-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ten drugi? - uniósł wyżej brew, mając zdecydowanie złe myśli w głowie, które nie powinny się tutaj pojawić. Jakby kobieta coś insynuowała, co było bardzo nie na miejscu, ale musiał jej to puścić płazem i zrzucić wszystko na wędrujące w jej organizmie procenty. Normalnie nigdy nie odważyłaby się rzucić podobnym komentarzem względem niego. Profesjonalizm na to nie pozwala, a ona przecież jest poważną panią psycholog. Widać jednak, że kryje się za tym dużo więcej i szczerze? Miło by było poznać ją od tej strony. Miał teraz szansę zobaczyć, że żart jej się trzyma i pozwala sobie stracić kontrolę. Jest to warte odnotowania na przyszłość.
Gdy stwierdziła, że jest to świetny pomysł zaśmiał się cicho pod nosem. Oj nawet biedna nie wie jak jutro będzie tego żałować. Poranek będzie chyba najcięższym z ostatnich jakie miała.
- Nie… położę koszulkę na sofie i powinna wyschnąć. - oczywiście tak później zrobił, rozkladając ją w nadziei, że stanie się sucha szybko i będzie mógł wrócić do domu. - A ja jako pacjent mam to gdzieś. - powiedział, wyszczerzając zęby w uśmiechu. Nie musiał jej słuchać, bo był dorosły i mógł robić co chce, także nie ma mowy, że go powstrzyma, a jak nie to weźmie ubera i tyle. No przecież nie zostanie tu na noc.
Pokiwał głową, lecz zaraz delikatnie się speszył. Nawet nie do końca wiedział o co mu chodziło. Może fakt, że w pracy jest poukładana sprawił iż myślał odwrotnie o życiu prywatnym? Trudno to stwierdzić. - Nie no, nie papiery, ale jakieś damskie pisemka, ubrania, jedzenie? - szczerze mówiąc cokolwiek. Mieszkanie wyglądała tak schludnie jakby nikt w nim nie mieszkał i zaraz dostał swoją odpowiedź. Bywała tu jedynie na spanie - nie to co on. Jego dom był trochę zagracony, ewidentnie używany i bardziej przytulny, ten był zdecydowanie piękniejszy, ale trochę jak takie muzeum, gdzie ktoś boi się czegokolwiek dotknąć.
- Po prostu myślałem, że będzie tu mniej sterylnie. - zaśmiał się delikatnie bo nie mówił tego złośliwe/ - Czasem można by tu nabrudzić wiesz? - i przy tym puścił jej oczko, choć nie było to w formie podrywu, wręcz przeciwnie, tak na rozluźnienie sytuacji. - Czyli całe swoje życie spędzasz w tamtym gabinecie? - wydawało się to dosyć… smutne… i samotne, ale nie mógł tego komentować. Sam był w swoich czterech ścianach prawie 24 na dobę. Upił łyk wina i znowu na twarzy pojawił się uśmiech. - Bardzo dobre, chyba zacznę spisywać od Ciebie nazwy aby uzupełnić barek. - bo tego smaku jeszcze nie znał. - Nie doskwiera Ci tu samotność? - to on teraz był psychologiem. Chciał się dowiedzieć jak wygląda jej życie i jak się w nim odnajduje i choć u niego nie będzie aż tak dogłębnej psychoanalizy to jednak będzie mógł sobie odnotować jaka jest naprawdę Prudence Lane.
prudence lane
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Na sofie to raczej nie zda egzaminu… — powędrowała za nim spojrzeniem, gdy zrobił tak, jak zapowiedział. Uniosła brew i przyglądała mu się niepewnie, zastanawiając się czy faktycznie myślał, że gdy położy cokolwiek mokrego na kanapie, to faktycznie mu przeschnie. Widząc, że nie zmienił swojej decyzji, pozostawiając odzież na materiałowym meblu, skwitowała to ponownym westchnięciem i przewróceniem oczu. Lepiej nie komentować, tylko popatrzeć na późniejszy efekt tego, iż jednak nie będzie to tak szybko miało miejsca, jak na to liczy. — Jak to gdzieś? Ale ja jako Twój terapeuta nie mam tego gdzieś! Nigdy nie pojedziesz — postanowiła, znów nie zachowując się tak, jak to ma miejsce na co dzień i nie chciała słyszeć jakiegokolwiek sprzeciwu. Może mówić sobie co chce, ale w końcu zamknie drzwi na klucz, schowa go sobie i wypuści dopiero z rana, o! To brzmi jak najbardziej genialny plan, na jaki mogła w tym momencie wpaść!
