-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była też uroczo szalona nie zastanawiając się nigdy nad konsekwencjami swoich działań. w końcu nie bez powodu Casspian mówił do niej Chmura, skoro wiecznie chodziła z głową w chmurach. Bywała też pewna siebie w ten uparty sposób, chociaż ta jej pewność ostatnio została zmiażdżona. Jednak najwyraźniej nie do końca, skoro przy Maxie wciąż odnajdywała w sobie tą dawną siebie i to w sposób całkowicie naturalny. Tak jakby wcale nie minęło osiem lat, a osiem miesięcy. - Wiem, zdolna jestem, co nie? - puściła mu oczko i uśmiechnęła się szeroko , co tylko potwierdziło, że zgrywała się. Chociaż rzeczywiście to imponujące jak szybko jego własne słowa przeniosła przeciwko niemu.
- Założę się, że każda Twoja była Cię wyszukiwała w sieci. My kobiety tak działamy- a Cora przynajmniej jest szczera. - Oh sorry, ale to już nie moja wina. Zawsze możesz zmienić imię na jakieś bardziej nietypowe tak jak na przykład Cora- bo Max? Naprawdę było mnóstwo kont psa o imieniu Max.
I gdyby właśnie nie zaproponował przejścia do łazienki, mogliby dalej stać tak beztrosko rozmawiając o przeszłości i przekomarzając się przy tym. Jednak czar prysł. Szła za nim jakby szła na ścięcie, bo tak się właśnie czuła. Bała się. Nagle panicznie się bała bycia z nim sam na sam. Przecież Daniel też był wcześniej zabawny, prawda? W dodatku był gwiazdą. Sprzedawał miliony płyt. Ludzie go kochali, a i tak się okazał potworem. Jak okrutnie mogło to brzmieć w tym momencie, Max w oczach Cory również mógł być potworem. Dlatego nie podeszła do niego, a panicznie wpatrywała się w jego dłonie. Najwyraźniej jej słowa szybko do niego dotarły, bo momentalnie się wycofał unosząc ręce ku górze. To nieco uspokoiło Córę. Tym bardziej, że zaczął zmierzać do wyjścia, ale wtedy zatrzymał się. - Dobrze, ale wyjdź już- odpowiedziała na jego słowa nie zastanawiając się teraz nad tym czy rzeczywiście miał na myśli żart czy mówił prawdę. Po prostu chciała żeby już wyszedł. Żeby mogła zostać ze swoim strachem sama. - Proszę- dodała wyraźnie ciszej i dopiero teraz podniosła głowę odszukując jego spojrzenie. W jej oczach mógł wyczytać przerażanie, ale w środku kotłowało się w niej znacznie więcej emocji, których wciąż nie potrafiła przepracować.
Kiedy wyszedł, zamknęła za nim drzwi i w razie możliwości, nawet na klucz. Zaczęła szybko ochlapywać mokre plamy wodą i pocierać niczym w panice. Pocierała coraz szybciej, coraz bardziej robiąc się cała mokra. Jednak nie tylko ubrania miała mokre, bo po jej twarzy spływały też łzy i dopiero po pewnym czasie się zorientowała się , że coś się dzieje. Wyłączyła wodę i oparła się dłońmi o umywalkę, opuszczając głowę i pozwalając sobie na płacz. Tylko kilka łez. Parę chwil, aż wzięła się znowu w garść. Wytarła oczy i policzki, które zdążyły się zaróżowić od łez. Wyglądała żałośnie. Już lepiej było sobie odpuścić walczenie z farbą w małej umywalce. Spojrzała na swoje odbicie przygładzając jeszcze włosy i w końcu ruszyła do wyjścia.
