-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rzucałe one stosunkowo swobodną atmosferę między tę dwójkę, dlatego Lilian intuicyjnie pozwoliła sobie na odrobinę otwartości oraz wścibstwa, które kryło się w każdym następnym pytaniu. Obecnie nie mogli być już bliżej. Definitywnie świadczyły o tym uda dziewczyny bezwstydnie zaciśnięte wokół bioder Maximiliana oraz jego dłoń tak śmiało i zaborczo ułożona na jej nodze.
— Fińskie — powtórzyła raz jeszcze, po czym potaknęła co zapewne wyczuł na swoim ramieniu. Potem w skupieniu wysłuchała reszty, ale nie zamierzała odnosić się do tego ani słowem. Każda rodzina miała swoje perypetie; w każdej znalazłyby się trudne bądź wstydliwe historie. Wiedziała to i jak dotąd starała się nie oceniać ludzi wyłącznie przez pryzmat ich nazwiska czy przeszłości, na którą często nie mieli żadnego wpływu.— Mój ojciec nie żyje. Zmarł, kiedy byłam w ostatniej klasie liceum. — Chociaż nie pytał, to postanowiła podzielić się z nim niewielkim kawałkiem swojej przeszłości. Nie miał pojęcia, ale właśnie od śmierci pana Davenport życie Lilian zaczęło gwałtownie się sypać. Miesiąc po miesiacu, coraz bardziej poddawała się woli babki, która w imię rodzinnych obowiązków, nakładała na wnuczkę niezdrową presję.
Było jej często wstyd, ale bywały wieczory, kiedy nie wiedziała czy tęskniła bardziej za ojcem, czy za tym złudnym poczuciem wolności.
W momencie, w ktrym Max poprawił dłoń, mimowolnie drgnęła. Mógł wyczuć na plecach chwilowe spięcie jej ciała, ale już po paru sekundach znowu swobodnie przylgnęła do jego pleców, niczym druga skóra.
— Nazwisko mam anielskie, ale jestem Kanadyjką. Urodziłam się w Oakville. To niedaleko Toronto — wyjaśniła, świadomie ignorując reszte wypowiedzi Maxa. Nie zamierzała zareagować na tę zaczepkę i wyjaśniać mu, jak bardzo potrafiła być groźna.
Cichy śmiech mężczyzny, dochodzący z dzielącej ich żadnej odległości, wybrzmiał wyjątkowo wyraźnie. Lilian odsunęła lekko głowę i znów przyjrzała się jego profilowi. Mokre włosy przykleiły mu się do czoła i skroni, a ona pod wpływem jakiegoś nagłego, trudnego do wyjaśnienia impulsu odgarnęła je delikatnie na bok.Kiedy zdała sobie sprawę z własnej bezmyślności, prędko zanurzyła dłoń pod wodę i odwróciła wzrok w kierunku brzegu. Udawała, że nic takiego nie zrobiła.
— Nie zwróciłam na to uwagi — przyznała zgodnie z prawdą, lekko drżącym głosem, który zdradził zażenowanie wcześniejszym występkiem. — Mam ulunione perfumy. Ciągle ich używam, to pewnie dlatego — dodała, przypomniawszy sobie o YLS Libre i Gucci Flora, które stosowała już bardziej okazjonalnie. — Czy na pewno mylące? — Wyciągnęła rękę z wody i po raz kolejny otuliła ramieniem szyję Maxa. Tak było znacznie wygodniej. — Faceci różnie do mnie mówili. Raz byłam słoneczkiem, kwiatuszkiem i uroczą serdelką, a innym razem głupią suką. Ale nikt mnie nigdy nie nazwał Jaśminkiem. W zależności od sytuacji wszystko może pasować — zażartowała.
Jak każda kobieta miała za sobą bardziej udane i nieudane związki, jak i randomowe sytuacje, w którch mężczyzny nie rozumieli odmowy. Wówczas wściekali się i w akcie irytacji używali nieuprzejmych epitetów. Czasem spróbowali dotknąć Lilian, jakby była sztucznym tworem, a nie żywym oraz czującym stworzeniem. Na szczęście każdorazowo udawało jej się umknąć przed takimi delikwentami.
