To niby nie znaczyło nic, kiedy Ernest określał Navi
bella. To znaczy – to nie powinno znaczyć niczego, pewnie nie znaczyło, ale i tak Giovanni nie potrafił zatrzymać tego zgrzytnięcia po czaszką, które pojawiło się – na ułamek sekundy – kiedy mężczyzna określił
jego kobietę piękną. Navi już dawno stała się jego obsesją i od samego początku ich relacji rościł sobie do niej prawa, tylko robił to w znacznie bardziej subtelny sposób, niźli taki Subin. Ale to, co się stało, było całkiem nowe. I nie wiedzieć, czy powinien to zrzucić na to, że po raz pierwszy od dłuższego czasu był świadkiem, kiedy inny mężczyzna adresuje j e g o kobietę w taki sposób, czy może fakt formalizacji związku coś przesunął?
Uśmiechnął się, sztucznie i z pełną tego świadomością, gdy oddalali się od Ernesta, a ten grymas zniknął ledwie wykonali z Navi połowę zwrotu od włoskiego kuzyna. Wyraz jego twarzy zastąpił ten sam stoicki spokój, ale nie mógł zatrzymać tego, że spojrzenie mu na moment pociemniało.
Nie pomagała też świadomość, że właśnie odprawili się na spotkanie z wujostwem, które częściowo było odpowiedzialne za jego wychowanie. Częściowo, bo przecież Salvatore nie był zaraz takim małym dzieciakiem, kiedy jego rodziców
zabito Oficjalnie: zginęli w wypakdu.
Potrzebował chwili, by załatać tę rysę, którą wywołał Ernest, na spokojnej tafli jego umysłu. Spotkanie z wujostwem nie będzie należało do prostych i nie będzie przyjemne. Ale akurat on z takimi rozmowami musiał sobie radzić na co dzień. Tylko tam nie wchodził faktor poddaństwa wynikłego z rodzinnej hierarchii. Takiej, którą coraz chętniej kwestionował.
Na pytanie Navi nie zareagowal w pierwszej kolejności, ale mogła dostrzec, że ta jego idealna maska na ułamek sekundy się zachwiala. Kącik ust drgnął mu, zdecydowanie nie do uśmiechu. A to pokazywało, że spotkanie będzie cieżkei – bo przecież Giovanni zawsze miał wszystko pod kontrolą, a przede wszystkim – samego siebie.
—
Niech rozmowa z nimi nie wpłynie na twój wieczór, Navi — odezwał się w końcu, przenosząc na nią spojrzenie. To złagodniało minimalnie, jak zwykle to robiło, gdy na nią patrzył. —
To nie będzie ani komfortowe, ani przyjemne. — Otoczył ją ciaśniej ramieniem w dolnej części pleców, kiedy mijali kolejną grupkę gości pozdrawiających ich poprzez wzniesienie napełnionego kieliszka z winem. —
Mój wuj nie zadaje pytań, na które nie zna odpowiedzi., a moja ciotka nie komentuje rzeczy, których wcześniej nie doszczętnie nie przeanalizowała. — Gdyby uważał siebie za potwora to pewnie mógłby powiedzieć, że są gorsi od niego. —
Nie próbuj ich przekonać, że jesteś idealna, bo dla nich nie będziesz. Jesteś obca, spoza famiglii, obca dla nich bo poznali cię dopiero teraz — a przez to nie mogli na nią ani na jego decyzję próbować wpłynąć — w
ięc to z góry cię przekreśla. Ale jednocześnie się nie możesz cofać. — Musiała znaleźć idealny balans między asertywnością a jednak pewną uległością. —
I wiedz, że żadna twoja odpowiedź nie będzie poprawna. — A w efekcie tego Navi zawsze nie będzie dostatecznie dobra.
To aż ciekawe, że Ernest był ich synem i nie nabrał tych cech. Albo też się świetnie maskowł.
Poczuł napięcie w mięśniach na karku, ale to zignorował. Szedł do stolika, przy których było wujostwo z przeświadczeniem, że szedł pokazać swoją
słabość komuś, kto prędzej czy później to wykorzysta. Bo o tym, że na pewno to zrobi, był wręcz przekonany.
Denerwowało go jeszcze bardziej to, że tutaj jego kontrola się ślizgała. Nawet jeśli chodziło o kontrolę nad samym sobą.
Stanęli w końcu przed parą, na pozór wyglądającą na spokojne, eleganckie małżeństwo. Ba, można było się pokusić o stwierdzenie, że z tym uśmiechem, jaki zaprezentował na ich widok wuj, wyglądał nawet na poczciwego (‘wygląda na miłego’)
— Figlio mio! — zaczął wuj, rozkładając ręce do uścisku, w którym zamknął Giovanniego. — Jeszcze raz serdecznie ci gratulujemy. — Jakoś trudno było mu w to uwierzyć. Inaczej: nie wierzył w szczerość tych słów i nie musiał zaraz jakoś dogłębnie analizować postawy czy tonu, by wyjść z takim stwierdzeniem.
—
Buonasera, zio. Zia. — Skinął głową dwójce. —
Przedstawiam wam moją żonę: Rhea Salvatore. — Wskazał dłonią na nią.
Ciotka Aurelia nie odpowiedziała z początku, kiedy jej mąż się witał. Ona przez krótką chwilę przyglądała się Navi i już wtedy Giovanni nie miał złudzeń, że kobieta oceniała ją tylko pod kątem sukni, urody czy tego, jak dobrze wypadała u jego boku. Patrzyła głębiej, szukając w niej tych punktów, których inni zwykle nie widzieli od razu. Skanowała ją, podobnie jak on skanował ludzi.
W końcu uśmiechnęła się, ale z rezerwą i próżno było szukać w tym grymasie jakiegokolwiek ciepła.
— Salvatore to nazwisko, którego nie nosi się lekko — powiedziała w końcu spokojnie. Nie zabrzmiało to jak groźba. Raczej jak zwykłe stwierdzenie faktu, przez co wcale nie było przyjemniejsze. — Ale Giovanni nigdy nie wybierał rzeczy lekkich. — Dopiero wtedy wyciągnęła do niej dłoń. — Aurelia. Miło
w końcu poznać kobietę, którą uznał za wartą ryzyka. — Nie spuszczał z niej spojrzenia, a ona zdawała się to ignorować. — Powiedział ci już, co oznacza być żoną Salvatore?
—
Zia — wtrącił, ale Aurelia nawet na niego nie spojrzała.
— Pytam ją, nie ciebie.
Navi Yun