ODPOWIEDZ
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

08
successful woman for seven minutes

Rozmowa o pracę z Charly miała odbyć się na neutralnym gruncie. Bezstresowo, na spokojnie i przede wszystkim miała zostać przeprowadzona w sposób p r o f e s j o n a l n y przez osobę o odpowiednich kwalifikacjach. Shereen Winfield na pierwszy rzut oka prezentowała się jak prawdziwa właściciela eleganckiej sali bankietowej. Nosiła dopasowane sukienki przed kolano, garnitury w stonowanych kolorach i obcasy dodające jej minimum dziesięciu dodatkowych centymetrów wzrostu. Związywała włosy w koki lub wysokie kucyki, by prezentować się mniej jak czupiradło a bardziej jak kobieta biznesu. Z powodów osobistych w ostatnim czasie rozpuszczała włosy, bo szanowanemu Panu Tacie nie podobało się to, że życie prywatne jego córki stało się obfitsze. Rozmowa z Charly miała być pierwszą rekrutacją przeprowadzoną przez Shereen od pierwszego słowa do ostatecznej decyzji. Dziewczę, choć miało zapowiedzianą rozmowę z kobietą, niejaką właścicielką sali, ostatecznie zatrudnił pięćdziesięciolatek o łagodnym spojrzeniu i przyjemnym w odbiorze głosie. Charles Winfield, poprzedni właściciel sali i ojciec Shereen. Tamtego dnia jego córka po prostu nawaliła, bo za późno wstała. Wciąż nie potrafiła poradzić sobie z nadmiarem nowych obowiązków, gubiła się w rzeczach organizacyjnych, a w ostatnim tygodniu chodziła bardziej rozanielona niż zwykle, przez co popełniała głupie błędy. Myśli kobiety krążyły wobec wszystkiego, ale na pewno nie dookoła ojcowskiej darowizny. Spędzała więcej czasu niż zazwyczaj w telefonie, pochłonięta pisaniem wiadomości i myślała, że ojciec tego nie zauważył. Zauważył i jak przystało na ojca, pogroził jej surowym tonem, że jak tak dalej pójdzie, to cała rodzina skończy na bruku. Miał w tym trochę racji. Odkąd zwrócił jej uwagę, próbowała być fair i sumiennie wykonywać swoje obowiązki. Zajmowała się zamawianiem dekoracji, umawianiem klientów, rozmowami z weeding plannerami i płaceniem rachunków. Czasem gubiła się w systemie, gdy któryś z klientów odwoływał rezerwację i wkurzała się, gdy firma florystyczna odwoływała dostawy kwiatów i musiała szukać innej, ale jakoś funkcjonowała. A wraz z nią cały przybytek.
Po porannym przyjściu do pracy spodziewała się ujrzeć swoją starą ekipę, która była już zaznajomiona z panującymi w tym miejscu warunkami pracy. Zdziwiła się niezmiernie, gdy po ciepłym przywitaniu swojej stałej współpracownicy — Naaadiaa, jak dawno cię nie widziałam! Jak ci minął urlop? — dostrzegła młodą kobietą krzątającą się po sali. Stukot obcasów ucichł, a Shereen, ubrana w ciemną spódnicę i beżowy sweterek, zatrzymała się w pół kroku, mierząc krótkim spojrzeniem ciemnowłosą kobietę. Zapomniała, że Nadia nie wróciła jeszcze z urlopu, a ojciec nie poinformował jej, że Charly miała rozpocząć swój pierwszy dzień w pracy i potrzebowała kogoś, kto pomoże jej się wdrożyć. Domyśliła się, że skoro poza nią i Charly nie było nikogo więcej, to ona musiała zająć się przeszkoleniem nowej pracownicy. Ojciec zajął miejsce w gabinecie i zapewne zajmował się sprawami typowo kierowniczymi, zmieniając plan córki na przebieg dnia.
Okej, Shereen... — rzekła do siebie w myślach, posyłając dziewczynie ciepły uśmiech.
— No cześć. Mów mi Shereen. Dzisiaj jesteś pod moją opieką. Powiem ci, mniej więcej czego powinnaś się spodziewać i jak wygląda praca w tym miejscu, a ty mi na koniec dnia powiesz, czy zostajesz, czy to nie dla ciebie — wyjaśniła niemal od razu, gdy tylko podeszła do Hayes i wymieniła z nią uścisk dłoni. — Charles wstępnie oprowadził cię po budynku? Wiesz, gdzie jest łazienka, kuchnia? — bo tego oczywiście też nie powiedział Shereen i nie bardzo wiedziała, od czego powinny zacząć. Nie wspominając już o tym, że się nieco stresowała. Nie szkoliła jeszcze nowego pracownika i obawiała się, że może to być dla niej nieco... Przytłaczające. Niestety nie była najlepszym wzorem do naśladowania, a na kierownictwo nieszczególnie się nadawała. Liczyła na łut szczęścia i na to, że Charly nie należy do tych, co zadają zbyt dociekliwe pytania, bo Winfield nie była pewna, czy potrafiłaby na nie sensownie odpowiedzieć.