— Ile masz lat? — Znowu wychyliła się w bok, aby spróbować spojrzeć mu w oczy. Do brzegu mieli jeszcze spory kawałek. — Jesteś już zmęczony? — dopytała pośpiesznie. Transport transportem, ale tak naprawdę miała siłę, aby dokończyć tę odległośc samodzielnie.
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Informację o śmierci jej ojca przyjął jedynie krótkim skinieniem głowy. Bez banalnych słów współczucia i wymuszonej litości, których sam szczerze nie znosił. Zamiast tego niemal od razu podchwycił kolejny temat — Oakville? — powtórzył — Nigdy bym nie zgadł. Za mało w tobie spokoju jak na tamte okolice. - rzucił zaczepnie, chociaż w jego głosie nie pobrzmiewało już echo wcześniejsza uszczypliwość. Kiedy poprawił ułożenie dłoni na jej nodze i wyczuł krótkie spięcie jej ciała, mimowolnie zwolnił ruch. Nie cofnął jednak ręki. Wręcz przeciwnie — przytrzymał ją pewniej, instynktownie upewniając się, że nadal utrzymuje ją stabilnie nad powierzchnią wody.
Gest, którym odgarnęła mokre włosy z jego czoła, zaskoczył go bardziej, niż powinien. Przez krótką chwilę po prostu milczał, czując delikatny dotyk jej palców na skórze i to dziwne ciepło, które niebezpiecznie łatwo rozlało się gdzieś pod żebrami. Dopiero gdy gwałtownie cofnęła dłoń, jakby sama przestraszyła się własnego impulsu, kącik ust Maxa drgnął subtelnie ku górze. — Spokojnie, Jaśminku. — odezwał się ciszej. — Nie wyglądałaś, jakbyś właśnie popełniła zbrodnię. - dodał i chociaż może nie powinien komentować tego, co zrobiła, nie umiał się powstrzymać. Prosty, niemal czuły gest stanowił niebanalny kontrast między tym, co prezentowała wczoraj, wręcz próbując wygnać go z pensjonatu. Sukcesywnie wraz z każdym kolejno przepłyniętym metrem i zdaniem opuszczającym naprzemiennie usta, zacierali granice złośliwości.
Cichy śmiech wyrwał się z gardła blondyna, gdy wspomniała o wszystkich określeniach, które zdążyli jej przypisać inni faceci. — „Serdelku”? — powtórzył z autentycznym niedowierzaniem. — Ktoś naprawdę tak do ciebie mówił? Jaśminek jednak brzmi znacznie lepiej. - zauważył bez większego zastanowienia, po czym dodał już spokojniej: — Pasuje bardziej, niż myślisz. Ładnie pachnie, wygląda niepozornie, ale podobno potrafi być trujący.
Woda wokół nich zaszumiałą ciszej, gdy ponownie przesunął ramię przez taflę jeziora. Do brzegu wciąż pozostawał kawałek drogi, ale Max coraz mniej zwracał uwagę na zmęczenie mięśni. Znacznie bardziej rozpraszała go świadomość jej bliskości — mokrych ud oplatających jego biodra, ciepłego oddechu przy karku i dłoni obejmującej jego szyję z tak naturalną swobodą, jakby robiła to od dawna. — Dwadzieścia pięć. — odpowiedział po chwili. — A ty? - odbił pytanie niemal od razu. Natomiast na wzmiankę o zmęczeniu prychnął cicho pod nosem. — Gdybym był zmęczony, już dawno wrzuciłbym cię z powrotem do jeziora. — oznajmił — Poza tym sama mówiłaś, że mam cię przeprosić. Muszę cię więc najpierw dostarczyć żywą na brzeg.
