23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian jedynie prychnęła rozbawiona stwierdzeniem Maxa, odnoszącym się do jej specyficznego sposobu proszenia o podwózkę. Ta rozmowa, odkąd jej życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo, zboczyła na dziwny tor, więc po prostu dostosowała się do sytuacji i nie skąpiła żartobliwie-ironicznych tekstów.
Rzucałe one stosunkowo swobodną atmosferę między tę dwójkę, dlatego Lilian intuicyjnie pozwoliła sobie na odrobinę otwartości oraz wścibstwa, które kryło się w każdym następnym pytaniu. Obecnie nie mogli być już bliżej. Definitywnie świadczyły o tym uda dziewczyny bezwstydnie zaciśnięte wokół bioder Maximiliana oraz jego dłoń tak śmiało i zaborczo ułożona na jej nodze.
Fińskie — powtórzyła raz jeszcze, po czym potaknęła co zapewne wyczuł na swoim ramieniu. Potem w skupieniu wysłuchała reszty, ale nie zamierzała odnosić się do tego ani słowem. Każda rodzina miała swoje perypetie; w każdej znalazłyby się trudne bądź wstydliwe historie. Wiedziała to i jak dotąd starała się nie oceniać ludzi wyłącznie przez pryzmat ich nazwiska czy przeszłości, na którą często nie mieli żadnego wpływu.— Mój ojciec nie żyje. Zmarł, kiedy byłam w ostatniej klasie liceum. — Chociaż nie pytał, to postanowiła podzielić się z nim niewielkim kawałkiem swojej przeszłości. Nie miał pojęcia, ale właśnie od śmierci pana Davenport życie Lilian zaczęło gwałtownie się sypać. Miesiąc po miesiacu, coraz bardziej poddawała się woli babki, która w imię rodzinnych obowiązków, nakładała na wnuczkę niezdrową presję.
Było jej często wstyd, ale bywały wieczory, kiedy nie wiedziała czy tęskniła bardziej za ojcem, czy za tym złudnym poczuciem wolności.
W momencie, w ktrym Max poprawił dłoń, mimowolnie drgnęła. Mógł wyczuć na plecach chwilowe spięcie jej ciała, ale już po paru sekundach znowu swobodnie przylgnęła do jego pleców, niczym druga skóra.
Nazwisko mam anielskie, ale jestem Kanadyjką. Urodziłam się w Oakville. To niedaleko Toronto — wyjaśniła, świadomie ignorując reszte wypowiedzi Maxa. Nie zamierzała zareagować na tę zaczepkę i wyjaśniać mu, jak bardzo potrafiła być groźna.
Cichy śmiech mężczyzny, dochodzący z dzielącej ich żadnej odległości, wybrzmiał wyjątkowo wyraźnie. Lilian odsunęła lekko głowę i znów przyjrzała się jego profilowi. Mokre włosy przykleiły mu się do czoła i skroni, a ona pod wpływem jakiegoś nagłego, trudnego do wyjaśnienia impulsu odgarnęła je delikatnie na bok.Kiedy zdała sobie sprawę z własnej bezmyślności, prędko zanurzyła dłoń pod wodę i odwróciła wzrok w kierunku brzegu. Udawała, że nic takiego nie zrobiła.
Nie zwróciłam na to uwagi — przyznała zgodnie z prawdą, lekko drżącym głosem, który zdradził zażenowanie wcześniejszym występkiem. — Mam ulunione perfumy. Ciągle ich używam, to pewnie dlatego — dodała, przypomniawszy sobie o YLS Libre i Gucci Flora, które stosowała już bardziej okazjonalnie. — Czy na pewno mylące? — Wyciągnęła rękę z wody i po raz kolejny otuliła ramieniem szyję Maxa. Tak było znacznie wygodniej. — Faceci różnie do mnie mówili. Raz byłam słoneczkiem, kwiatuszkiem i uroczą serdelką, a innym razem głupią suką. Ale nikt mnie nigdy nie nazwał Jaśminkiem. W zależności od sytuacji wszystko może pasować — zażartowała.
Jak każda kobieta miała za sobą bardziej udane i nieudane związki, jak i randomowe sytuacje, w którch mężczyzny nie rozumieli odmowy. Wówczas wściekali się i w akcie irytacji używali nieuprzejmych epitetów. Czasem spróbowali dotknąć Lilian, jakby była sztucznym tworem, a nie żywym oraz czującym stworzeniem. Na szczęście każdorazowo udawało jej się umknąć przed takimi delikwentami.
