-
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracji1 osobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Dobrze, że mogę zamawiać zakupy online, a wyrzucanie śmieci w tym bloku jest tak proste. Wystarczy wyjść na korytarz i wyrzucić wszystko do szczeliny w ścianie. Nie widzę siebie, ciągnącej worki z trzeciego piętra na parter. Także takie udogodnienie jest naprawdę przyjemne i fajne. Wyrzuciłam reklamówki i karton, który zaraz najpewniej zostałby nowym domem dla Ash. Mój mały kotek, czasem potrafi szaleć. Nawet rozwalić karton i udawać aniołka. Sięgnęłam po koc i narzuciłam go na swoje ramiona. Ash coś mruczał, ale zaraz poleciał do swojej piłeczki i zaczął się nią bawić. Chora ręka zwisała, a zdrową wszystko musiałam robić. Tak średnio mi z tym, ponieważ nie jest to moja dominująca ręka. Tęsknię dosłownie za wszystkim, ale doceniam jej pomoc w takim momencie mojego życia. Zwłaszcza że pomogła to zaszyć i przy okazji ma przynieść mi dodatkowe przeciwbólowe, które wypisał mi lekarz.
Nie chciałam zawracać uwagi dla Sherr, ona teraz i tak ma dużo na głowie. Ogólnie nie chciałam robić afer, więc dla dziewczyn nic nie powiedziałam. Po prostu udaje, że tego nie było. Jakby nikt mnie nie zaatakował. Czy matka o tym wie? Nie mam zielonego pojęcia. Podejrzewam, że wiadomość i do niej doszła. Przecież rządzi tym szpitalem, a ja unikam ostatnio ją jak ognia. Pewnie Grace na mnie wyśle, jeśli oczywiście się tym wszystkim zainteresuje. Mam też nadzieję, że młodszy brat o tym się nie dowie. Nie chcę współczucia, a jakoś ja sama tego jeszcze nie zaakceptowałam. Pewnie najgorzej będzie, jak wrócę do miejsca wydarzenia. Wszystko wróci, ale ile mogę to nie, chcę do tego wracać. Drzwi były otwarte, więc mogła wejść. Położyłam się na kanapie i zwinęłam w kłębek. Sama nie wiem, czy kogoś potrzebuję do tego wszystkiego i czy chcę o tym rozmawiać.
Grace LeBlanc
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Grace chcąc nie chcąc po ostatnich wydarzeniach czuła się nieco odpowiedzialna za samopoczucie i pomoc Audrey, w końcu była jej starszą siostrą, dlatego też zanim się tutaj postanowiła więc pójść do restauracji, w której zamówiła katering dla niej. Poprosiła również o to aby dowozili jej jedzenie na jej koszt przez najbliższe trzy tygodnie, po czym zapłaciła z góry. Kiedy dali jej już gotowe dania na najbliższe trzy dni, wzięła torbę kierując się prosto do jej mieszkania, na szczęście nie miały do siebie daleko, ponieważ mieszkały w tym samym miejscu, ba nawet na tym samy piętrze, więc wsiadła w samochód po kilku minutach znajdując się na ich osiedlu, zaparkowała w wyznaczonym jej miejscu, po czym skierowała się prosto do windy. Kiedy po kilku minutach winda zatrzymała się, wyszła z niej kierując się prosto do mieszkania Audrey.
Wiedząc, że dziewczyna jest w domu i na pewno nie zamykała drzwi, bez większej zapowiedzi weszła do środka zamykając za sobą drzwi nogą, ponieważ w ręce miała torby z jedzeniem. Rozejrzała się szukając Audrey.
- Halo, jest tutaj ktoś? - Powiedziała nieco głośniej szukając przy tym wszędzie Audrey, aż w końcu udało jej się ją znaleźć w salonie leżącą na kanapie. Spojrzała na nią unosząc przy tym brwi, westchnęła stawiając torby z jedzeniem na stole w salonie.
- A ty mam nadzieję, że nie zamierzasz się nad sobą teraz użalać. - Warknęła patrząc na nią.- Przecież to nie było nic poważnego...sama się tym zajmowałam to wiem. A teraz zwlekaj te dupsko z tej kanapy - Wydarła się ściągając ją z tej kanapy. Na prawdę nie znosiła kiedy pacjenci się nad sobą użalali, szczególnie z tak błachych powodów, w dodatku ona jest pielęgniarką, więc powinna mieć dużo silniejszą psychikę. Zaczęła wypakowywać jej to jedzenie, patrząc co trochę na nią.
- A tutaj masz jedzenie na trzy dni. Zamówiłam ci jedzenie na kolejne trzy tygodnie, masz zapłacone za nie z góry.
Audrey LeBlanc
-
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracji1 osobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
— Naprawdę jesteś kochaną starszą siostrą, kipi od ciebie dobroć z twojego serduszka. Nie musisz mi dowalać słownie. Już i tak jestem zmęczona psychicznie i fizycznie. Dodatkowo myślisz, że podoba mi się to siedzenie w mieszkaniu? Nie — Zmrużyłam oczy, starając się naprawdę grzecznie to powiedzieć. Nie chcę robić dodatkowej dramy, która zawsze pójdzie w tę gorszą stronę naszej relacji. Ogólnie nie chcę za bardzo mieszać, więc pozostawię to w takiej formie, jakiej powiedziałam.
— Za dużo, muszę dbać o formę. Dobrze wiesz, że jak przytyję będzie mi ciężej biegać i załatwiać sprawy w szpitalu. Połowę oddam dla biednych, potrafię zamówić jedzenie i zakupy online — Wstałam w końcu z kanapy. Rozciągnęłam się. Poczułam ból, ale zignorowałam go. Tylko przy bólu się wie, że się robi coś naprawdę ważnego w życiu. Ash gdzieś uciekł, pewnie przez Grace. Nie lubią się za bardzo, a nie chcę ich zmuszać do wspólnego spędzania razem czasu. Sięgnęłam po pierwszy lepszy pojemniczek z jedzeniem. Fajnie sałatka. Wsypałam wszystko i zatrzęsłam, aby sos wszędzie się dostał.
— Jak tam w szpitalu? Chcesz coś do picia lub jedzenia, częstuj się śmiało — Mruknęłam i zaczęłam zajadać się sałatką, która byłą gotowa do jedzenia.
Grace LeBlanc