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Fakt, Lilian od zawsze ciągnęło do wielkich miast, głośnych ulic i odkrywania nowych zakątków świata, a mimo to do Oakville czuła szczególny sentyment. To właśnie tam się wychowała. Tam ukształtował się charakter, który do dziś tworzył tę samą Lilian Davenport, z którą Max właśnie rozmawiał i dziko kąpał się w jeziorze.
Jednak nadal to w Oakville przeżyła swoje pierwsze przygody, pierwsze katastrofy i pierwsze bolesne rozczarowania. Tam zakochała się po raz pierwszy i po raz ostatni.
— Jestem spokojna — odparowała niemal natychmiast. Od razu zauważyła, że dostrzegł, jak pierzchliwie zabrała dłoń, ale pomimo tego musiała chociaż spróbować zaprzeczyć. — Zagalopowałam się. Nie jesteśmy na tyle blisko — odpowiedziała bezsensownie, choć sytuacja w jakiej się znajdowali, wprost reprezentowała kontrast do słów Lilian.
Gdyby ktoś zobaczył ich w tej chwili, bez wątpienia uznałby, że są parą. Albo przynajmniej kimś znacznie więcej niż zwykłymi znajomymi. Ramiona Lilian splecione wokół szyi Maxa i jego dłoń mocno zaciśnięta na jej udzie stawiały ich w bardzo konkretnym świetle.
— Zdarzyło się raz czy dwa. — Odruchowo wzruszyła ramionami, co również Max mógł poczuć na swoich plecach. ,,Serdelek” totalnie nie pasował do drobnej sylwetki Lilian, jednak jej ostatni partner miał dziwny fetysz zwracania się do kobiet w ten dziwny sposób. — Nie jestem toksyczna — prychnęła, zwracając szczególną uwagę na tę jedną cechę jaśminu, o której nawet nie miała pojęcia.
Prawdopodobnie Lilian była jedną z najbardziej sympatycznych i empatycznych dwudziestotrzylatek w całym Toronto. Rzadko przeklinała, dużo się uśmiechała i chętnie pomagała innym. Zawsze potrafiła znaleźć dobre słowo, cierpliwie słuchała czy doradzała, nawet wtedy, gdy sama miała gorszy dzień. Była pełna energii, otwarta na ludzi oraz ochoczo podchodziła do swobodnych rozmów, dzięki czemu większość osób szybko czuła się przy niej komfortowo. Wiedziała też, jak zachować się w towarzystwie starszych ludzi.
Poza tym Lilian należała do tych osób, które zapamiętywały drobne z pozoru nieistotne szczegóły, jak różne wydarzenia z życia gości pensjonatu. Kiedy wracali na jakiś kolejny weekedn, potrafiła złożyć im życzenia albo zapytać o przebieg tej czy innej uroczystości.
Płynęli tak jeszcze przez chwilę — raz w milczeniu, raz prowadząc kolejne rozmowy o zupełnie nieistotnych rzeczach, które w zależności od tonu wywoływały u Lilian uśmiechy albo ironiczne prychnięcia. Zerkałą co jakiś czas na pomost, taflę jeziora i drzewa, ale równie często jej uwaga wracała do mimiki Maxa. Nadal nie czuła się skrępowana jego obecnością.
Mimo to nieuchronnie zbliżali się do brzegu. W końcu stopy mężcyzny dotknęły dna, a wraz z coraz płytszą wodą ramiona Lilian zaczęły wynurzać się na powierzchnię. Wtedy wyplątała się z jego uścisku i stanęła na własnych nogach, jeszcze przez moment opierając dłonie o dobrze zbudowane barki, jakby usiłowała przyzwyczaić się do własnej stabilności.
Początkowo woda sięgała do klatki piersiowej, ale z każdym kolejnym krokiem poziom opadał coraz niżej. Wtedy dopiero poczuła chłód. Mokry crop top natychmiast przykleił się do skóry, podczas gdy zimne powietrze oplątało ciało nieprzyjemnym dreszczem. Lilian mimowolnie objęła się ramionami i intuicyjnie jęknęła ze słyszalną żałością.
