Druga córka, Audrey, chciała, abyśmy przygotowały dziś jakieś potrawy z pietruszki. Normalnie odmówiłabym wykonywania tak prostackich zajęć, jednakże miałam dziś dzień wolnego i nie posiadałam większych planów. Postanowiłam więc spełnić kaprys córki. Część składników miałam już przygotowane, a pietruszka leżała starannie posegregowana na marmurowym blacie obok koszyka z warzywami, które wcześniej kazałam przynieść z kuchni.
Oparłam dłonie o krawędź stołu i przez moment przyglądałam się własnemu odbiciu w szklanych ścianach szklarni. Westchnęłam cicho i sięgnęłam po niewielki nóż. Następnie zaczęłam powoli oddzielać liście od łodyg. W sumie było to dość uspokajające zajęcie. Przynajmniej mogłam uporządkować sobie myśli.
Uniosłam wzrok w stronę wejścia do szklarni, bo usłyszałam cichy dźwięk otwieranych drzwi. Nie odwracałam się jednak od razu. - Mam nadzieję, że nie zrezygnowałaś ze swoich ambitnych planów - powiedziałam spokojnie. - Przez ciebie to właśnie pietruszka będzie główną bohaterką kolacji.
Odłożyłam nóż na blat i w końcu spojrzałam w stronę córki. Przez krótką chwilę tylko ją obserwowałam, ale potem zachęciłam, aby mi pomogła. - Nie stój tak daleko - powiedziałam spokojnie. - Podejdź i zajmij się korzeniami. Trzeba je dokładnie obrać, zanim zaczniemy gotować. Ja w tym czasie posiekam liście.
Audrey LeBlanc