ODPOWIEDZ
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

003. Business to business | Outfit
Obudziłam się dzisiaj trochę wcześniej niż zazwyczaj. Wynikało to głównie z faktu, że po rozmowie z Shereen byłam bardzo podekscytowana. Naprawdę rzadko się zdarzało, aby ktoś zwracał się do mnie z prośbą o pomoc w prowadzeniu interesu w szczery sposób. W większości przypadków ludzie chcieli, a nawet żądali ode mnie pieniędzy lub wpływów. Siostrzenica natomiast chciała wiedzy, a to robiło ogromną różnicę.
Stałam przez jakiś czas przy oknie w sypialni i obserwowałam ptaki, które siedziały na parapecie. Odpoczywały beztrosko, a ja już układałam w głowie listę rzeczy, które chciałam omówić z Shereen. Nie chodziło tylko i wyłącznie o biznes. Zawsze uważałam, że interesy były nieodłączną częścią człowieka, a sposób prowadzenia firmy najlepiej ukazywał prawdziwy charakter właściciela.
Na spotkanie wybrałam ciemny garnitur. Lubiłam wyglądać profesjonalnie, a szczególnie w sytuacjach, które miały znaczenie. Starannie nastroszyłam włosy, a potem założyłam kolczyki, które dostałam od matki Shereen kilka lat wcześniej. W sumie nigdy jej o tym nie powiedziałam, ale były one jednymi z niewielu prezentów, które naprawdę zatrzymałam blisko siebie.
Kiedy schodziłam na dół, to zatrzymałam się na moment przy zdjęciach dzieci stojących na komodzie. Shereen zawsze była dla mnie częścią tej samej kategorii. Nigdy nie traktowałam jej wyłącznie jak siostrzenicy. Należało do mojej rodziny, a rodzina zawsze zasługiwała na wsparcie, nawet jeśli świat próbował wmówić ludziom, że każdy powinien radzić sobie sam.
Zabrałam teczkę z dokumentami i notatkami, które przygotowałam specjalnie dla niej. Oczywiście mogłam tam pojechać wyłącznie jako ciotka, ale nie potrafiłam robić niczego połowicznie. Jak już miałam jej pomagać, to chciałam zrobić to właściwie.
Droga przebiegła spokojnie. Przez większość czasu słuchałam radia i nuciłam piosenki. Spojrzałam raz na dokumenty, które leżały na siedzeniu obok i przypomniałam sobie, że kilka kwestii nadal wymagało dopracowania. Postanowiłam, że dokonam to już na miejscu. Kiedy dotarłam pod budynek, to wyłączał silnik i sięgnęłam po teczkę. Poprawiłam rękaw marynarki i wysiadłam z samochodu. Następnie pewnym krokiem ruszyłam w stronę wejścia.