Po wyjściu z łazienki odszukała Maxa i stanęła przed nim ponownie na bezpieczną odległość i wyraźnie unikając jego wzroku. - Dobra, udało mi się nieco zmyć tą farbę, ale wciąż są ślady, więc będę już wracać do domu, żeby wrzucić ubrania do prania- zaczęła tłumaczyć , bo chciała już wyjść i zamknąć się w swoich (a raczej Cherry) czterech ścian. - Daj znać, kiedy skończysz remont, to zacznę się wprowadzać- dodała jeszcze zestresowana wyginając swoje palce obu dłoni. Sama nie wiedziała już dlaczego, ale czuła się niekomfortowo.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Kącik ust blondyna drgnął lekko, gdy wspomniała o dawnych kłótniach i sposobie, w jaki kończyły się osiem lat temu. Pamiętał to zdecydowanie lepiej, niż powinien; jej upór, wieczne przekomarzanie i ten moment, kiedy po kilku minutach sprzeczki przestawała mówić wyłącznie dlatego, że zamykał jej usta pocałunkiem. Wtedy wydawało mu się to proste i naturalne, jakby między nimi od początku istniała jakaś dziwna, niewymuszona lekkość. Teraz odznacza się podobną i wygląda równie uroczo, kiedy się wkurzała, nawet jeśli bliżej było jej teraz do wściekłego chihuahua niżeli łagodnego golden retrievera. — Bo większość tych piosenek naprawdę była tragiczna — odpowiedział z rozbawieniem, nawet nie próbując udawać skruchy. — A ty miałaś wtedy wyjątkowy talent do prowadzenia trzydziestominutowych debat o czymś, co normalny człowiek skwitowałby jednym „masz zły gust”. - odbił piłeczkę, chociaż śmiał podejrzewać, że pod tym względem podejście Cory nie uległo zmianie. Mimochodem na ustach Korhonena pojawił się szeroki uśmiech, gdy wspomniała o uroku. Ten niewątpliwie posiadał i nadal nim emanował, starając się go czasami wykorzystywać - głównie przy próbach ułaskawienia starszych pań, kiedy chciały zrobić coś po swojemu, co dla niego pozbawione było sensu. W przypadku relacji damsko-męskich również nie pozostawał bez użycia, choć znacznie rzadziej traktował to jako świadomą strategię, a bardziej jako coś, co po prostu działało, niezależnie od intencji.
Jeszcze chwilę temu wszystko wydawało się zaskakująco lekkie. Ich rozmowa płynęła naturalnie — pełna dawnych przyzwyczajeń, uszczypliwości i tego specyficznego rodzaju swobody, który pojawia się wyłącznie między ludźmi, którzy kiedyś byli sobie bliscy. Max naprawdę się rozluźnił. Patrząc na Corę śmiejącą się i przewracającą oczami dokładnie w ten sam sposób co osiem lat temu, niemal zapomniał, że minęło tyle czasu. Że dorośli. Że życie zdążyło ich poobijać. I właśnie dlatego moment, w którym weszła za nim do łazienki, uderzył go tak mocno. Zmiana była niemal natychmiastowa. Za szybka i zbyt gwałtowna, żeby jej nie zauważyć. Jeszcze przed sekundą odpowiadała mu z przekąsem i zadziornym błyskiem w oczach, a teraz stała kilka kroków dalej, spięta tak mocno, jakby samo przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu sprawiało jej fizyczny dyskomfort.
— Dobrze — odpowiedział spokojnie, bez nacisku, uniósł przy tym lekko ręce, otwartym gestem, zupełnie jak wcześniej, dając jej jasno do zrozumienia, że nie zamierza przekraczać żadnej granicy. Odwrócił się zaraz potem, wychodząc z łazienki bez zbędnych słów. Dopiero gdy drzwi zamknęły się za nim, Max na moment zatrzymał się na korytarzu. Nie dlatego, że nie wiedział, co robić — wiedział. Bardziej dlatego, że w głowie miał zbyt wiele rzeczy naraz. Jej spojrzenie. Ten strach, który pojawił się tak nagle, jakby ktoś go w niej uruchomił jednym zdaniem. I coś jeszcze, czego nie potrafił od razu nazwać, ale co nie dawało mu spokoju.[/akapit]
Kiedy drzwi łazienki w końcu się otworzyły, Korhonen odruchowo uniósł wzrok. Zastygając w miejscu, nie zrobił żadnego gwałtownego ruchu, jego ciało spięło się delikatnie. Cora stanęła przed nim w pewnej odległości, trzymając dystans. Mówiła, jednak nie obdarzyła go nawet przelotnym spojrzeniem. Słuchał jej w milczeniu, pozwalając, żeby skończyła. Dopiero gdy wspomniała o wyjściu, mimowolnie ściągnął brwi, nie kryjąc zaskoczenia. Nie rozumiał, co wydarzyło się w przeciągu tych kilku minut. Z typowym dla siebie zdroworozsądkowym podejściem i analityczną naturą próbował znaleźć odpowiedź, skąd wynikała ta nagła zmiana, jednak podświadomie czuł, że coś mu umyka.
— Cora — zaczął spokojnie, tak jakby starał się nie przestraszyć płochliwego zwierzęcia, choć sam nie do końca rozumiał, co je spłoszyło. Zamilkł na sekundę, jakby dobierał słowa. Przesunął dłonią po karku, próbując rozładować napięcie, którego nie chciał jej pokazywać. - Czy…. Czy mogłabyś na mnie spojrzeć? - zapytał, nie naciskając. Dopiero po chwili dotarło do niego, że w obecnie prezentowanemu przez dziewczynę postawie jest coś znajomego. Coś co już widział, z czym miał styczność i co wiązało się z ciężkimi wyzwaniami, które wciąż gdzieś w nim siedziały.
Cora Marshall