— Lubię mieć porządek i staram się sprzątać po sobie na bieżąco. Taki mały tip — odparła i uśmiechnęła się rozbawiona. — Co weekend robię jeszcze główne sprzątanie, żeby nie zapuścić się z kurzem na dłużej — w końcu to w kurzu są najgorsze te wszystkie rzeczy, które przyprawiają człowieka o utratę dobrego samopoczucia - czy tego fizycznego, czy tego psychicznego. A gdyby widziała warstwy kurzu na przedmiotach, meblach i wszędzie indziej, zdecydowanie szybko poczułaby się zdołowana i nie miałaby motywacji do czegokolwiek.
— Sterylnie… nie przesadzajmy — zachichotała, po czym spojrzała na niego zdumiona. — Nabrudzić? Masz jakieś sugestie? — odparła zaintrygowana, chcąc dowiedzieć się co takiego miał na myśli i czy planuje się w nią podzielić tym, co mu w tej chwili przychodzi do głowy. — Oj nie przesadzaj, że całe życie. Wynajmuję je od dopiero dwóch lat, tak w pełni mając prywatną praktykę — mówiąc to, nieświadomie zaczęła okręcać kosmyk włosów wokół palca, upijając w międzyczasie łyk wina. — Plus nie tylko przyjmuję w tym mieszkaniu. Pracuję jeszcze jako psycholog w centrum pomocy dla kobiet, więc czasem zmieniam lokalizację — dodała z uśmiechem, patrząc uważnie na mężczyznę. — No i ostatnio miałeś okazję poznać moją ulubioną kawiarnię, tam też niekiedy się pojawiam — dodała, próbując pokazać iż rzeczywiście nie spędza jedynie swojego czasu w gabinecie i nie rusza się z miejsca. — Dwa razy w tygodniu chodzę też na siłownię — zupełnie jakby próbowała mu udowodnić, iż tak beznadziejnego życia nie posiada.
Spojrzała jak upija kolejny łyk alkoholu, sama pociągając podobną ilość, po czym spojrzała na swój kieliszek. Prawie pusty. — Jeszcze kilka mogę Ci polecić. Ale nie wiem czy by nam starczyło nocy na degustacji — tak, planowała jeszcze się napić, ale gdy nie chciała mieszać różnych rodzajów win, bo by potem straciła smak i każde zaczęłoby smakować tak samo.
Nie spodziewała się jednak takiego nagłego zapytania od Huntera. Uciekła spojrzeniem, patrząc w dumnie gdziekolwiek, bo tak naprawdę na moment myślami uciekła gdzieś daleko, by za moment uśmiechnąć się pod nosem, jakby chciała w tej sposób dać znać, że już powróciła. — Czasem tak. Doskwiera — powróciła tęczówkami na Wrighta, trochę chyba zbyt bardzo zaczynając się mu przyglądać. — Chciałam kiedyś zaadoptować psa, ale kiedy miałabym czas, żeby z nim wyjść — była realistką, wiedziała że posiadała zawód, który nie potrafił ją utrzymać na długo w domu, bo wolała przyjmować pacjentów poza miejsce zamieszkania, co by nie zaburzać sobie sfery prywatnej z tą zawodową. Tak naprawdę Hunter jest pierwszym pacjentem, jaki ma okazję przekroczyć próg jej domostwa. — Kota też miałam na myśli, ale ostatecznie okazałoby się, że jest najbardziej samotnym, domowym zwierzakiem — przychodzenie głównie wieczorem nie brzmi jak coś fascynującego, a zamiast mnie przyjaciela, to po prostu miałaby dodatkowego mieszkańca, z jakim by się wzajemnie tolerowali, bo żadne inne relacje w pozytywnym znaczeniu zdecydowanie nie miałyby prawa się rozwinąć. — No a facet… cóż, jak już kiedyś mówiłam, który by wytrzymał z pracoholiczką — dorzuciła na koniec, uśmiechając się i wypijając do końca wina. — Chcesz jeszcze? — zapytała, sięgając po butelkę i dolewając sobie trunku - nie czekając na jego odpowiedź, również mu dolewając, nie patrząc czy dopił czy jeszcze tego nie zrobił. — Teraz tym bardziej musisz wypić i zostać — uśmiechnęła się niewinnie, wracając na swoje miejsce na kanapie. — Wiesz, że kwiaty od Ciebie jeszcze się trzymają? — ot tak powiedziała, co by nie gadali dłużej o niej. Tak po prostu. Nie, żeby coś ukrywała, ale zwyczajnie… nie lubiła być przesłuchiwana. W końcu, to ona tutaj jest psychologiem!