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Jej oburzone prychnięcie na temat toksyczności wywołało u Korhonena krótki śmiech. — Nie powiedziałem, że jesteś toksyczna. — poprawił ją, kręcąc przy tym lekko głową, jako symbol niedowierzania, że z całego zdania wyłapała właśnie to określenie — Ale jaśmin podobno bywa. Ładnie wygląda, dobrze pachnie i później sprawia problemy. Brzmi znajomo. - rzucił zaczepnie, zerkając na nią kątem oka. Im dłużej z nią rozmawiał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że Lilian należała właśnie do takich ludzi — przyciągających uwagę bez większego wysiłku i jednocześnie cholernie trudnych do rozszyfrowania.
Gdy wspomniała o swoim wieku, uniósł brew. — Dwadzieścia trzy? — mruknął. — Czyli oficjalnie jestem starszy i mądrzejszy. Fatalna wiadomość dla ciebie. — dodał z wyraźnym rozbawieniem. W rzeczywistości różnica nie była ogromna, ale Max i tak zamierzał wykorzystać każdą okazję, żeby się z nią podroczyć. Potem jednak jego spojrzenie na moment złagodniało. Nie umknęło mu ani to lekkie drżenie głosu, ani fakt, że mimo wcześniejszej pewności siebie zaczynała odczuwać chłód. Szczególnie gdy wyplątała się z jego ramion i stanęła na własnych nogach.
Woda opadała coraz niżej, odsłaniając kolejne fragmenty jej mokrego ciała, a przylegający do skóry materiał praktycznie nie pozostawiał miejsca dla wyobraźni. Max odwrócił na moment wzrok gdzieś w stronę brzegu, bardziej z rozsądku niż faktycznej potrzeby.— Nie ruszaj się stąd. — odezwał się po chwili, gdy objęła się ramionami i jęknęła z zimna. — Zanurz się trochę głębiej w wodzie. Będzie ci cieplej niż na wietrze. Zaraz wrócę. — rzucił i nie czekając specjalnie na protest, ruszył w stronę brzegu. Mokre ubrania kleiły mu się do ciała, gdy szybkim krokiem pokonywał kolejne metry ścieżki prowadzącej do zaparkowanego pickupa. Czuł chłód wdzierający się nie tylko do jego płuc, kiedy nabierał powietrza, ale także ten przylegający do ciała, wywołujący gęsią skórkę. Dopiero przy aucie przeczesał dłonią mokre włosy i otworzył bagażnik. Jak zwykle woził tam zapasowe rzeczy — na wypadek pracy, wyjazdów albo zwyczajnie własnego roztargnienia. Wyciągnął ciemną bluzę, luźniejsze dresowe spodnie i koszulkę, które chwilę później zamierzał dać Lilian. Sam ograniczył się do roboczych spodni poplamionych farbą, które wcześniej leżały zwinięte gdzieś z tyłu auta oraz kraciastej koszuli, pachnącej smarem. W normalnych okolicznościach wyglądałoby to absurdalnie. Ale po skoku do jeziora w ubraniach chyba już dawno przekroczyli granicę normalności.
Kiedy wracał w stronę wody, dostrzegł ją z daleka — stojącą pośród spokojnej tafli jeziora, z mokrymi włosami opadającymi na ramiona i chłodnym światłem zachodzącego słońca odbijającym się od skóry. I przez krótką, kompletnie niepotrzebną chwilę Max pomyślał, że zdecydowanie zbyt łatwo przychodziło mu przyzwyczajanie się do jej obecności. Dotarłszy nad jezioro, bez słowa podszedł bliżej i wyciągnął w jej stronę ubrania. — Masz. — rzucił krótko. Potem, widząc jej zmarzniętą minę, westchnął cicho i dodał — Ściągnij z siebie wszystko. Mokre ubrania też. Bieliznę najlepiej również, bo tylko przemoczy ci nowe rzeczy i zamarzniesz jeszcze szybciej. — zauważył, nie skupiając się nad tym jak zabrzmieć mogły te słowa dla dziewczyny, był po prostu rzeczowy.
