ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
193 cm
właściciel firmy ochroniarskiej Swift Security
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kai Chen
Godfrey Gao
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
WPISZ TU DATĘ (DD/MM/RRRR) I MIEJSCE URODZENIA (MIASTO, KRAJ)
zaimki
WPISZ TU ZAIMKI POSTACI
zawód
WPISZ TU WYKONYWANY ZAWÓD
miejsce pracy
WPISZ TU MIEJSCE PRACY
orientacja
WPISZ TU ORIENTACJĘ POSTACI
dzielnica mieszkalna
WPISZ TU WYBRANĄ DZIELNICĘ MIESZKALNĄ
pobyt w toronto
WPISZ TU OD JAKIEGO CZASU POSTAĆ PRZEBYWA W TORONTO
umiejętności
WYPISZ CO POTRAFI TWOJA POSTAĆ (np. umie tańczyć, posiada prawo jazdy typu G (kanadyjskie B), umie gotować)
słabości
WYPISZ TU SŁABOŚCI POSTACI (np. czego się boi, co sprawia jej szczególną trudność)
LOREM IPSUM
s e t ... a m i t ... d u r u m
KIEDYŚ, w ujęciu żeber, jego oddech pozostawał spokojny, wyciszony. Pielesze życia codziennego wypełnione były słowami i historią rodzinnej troski, a ognisko domowe zawsze pozostawało pełne ciepła: rozgrzane w miłości rodziców do niego, jako jedynego pierworodnego (mimo tego, że czasem wymagali wiele, w szczeblach relacji stawiając wysoko hierarchię i pracowitość).

Nauczony pokory, nigdy nie traktował tego jako fatum.
Chętnie wsuwał w ciało skrzep nowych wspomnień, cierpliwie dążył do spełnienia kluczowych celów, a wraz z kolejnym wdechem ambicji zaciągał z przestrzeni wszystkie emocje, które wzbierające się w nim nieustannie, traktował jak s z a n s ę.
Powietrze dawało mu wiele, niczego mu przy tym nie zabierając.

Jeszcze do niedawna pamiętał również czasy, gdy płuca, napęczniałe od miłosnych westchnięć i romantycznych przeżyć, raz po raz miękko i swobodnie wypełniały szczeble kości. W sprężystości oddechu nie widać było jego kresu, ani daty przydatności. Tunel oddechu nie kończył się tuż za zakrętem. Pod powłoką miękkiej tkanki płuc, wciąż czuć było dynamizm istnienia, i wciąż także czuć było jak rośnie w nim – tj. we wciąż jeszcze młodym człowieku pełnym nadziei na udane życie – tlen. Powietrze krążyło w nim powoli, cyrkulowało w swoim tempie między zdrowymi komorami organów. Powtarzało przy tym bezpiecznie znany ludziom cykl.

Pozwalało mu dobrze żyć.
(powietrze było dla niego czułe, łaskawe)

LOREM IPSUM
s e t ... a m i t ... d u r u m
DZIŚ, w ujęciu żeber, za szkieletem żeber, w szczerbach wyniszczonych doświadczeniami kości, kurczą się poduszki płuc. Żarłoczny śmiech, czy chichot losu, wydusza z niego ostatni dech nadziei, gdy znów, w spazmie zmęczenia i odczuwanej złości wobec ilości zła na świecie, musi odpuścić. Nie jest nawet u progu tego, czego jako młody chłopak pragnął:

Praca w policji pod przykrywką, pełna brutalnych prawd o życiu, wydarła z niego resztki energii, a małżeństwo zawarte lata temu rozpadło się, zanim jeszcze zorientował się, co jest przyczyną. I choć zrezygnował z frustrującej go pracy:

– pełnej wysiłku ponad normę
(i nierówno rozłożonych sił między jego przyzwoitością, a zepsuciem otoczenia);

w których jego komfort schodził na najdalszy plan,
(a on sam z dnia na dzień gasł coraz bardziej, mówiąc przy tym coraz mniej i mniej) –

nie jest w stanie załatać tego, co zabrało mu życie pod ciągłą presją.

Strzęp pozostałych w ciele tkanek, zawodzi. Ścianki organu, zwłókniałe i kruche od zawodu, są mu powłoką bardziej chłodną, niż zimnokrwista świadomość krótkiego – i zbyt brutalnego – życia. Są główną udręką i pułapką, z której nie zna wyjścia. Zafiskowany na punkcie tego, czego nie udało mu się osiągnąć,

wciąż mając w pamięci fiasko ostatniej operacji,

nie potrafi wyjść do ludzi na tarczy. Zamiast tego czuje, że wykłada ją, tarczę właśnie – złożoną z powściągliwości i dystansu – przed siebie, traktując ją jak bufor. Pomimo mijających lat, nigdy nie pozbył się także uczucia r o z c z a r o w a n i a. (samym sobą?)

Emocje te – schowane głęboko w nim – przypominają mu skrawek połkniętej przez ciało gazy, wchłoniętej w ściankę płuc, nigdy nieodkrztuszonej. Osadzają się w rahitycznym worku narządu, by wydusić z niego upiorny oddech przygnębienia za każdym razem, gdy stara się wyrwać z siebie więcej. Uczucia, życia, czy ruchu.

Powietrze wokół niego gęstnieje bezustannie
(przydusza go do gleby)

A on może tylko patrzeć, jak skulony przez widmo czasu i demonów przeszłości, powoli zobojętnia się na życie; może tylko czerpać z otoczenia strach i miałkość bieżących relacji, którym nie pozwala wyjść na podium na własne życzenie.

LOREM IPSUM
s e t ... a m i t ... d u r u m
NIGDY nie planował autodestrukcji...

...nie przypuszczałby, że w objęciu płuc skłębi się u niego kurz nieżycia i kurz przygnębienia tak silny, że zmiecie z planszy rozsądek decyzji;

...nie sądził, że drażnić go będzie korona cudzych spojrzeń – wetkniętych w jego życie z harpią zachłannością – gdy patrząc na niego (i nie znając go), widzą tylko pieniądze i sukces.


Nigdy wcześniej, jak teraz, nie był też pewien tego, że wewnętrznie niemal u m i e r a.
Ciekawostki
WYPISZ, JEŚLI CHCESZ
zgoda na powielanie imienia
tak/nie
zgoda na powielanie pseudonimu
tak/nie
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki/średni/niski
zgoda na śmierć postaci
tak/nie
zgoda na trwałe okaleczenie
tak/nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak/nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak/nie
zgoda na utratę majątku postaci
tak/nie
zgoda na utratę posady postaci
tak/nie
nihilista
poza AI i niedbałością odpisów, wszystko inne dźwignę
ODPOWIEDZ

Wróć do „w budowie”