ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#3

Ostatnie wydarzenia głęboko zapadły Reeve’owi w pamięć. Poniżenie, którego doznał ze strony matki, zostawiło w nim zbyt świeży ślad, by mógł po prostu przejść nad tym do porządku dziennego. Nie miał najmniejszej ochoty jej oglądać ani tym bardziej przebywać z nią w jednym pomieszczeniu. Od dłuższego czasu głowił się więc, jak rozegrać nadchodzące urodziny Audrey. Wizja siedzenia przy wspólnym stole z resztą rodziny napawała go obrzydzeniem. Doskonale znał ten scenariusz: wszyscy uśmiechali się do siebie z przymusu, udając, że bawią się doskonale, podczas gdy w powietrzu wisiało napięcie. Reeve nie zamierzał brać udziału w tym przedstawieniu Postanowił całkowicie zmienić plan. Zamiast sztywnego obiadu, zabierze siostrę do wesołego miasteczka. Chciał spędzić z nią czas sam na sam, z dala od ciekawskich spojrzeń i fałszu, który zatruwał ich dom. W tłumie krzyczących ludzi i migających świateł karuzel mogli wreszcie być sobą. Audrey nie musiała nikogo udawać, a on nie musiał kontrolować każdego gestu. Mieli prawo śmiać się, wygłupiać i po prostu cieszyć swoim towarzystwem – zanim będą zmuszeni wrócić do miejsca, które oboje nazywali domem. Do gniazda żmij, na którego czele stała ta najgorsza, najbardziej jadowita: ich własna matka.
Poranek drażnił nozdrza zapachem rozgrzanego asfaltu i cukrowej waty. Reeve mocniej zacisnął dłonie na kierownicy, rzucając szybkie spojrzenie na siedzącą obok siostrę. Audrey gapiła się w okno. Przygotowanie tego prostego wypadu kosztowało go mnóstwo wysiłku. Musiał idealnie zgrać moment i wymyślić dla nich obojga wiarygodną wymówkę o wielogodzinnych zakupach urodzinowych. Wszystko po to, by kupić kilka godzin wolności, by zmazać z pamięci to, co wydarzyło się jakiś czas temu w domu. Reeve wciąż czuł tamten ból – nagłe, piekące uderzenie w policzek. Rozmawiali w salonie, gdy Cordelia po prostu wymierzyła mu policzek. Bez krzyku, z absolutną pewnością, że ma do tego prawo. Stał wtedy w milczeniu, zaciskając zęby, i właśnie w tamtej sekundzie obiecał sobie, że to koniec, nie będzie tańczył według jej muzyki.
Oficjalne i sztywne przyjęcie urodzinowe jest już niedługo - odezwał się znowu Reeve, odganiając tamto wspomnienie. – Niezliczona ilość dań, sztywny obrus, bezbłędna etykieta i sprawdzanie, czy nie garbimy się przy stole.
Zgasił silnik i odwrócił się do siostry. Wskazał dłonią szybę, za którą wyrastały potężne, stalowe konstrukcje rollercoasterów, błyszczące w majowym słońcu. Z oddali dobiegał stłumiony szum hydrauliki i nagłe, głośne krzyki ludzi wiszących głowami w dół kilkadziesiąt metrów nad ziemią.
Właśnie dlatego tu jesteśmy. Tak, wiem, że to park rozrywki. Widzę tę minę. Przestań analizować, czy matka się dowie i co powie o uganianiu się za tandetną adrenaliną. Nie dowie się. Przez najbliższe pięć godzin matka dla nas nie istnieje. Nie ma jej zasad. Nie ma ważenia słów, zanim w ogóle pomyślisz, żeby je wypowiedzieć. Masz dzisiaj urodziny, Audrey. Masz cholerne prawo śmierdzieć popcornem, mieć zwichrzone włosy i wrzeszczeć tak głośno, aż stracisz głos. - przyglądał się jej przez dłuższą chwilę. - Idziemy prosto na „Goliata”, pierwszy rządek. Żadnych negocjacji. Chodź, zanim kolejki zepsują nam plan.
Pół godziny później wisieli osiemdziesiąt metrów nad ziemią, zablokowani w ciasnych fotelach potężnej kolejki górskiej. Mechanizm zatrzymał się na samym szczycie konstrukcji, tuż przed niemal pionowym spadkiem. Wiatr targał ich włosami, a panorama miasta rozciągała się przed nimi jak na dłoni.

Audrey LeBlanc
ODPOWIEDZ

Wróć do „Canada's Wonderland”