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przewrócił oczami na jej słowa. I tak zrobi to co słuszne dla niego. nie ma siły która by go powstrzymała, także jeśli zarządzi, że wychodzi to wyjdzie i nic kobiecie do tego. Także w tym wypadku musiała się niestety pogodzić z przegraną!
- To się ceni. Ja jakoś rzadko kiedy znajduję czas na porządek. - nawet jeśli miał go ogrom. Zajmował się rzeczami które powinny sprawiać przyjemność, choć on osobiście jej nie przeżywał, dalej próbując wyjść z tego stanu zawieszenia. Sprzątanie nie było fajne i nierzadko zdarzało się tak, że prosił siostrę o pomoc, albo dzwonił po panią do sprzątania - bo ona zrobi to dużo szybciej i dużo lepiej niż on. I nie że jest leniwy, po prostu czasem nie ma siły na burdel jaki zrobi w napadzie złości.
- Nie, żadnych. - stwierdził jakby gdyby nigdy nic. Oczywiście myśli od razu poszły nie w tym kierunku co powinny, ale nie mógł ich zatrzymać, dlatego wolał się nie odzywać. Jeszcze by sobie coś kobieta pomyślała złego i stwierdziła, że jednak mu odbiło.
- O to musi być na pewno ciekawe… i ciężkie. - bo podejrzewał że zmagają się tam z dużymi problemami. Nie tylko nadużyciami, ale również przemocą oraz samotnością. Zaczynał coraz lepiej rozumieć jej powołanie. Chciała pomagać… on chciał bronić. Czy to nie idealne połączenie? Skarcił się za tą myśl i zaraz skupił się na kolejnych słowach jakie wypowiadała.
- No dobrze, dobrze może nie jest tak, że spędzasz tam cały czas. - ale na pewno większość - tego już nie dodał, bo po co? Nie chciał aby kobieta poczuła się z tym źle.
Uśmiechnął się gdy powiedziała o degustacji - zdecydowanie ta noc jest za krótka, plus Lane wypiła już za dużo aby otwierać kolejne butelki. Jasne nie powstrzyma jej, ale nie będzie też naciskał aby próbować kolejne.
- Jeśli dalej chcesz psa, to mogę z nim wychodzić. Dodatkowo mogłabyś go zabierać na sesje. Podobna zwierzęta działają cuda na ludzi. - choć nie każdy je lubił. On by się jednak ucieszył z okazji częstszego odwiedzania kobiety - czego nie przyzna głośno. - Ja bym wytrzymał. - gdy zrozumiał co powiedział ugryzł się w język. Co on najlepszego robi? Nie był pijany, ani nie miał tyle procentów we krwii aby coś takiego przypadkiem się wymknęło. Odchrząknął jakby coś go połaskotało w gardle i jedynie patrzył jak mu nalewa więcej wina. Czy je chciał? To wątpliwe, ale co miał zrobić?!
