-
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, jegotyp narracji1 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- To akurat da się załatwić - odpowiedziałam. - I szczerze mówiąc, ten pomysł pasuje do ciebie bardziej niż kolejna markowa torebka.
Uśmiechnęłam się delikatnie, a następnie sięgnęłam po łyżkę. Dopiero kiedy Audrey zaczęła mówić o tym chłopaku, to odłożyłam ją z cichym stuknięciem o blat. Nie chodziło mi nawet o sam fakt jego obecności, tylko o sposób, w jaki o nim mówiła.
Oparłam dłonie o krawędź stołu i spojrzałam uważnie na córkę. - Słoneczko, ludzie bardzo często wracają do naszego życia wtedy, gdy czegoś potrzebują - powiedziałam spokojnie. - I nie zawsze robią to dlatego, że nagle zrozumieli własne błędy.
Starałam się ostrożnie utrzymać spokojny ton głosu. Nie zamierzałam jej zabraniać kontaktu z nim, bo wiedziałam, że przyniosłoby to odwrotny efekt. Mimo wszystko nie podobało mi się to, że człowiek, który ją wcześniej zranił, znów pojawiał się tak blisko. Zdecydowanie nie był to też odpowiedni kandydat na męża.
- Jeśli chcesz odbudować tę relację, to dobrze. Lecz proszę nie rób tego kosztem własnego spokoju tylko dlatego, że jest ci go żal. Nie on pierwszy i ostatni. - Westchnęłam cicho i odwróciłam wzrok w stronę garnka. Kiedy Audrey spytała o brata, to początkowo tylko się wyprostowałam.
- Nie pokłóciliśmy się - odpowiedziałam po chwili dość chłodno. - Najzwyczajniej w świecie mieliśmy różne poglądy na pewien temat. - Sięgnęłam po ręcznik i wytarłam dłonie. - Twój brat od pewnego czasu uważa, że wie lepiej ode mnie, jak powinny wyglądać sprawy rodzinne. To wszystko. - Zamilkłam na moment. - Dopilnuję tego, aby pojawił się jednak na twoich urodzinach. W przeciwnym razie będzie miał przechlapane.
Audrey LeBlanc
-
I didn’t want him morally grey. I wanted someone with a soul as black as night. Someone who would burn the world down for me and not lose a single minute of sleep over it.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona | jejtyp narracji1 osobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
— Jeszcze zobaczę, na ten moment mam za dużo na głowie. Stopniowo będę do wszystkiego podchodziła. Małymi kroczkami, wszystko powinno się wyjaśnić — Smutny uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Zawsze daję drugą szansę, a potem przez to cierpię. Może tym razem będzie zupełnie inaczej. Nigdy w sumie niewiadomo, jak to wszystko wyjdzie. Chociaż i tak powinnam bardziej zająć się szukaniem męża, a Noah nie chcę. Także to by było trochę marnowanie czasu. Czasu też mam mniej, więc bardziej chyba zależeć mi będzie na randkach na siłę.
— Och, nie! Nie zmuszajmy go, jeśli będzie chciał to przyjdzie. Nie dla każdego są takie imprezy oraz nastawienie personelu do bycia uprzejmie miłym. Zresztą on też ma swoje własne życie, niech szaleje. Inaczej będzie jak Grace — Dostałam dreszczy na samą końcówkę swoich słów. Nie wiem, czy dałabym radę wytrzymać z tą dwójką, jeśli by się on zmienił. Wystarczy mi Grace, która jest naprawdę upierdliwa. Nie chcę już nic mówić, że mimo wyprowadzki z domu ta mieszka obok mnie ponownie. Jakby nie mogła się odczepić od własnej rodziny. Nie pasuje mi ten fakt, ale muszę jeszcze to jakoś znieść. Potem może uda mi się znaleźć coś zupełnie innego. Daleko od Grace.
— Ile jeszcze zupa będzie się gotować?
Cordelia LeBlanc