Shereen Winfield
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

10
Business to business

Shereen nie radziła sobie najlepiej w sprawach biznesowych, choć naprawdę starała się brać pod uwagę rady ojca i je wykorzystywać. Odnosiła wrażenie, że została wyrwana z kartek swojej historii i wrzucona do zupełnie innej, nieznanej sobie książki. Przez długie lata przyglądała się pracy rodziców jako osoba trzecia. Pomagała na sali, ale głównie jako dekoratorka, czasem kelnerka — poczucie estetyki miała na tyle dobrze rozwinięte, że odnajdywała się w tej roli. Szykowanie stołów sprawiało jej niemalże tyle samo frajdy, co układanie kwiatów i dekorowanie ścianek. Zarządzanie? Nie spodziewała się, że kiedyś dojdzie do momentu, w którym swoje ulubione hobby odsunie na bok i będzie musiała zająć się dokumentacją. Okazuje się, że najłatwiejsze w tym wszystkim było umawianie spotkań. Reszta? Zdarzyło jej się pomylić ważnych klientów, z którymi pracował ojciec i jak się okazało, obydwaj się nie lubili. Zaspała na rozmowę rekrutacyjną i to ojciec musiał rozmawiać z nową pracownicą. Poprzedniego dnia szukała na szybko DJ'a, bo poprzedni się wykruszył, a wesele miało się odbyć w najbliższy weekend. I jakby tego było mało, przyszła jej do zapłaty faktura za prąd i dostała informację o opóźnieniu, co bardzo ją zestresowało. Okazało się, że w banku był problem z transakcją i musiała tam wydzwaniać. Przerażał ją nadmiar obowiązków i choć chciała się wykazać, tak nie potrafiła sobie z tym poradzić. Ojciec źle się czuł, więc nie chciała dokładać mu problemów, a z mamą nie miała najlepszych relacji. Ciocia była jedyną osobą, którą mogła poprosić o pomoc.
Cordelia kojarzyła się Shereen przede wszystkim z klasą, taką nabytą, wrodzoną, oraz elegancją. Matka Shereen, Eve, miała tę elegancję wyćwiczoną. Maskowała się za osobowością prawdziwej damy i najwidoczniej uważała, że był to doskonały sposób na wzbudzanie respektu. Była surową kobietą, z zasadami i wrodzonym dystansem emocjonalnym. Cordelii wzbudzanie respektu przychodziło naturalnie, ale to przy niej Winfield czuła się lepiej. W końcu była jej matką chrzestną i jeśli miała kłopot, mogła się do niej zgłosić — zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodziły sprawy biznesowe. Nie popierała wszystkich sposobów wychowawczych ciotki, ale rozumiała, że poprzez zasadowość próbowała chronić swoje dzieci. Być może jej matka, poprzez surowość również próbowała to robić. Tyle, że w Shereen jej zachowanie wzbudzało chęć buntu.
Siedziała w swoim gabinecie, gdy samochód Cordelii podjechał pod salę — teren był objęty monitoringiem, co było zupełnie naturalne w przypadku tak dużego obiektu, który mógł być zachętą dla złodziei i rabusiów. Wolała mieć kontrolą takie sytuacje i oczywiście im zapobiegać. Ubrana w elegancki, czarni garnitur, z włosami upiętymi w wysoki kucyk, wyszła zza biurka w celu przejęcia Cordelii chwilę po wejściu do budynku — czuła się zobowiązana do tego zachowania. Traktowała ją jak ważnego gościa, a gościom należał się szacunek. Ciocia jak zwykle prezentowała się elegancko i wzbudzała podziw Winfield.
— Dzień dobry ciociu. Dziękuję, że przyszłaś — powitała ją subtelnym skinieniem głowy; krótkim i oszczędnym, który był wyrazem okazywanego szacunku. — Zupełnie sobie z tym nie radzę, wiesz? Mam wrażenie, że nie potrafię się zorganizować. Tata mi niby coś tłumaczył, wspominał o organizacji czasu i prowadzeniu terminarza... Ale mam wrażenie, że połowy rzeczy i tak nie ogarniam — tłumaczyła, gdy szły przez salę. W kwestii estetycznej ciężko byłoby znaleźć jakikolwiek problem. Sala była dopieszczona pod każdym względem i wizualnie prezentowała się bardzo dobrze. Problem tkwił w zapleczu. Nie umiała radzić sobie ze stresem, a gdy okazywało się, że zaszła jakaś pomyłka, nie potrafiła jej wyjaśnić bez jąkania i zacinania. A przecież powinna być pewna siebie, prawda? Była twarzą tego miejsca. Prawdopodobnie nakładała na siebie zbyt dużą presję, ale przez swoją upartość nie potrafiła inaczej — chciała wszystko kontrolować i wywiązywać się sumiennie z wszystkich zadań.

