Czy Cem naprawdę czuł się tak, jakby był tam za karę? Chyba nie. Po prostu podróż była dla niego trudna – jak zawsze i wymagająca – jak nigdy. Zamiast odpowiedzieć, po prostu się uśmiechnął.
-
Lepiej? – zapytał. –
Ja tak zawsze wyglądam po długim locie, moja fobia nie pomaga i czuję się lepiej na lądzie. Poziom pozytywnych uczuć będzie tylko wzrastał – zapewnił. I w sumie chyba miał rację.
Nie będzie już tyle marudził, taki był plan.
-
Przepraszam cię za wszystkie głupoty po drodze i dziękuję za towarzystwo. Przynajmniej było mi łatwiej – to nie do końca prawda, bo mimo wszystko powiedział kilka rzeczy, które mogły być kluczowe, ale nie były przez brak zrozumienia się, no ale co tam, ważne, że dolecieli.
-
Chodzi o bezpieczeństwo – odpowiedział natychmiast. –
Ktoś może cię zaczepić, a nie chcę, byś miała kłopoty. Różnie bywa. Po prostu uważaj na siebie, dobrze? – chciał powiedzieć, że był za nią odpowiedzialny, ale jakoś zamilkł. Dla niego to miało inną ważność od tego, co pewnie pomyśli ona.
Chciał się nią zaopiekować z miłości, a nie dlatego, że ktoś mu zaufał i dał pod opiekę.
Kiedy dotarli do samochodu, Cem otworzył bagażnik i schował tam bagaż. Potem zajął swoje miejsce. Sam usiadł z przodu, gdzie miał trochę więcej miejsca na nogi.
-
İstediğim gibi her şeyi hazırladın mı? – zapytał kuzyna. Kiedy ten potaknął, dodał jeszcze.
-
Yardımlarınız için teşekkürler. Umarım her şey yoluna girer ve her şey güzel olur – odetchnął.
Powiedział Eden w skrócie o czym powiedział, ale nie tłumacząc dokładnie. W końcu to dotyczyło jej i tego, co szykował. Szybko więc zmienił temat i wrócił do rozmowy.
-
Póki co pojedziemy obrzeżami. Mieszkam w Beykoz, to po drugiej stronie Bosforu – wyjaśnił.
-
W domu możesz dać mi znać, co będziesz chciała zobaczyć i gdzie. Na nocne zwiedzanie zabiorę cię do Bebek, tam są ciekawe miejsca. Oczywiście historyczne części także zobaczysz, ale poszukaj czegoś, co cię będzie najbardziej interesować i zrobimy jakieś plany. Wiesz, chcę żebyś się dobrze bawiła i zobaczyła to, co chcesz zobaczyć – wyjaśnił Cem i sam zaczął patrzeć na widoki rozciągające się przed nimi.
-
Jeśli dobrze pójdzie, będziemy na miejscu w jakieś pięćdziesiąt minut – tak mniej więcej jechało się, kiedy droga była dość spokojna, ale to było rzadkością. –
Tak czy inaczej trasa jest dość malownicza, więc jest co oglądać – na pewno będą mieć dużo czasu na zwiedzanie i oglądanie miasta. Chciał tylko tego, by wybrali wspólnie jakieś trasy. Zależało mu na tym, by pokazać Eden to, czym sama się będzie cieszyć.
Wyciągnął z kieszeni telefon i sprawdził połączenia i wiadomości. Miał kilka smsów i nieodebrane połączenie. Odpisał więc, a telefon olał, bo nie chciał się teraz kłócić. Chodziło o jego menagera, który żegnał się powoli z pracą.
Po drodze Cem wyjaśniał gdzie są i co widać. Jak wspomniał, najlepsze widoki były gdy wjechali na most i przemierzyli cieśninę. Lubił na to patrzeć, bo chociaż mieszkał tam swego czasu i często się pojawiał przez ostatnie lata, miasto zawsze robiło na nim ogromne wrażenie.
Dojechawszy na miejsce, a było to na jednym ze wzniesień, z ulgą wysiadł z samochodu. Dom był ładny, dość duży (ale nie przesadnie, bo to nie rezydencja rodzinna), otoczony zielenią i miał basen.
Ledwo wysiedli, rozległo się szczekanie. To był Vito, który przywitał swojego właściciela wielką dawką psiej miłości. Oparł swoje łapy na nogach właściciela, który natychmiast objął zwierzę jak najlepszego przyjaciela. Zwierzę było szczęśliwe widząc Cema, ale szybko zauważył też osobę, której nie znał. Zaczął się ciekawie przyglądać Eden i szczeknął dwa razy.
-
Poznajcie się – powiedział Cem, drapiąc psa za uszami. –
Na pewno się polubicie, Vito do duża maskotka, chociaż wygląda może trochę groźnie – poszedł na tyły, by wyciągnąć bagaże.
-
Otrzymasz do dyspozycji pokój na piętrze, ten od strony cieśniny, więc będziesz miała ładny widok – już on poinstruował, co by przygotować i uzupełnić lodówkę. A sam miał pokój naprzeciwko, warto wspomnieć.
-
Eren tu mieszka, kiedy mnie nie ma. Mam zamontowane kamery, ale bezpieczniej, gdy ktoś tu jest. Można na nim polegać, kiedy jest potrzebny. Oczywiście otrzymuje wynagrodzenie, chociaż mówi, że za dużo dostaje – uśmiechnięty Turek oddał kluczyki od samochodu Cemowi i odszedł w swoją stronę.
-
Chodźmy – powiedział prowadząc w stronę budynku.
Przywitało ich przytulne wnętrze. Kanapy, fotele, duży telewizor, obrazy na ścianach, sprzęt grający w kącie. Nowoczesność mieszała się z klasyką.
Pomógł wnieść bagaż na piętro i wskazał na sypialnię, która została przygotowana dla Eden.
-
Widziałem na zdjęciu, że wszystko jest jak trzeba. Dziewczyna Erena, Ezgi sama zadbała o wnętrze. Rozgość się. Zostawię cię samą, byś ogarnęła, co tam ci potrzebne. Jeśli będziesz chciała coś zjeść, zapraszam na dół do kuchni – i rozstali się, by ogarnąć wszystko w swoich pokojach.
Cem – przebrany już - dość szybko wyszedł z sypialni i zszedł na dół. Rozmawiał najpierw z przyjacielem przez telefon, a później poszedł sprawdzić stan lodówki. Ostatecznie poczęstował się świeżymi owocami. Usiadł na krześle i przeglądał na tablecie różne rzeczy. Miał nadzieję, że Eden dołączy do niego i ustalą jakiś porządek dnia. Oczywiście sam miał wyjść do przyjaciela, jak już ją powiadomił. Miał nadzieję, że Eren dobrze schował tę setkę świec, które miały być jedynym oświetleniem domu, gdy rozpocznie realizację wieczoru szczerości.
eden de poesy