W dalszym ciągu zmieszana i niezbyt ogarniająca rzeczywistość usłyszała potwierdzenie Huntera, co ją pocieszyło i jednocześnie… zmartwiło jeszcze bardziej, jeśli w ogóle możliwe jest żeby jeden człowiek posiadał w sobie takie dwa skrajne odczucia. Niemniej Prudence była na tyle skołowana, że teraz to było z nią totalnie wszystko możliwe - nawet jak posiadanie dwóch mocno odróżniających się emocji. Bowiem z jednej strony była po prostu zadowolona, mając wrażenie że to była jedna z lepszych nocy w jej życiu, a z tej drugiej, to jak teraz będzie wyglądała ich relacja? Jak będzie teraz wyglądała ich terapia, jego rozmowy, jej patrzenie oraz obiektywizm względem Wrighta, żeby stawiać mu odpowiednie diagnozy? Cholera, będzie musiała to sobie później wszystko poukładać w głowie, co pewnie będzie ciężkie do wykonania - nieważne, czy zostanie u niej na dłużej, czy zostanie ostatecznie z tym sama.
Uśmiechnęła się dosyć nieśmiało, jak potwierdził też, że nie ona to zainicjowała, przyznając się całkowicie do tego
grzeszku. A może - skoro widział jej zachowanie, to wolał wziąć wszystko na siebie, aby żyło jej się lepiej z tym faktem? Że jak wytrzeźwieje całkowicie, to uświadomi jak bardzo kokieteryjna była, a Hunter poddał się jej urokowi, bo sam wypił alkohol i po prostu nie był w stanie się opamiętać, bo jest tylko facetem?
Dobra, nie ma co wyprzedać faktów, bo może nic takiego rzeczywiście nie będzie miało miejsca, a w następnej kolejny kolejne wspomnienia wpadną jej do głowy, potwierdzające słowa mężczyzny o tym, kto tu był tym całym inicjatorem zajścia.
Jednego jednak była pewna - nie czuła się zmuszona, nie czuła się
wykorzystana. Zdecydowanie miała w sobie przekonanie, iż działo się to za obopólną chęcią, czerpiąc z tego satysfakcję. Miała swoje przebłyski, miała swoje wewnętrzne przeczucia… szkoda tylko, że póki co może się jedynie na tym opierać, bo jednak
fajnie byłoby to wszystko pamiętać. Tym bardziej, gdy był to ich pierwszy raz…
I naturalnie ostatni!
Niemniej cały ten zgiełk w głowie, rozmazujące się obrazki zeszłej nocy i cała chmara rozmyślań sprawiły, że się wręcz przegrzała - a przez to zmieszała, ostatecznie przepraszając za wszystko i chowając pod kołdrą. Nie spodziewała się jednak, że ten ją odkryje prędkim ruchem, nie zwracając nawet uwagi na to, że odsłonił więcej niż powinien. Patrzyła na niego, nie spodziewając się tego co powiedział po chwili, gdy akurat uciekł spojrzeniem w dół. Aż chciało się go dotknąć po policzku, pogłaskać, przejechać chociażby po zaroście… ale pohamowała się i nie zrobiła
niczego głupiego - chociaż czy byłoby to głupie po tym, że przeżyli wspólną noc?
Prędka zmiana u Huntera jeszcze mocniej ją zaskoczyła, lecz mimo wszystko uśmiechnęła się.
— Nie wiem czy będę w stanie cokolwiek przełknąć, ale… no w sumie wypadałoby coś zjeść — przyznała, obawiając się co w ogóle będzie, gdy wstanie z łóżka, bowiem wtedy dopiero odczuje tego kaca-giganta. O ile oczywiście już wytrzeźwiała, bo tego to też jeszcze nie była pewna. Powędrowała za nim spojrzeniem, jeszcze nie ruszając się z miejsca, obserwując jego plecy, na co aż westchnęła ciężko. Nadal próbując przyswoić fakt, iż… naprawdę się przespali. On naprawdę tutaj był, jest, siedzi na krawędzi jej łóżka totalnie nagi, a ona pod kołdrą skrywała również roznegliżowane ciało. Boże, gdyby nie to, że miała pewność realizmu sytuacyjnego, uznałaby że to jej sen, jakaś dziwna fantazja, a za moment otworzy oczy i ów wyobrażenie rozmyje się we mgle! Odchrząknęła, dopiero teraz zwracając uwagę na znajdujące się na podłodze ubrania - w tym rozpoznając swoją sukienkę oraz dolną część bielizny - szukając sobie czegokolwiek w zasięgu ręki do ubrania. Nie spodziewając się, że Hunter nie będzie się krępował jakkolwiek, chociaż mimo wszystko cień uśmiechu przebiegł jej przez usta.
— Zaraz zejdę — odparła, po czym sięgnęła po szlafrok będący w dalszej części pomieszczenia. Wstała, nie tak śmiało jak jej gość, zdejmując z siebie przykrycie, aby narzucić na siebie jedynie cieniutki, choć nie prześwitujący, materiał, dołączając do mężczyzny, który znajdował się w części kuchennej.
Przechodząc po dolnej części loftu, spojrzała na butelkę wina i dwa kieliszki na stoliku w salonie, na co się ponownie uniosła kąciki ust, idąc pomóc w przygotowaniu śniadania - a raczej jedynie mając możliwość przyglądania się, bowiem uparł się iż sam chce wszystko zrobić. W takim razie jedynie patrzyła, czekając aż zrobi to, co zaplanował, w międzyczasie rozmawiając totalnie niezobowiązująco.
Jakoś nie wyszło im ogólnie gadanie o tym, o czym powinni, gdyż Hunter po śniadaniu zdecydował wyjść, tłumacząc się sprawami. Naprawdę je miał, czy może to wymówka, obawiając się tych poważnych tematów?
Nie mogła do niczego go zmusić, a ogólnie pożegnanie wyszło dosyć drętwo. Odprowadziła go do drzwi… i podziękowała za wieczór. Bo co miała powiedzieć? Czuła się dziwnie skrępowana i nie wiedziała co powinna zrobić więcej. Dać mu buziaka w policzek? Pocałować go, jakby żegnała się ze swoim kochankiem? Czy faktycznie zachowywać się tak, jakby nic się nie wydarzyło?
Zamknęła za nim drzwi do mieszkania, po czym - zupełnie jak w jakimś filmie - oparła się plecami i zsunęła na sam dół, siadając na podłodze. Zawiesiła się na moment, analizując to wszystko, chociaż i tak na nic się to zdało. Dlatego poszła pod prysznic, ogarnąć się i.. zwyczajnie zająć się papierami, które powinna robić, zamiast… upijać się i pozwalając na wspólną noc z jednym ze swoich pacjentów.
Ale co nie było, podświadomie… nie żałowała tego, co się wydarzyło.
[ z tematu x2 ]
Hunter Wright