—
Bo to jest dobry pomysł - zastrzegła, nie potrafiąc jednak już dłużej tonować rozbawienia, które wraz z wypowiedzeniem tych słów zaczynało malować się na jej twarzy. -
Tylko nie wiem, czy nadajesz się na mojego pomocnika - uniesiony kącik ust, kiedy spojrzała na niego wymownie, nie mógł zdradzić, czy rzeczywiście mówiła poważnie. Fakt był taki, że nawet, jeśli naprawdę chciałaby podjąć się czegoś takiego, potrzebowałaby obecności kogoś, kto umie pływać, kiedy porwałaby ją woda, albo własna lekkomyślność, albo jedno i drugie jednocześnie. W tej jednej krótkiej chwili zastanowiło ją, czy Max tak po prostu poddałby się jej spontaniczności. Teraz, gdy nie zniewalał jej związek, w czasie wolnym od pracy rozsądek zdawał się mieć drugie lub nawet trzeciorzędne znaczenie.
Strategiczne budowanie relacji - określenie to wywołało u rudowłosej nieznaczne ściągnięcie brwi, które w połączeniu z kiwaniem głową wskazywało na coś w rodzaju uznania pomieszanego z rozbawieniem. —
Brzmi znacznie bardziej dyplomatycznie. Ale nie powinnam się dziwić, to Ty jesteś mistrzem słowa, panie Eliasie - przyznała, ostatnie słowa wypowiadając wolniej i kwitując je niewielkim uśmiechem. -
Bez względu na określenie wiedziałeś, co robić, żeby podziałało - dodała zaraz lekkim tonem, choć w jej słowach kryło się więcej, niż można byłoby początkowo przypuszczać. Wino wystarczająco ich rozluźniło, dodając im odwagi do podjęcia rozmów, które na trzeźwo z trudem przeszłyby im przez gardła, ale alkohol był tylko wierzchołkiem góry lodowej.
Który obecnie coraz bardziej mącił umysł Clem, sprawiając, że jej ruchy stawały się nie tylko bardziej swobodne, ale i mniej wyważone, jakby do tej pory coś skutecznie powstrzymywało ją przed przekroczeniem granic fizyczności, które wraz z upływem wieczoru zaczynały się między nimi zacierać. Dlatego dotyk jego ramienia wydał jej się czymś naturalnym, a oparcie się o niego pozwalało jej utrzymać równowagę, kiedy wskazywała na szafkę. A przynajmniej to był
najrozsądniejszy powód.
Na jego odpowiedź w kwestii gotowania makaronu zaśmiała się cicho. —
Czuję się o wiele spokojniejsza - odparła rozbawiona, odwracając się w stronę lodówki, czując przy tym delikatne zawroty głowy, przez które zatrzymała dłoń nieco mocniej na drzwiczkach. —
Pewnie to dlatego jeszcze nigdy mi nic nie ugotowałeś. Na szczęście teraz masz szansę się wykazać - jej żartobliwy głos został nieco przytłumiony przez wnętrze lodówki, gdy stanęła na palcach, opierając się całym ciałem, żeby sięgnąć po pojemnik znajdujący się na najwyższej półce. Ostatecznie z głośnym westchnieniem wylądowała z powrotem na stopy, lekko się przy tym chwiejąc i uśmiechając triumfalnie sama do siebie, patrząc na plastik z sosem.
—
Hmm? - odwróciła głowę w jego stronę, gdy ją zagadnął, słuchając go z zainteresowaniem. Kiedy skończył, zmarszczyła zabawnie nos. —
Gdybym nie była w swojej kuchni, pewnie sprawy miałyby się zupełnie inaczej - odparła lekko, wzruszając przy tym niewinnie ramionami, przez chwilę udając, że zupełnie nie zrozumiała, o co mu chodzi. Po chwili jednak skapitulowała. —
No, dobra. Wiem. Zaraz nadrobię zaległości - mruknęła z rozbawieniem, ruszając do salonu, ale zanim minęła Maxa, zwolniła kroku. —
Ale na Twoją odpowiedzialność - pogroziła mu żartobliwie palcem, rzucając znaczące spojrzenie, po czym poszła po pozostawione na stoliku kawowym swoje szkło i jednym haustem wypiła zawartość, żeby pomachać Maxowi pustym kieliszkiem. —
Już jest bardziej fair? - dopytała z nieco łobuzerskim uśmiechem, biorąc butelkę whisky pod pachę, a zerkając na stół z ciastem, postanowiła zahaczyć i o tamten rejon, żeby złapać kawałek w rękę i bez większej refleksji odgryźć go w trakcie drogi powrotnej do kuchni.
—
Co? - zapytała nieco zdezorientowana, łapiąc na sobie spojrzenie blondyna, dopiero pod jego wpływem rozumiejąc, jak bardzo niegościnnie się zachowała. —
Głodna jestem. A dobrze wiesz, że jak jestem głodna to robię się zła - wyjaśniła pospiesznie, unosząc kąciki ust w rozbawieniu, mimowolnie czując ciepło rozlewające się po policzkach. -
Poza tym nadal czekam na makaron - dodała, podnosząc wymownie brodę w kierunku Maxa, bo to akurat było jego zadaniem. -
Chcesz spróbować? - wyciągnęła w jego stronę trzymany w ręku kawałek, bo przecież nie miała żadnego powodu, żeby się z nim ciastem nie podzielić. Teoretycznie po to tu przyszedł, prawda?
Max Korhonen