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Mimo to obecnie nie szczędziła mu uśmiechów podczas tej zaskakująco swobodnej rozmowy o wszystkim i o niczym. Chłonęła mimochodem rzucane wzmianki o Jaśminie i wywróciła oczami, kiedy z pełnym przekonaniem stwierdził, że starszy wiek automatycznie oznacza wyższy poziom inteligencji. Ta aluzja wystarczyła, aby w myślach natychmiast nazwać go kretynem, choć i tym razem zachowała komentarz wyłącznie dla siebie.
A potem przyszedł chłód, który odebrał Lilian ochotę do dalszej rozmowy; chłód wyznaczający granicę, brutalnie przypominający jej, kim powinna być. Przywołał tę ostrożniejszą, odrobinę poważniejszą wersję samej siebie, jaką na co dzień tak uparcie starała się reprezentować.
Stała po pierś w wodzie, nieruchomo i w lekkim osłupieniu obserwując pośpiesznie oddalającego się Maxa. Doskonale słyszała jego rozkaz, ale mimo to nie posłuchała. Zamiast zanurzyć się głębiej, dalej kierowała się ku brzegowi wolnym, niemal ostentacyjnie spokojnym krokiem. Przy okazji niecierpliwie zerkała w stronę wzgórza i niecierpliwie wyczekiwała sylwety mężczyzny.
Pojawił się jakiś czas później, niedługi, ale wystarczająco odległy, aby jeszcze bardziej zmarzła. Była już bliska wyjścia. Stała zakryta po uda i przyśpieszyła, kiedy Max zaczął zbiegać z wzniesienia. Natychmiast dostrzegła na nim świeże, choć brudne ubranie i odobny komplet dla niej, który pieczołowicie trzymał w dłoni.
Lilian było tak przeraźliwie zimno, że zupełnie nie zwróciła uwagi na własny wygląd. Nie myślała o tym, jak bardzo odsłonięta była dolna część jej bielizny, jak nagi pozostawał brzuch ani o mokrym T-shircie, który przykleił się do skóry tak mocno, że wyraźnie odznaczał linię okrągłych piersi. W tamtej chwili liczyło się jedynie nieprzyjemne drżenie rozchodzące się po całym ciele i potrzeba jak najszybszego okrycia się czymkolwiek.
Drżąc z zimna, stanęła wreszcie na suchym piasku. Bez większego namysłu rzuciła na ziemię górną część garderoby należącą do Maxa. Już miała założyć spodnie, kiedy niespodziewanie usłyszała jego głos.
Zamarła w połowie czynności, pochylona i niezgrabnie wygięta, z jedną stopą uniesioną nad ziemię tuż przed wsunięciem jej w nogawkę. Przez krótką chwilę wyglądała niemal komicznie, ale napięcie, które przebiegło jej po plecach, skutecznie odebrało tej scenie domieszkę żartu.
Mocniej zacisnęła palce na materiale.
— Co?. — Wyprostowała się i zamrugała, jakby nie rozumiejąc tego, co powiedział. — Zdajesz sobie sprawę, jak to zabrzmiało? — zapytała odrobinę prześmiewczo, po czym nerwowo dokończyła zakładanie dresów. Nie zamierzała ściągać dolnej partii bielizny. Nie czułaby się komfortowo, siedząc w jego spodniach gołym tyłkiem. — Odwróć się — nakazała i popatrzyła na niego z dziwnym błyskiem w oczach. Nagle Lilian ujął brak swobody i osobliwe skrępowanie, które nie towarzyszyło jej w tej bardziej intymnej chwili, w której wisiała półnago na plecach mężczyzny.
