako mama, także zawsze mieli coś pysznego na obiad. - I ta propozycja z łyżwami jest dalej aktualna. - żeby nie myślała, że to pominą, wręcz przeciwnie. Hunter już sobie to zapisał na listę miejsce, gdzie muszą się wybrać.
Pominęli część z zoo, bo młody już był gotowy iść na ogromny plac zabaw, który właśnie się przed nimi pojawił. Jak grom z jasnego nieba! Ale widać było, że jest tam również ogromny tor przeszkód, gdzie można chwilę poszaleć.
- A teraz daj nam chwilę. Wrócę jak się zmęczy. - choć bardziej prawdopodobne było, że to on pierwszy odpadnie i wróci na ławeczkę. Ostatecznie pobiegł za młodym, który oddał mu telefon. Zaczęli wspinać się po drabinkach na najwyższe miejsca, skąd oczywiście Matt pomachał Lane. Widać, że ubóstwiał takie rzeczy - po prostu bycie dzieckiem. Chwilę się ganiali, lecz Hunter w pewnym momencie się zatrzymał i coś zawołał do siostrzeńca.
Wrócił spokojnie, lekko kulejąc na jedną nogę.
- Stare dzieje. Niech sam się powspina. - pomachał młodemu i usiadł na ławce. - W takim razie, co pani psycholog proponuje za temat rozmowy? - uśmiechnął się delikatnie do kobiety czekając na jej odpowiedź.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeszcze bardziej zaskoczyła Huntera, ale i samą siebie, wysuniętą propozycją zmiany aranżacji oraz otoczenia na ich następne spotkania, aby mogli przetestować jej wstępną teorię odnośnie jego blokady na spotkaniach - nawet jeśli zapowiedział, że będzie współpracował i robił wszystko, aby faktycznie sobie pomóc. To jednak nie była odosobniona przypadłość, bowiem miewała wizyty domowe, niekiedy musząc pojawić się w czyimś domu, bowiem dany człowiek miał tak silny napad nerwicy, że nie był w stanie nawet wychodzić poza próg własnego domu z obawy, że spotka innych. Różne są przypadki, różne są sytuacje, niemniej to pierwszy raz w historii jej kariery, aby świadomie, dobrowolnie i samej wychodząc z inicjatywą zaproponować takiego typu rozwiązanie.
Zresztą, reakcja mężczyzny pokazała, że to nie tylko dla niej było coś nietypowego, bowiem Hunter przystanął na te parę sekund, a widać było jak analizował każde wypowiedziane przez nią słowo składające się w całość propozycji związanej z unikaniem jej gabinetu. Miała tylko nadzieję, że nie doprowadziła do wycofania się Wrighta z tego wszystkiego bądź zwyczajnie go taką sugestią zniechęciła do samej siebie, uznając iż to idzie zdecydowanie zbyt daleko i powinien zmienić osobę prowadzącą terapię.
Tak się nie stało - na całe szczęście, na co westchnęła z ulgą. Ale nie dlatego, że będzie go widywała w inny sposób niż zazwyczaj; tylko i wyłącznie z racji faktu, że nie wyszła na idiotkę. — To… jeśli chcesz, możemy to wprowadzić w życie od kolejnego spotkania — tego dzisiejszego wypadu chyba nie może od razu zaliczyć do tej podjętej decyzji, bo to jednak dosyć spontanicznie się wydarzyło. Uśmiechnęła się również w odpowiedzi, po czym popędziła szybko za chłopcem, który zaczynał ich poganiać. Kto by przypuszczał, że dzieciak będzie to robił względem dorosłych! — Człowiek wielu talentów. Potrafisz naprawiać meble, gotować… co jeszcze ukrywasz — rzuciła zaczepnie, znów nie myśląc nad tym, co powiedziała, a po chwili uświadomienia zrozumiała jak to mogło zabrzmieć… Jakby z nim… flirtowała?
O Boże…
— Jesteś pewny tego, na co się skazujesz? — zagaiła, ciesząc się iż zmienił trochę temat, mogąc odbiec od swoich wcześniejszych słów. — Może okazać się, że nie jestem tak pojętną uczennicą, na jaką wyglądać mogę — dodała za chwilę lekko rozbawiona, po czym kiwnęła głową. — Tylko po pierwszej lekcji nie możesz się wycofać — cholera, znów to zrobiła. Znów chyba flirtowała. Czy ona w ogóle umiała to robić? Tak dawno tego nie robiła…
Nim się obejrzeli, trafili do docelowego miejsca, zaskoczona faktem ominięcia przez chłopaka zoo na rzecz placu zabaw, choć jednocześnie mogła to zrozumieć - chcąc zapewne spalić tego zjedzonego gofra przepijanego słodkim, gazowanym napojem. — Jak Ci się będzie podobało, to nie krępuj się, korzystaj — zaśmiała się na wieść o dołączeniu do Matta do wspólnego korzystania z przyrządów służących do rozładowania sił - głównie rzekomo u dzieci, ale jak widać dla facetów w okolicach czterdziestki również są idealne - po czym przysiadła na jednej z wolnych ławeczek, aby obserwować poczynania chłopaków. Pomachała do chłopca, gdy znalazł się na najwyższym punkcie jednej z atrakcji, nie spuszczając ich z oczu. Ostatecznie Hunter jednak przerwał swą zabawę, powracając do niej - dosyć mocno utykając na jedną nogę. Czyli to chyba o tym kolanie ostatnio wspominał… — Starość nie radość, co? — zażartowała dla rozluźnienia i żeby nie skupiał się na dyskomforcie, a pomimo iż przysiadł przy niej, nie przestała obserwować jego siostrzeńca. — Zależy czy chcesz coś z kategorii delikatne czy nieco brutalne — odparła, przenosząc w końcu na niego oczy. — Ale nie, zanim zaczniemy, nie zdążyłam czegoś zrobić. Bardzo dziękuję za kwiaty, chociaż nie musiałeś — czuła się ciągle źle z faktem nie powiedzenia na głos o podziękowaniach za bukiet, bo nie zrobiła tego ani przy drzwiach, ani w drodze do kawiarni, a tym bardziej w trakcie siedzenia i pałaszowania gofrów. Teraz chyba była ta idealna okazja do zrobienia tego. Uśmiechnęła się przy tym też promiennie, zupełnie jakby chciała mu pokazać jak miło jej się zrobiło z tego powodu. — Zacznijmy od prostego, o co dawno nie pytałam. Jak Ci się ostatnio sypia? Widzisz, czujesz jakąś poprawę? — aż miała ochotę dodać od ostatniego razu, gdy miałam okazję widzieć jak bardzo Cię one męczą, ale jakoś tego nie zrobiła; zupełnie jakby się bała z nim rozmawiać o tym, co miało miejsce tamtej nocy.
Hunter Wright