Ile masz lat? — Znowu wychyliła się w bok, aby spróbować spojrzeć mu w oczy. Do brzegu mieli jeszcze spory kawałek. — Jesteś już zmęczony? — dopytała pośpiesznie. Transport transportem, ale tak naprawdę miała siłę, aby dokończyć tę odległośc samodzielnie.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
25 y/o
For good luck!
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Gdyby ktoś jeszcze wczoraj powiedział Maxowi, że zwykły wyjazd z Lilian do sklepu budowlanego skończy się kąpielą w jeziorze i rozmową przypominającą bardziej intymne wyznania niż przypadkową wymianę zdań, prawdopodobnie prychnąłby pod nosem z rozbawieniem. Tymczasem dziewczyna dzieliła się z nim fragmentami własnej przeszłości z zadziwiającą swobodą. A on słuchał jej w ciszy, wszakże nie należał do ludzi, którzy przerywali albo na siłę komentowali cudze wyznania, szczególnie te wypowiedziane półgłosem, jakby między jednym oddechem a drugim. Na krótką chwilę jego spojrzenie stwardniało, gdy wspomniała o ojcu. Nie należał do ludzi szczególnie empatycznych ani takich, którzy odruchowo rzucali banalne przykro mi, ale doskonale znał ciężar rodzinnych historii i pustki pozostawionej przez ludzi, których nagle zabrakło.
Informację o śmierci jej ojca przyjął jedynie krótkim skinieniem głowy. Bez banalnych słów współczucia i wymuszonej litości, których sam szczerze nie znosił. Zamiast tego niemal od razu podchwycił kolejny temat — Oakville? — powtórzył — Nigdy bym nie zgadł. Za mało w tobie spokoju jak na tamte okolice. - rzucił zaczepnie, chociaż w jego głosie nie pobrzmiewało już echo wcześniejsza uszczypliwość. Kiedy poprawił ułożenie dłoni na jej nodze i wyczuł krótkie spięcie jej ciała, mimowolnie zwolnił ruch. Nie cofnął jednak ręki. Wręcz przeciwnie — przytrzymał ją pewniej, instynktownie upewniając się, że nadal utrzymuje ją stabilnie nad powierzchnią wody.
Gest, którym odgarnęła mokre włosy z jego czoła, zaskoczył go bardziej, niż powinien. Przez krótką chwilę po prostu milczał, czując delikatny dotyk jej palców na skórze i to dziwne ciepło, które niebezpiecznie łatwo rozlało się gdzieś pod żebrami. Dopiero gdy gwałtownie cofnęła dłoń, jakby sama przestraszyła się własnego impulsu, kącik ust Maxa drgnął subtelnie ku górze. — Spokojnie, Jaśminku. — odezwał się ciszej. — Nie wyglądałaś, jakbyś właśnie popełniła zbrodnię. - dodał i chociaż może nie powinien komentować tego, co zrobiła, nie umiał się powstrzymać. Prosty, niemal czuły gest stanowił niebanalny kontrast między tym, co prezentowała wczoraj, wręcz próbując wygnać go z pensjonatu. Sukcesywnie wraz z każdym kolejno przepłyniętym metrem i zdaniem opuszczającym naprzemiennie usta, zacierali granice złośliwości.
Cichy śmiech wyrwał się z gardła blondyna, gdy wspomniała o wszystkich określeniach, które zdążyli jej przypisać inni faceci. — „Serdelku”? — powtórzył z autentycznym niedowierzaniem. — Ktoś naprawdę tak do ciebie mówił? Jaśminek jednak brzmi znacznie lepiej. - zauważył bez większego zastanowienia, po czym dodał już spokojniej: — Pasuje bardziej, niż myślisz. Ładnie pachnie, wygląda niepozornie, ale podobno potrafi być trujący.
Woda wokół nich zaszumiałą ciszej, gdy ponownie przesunął ramię przez taflę jeziora. Do brzegu wciąż pozostawał kawałek drogi, ale Max coraz mniej zwracał uwagę na zmęczenie mięśni. Znacznie bardziej rozpraszała go świadomość jej bliskości — mokrych ud oplatających jego biodra, ciepłego oddechu przy karku i dłoni obejmującej jego szyję z tak naturalną swobodą, jakby robiła to od dawna. — Dwadzieścia pięć. — odpowiedział po chwili. — A ty? - odbił pytanie niemal od razu. Natomiast na wzmiankę o zmęczeniu prychnął cicho pod nosem. — Gdybym był zmęczony, już dawno wrzuciłbym cię z powrotem do jeziora. — oznajmił — Poza tym sama mówiłaś, że mam cię przeprosić. Muszę cię więc najpierw dostarczyć żywą na brzeg.


Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
For good luck!
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nawet nie wiesz, jakie Oakville potrafi być fantastyczne i jak bardzo do mnie pasuje — prychnęła ironicznie, niemal odruchowo stając w obronie swoich rodzinnych stron.
Fakt, Lilian od zawsze ciągnęło do wielkich miast, głośnych ulic i odkrywania nowych zakątków świata, a mimo to do Oakville czuła szczególny sentyment. To właśnie tam się wychowała. Tam ukształtował się charakter, który do dziś tworzył tę samą Lilian Davenport, z którą Max właśnie rozmawiał i dziko kąpał się w jeziorze.
Jednak nadal to w Oakville przeżyła swoje pierwsze przygody, pierwsze katastrofy i pierwsze bolesne rozczarowania. Tam zakochała się po raz pierwszy i po raz ostatni.
Jestem spokojna — odparowała niemal natychmiast. Od razu zauważyła, że dostrzegł, jak pierzchliwie zabrała dłoń, ale pomimo tego musiała chociaż spróbować zaprzeczyć. — Zagalopowałam się. Nie jesteśmy na tyle blisko — odpowiedziała bezsensownie, choć sytuacja w jakiej się znajdowali, wprost reprezentowała kontrast do słów Lilian.
Gdyby ktoś zobaczył ich w tej chwili, bez wątpienia uznałby, że są parą. Albo przynajmniej kimś znacznie więcej niż zwykłymi znajomymi. Ramiona Lilian splecione wokół szyi Maxa i jego dłoń mocno zaciśnięta na jej udzie stawiały ich w bardzo konkretnym świetle.
Zdarzyło się raz czy dwa. — Odruchowo wzruszyła ramionami, co również Max mógł poczuć na swoich plecach. ,,Serdelek” totalnie nie pasował do drobnej sylwetki Lilian, jednak jej ostatni partner miał dziwny fetysz zwracania się do kobiet w ten dziwny sposób. — Nie jestem toksyczna — prychnęła, zwracając szczególną uwagę na tę jedną cechę jaśminu, o której nawet nie miała pojęcia.
Prawdopodobnie Lilian była jedną z najbardziej sympatycznych i empatycznych dwudziestotrzylatek w całym Toronto. Rzadko przeklinała, dużo się uśmiechała i chętnie pomagała innym. Zawsze potrafiła znaleźć dobre słowo, cierpliwie słuchała czy doradzała, nawet wtedy, gdy sama miała gorszy dzień. Była pełna energii, otwarta na ludzi oraz ochoczo podchodziła do swobodnych rozmów, dzięki czemu większość osób szybko czuła się przy niej komfortowo. Wiedziała też, jak zachować się w towarzystwie starszych ludzi.
Poza tym Lilian należała do tych osób, które zapamiętywały drobne z pozoru nieistotne szczegóły, jak różne wydarzenia z życia gości pensjonatu. Kiedy wracali na jakiś kolejny weekedn, potrafiła złożyć im życzenia albo zapytać o przebieg tej czy innej uroczystości.
Płynęli tak jeszcze przez chwilę — raz w milczeniu, raz prowadząc kolejne rozmowy o zupełnie nieistotnych rzeczach, które w zależności od tonu wywoływały u Lilian uśmiechy albo ironiczne prychnięcia. Zerkałą co jakiś czas na pomost, taflę jeziora i drzewa, ale równie często jej uwaga wracała do mimiki Maxa. Nadal nie czuła się skrępowana jego obecnością.
Mimo to nieuchronnie zbliżali się do brzegu. W końcu stopy mężcyzny dotknęły dna, a wraz z coraz płytszą wodą ramiona Lilian zaczęły wynurzać się na powierzchnię. Wtedy wyplątała się z jego uścisku i stanęła na własnych nogach, jeszcze przez moment opierając dłonie o dobrze zbudowane barki, jakby usiłowała przyzwyczaić się do własnej stabilności.
Początkowo woda sięgała do klatki piersiowej, ale z każdym kolejnym krokiem poziom opadał coraz niżej. Wtedy dopiero poczuła chłód. Mokry crop top natychmiast przykleił się do skóry, podczas gdy zimne powietrze oplątało ciało nieprzyjemnym dreszczem. Lilian mimowolnie objęła się ramionami i intuicyjnie jęknęła ze słyszalną żałością.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Pola
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”