Sama również odwróciła się plecami dokładnie w chwili, gdy ściągnęła z siebie mokrą bluzkę. Przez chwilę pozostała zupełnie naga od pasa w górę, a chłodne powietrze natychmiast objęło jej skórę wstrząsającym dreszczem. Szybko jednak pochyliła się po resztę ubrań, po czym nerwowo założyła je na tułów.
Kiedy ponownie odwróciła się w stronę Maxa, on już na nią patrzył. Nie wiedziała, od jak dawna. To jedno spojrzenie wystarczyło, aby poczuła nagłe napięcie, choć nie chciała tego okazać.
— Najpierw wywiozłeś mnie do lasu. Potem wrzuciłeś do wody. Mam nadzieję, że nie liczysz na zaden one night stand, Max? — zapytała i, cholera, zabrzmiała całkiem poważnie. W wodzie o tym wszystkim nie myślała, ale na brzegu próbowała przeanalizować kolejność wydarzeń. To było dziwne; zawiłe i niezrozumiałe, zwłaszcza, że w ogole się nie znali.
Bez słowa sięgnęła po mokrą koszulkę, którą gdzieś wcześniej rzuciła na piasek, po czym powoli ruszyła w stronę wzgórza. Boso, bo przecież buty Lilian już dawno leżały na dnie jeziora.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Być może właśnie z tego powodu postanowiła zignorować jego słowa i zamiast zanurzyć się głębiej i zostać w cieplejszej wodzie, uparcie wyszła mu naprzeciw. Zaklął pod nosem tak cicho, że prawdopodobnie nie mogła tego dosłyszeć. Jakby chcąc zrobić mu na złość - co prawdopodobnie uwielbiała - musiała zrobić dokładnie odwrotnie. Oczywiście musiała marznąć jeszcze bardziej tylko dlatego, że uznała jego polecenie za opcjonalną sugestię. A mimo to, gdy stała przed nim drżąca z zimna, z mokrą koszulką przyklejoną do ciała i włosami rozsypanymi po ramionach, ostatnią rzeczą, jaką naprawdę potrafił odczuwać, była irytacja.
— Oczywiście, że zdaję sobie sprawę, jak to zabrzmiało — odpowiedział od razu, a kącik jego ust drgnął minimalnie. — Uwierz mi, przez chwilę sam siebie słyszałem i też uznałem to za podejrzane. - wbrew całemu rozbawieniu odwrócił się niemal natychmiast, dając jej przestrzeń bez żadnych głupich komentarzy czy prowokacji. I przez moment naprawdę patrzył wyłącznie przed siebie, wsłuchując się jedynie w szelest materiału oraz przyspieszony oddech dziewczyny. Tyle że ciekawość okazała się silniejsza. A może nie ciekawość, może coś znacznie bardziej pierwotnego?
Spojrzenie niebieskich tęczówek wróciło do dziewczyny zdecydowanie za szybko — krótkie, odruchowe, kompletnie nieplanowane. I właśnie wtedy zobaczył ją przez krótką chwilę odsłoniętą w ciepłej poświacie zachodzącego słońca odbijającej się od tafli jeziora. Drobne ciało pokryte gęsią skórką od zimna. Jasną linię pleców i delikatne wcięcie talii. Mokre włosy przyklejone do karku oraz ramion. Kobiece kształty, których nie próbowała eksponować, a które przez to wydawały się jeszcze bardziej rzeczywiste i intymne. To trwało może sekundę, może nawet krócej, ale wystarczyło, żeby poczuł nieprzyjemne napięcie zaciskające się gdzieś pod żebrami.
Odwrócił wzrok niemal od razu, zaciskając mocniej szczękę. Nie dlatego, że widok był niewłaściwy. Problem polegał na tym, że podobał mu się zdecydowanie bardziej, niż powinien. Kiedy ponownie stanęła przodem do niego, wyglądała już bezpieczniej ukryta pod jego ubraniami, choć policzki nadal miała zaróżowione od zimna. Na jej pytanie parsknął cicho śmiechem. — Gdybym liczył na one night stand, Jaśminku… — urwał na moment, lustrując ją spojrzeniem od góry do dołu. — Rozegrałbym to zdecydowanie inaczej. - w głosie blondyna nie było nachalności ani taniego flirtu. Raczej pewność siebie człowieka, który doskonale wiedział, że gdyby naprawdę chciał ją uwieść, jezioro i hipotermia nie byłyby jego pierwszym wyborem.— Więc nie. Nie liczyłem.
