-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A towarzystwo Lacey bardzo podobało się Sonny’emu, który nie powstrzymywał się przed zapraszaniem jej do siebie, gdzie mogli swobodnie cieszyć się sobą, zapominając o reszcie świata. I w niczym nie przeszkadzało to, że Radwell dzielił swój do ze współlokatorami, ponieważ zaszywał się z brunetką w swoim pokoju i przeważnie to tam spędzali ze sobą cały czas, czasem odbiegając od tej rutyny, gdy akurat dom mieli tylko dla siebie.
Dziś jednak postanowili nieco odejść d tradycji, na co zdecydowali się po porannej rozmowie. Od słowa do słowa doszli do tego, że Sonny zaproponował, iż przygotuje dla niej śniadanie, zapewniając ją, że zwali ją z tym z nóg. I nie sądził, aby przesadzał, ponieważ w kuchni radził sobie bardzo dobrze. Może nie na poziomie zawodowych kucharzy, ale na tyle dobrze, aby na znajomych zwykle robić wrażenie. A dziś chciał je zrobić na Lacey, którą zabrał ze sobą do kuchni po tym, jak naciągnął na siebie na szybko spodnie dresowe, aby móc jakoś wyjść ze swojego pokoju. Nie byli dziś w domu sami, więc musieli przygotować się na to, że natkną się na jego współlokatorów albo jakichś ich gości, bo i ci często przewijali się przez to miejsce.
Kuchnię na szczęście mieli wolną. – Możesz się rozgościć – powiedział, wskazując na stołki, na których Lacey mogła usiąść, podczas gdy on będzie pracować. Bo tak, miał działać sam, podczas gdy ona miała czekać na to, aż będzie rozpieszczana jedzeniem. A na razie Sonny musiał pozbierać z lodówki oraz szafek wszystko, czego potrzebował, więc zaczął krzątać się po kuchni. – Napijesz się czegoś? – zapytał przy okazji, chcąc o nią dobrze zadbać. Dodatkowo posłał jej teraz jeden ze swoich firmowych uśmiechów, spojrzenie na chwilę zawieszając w jej oczach, w których mógłby się zatracić już na zawsze, gdyby tylko mógł. Nie umiał tego wyjaśnić, ale w jej spojrzeniu było coś magnetycznego, co przyciągało go za każdym razem, gdy napotykał na jej wzrok.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przy Radwellu to wszystko było jednak p r o s t s z e, ale też przede wszystkim p r z y j e m n i e j s z e. Nie próbowała tego jednak analizować, starając się skupić na przeświadczeniu o tym, że wyglądało to w ten sposób wyłącznie dlatego, że ich relacja pozostawała luźna. Lacey pozwalała sobie nie zauważać tego, jak stopniowo coraz bardziej przyzwyczajała się do tego, że Sonny był coraz częściej obecny w jej życiu. Co więcej, ona sama pozwalała sobie przy nim na sporo odstępstw od reguły.
Jak dziś, kiedy zgodziła się zostać na ś n i a d a n i e.
Nie myślała już nawet o tym, jak nierozsądne było przesiadywanie w jego kuchni, w której w każdej chwili mogli zostać nakryci. Miała już co prawda przelotną styczność z jego współlokatorami, a jednak nigdy nie chciała wdawać się z nimi w bliższe interakcje, aby wieść o ich relacji nie rozniosła się zbyt daleko. Im bardziej angażowała się w jego życie, tym mocniej w ten sposób ryzykowała.
— Mogę? — zapytała przekornie, kiedy zdecydowała się rozsiąść na jednym ze stołków. — Myślałam, że pozwoliłeś mi na to już w sypialni… I chyba jeszcze pod prysznicem — skomentowała, przez moment strojąc też do niego wymowne miny. Zaraz jednak pozwoliła na to, by jej usta wykrzywiły się w uśmiechu, który utrzymał się nawet wtedy, kiedy uważnie przyglądała się temu, jak Radwell krzątał się po kuchni.
Musiała przyznać, że był to całkiem przyjemny widok.
Właśnie dlatego nie zadeklarowała chęci pomocy i nie poderwała się z miejsca, kiedy wspomniał o napoju. — Mhm. Zabiłabym za kawę. Chyba się nie wyspałam — co zresztą było jego zasługą, bo to on nie pozwalał jej spać, chociaż… Na to Lacey jakoś szczególnie się nie uskarżała. Nie bez powodu nie umiała oderwać od niego wzroku nawet wtedy, kiedy t y l k o spoglądali sobie w oczy.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tym jednak się nie przejmował, skoro błądził jedynie nieświadomie. A nie rzucało się to w oczy, ponieważ Radwell zupełnie przepadł. Tak bardzo zatracił się w tej znajomości, że mógł spoglądać na nią przez różowe okulary, ale tego na pewno nie zamierzał sobie wyrzucać, bo właśnie o to w niej chodziło – mieli czerpać z niej tyle przyjemności, ile tylko chcieli.