- O proszę. Musisz mieć do nich rękę, albo jakieś magiczne moce. U mnie kwiaty zazwyczaj stoją dwa góra trzy dni. - dostawał je czasem od siostry, która miała dobre powiedzenie na to “statystycznie pierwsze kwiaty jakie mężczyźni dostają w życiu są na ich pogrzebie, dlatego ja Ci będę je kupować” - i tyle. Nie było z tym żadnych dyskusji.
- Czego szukasz w mężczyźnie, że żaden nie jest godzien z Tobą wytrzymać? Mam wrażenie, że od razu ich skreślasz… - no teraz to się zmienił w taką typową plotkarę-koleżankę, która szukała dziury w całym. Na swoje słowa znów upił duży łyk wina, chcąc w ten sposób choć trochę pozbyć się głupich słów ze swoich ust!
prudence lane
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się, gdy przyznał na koniec, iż faktycznie nie uważał teraz, że tylko w tym jednym gabinecie spędza więcej czasu niż gdziekolwiek indziej, ale i tak miała wrażenie, że swoje zdanie miał już wyrobione po tym, co zdołał usłyszeć - a ona nie chciała na siłę zmieniać jego postrzegania, bo w sumie to i po co? Skoro Hunter Wright zazwyczaj i tak lepiej wiedział, niż reszta? Nie mówiąc już o tym, iż nie musiała się z czegokolwiek tłumaczyć, tak na sam początek tego wszystkiego. Po prostu ślina przynosiła jej na język co tylko wpadło jej na myśl, nie analizując - jak zawsze - wypowiedzianych kwestii. Alkohol zdecydowanie nie był jej sprzymierzeńcem w tej chwili. A tym bardziej, gdy mężczyzna w dalszym ciągu pozostawał bez koszulki. Co prawda, nie przeszkadzało jej to i nie robiła mu wywodu, iż powinien ją na siebie założyć i nic innego ją nie obchodziło, to… jednak w dalszym ciągu czuła się zwyczajnie dziwnie. Zupełnie jak wtedy, gdy spała z nim w jednym łóżku w jego domu. Jednocześnie to dziwne uczucie nie było z tych kategorii złe, choć powinno tak naprawdę.
Trochę się przebudziła z tych rozmyślań, na korzyść tego co wspomniał o psie. Ocuciło ją to, jak wspomniał o psiaku, jako kompanię do terapii, o czym wcześniej nie pomyślała. Znaczy - wiedziała, iż istnieją takie zajęcia. Że są nawet zajęcia z jogi ze szczeniętami, ale jakoś nie miała okazji rozważyć tego, żeby i u niej miało to zdać egzamin. — W sumie…. Może to nie jest takie głupie? — zagaiła, nie ukrywając iż jest tym zły pomysł, bo i nie był tak naprawdę. O ile oczywiście po obudzeniu się o tym nie zapomni. — Tym bardziej jak będziesz z nim wychodził — zaśmiała się na koniec, choć tak naprawdę nie mogłaby wykorzystywać go w taki sposób - to w końcu byłby jej zwierzak, więc i jej obowiązek, a nie osób postronnych, a już tym bardziej pacjentów, którzy przychodziliby po pomoc, a nie jeszcze dodatkowe zajęcie w postaci wyjścia z psiakiem, bo ten miał swoje potrzebny fizjologiczne w główniej mierze.
Szybko jednak ukróciło się ponownie myślenie o czymś innym, gdy wystrzelił wręcz jak z armaty stwierdzeniem na jej wspomnienie o facecie. On by wytrzymał… Czy tylko tak powiedział, żeby podnieść ją na duchu, czy po prostu… Boże, nie. Alkohol dawał jej złe podpowiedzi - tak sądziła. Zdecydowanie odbiegała w głowie od tego, iż to był jej pacjent, trochę znajomy, trochę taki nieświadomie powiernik sekretów, o jakich nie mówiła nikomu wcześniej; tak jak właśnie o mamie i temu, dlaczego zdecydowała się na pracowanie w schronisku dla kobiet. Mało kto o tym wiedział, a jednak Hunter został zaproszony do tego niewielkiego, mocno wąskiego grona. Zamiast jednak coś powiedzieć, po prostu wypiła większy łyk wina - jakby to miało sprawić, że zapomni o tym, co usłyszała bądź lepiej przyjdzie jej przyswojenie tych słów.