Patrzył jeszcze chwilę, jak odwraca się i rusza boso w stronę wzgórza. Dopiero wtedy zauważył jej stopy zanurzające się w zimnym piasku i westchnął ciężko, przymykając oczy. — Ty serio chcesz dzisiaj sprawdzić granice mojego spokoju — mruknął bardziej do siebie niż do niej, doganiając jej postać w kilku krokach. I zanim zdążyła zaprotestować, po prostu uniósł ją do góry — pewnie, bez wysiłku, jednym płynnym ruchem obejmując ją pod kolanami oraz plecami. — Nawet się nie kłóć — uprzedził od razu. — Nie będziesz zapierdalać boso przez pół lasu. Ruszył dalej w stronę samochodu, trzymając ją stabilnie przy sobie. I choć na zewnątrz wyglądał na opanowanego jak zwykle, w środku coraz wyraźniej czuł, że ta dziewczyna zaczynała działać mu na nerwy w najgorszy możliwy sposób. Bo zdecydowanie za bardzo podobało mu się to, że właśnie ją niósł.
Lilian Davenport
-
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiona, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Lilian nigdy nie uważała się za ucieleśnienie kobiecego piękna. Miała w sobie walory na tyle przeciętne, że w zależności od gustu mogły wydawać się niektórym mężczyznom zbyt skromne albo zbyt mało wyraziste. Nigdy jednak nie pozwoliła sobie wmówić, że była brzydka albo w jakikolwiek sposób niewystarczająca. W końcu lubiła swoje ciało. Znała je dobrze: każdy pieprzyk, drobną asymetrię i wszystkie mankamenty, które gdzieś skrycie jej również się nie podobały.
Z biegiem lat jeszcze bardziej nauczyła się doceniać własną zwyczajność i być może to dzięki związkom, jakie przyszło jej doświadczyć.
Kiedy stanęła już przed Maxem, w pełni zakryta prez jego ubranie, skrzyżowała ramiona. W momencie, w którym skończył mówić, mimowolnie prychnęła i na znak swojej dezaprobaty wywróciła oczami.
— Nawet gdybyś rozegrał to inaczej, to nie miałbyś szans. Nie jesteś w moim typie — Nie musiała tego dodawać. Mogła przemilczeć temat i pozwolić, aby temat rozmył się w powietrzu, ale celowo zdecydowała się wyjść Maxowi na przekór. Chciała choć trochę utrzeć mu nosa i zachwiać tą jego buńczuczną, irytująco pewną siebie postawą.
Zdążyła już zauważyć, że właśnie takiego go nie znosiła najbardziej. Takiego aroganckiego, przekonanego, że wszystko zależało wyłącznie od jego humoru, kaprysu i tego, na co akurat miał ochotę. Lilian wiedziała, że świat naturalnie nie dostosowywał się do cudzych decyzji, a ludzie wokół nie byli jedynie elementem dziwnego scenariusza.
I jakoś to wszystko ją zdenerwowało. Nie czekając więc ani chwili dłużej, ruszyła przed siebie szybkim krokiem, licząc, że ruch pomoże jej choć trochę rozładować własną frustrację.
— Co znowu? — zdążyła zapytać. Wtem poczuła nagłe szarpnięcie, a z jej ust wyrwał się krótki, głośny okrzyk zaskoczenia. Odruchowo zarzuciła dłonie na kark Maxa, chwytając się go instynktownie, kiedy ziemia niespodziewanie zniknęła spod jej nóg. Nerwowo poruszyła bosymi stopami w powietrzu. Chwilę później zerknęła najpierw na podłoże, a potem z powrotem na twarz mężczyzny.
