Rozmowa o pracę z Charly miała odbyć się na neutralnym gruncie. Bezstresowo, na spokojnie i przede wszystkim miała zostać przeprowadzona w sposób p r o f e s j o n a l n y przez osobę o odpowiednich kwalifikacjach. Shereen Winfield na pierwszy rzut oka prezentowała się jak prawdziwa właściciela eleganckiej sali bankietowej. Nosiła dopasowane sukienki przed kolano, garnitury w stonowanych kolorach i obcasy dodające jej minimum dziesięciu dodatkowych centymetrów wzrostu. Związywała włosy w koki lub wysokie kucyki, by prezentować się mniej jak czupiradło a bardziej jak kobieta biznesu. Z powodów osobistych w ostatnim czasie rozpuszczała włosy, bo szanowanemu Panu Tacie nie podobało się to, że życie prywatne jego córki stało się obfitsze. Rozmowa z Charly miała być pierwszą rekrutacją przeprowadzoną przez Shereen od pierwszego słowa do ostatecznej decyzji. Dziewczę, choć miało zapowiedzianą rozmowę z kobietą, niejaką właścicielką sali, ostatecznie zatrudnił pięćdziesięciolatek o łagodnym spojrzeniu i przyjemnym w odbiorze głosie. Charles Winfield, poprzedni właściciel sali i ojciec Shereen. Tamtego dnia jego córka po prostu nawaliła, bo za późno wstała. Wciąż nie potrafiła poradzić sobie z nadmiarem nowych obowiązków, gubiła się w rzeczach organizacyjnych, a w ostatnim tygodniu chodziła bardziej rozanielona niż zwykle, przez co popełniała głupie błędy. Myśli kobiety krążyły wobec wszystkiego, ale na pewno nie dookoła ojcowskiej darowizny. Spędzała więcej czasu niż zazwyczaj w telefonie, pochłonięta pisaniem wiadomości i myślała, że ojciec tego nie zauważył. Zauważył i jak przystało na ojca, pogroził jej surowym tonem, że jak tak dalej pójdzie, to cała rodzina skończy na bruku. Miał w tym trochę racji. Odkąd zwrócił jej uwagę, próbowała być fair i sumiennie wykonywać swoje obowiązki. Zajmowała się zamawianiem dekoracji, umawianiem klientów, rozmowami z weeding plannerami i płaceniem rachunków. Czasem gubiła się w systemie, gdy któryś z klientów odwoływał rezerwację i wkurzała się, gdy firma florystyczna odwoływała dostawy kwiatów i musiała szukać innej, ale jakoś funkcjonowała. A wraz z nią cały przybytek.
Po porannym przyjściu do pracy spodziewała się ujrzeć swoją starą ekipę, która była już zaznajomiona z panującymi w tym miejscu warunkami pracy. Zdziwiła się niezmiernie, gdy po ciepłym przywitaniu swojej stałej współpracownicy — Naaadiaa, jak dawno cię nie widziałam! Jak ci minął urlop? — dostrzegła młodą kobietą krzątającą się po sali. Stukot obcasów ucichł, a Shereen, ubrana w ciemną spódnicę i beżowy sweterek, zatrzymała się w pół kroku, mierząc krótkim spojrzeniem ciemnowłosą kobietę. Zapomniała, że Nadia nie wróciła jeszcze z urlopu, a ojciec nie poinformował jej, że Charly miała rozpocząć swój pierwszy dzień w pracy i potrzebowała kogoś, kto pomoże jej się wdrożyć. Domyśliła się, że skoro poza nią i Charly nie było nikogo więcej, to ona musiała zająć się przeszkoleniem nowej pracownicy. Ojciec zajął miejsce w gabinecie i zapewne zajmował się sprawami typowo kierowniczymi, zmieniając plan córki na przebieg dnia.
Okej, Shereen... — rzekła do siebie w myślach, posyłając dziewczynie ciepły uśmiech.
— No cześć. Mów mi Shereen. Dzisiaj jesteś pod moją opieką. Powiem ci, mniej więcej czego powinnaś się spodziewać i jak wygląda praca w tym miejscu, a ty mi na koniec dnia powiesz, czy zostajesz, czy to nie dla ciebie — wyjaśniła niemal od razu, gdy tylko podeszła do Hayes i wymieniła z nią uścisk dłoni. — Charles wstępnie oprowadził cię po budynku? Wiesz, gdzie jest łazienka, kuchnia? — bo tego oczywiście też nie powiedział Shereen i nie bardzo wiedziała, od czego powinny zacząć. Nie wspominając już o tym, że się nieco stresowała. Nie szkoliła jeszcze nowego pracownika i obawiała się, że może to być dla niej nieco... Przytłaczające. Niestety nie była najlepszym wzorem do naśladowania, a na kierownictwo nieszczególnie się nadawała. Liczyła na łut szczęścia i na to, że Charly nie należy do tych, co zadają zbyt dociekliwe pytania, bo Winfield nie była pewna, czy potrafiłaby na nie sensownie odpowiedzieć.