Tak nie było, jeśli kogoś interesuje.
— Zwyczajnie zmieniałam im wodę co dwa dni i dosypywałam mieszankę wzmacniającą, aby mogły dłużej wytrzymać. Ale niedługo przyjdzie ich koniec — w końcu co innego kwiat doniczkowy, a inaczej żywy kwiat ścinany wsadzony do wazonu. I chociaż nie posiada ich zbyt wiele w swoim gabinecie, a nie mówiąc w domu, to zdołała dowiedzieć się o nich więcej, niż w sumie powinna jak na człowieka nie zajmujący się nimi na dłużej. Plus w ogrodniczym dowiedziała się jeszcze od ekspedientki co powinno pomóc w utrzymaniu na dłużej bukietu przy życiu, dzięki czemu mogła dłużej napatrzeć się widokiem prezentu od Wrighta. Który tym bardziej przypominał o tym, że po tej rozmowie przestał się do niej odzywać, a spotkanie skończyło się zdecydowanie nie tak, jak planowała.
Zamiast jednak zareagować jak speszona nastolatka, pokręciła głową i cicho zaśmiała na pytanie Huntera. — Hej, to nie jest tak, że żaden nie jest godzien ze mną wytrzymać. To ja uznałam, że nie nadaję się ze swoim mocno napiętym grafikiem na zbudowanie związku — była tego świadoma i dlatego nie chciała żadnego nieszczęśnika skazywać na taki los. No i nie chciała też kończyć ze złamanym sercem, gdyby jegomość uznał, że ma zwyczajnie dość takiego życia, w którym jej nie ma, bo woli pracować. — Nie wiem nawet, czy jakiegoś szukam… — przyznała, patrząc na niego dosyć pewnie jak na siebie. — Ale po prostu chciałabym być zwyczajnie przez niego zrozumiana. Że rozumie moją chęć pracowania i niekiedy poświęcania się, bo nie robię tego tak naprawdę dla siebie — dodała, upijając wina ponownie, wzdychając lekko na koniec. — Ale nikt nie lubi pracoholików — urwała nagle z rozbawieniem, które dosłownie znikąd się pojawiło, odstawiając kieliszek na stolik przy kanapie. — Muszę do łazienki — przyznała po chwili, by prędko spróbować podnieść się na równe nogi. Cóż - życie i jej stan zweryfikowały biedną Prudence, bowiem zachwala się praktycznie natychmiastowo, trochę nieplanowo lądując… na nim. Nie jakoś całkowicie, ale zdecydowanie bliżej niż by tego chciała. Zaśmiała się z samej siebie, zerkając na Huntera. — Przepraszam. Daj mi minutkę.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Twoja mama to naprawdę wyjątkowa kobieta. - powiedział to z szerokim uśmiechem, bo trzeba jej oddać, że wychowała córkę na dobrą osobę, mając milion problemów na własnej głowie. Coś za co powinno przyznawać się medal. Nie tak jak jemu za bohaterską ucieczkę…
Pokiwał głową w ramach zrozumienia. Miała misję na tej ziemi i chciała ją wypełnić. Odpłacić się tym co sama otrzymała. Hunter musiał przyznać, że to piękny gest.
- No właśnie. W domu ktoś by Cię witał, ciesząc się na każdą najmniejszą rzecz. Dodatkowo Itxel jest przyjacielska w stosunku do innych zwierząt. Może by się polubili! - dla niego ten pomysł był idealny. Będzie częściej wychodził z domu, a Prudence przyda się taki futrzasty przyjaciel.
- Jak na każdego. - popisał się swoim czarnym humorem ale podniósł rączki do góry w ramach gestu - to nie ja, jestem niewinny. Czasami miał głupie odzywki ale wszystko przez wojsko, tam było to na porządku dziennym i każdy się śmiał, bo tak naprawdę nie pozostawało im nic innego. Jeśli braliby wszystko na serio to już dawno wylądowaliby w wariatkowie.