Wyglądał absurdalnie poważnie w tej odrobinę komicznej sytuacji, usiłując odegrać rolę dżentelmena i bezpiecznie przenieść ją do pickupa, jakby była damą wyciągniętą z opresji. A wszystko dlatego, że trampki Lilian już dawno spoczęły obok ich „Titanica”.
— Nawet nie zamierzam — odpowiedziała z dziwną, niemal obcą dla Lilian Davenport nutą arogancji. Mocniej zacisnęła palce na karku Maxa i lekko, niemal dziecinnie zakołysała nogami w powietrzu.
Kiedy przechadzali się przez wzgórze, Lilian mimowolnie uniosła wzrok ponad jego ramię, obserwując, jak spokojnie pokonuje trase. Trasa ocierała się o jego spodnie, a chłodny, który zerwał sie zniknąd, podszarpywał jej włosami. Po paru minutach minęli już łąkę i starą, drewnianą chatkę, ale w tamtym momencie myślała wyłącznie o tym, jak znowu blisko znajdowała się twarz Maxa.
Dopiero widok furgonetki pozwolił Lilian odrobinę się rozluźnić. Max ostrożnie postawił ją na ziemi tuż obok drzwi, ale chłodne podłoże natychmiast objęło jej bose stopy nieprzyjemnym zimnem. Skrzywiła się i pośpiesznie wsunęła się do wnętrza pojazdu. W środku od razu zapięła pasy, po czym sięgnęła po telefon pozostawiony wcześniej w luce na napoje. Ekran rozświetlił się znienacka, ukazując kolejne przychodzące połączenie od Dolores. Następne z dwudziestu dwóch nieodebranych.
— Wracajmy do pensjonatu — nakazała, kiedy Max zajął miejsce kierowcy. Docisnęła komórkę ekranem do uda. Próbowała stłumić uporczywe wibracje, ale urządzenie wciąż brzęczało. Wiedziała, że Dolores musiała już kipieć z niecierpliwości i złości, jednak nie zamierzała w tym momencie słuychać tyrady. Ledwo przed chwilą miała naprawdę dobry humor, jakby poczuła coś, co skutecznie tłumiła w niej babka.
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
A potem po prostu ją podniósł, reagując instynktownie, jakby było to czymś całkowicie naturalnym, więc nawet kiedy gwałtownie zarzuciła dłonie na jego kark, nie zwolnił kroku. I wcale nie chodziło o to, że próbował odgrywać dżentelmena. Dla Maxa było to zwyczajnie naturalne — w końcu to przez niego jej buty spoczywały teraz gdzieś na dnie jeziora. Pozostawienie jej samej sobie z bosymi stopami na zimnej ziemi byłoby zwyczajnie kiepskim zagraniem, nawet jak na niego. Poza tym doskonale wiedział, że gdyby postąpił inaczej, jeszcze długo słyszałby w swojej głowie głos matki wygłaszającej kolejną tyradę o fatalnym wychowaniu i braku szacunku wobec kobiet.[/akapit]
Dopiero przy pickupie ostrożnie postawił ją na ziemi, pilnując, żeby choć przez sekundę nie musiała stać bosymi stopami na zimnym podłożu dłużej niż było to konieczne. Sam obszedł samochód w milczeniu i zajął miejsce kierowcy. Silnik zawarczał cicho, a wnętrze auta ponownie wypełniła znajoma mieszanka zapachu mokrych ubrań, jeziora i chłodnego wieczornego powietrza. Max kątem oka zauważył rozświetlający się ekran telefonu Lilian i serię kolejnych połączeń, jednak niczego nie skomentował. Dopiero gdy nakazała wracać do pensjonatu, skinął lekko głową.
[/b]— Tak jest, księżniczko[/b] — rzucił z nutą rozbawienia, próbując jeszcze odrobinę rozładować atmosferę, zanim wrzucił bieg.
zt x2
Lilian Davenport