Cordelia LeBlanc
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Weszłam do środka bez pośpiechu, ale z tą samą uwagą, którą na co dzień zachowywałam w miejscach wymagających oceny. Nie przyszłam tu jednak po to, aby szukać błędów dla samego ich wskazania. Przyszłam, ponieważ potrzebowała mnie moja córka chrzestna. Jej prośba w zupełności wystarczyła, aby wszystkie inne sprawy straciły na znaczeniu. Jeżeli chodzi o rodzinę, to zawsze traktowałam ich priorytetowo.
- Dzień dobry kochanie - odpowiedziałam spokojnie, nachylając się lekko, aby musnąć jej policzek w powitaniu. Nie lubiłam nadmiernej czułości okazywanej publicznie. Zawsze uważałam, że ludzie nadużywali jej, ponieważ nie potrafili udowodnić przywiązania niczym konkretnym. Wobec Shereen było jednak inaczej. Nie musiałam udawać dystansu, aby zachować autorytet. Ona znała mnie wystarczająco długo, by wiedzieć, że za moim spokojem kryło się coś więcej niż chłodna ocena sytuacji.
Szłam obok niej i słuchałam uważnie każdego słowa. Nie przerywałam też jej od razu, chociaż kilka odpowiedzi pojawiło się w mojej głowie niemal w natychmiastowym tempie. Wiedziałam, że zbyt gwałtownie weszła w rolę, do której nikt jej nie przygotował w odpowiedni sposób. Więc nic dziwnego, że przytłaczał ją nadmiar obowiązków i brak odpowiedniej struktury. Dodatkowo wszystko potęgował stres wynikający z prób kontrolowania wszystkiego jednocześnie. Na szczęście dla mnie nie były to problemy, którym nie potrafiłabym sprostać.
Rozejrzałam się po sala i musiałam przyznać przed sobą, że pod względem estetyki nie miałam jej wiele do zarzucenia. Osobiście to dodałabym więcej złotych akcentów, ale wynikało to jedynie z własnych upodobań. Wszystko wyglądało starannie i elegancko, a co najważniejsze widać było, że wszystko dokładnie przemyślała. Wszystkie szczegółu zdradzały, że Shereen była wrażliwa na harmonię i proporcję, a poza tym doskonale wiedziała jak podkreślić charakter tego miejsca. Nie miałam wątpliwości, że był to talent, którego nie należało lekceważyć.
- Shereen - zaczęłam po chwili, zatrzymałam się na moment i spojrzałam przed siebie, zanim przeniosłam wzrok na siostrzenicę. - To, że sobie teraz nie radzisz, to wcale nie oznacza, że się do tego nie nadajesz. Wiem, że próbujesz prowadzić interes najlepiej jak potrafisz. Jednak żeby osiągnąć perfekcję potrzeba lat praktyki, albo dobrego nauczyciela - uśmiechnęłam się delikatnie. - Oczywiście mam na myśli moją skromną osobę.
Wypowiadałam się w dość łagodny sposób. W taki sposób nie postępowałabym jednak w przypadku innych osób. Widziałam w niej upór i ambicję, a także niebezpieczną potrzebę udowodnienia, że sama sobie poradzi. Znałam ten odruch bardzo dobrze, bo sama przez lata traktowałam proszenie o pomoc jako przyznanie się do porażki, chociaż nigdy nie użyłabym wobec siebie takiego słowa na głos.
- Twój ojciec miał rację, mówiąc o organizacji czasu i prowadzeniu terminarza, ale uwierz mi, że to nie wystarczy. Terminarz nie podejmie decyzji za ciebie skarbie. Jedynie będziesz widziała, ile chaosu próbujesz zmieścić w jednym dniu.
Zatrzymałam się na krótką chwilę, aby poprawić marynarkę, a tym samym dałam sobie czas na uporządkowanie myśli. Przede wszystkim chciałam być użyteczna dla Shereen i nie zamierzałam jej przytłoczyć zbyt dużą ilością informacji. Wymagało to jednak pewnej ostrożności ode mnie, ponieważ miałam naturalną skłonność do przejmowania kontroli tam, gdzie dostrzegałam brak stabilności.
- Najlepiej będzie jak zaczniemy od podstaw - zaczęłam delikatnie swój wywód. - Pokaż mi najpierw jak wygląda twoja dokumentacja i kalendarz z rezerwacjami. Będę potrzebowała również listy stałych podwykonawców i wszystkie zaległe faktury. Jak już to będę miała, to oddzielimy sprawy pilne od tych, które tylko wydają się pilne.
Gdy patrzyłam na Shereen, to widziałam dziecko, które dorastało na moich oczach, a teraz próbowało stanąć prosto pod ciężarem rzeczy, których nikt rozsądny nie powinien zrzucać na czyjeś ramiona bez wcześniejszego przygotowania.
- I jeszcze jedno - dodałam ciszej. - Nie musisz nic przede mną ukrywać. Postaram się rozwiązać wszystkie twoje problemy, oczywiście o ile nie przekroczą one moich kompetencji. - Ruszyłam dalej, kierując się w stronę zaplecza. - Pokaż mi od czego zaczęły się największe problemy - powiedziałam już bardziej rzeczowo, chociaż ton mojego głosu nadal pozostawał spokojny. - Jak na początek to i tak dużo spraw.

Shereen Winfield
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Guild Inn Estate”