- Błędne stwierdzenie. - rzucił bez owijania w bawełnę, bo przecież to była jakaś pokręcona logika. Mogłaby się spotykać w przerwie pomiędzy pacjentami, wychodzić gdzieś w nocy, weekendy? No halo. On to widział zupełnie inaczej!
- Na pewno taki się znajdzie. Przypominam że na świecie jest ponad 4 miliardy mężczyzn. Odliczając od tego dzieci i starców to myślę że tak z miliard. Masz szansę. - zaśmiał się, bo taka była prawda. Miłość pojawia się niespodziewanie, albo tylko on tak uważał.
Nawet przesunął nogi, żeby miała łatwiej i nie musiała się przeciskać, ale los chciał inaczej, musiała akurat na nim wylądować. Nawet trochę ją asekurował tak aby nie spadła całkowicie. - Minutkę? - czyżby to miało jej wystarczyć? Nie wydawało mu się.
Była bardzo blisko… za blisko. Spoglądał w jej oczy by dosłownie sekundę później spojrzeć na usta. Czuł to napięcie i szczerze? Wino wcale nie pomagało się go pozbyć, ani fakt że siedziała mu na kolanach. Przełknął głośniej ślinę, czując jak zaschnęło mu w gardle. Jeśli to zrobi… nie będzie odwrotu, a jednocześnie coś mu podpowiadało, że jest to jedyna szansa. Zmniejszył ich dystans i ostatecznie zbliżył się do Lane na tyle aby czuć jej oddech na swoich ustach. Wyłączył myślenie na te kilka chwil i pocałował ją. Najpierw delikatnie, jakby bojąc się odrzucenia, później dużo łapczywiej, jedną z dłoni kładąc na jej plecach. Jednocześnie pamiętając, że w drugiej ma kieliszek, żeby nie zachlapać kanapy!
prudence lane
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No dobra, nie mówię nie. Zastanowię się — bo jednak przygarnięcie zwierzaka to nie jest takie hop-siup, nawet jeśli chodzi o zwyczajne rybki. Trzeba pamiętać o karmieniu, opiekowaniu się, sprzątaniu. O tak wielu rzeczach, o jakich ona, która w sumie nigdy nie miała zwierzaka bo po prostu jej mama nie mogła sobie na niego pozwolić, nie miała za wielkiego pojęcia, musząc się uczyć nowych rzeczy i poznawać wraz z tym szczeniakiem dosłownie wszystko to, co o nich jest na ten moment wiadomo w przestrzeni publicznej. W końcu - nie byłaby w stanie doprowadzić, aby miał zły los. Zdecydowanie byłaby tym typem właściciela, jaki próbuje przychylić temu czworonogowi nieba, żeby miał wspaniałe życie na jakie zdecydowanie zasługuje.
Aż go pacnęła w ramię po tym tekście odnośnie końca kwiatów, kwitując to tak bez jakiegokolwiek problemu. Oczywiście wiedziała, że koniec dla każdego jest zaplanowany, ale akurat dzisiaj nie miała ochoty, sił i humoru do prowadzenia takiego typu rozmów. No i nie była w pracy, żeby podejmować się tak skomplikowanych kwestii! Musiała zdecydowanie dzisiaj zachować swój prywatny czas dla siebie samej, nie mieszając w to życia zawodowego.
Błąd, zrobiła to w momencie przypadkowego zadzwonienia po swojego pacjenta, zamiast do tego którego miała na myśli.
Ale nieważne! Nie narzekała!
Chyba.
Nie no, na pewno nie narzekała.