Charly Hayes
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
21 y/o
For good luck!
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charly do samego końca nie była pewna, dlaczego właściwie dostała tę pracę. Im bliżej było pierwszego dnia, tym częściej wracała myślami do swojego CV i kilku momentów, w których — delikatnie mówiąc — naciągnęła rzeczywistość. Owszem, znała się na estetyce. Potrafiła patrzeć na przestrzeń inaczej niż większość ludzi, wyłapywała szczegóły, miała wyczucie kolorów, kompozycji i klimatu. W końcu fotografia nie polegała wyłącznie na wciskaniu migawki aparatu. Ale mimo wszystko sala bankietowa wydawała się… dość specyficznym kierunkiem. Znacznie bardziej widziała siebie włóczącą się po mieście z aparatem przewieszonym przez ramię niż pracującą przy eleganckich przyjęciach i wydarzeniach wymagających perfekcyjnej organizacji.
Tym bardziej, kiedy w końcu zobaczyła Shereen. Kobieta wyglądała dokładnie tak, jak wyobrażała sobie właścicielkę takiego miejsca — elegancko, schludnie i z tą charakterystyczną aurą ludzi, którzy zawsze wiedzą, co robią. Przy niej sama Charly czuła się niemal groteskowo zwyczajnie. Miała na sobie jasne jeansy, biały t-shirt i luźną, ciemną bluzę przewiązaną niedbale w pasie. Włosy związała w niechlujny kok, z którego już teraz wydostawały się pojedyncze kosmyki miękko opadające wokół twarzy, jakby fryzura od początku planowała się rozpaść.
Przez krótką chwilę Hayes była wręcz przekonana, że zaszło jakieś nieporozumienie i Shereen zaraz zorientuje się, że nowa pracownica nijak nie pasuje do wnętrz pełnych szkła, świeżych kwiatów i idealnie nakrytych stołów. Zamiast tego dostała jednak ciepły uśmiech i całkiem normalne powitanie, co nieco rozluźniło napięcie w jej barkach. — Brzmi trochę jak ultimatum — zauważyła z lekkim rozbawieniem, odwzajemniając uścisk dłoni. — Ale okej, postaram się nie uciec przed końcem dnia - kącik ust ciemnowłosej drgnął delikatnie wyżej, gdy wspomnienie rozmowy z Charlesem wróciło jej do głowy. Starszy mężczyzna wydawał się znacznie spokojniejszy niż większość ludzi prowadzących podobne miejsca. Albo po prostu miał wyjątkowo dużą tolerancję na chaos.
— Oprowadził mnie. Mniej więcej — odpowiedziała po chwili. — Chociaż istnieje spora szansa, że i tak zgubię się tutaj przynajmniej trzy razy. - mówiąc to, przesunęła spojrzeniem po wnętrzu sali. Wszystko wyglądało tutaj absurdalnie dopracowanie. Oświetlenie, dekoracje, układ stołów — nawet pustka tego miejsca sprawiała wrażenie dokładnie zaplanowanej. I właśnie dlatego Charly mimowolnie poczuła lekkie ukłucie ekscytacji, którego początkowo wcale się nie spodziewała. — Więc od czego zaczyna się dzień w miejscu odpowiedzialnym za cudze wielkie wydarzenia? — zapytała, unosząc lekko brew i ponownie przenosząc spojrzenie na Shereen. — Zakładam, że „nie panikować” jest gdzieś wysoko na liście - dodała lekko żartobliwym tonem, subtelnie ukrywając lekkie zdenerwowanie.


Shereen Winfield
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „Guild Inn Estate”