Dziś zaś Sonny zaproponował coś nowego. Skoro Lacey i tak zatrzymała się na nieco dłużej, to czemu miałby nie ugościć jej porządnie? A przy okazji chciał się przed nią popisać i przygotować jej coś dobrego do jedzenia, dlatego pozwolił sobie na to małe odstępstwo od reguły i na szczęście brunetce ten pomysł spodobał się tak samo, jak jemu.
Kolejnym szczęśliwym trafem było to, że w kuchni nie było nikogo, więc mieli ją tylko dla siebie.
Kiedy Lacey wspomniała o tym, co wyprawiali ze sobą w nocy, myśli Sonny’ego na chwilę uciekły w tamtym kierunku, a na jego twarz wkradł się uśmiech. Musiał przyznać, że był to udany czas i ani trochę nie żałował tego, że przez to przez większość nocy nie zmrużył oka. – To teraz przyszła kolej na kuchnię – choć tym razem mieli być nieco grzeczniejsi.
– Niemożliwe – powiedział, udając zszokowanego. – Czy miała pani podobne problemy, gdy nocowała u nas poprzednio? – dodał, już uśmiechając się zadziornie. Wydurniał się, przy okazji zabierając się za szykowanie dla niej kawy i tak, nie musiał już pytać, na jaką lubiła. Tego zdążył szybko się nauczyć. I na szczęście przy szykowaniu kawy nie miał zbyt wiele roboty – wystarczyło wstawić ekspres, co zajęło mu tylko krótką chwilę. I napój zaraz był gotowy, więc mógł postawić go przed Lacey, do której mrugnął zanim wrócił do pracy. Nie był przygotowany na to, aby zrobić nie wiadomo jak wymyślne śniadanie, ale dość, żeby zrobić swoje popisowe danie.
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bo owszem, pomimo wszelkich tych problemów, które stawały na ich drodze, Lacey nie brała pod uwagę tego, że nagle mogłaby się wycofać. Oboje popełniali błędy i robili rzeczy, którymi ranili drugą stronę, a jednak pod wieloma względami bardzo dobrze się dopełniali. Co więcej, ta relacja była dla niej zwyczajnie wygodna, ponieważ doskonale wiedziała już, czego mogła się po niej spodziewać.
I może właśnie dlatego towarzystwo Sonny’ego smakowało tak dobrze. Był otwarty, ciepły, ale też i troskliwy, czym stopniowo coraz bardziej zaskarbiał sobie jej sympatię. Lacey naprawdę polubiła go, a w którymś momencie zaczęła też się do niego przywiązywać, choć tego nie przyznałaby przed sobą za żadne skarby.
Wolała po prostu się tym delektować. Nawet teraz, kiedy teoretycznie powinna już znajdować się w swoim mieszkaniu, wolała spędzić ten poranek w jego towarzystwie wcale nie dlatego, że mogli jeszcze razem zaszyć się w pościeli. Chciała po prostu posiedzieć z nim tutaj, w tej kuchni i na spokojnie poprzyglądać się temu, jak krzątał się po pomieszczeniu, aby tym razem w inny sposób sprawić jej przyjemność.
— Mhmm… Miewam je tu bezustannie, ale to akurat plus tego h o t e l u — skomentowała, obracając w dłoniach kubek z kawą. — Dorzucisz porządne śniadanie i będę skłonna zastanowić się nad przyznaniem pięciu gwiazdek — dodała na krótko przed tym, jak uniosła kubek wyżej, aby upić kilka łyków ciepłego napoju. Nie odmówiła sobie przy tym pomruku zadowolenia, który sam wyrwał jej się z ust, gdy poczuła znajomy, naprawdę dobry smak.
Odstawiła kubek na blat i nieznacznie oblizała usta. — Co szykujesz? — zapytała, po czym wsparła się przedramionami o blat tak, aby w ten sposób nieco się unieść i mieć trochę lepszy widok na to, co Sonny robił w kuchni. Teraz naprawdę chciała śledzić każdy jego ruch - zwłaszcza dlatego, że przecież robił to dla niej.
Sonny Radwell