— Czemu błędne? — spojrzała na niego, przekrzywiając w bok głowę, zupełnie jak zwierzątko które było zaciekawione usłyszanym dźwiękiem, nie rozumiejąc czemu jej stwierdzenie niby było takie błędne. Wiedziała jak wyglądało jej życie i jak dużo czasu zajmowało jej… to, co miała do roboty. Pacjent ci, schronisko dla kobiet, własne jakieś projekty, jakie planowała może kiedyś wypuścić na światło dziennie… Gdzie jeszcze w tym wszystkim miała znaleźć czas na budowanie związku z drugim człowiekiem? — Woah. Nie wiedziałam, że jesteś takim analitykiem — zaśmiała się, kręcąc na koniec przy tym głową, po czym postanowiła na chwilę opuścić jego zacne towarzystwo, żeby skorzystać z łazienki. Albo może po prostu uniknąć dalszego rozmawiania o niej i o tym, dlaczego nikogo nie ma. Czując się zupełnie jakby rozmawiała z mamą, próbującą jej wyjaśnić, że to iż ona nie była z jej ojcem i nie związała się z żadnym innym mężczyzną nie oznacza, że Prudence również musi być samotna. A naprawdę nie o to w tym wszystkim chodziło, no!
Niemniej brak przysłowiowego uziemienia w trakcie spożywania alkoholu sprawiło, iż przy próbie wstania zakręciło jej się w głowie i trochę straciła równowagę. Zamiast jednak się tym zmartwić, zaczęła się z tego śmiać - tym bardziej w chwili, gdy ostatecznie zauważyła iż wylądowała wręcz na nim. Stał się znowu w trakcie dzisiejszego wieczoru niezbędnym ogniwem ku temu, aby nie stało się jej nic złego. No bo jakby nie przypadkowe zadzwonienie po niego - to kto wie, na kogo by trafiła w taksówce czy po drodze? A gdyby teraz nie asekurował jej niezbyt zgrabnego upadania, to czy przypadkiem nie zrobiłaby sobie jakiejś krzywdy? No właśnie! Dzisiaj zdecydowanie był jej wybawicielem, chociaż oczywiście aż tak mu nie będzie słodzić w głos, bo jeszcze w piórka by obrósł, a wtedy na pewno nie dałaby sobie z nim rady na kolejnych spotkaniach terapeutycznych.
— Minutkę — wyszeptała, choć nie planowała tego mówić aż tak cicho, jakby bezdźwięcznie. Sama przy tym zbyt mocno i zbyt intensywnie wpatrując się mu w oczy. Może i planowała za minutę wstać, tyle że ta minuta tak naprawdę się przeciągała, a ona nie mogła oderwać się od jego oczu i… od niego samego. Niemniej nie spodziewała się, żeby to samo miał mieć w głowie Hunter - który chwilę później niezbyt pewnie złączył ich usta w pocałunku. Ona zresztą też nie do końca przekonana odwzajemniła. Ale nie dlatego, że była niepewna jego osoby samej w sobie - choć z tyłu głowy ciągle coś jej ktoś mamrotał w stylu CO TY WYRABIASZ, TO TWÓJ PACJENT!, nie mając obecnie świadomości że to jej ta trzeźwa i odpowiedzialna wersja próbuje się przebić przez mur upojenia, który nadal utrzymywał się w ciele Prudence. Po prostu nie była pewna, czy… jej odpowiedź nie speszy Wrighta. Tak się nie stało, co poczuła poprzez pogłębienie pocałunku, jak i również odczucie dłoni na swoich plecach - przysuwając się tym samym do nagiego torsu. Poddając się chwili poprawiła się wygodniej na nim i zarzuciła ręce na jego szyję, nie przestając. Jakby z obawy, że gdy to się skończy… pojmie, iż naprawdę nie ma odwrotu i wiele rzeczy pomiędzy nimi się zmieni. Póki jednak ta chwila trwa… cóż, nie musiała myśleć o czymkolwiek innym, niż tylko o tym jak świetnie całuje.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- A widzisz. Czasem się zdarza. - lubił liczby a to była zwykła matma, także nie ma co się rozwodzić nad tym. Znajdzie się ten jeden facet, który będzie miał gdzieś jej brak czasu i mimo wszystko zacznie się starać. Prędzej czy później sama to zrozumie!
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
prudence lane
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor