38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Jego przygotowania do ślubu wyglądały znacznie inaczej niż te klasyczne. Niż te, które w większości spadły na Navi. Rozgrywał zupełnie inną partię szachów, angażując w to jednocześnie przyszłą żonę. Musiał nauczyć ją języka – ale to w większości zrzucił na nauczycieli, którzy z pewnością – potrafił to przyznać – posiadali znacznie lepsze predyspozycje niż on do przekazywania wiedzy; ale oprócz tego musiał nauczyć ją poruszać się w całej tej, mocno posupłanej, instytucji. Jak się zachowywać, czego unikać i z kim oraz w jaki sposób rozmawiać. Wiedział, że będzie oceniana i to nie tyle pod kątem aparycji, tak jak robiła to teraz Valentina, ale pod kontekstem słabości. Ile ich miała i jakich. A także jak bardzo podatna by była.
  Próżno w jego rodzinie szukać faktycznego, rodzinnego ciepła. To było gniazdo węży, jedynie z piękną nazwą – la famiglia. I jednoczyli się głównie wtedy, kiedy groził im ktoś z zewnątrz, a nie oni sami sobie.
  Teraz Navi przechodziła najważniejszy test swojego życia – i jakby samo wesele było małym faktorem stresowym, to trzeba było dodać jeszcze to.
  Pozwolił jej mówić, bo Valentina jasno wskazała swoją postawą od kogo chciała odpowiedzi, a on – choć potrafił pięknie mówić i wić się w kłamstwach zwinniej niż ktokolwiek – respektował ją; była jedną z nielicznych osób, z którymi Giovanni się liczył. A liczył się – bo nie przeszkadzało mu to; gdyby uwierała go superwizja kobiety, liczyłby się z nią tylko z zewnątrz, na pokaz.
  Kobieta zasłuchała się w krótką opowieść Navi i uśmiechnęła się w sposób, który zdradzał, że nie wierzyła w relacje czysto zawodowe. Na samo jednak stwierdzenie o osobliwym talencie Giovanniego, przeniosła na niego spojrzenie, tylko na krótką chwilę, ale nawet ten moment wystarczył, by poczuł jego ciężar. Jak gdyby chciała dać mu do zrozumienia, że wie doskonale o tym, że on bardzo często wkradał się w życie innych.
  — Ach, tak — odpowiedziała, z niewielkim uśmiechem w kierunku panny młodej, słysząc jej domknięcie historii. — Zwykle się nie spodziewamy momentu, w którym nasze serce postanowi w końcu kogoś wybrać. I rzadko kiedy mamy na to jakikolwiek wpływ. Ale serce wie, kogo wybrać. Nie można z nim walczyć.
  Giovanni powstrzymał się od przewrócenia oczami. Kogo jak kogo, ale Valentiny raczej nie posądzał o prawienie tego typu morałów. Co pozwoliło mu myśleć, że mogła nie do końca kupować jeszcze całego tego przedsięwzięcia ze ślubem. Była wyjątkowo czujna na blef, miała tę swoją intuicję.
  A jeśli nie była przekonana, to trzeba było nad nią popracować. Tylko rozciągnąć to w czasie. Aby nie wiedziała, że on wie.
  — Tak, cóż… Sukces w moim wyborze przypisałbym jednak rozumowi, a nie sercu.
  Ciężko oddać wodze temu drugiemu, kiedy nieoficjalnie się go nie posiadało. Albo raczej – posiadało, ale w formie instrumentalnej a nie metaforycznej. Pompy do krwi, organu wewnętrznego.
  — Mio caro ragazzo — zaczęła Valentina z tonem tak protekcjonalnym, że niemal poczuł, jak włoski na jego karku wstają; — Jakkolwiek byś się nie upierał, to masz to serce. Każdy je ma; niektórzy po prostu niepotrzebnie je uciszają. Jeśli ktoś miałby go nie mieć, nie byłby po prostu człowiekiem — Przeniosła spojrzenie na Navi. — A ty jak uważasz, dolcezza mia?
  Wiedział, że Valentina lubiła polemikę na bezsensowne tematy. Mocno filozoficzne i takie, które nie trzymały się twardo rzeczywistości. A on był w opozycji – taka materia absolutnie go nie interesowała. Na nic nie wpływała, niczego nie mogła zmienić, była absolutnie więc niepotrzebna i była stratą czasu. Wiedział, że upierała się, że ma serce, robiąc z niego metaforę emocjonalności, ale on wiedział swoje. Chociaż ją miał to zbyt płytką i zbyt rozmytą, aby ją tak nazwać. Zbyt cichą, by dać jej sobą kierować, a przez to – zbyt nijaką, aby mówić o ‘wyborach serca’.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To była gra, zupełnie inna niż wcześniej. O wiele bardziej niebezpieczna i delikatna.
Była dobra w te klocki. Była dobra w odgrywaniu scen. Dzisiejsze przedstawienie jednak było poważniejsze niż jakiekolwiek dotychczasowe. Całe życie grała, udawała i niczym kameleon, wpasowywała się w różne sytuacje oraz środowiska. A dzisiaj bardzo szczegółowo obserwowano jej występ. Oceniano każdy centymetr jej aparycji, każdy mały gest oraz słowo, które padło z jej ust. Czuła na sobie spojrzenie każdego gościa. Wiedziała, że pływa pośród piranii, i chociaż miała być na to przygotowana, to jednak oficjalne wystąpienie jako żona Giovanniego było mocno… stresujące. Nawet jeśli każdy szczegół historii był dopracowany.
Tu jednak każdy był doświadczonym kłamcą i manipulantem.
Trzymała się wersji, którą ustalili. Nie różniła się ona wiele od tej, która faktycznie miała miejsce, więc nawet powieka jej nie drgała, kiedy o niej mówiła. Nie kłamała. Może trochę nagięła kilka faktów, ale jej ton głosu, a także mowa ciała były bardzo pewne tego co mówiła.
Kąciki ust jej drgnęły w uprzejmym uśmiechu, kiedy kobieta skomentowała jej ostatnie słowa. Chcąc nie chcąc musiała się z tym zgodzić, bo patrząc z jej perspektywy, Giovanni miał być tylko chwilową pokusą. Kimś, kto zaspokoi jej potrzeby i ciekawość, a potem zniknie. Życie jednak wszystko zweryfikowało, a cała ta relacja potoczyła się w sposób, którego nie przewidziała. Na plus dla niej.
Zerknęła krótko w stronę mężczyzny, gdy się odezwał. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Giovanni działał przede wszystkim logiką i rozsądkiem. Kierował się nimi każdego dnia, przy każdej swojej decyzji. To ona w tej relacji była tą emocjonalną jednostką, która czuła czasami zbyt dużo.
Myślę, signora… — zaczęła miękko, spokojnie, z tym swoim naturalnym ciepłem — że nie każdy człowiek okazuje serce w sposób, którego inni się spodziewają — dodała. W końcu nie wszyscy działali wobec utartych schematów. Ludzie byli różni, mieli swoje traumy, wychowanie, przeżycia. Ale każdy miał serce. Organ, który był kojarzony z emocjami. Który bił mocniej, gdy człowiek czuł więcej. — Uważam też, że człowiek może kontrolować swoje słowa, swoje decyzje, własne życie… ale serce bardzo rzadko pyta o pozwolenie. — Czy to oznaczało, że podzielała zdanie kobiety?
Z jednej strony wiedziała, że jej mąż nie był człowiekiem, który nie czuje jak większość ludzi. Wiele razy już to widziała i odczuła, ale z drugiej strony, dbał o nią, chronił, słuchał i się troszczył. Mówił jej, że nie potrafi kochać, ale okazywał swoje uczucie, o ile mogła to tak nazwać, na każdym kroku.
I co ważne, czuła to.
Są ludzie, którzy dużo mówią i dużo pokazują, ale są też tacy, którzy niekoniecznie potrafią nazwać to, co dzieje się w środku — odparła. Ona była czytelna gdy chodziło o uczucia, zwłaszcza, że odkąd była oficjalnie partnerką Giovanniego, nie musiała ich już dłużej w sobie ukrywać. — Ale za to pamiętają, kiedy jest ci źle. Zauważają rzeczy, których inni nawet nie widzą. Pojawiają się, kiedy naprawdę są potrzebni. — Jak chociażby w cholernej Tajlandii, gdzie nikt nie miał prawa jej znaleźć.
Nigdy nie potrzebowała wielkich słów, aby czuć się kochaną i zaopiekowaną. Po wszystkim co miało miejsce w Korei, Włoch dawał jej wszystko czego potrzebowała, a nawet więcej.
Więc jeśli pani pyta mnie, czy Giovanni ma serce, to powiedziałabym, że po prostu działa trochę inaczej niż większość. — stwierdziła spokojnie.
W przeciwieństwie do swojego męża, ona lubiła dyskusje na podobne tematy. Jakby nie było, to ostatecznie była człowiekiem, który miał duszę artysty, a co za tym szło, lubił filozoficzne dyskusje. Dużo malowała, dużo czytała. Lubiła chodzić do muzeów, oglądać rzeźby i obrazy, rozmyślać o tym co autor miał na myśli. Więc gdy chodziło o rozmowy w tym tonie, czuła się jak ryba w wodzie.


Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Z zaufaniem miał problem. Wielki. Nawet w przypadku Navi było to dla niego ciężkie. Na jego zasadach można było powiedzieć, że, w istocie, ufał jej – wpuścił ją do swojego domu, to po pierwsze; wpuścił ją do swojego łóżka – to po drugie; wpuścił ją do swojej codzienności i pozwolił jej tam osiąść – to najważniejsze. Moment, w którym jego definicja zaufania i ta uogólniona się rozjeżdżały zaczynał się w fakcie, że ją sprawdzał. Uwzględniał jej zdanie, ale i tak po cichu je weryfikował. Robił to jednak na tyle subtelnie, że oficjalnie ciężko byłoby mu to zarzucić, ale fakt był taki, że sprawdzał.
  Kolejnym dowodem na jego zaufanie było również to, że pozwalał jej mówić. Nie tak ogólnie, nie chodziło o to, że kobiety nie miały mieć prawa głosu. Pozwalał mówić jej teraz, w rozmowie z Valentiną, kiedy sprawa była bardzo śliska, wymagająca finezji i bliżej temu było do rozbrajania bomby niźli zwykłego, sympatycznego dialogu z zapoznaniem rodziny.
  Od zawsze doceniał w niej przede wszystkim intelekt – dlatego wierzył, że sobie poradzi. Oczywiście moderował całą rozmowę, gotów wkroczyć w momencie, w którym zejzdie to na niewłaściwe tory, jednak jak na razie milczał – przez większość czasu monitorując Valentinę. Tak, jak potrafił – rozszyfrowując jej postawę, układ mięśni na jej twarzy, każdy najdrobniejszy gest.
Na świecie pełno było ludzi, którzy uważali, że potrafią odczytywać intencje innych i zauważać fałsz, ale czy wszyscy poświęcali temu blisko trzy dekady życia i całą swoją drogę?
Valentina była ciężkim graczem i on to wiedział.
  Ale wydawała się traktować Navi poważnie w trakcie rozmowy.
  Przeniósł tylko na moment spojrzenie na partnerkę, kiedy podsumowała całość tym jednym stwierdzeniem. Musiała w niego wierzyć, skoro dalej tak twierdziła. Pomimo tego, że to przecież on, wcale nie tak dawno temu, zaciskał palce na jej szyi świadomie odbierając jej oddech. Choć z drugiej strony – nigdy nie dał rady jej go całkowicie odebrać; nawet gdy ją wypędzał – też nie zostawił jej z absolutnie niczym; i nawet wtedy, gdy miał ją po prostu zostawić samej sobie – nie zostawił i interweniował.
  — Dobrze już dobrze, skoro obie tak uparcie chcecie uważać, że je mam i nie sprowadzać go tylko do organu wewnętrznego, to niech będzie. Mam serce. Ale jest tutaj. — Wskazał wolną dłonią, tą którą nie otaczał jej w dolnej części pleców, na właśnie Navi.
  I może takie były fakty. Bo wszystko, co bliskie było odruchom, które przypisywano by ‘działaniu serca’ sprowadzało się do niej i tylko do niej. A skoro ona była nim, to mogła być jego sercem. A skoro tak – to jednak musiał przyznać, że je ma.
  Nie miało to być romantycznym wyznaniem, choć pewnie i tak brzmiało. Chodziło raczej o domknięcie całej tej dyskusji. I nazwanie czegoś, co jednak powinno wybrzmieć. Stwierdził to, dopiero gdy to padło.
  Valentina nie miała jednak okazji ustosunkować się do tego, co usłyszała od nich, bo oto do rozmowy dołączył Ernest. Uwiesił się ramieniem na swoim kuzynie, przy jego wolnym boku, odwracając się w stronę zgromadzenia.
  — Zia Valentina — skinął głową, zaraz przeskakując spojrzeniem na Navi. Jego gęba uśmiechnęła się szeroko. — Navi, mia cognata — rozłożył szeroko jedno ramię, startując do serdecznego uścisku. — W końcu mogę z tobą porozmawiać. Gio tak szybko zawijał cię do samochodu po próbach.
  Giovanni zgrzytnął zębami, dość nieświadomie, kiedy wybrzmiał skrócony wariant jego imienia.
  — Mam nadzieję, że jesteś gotowa, bo zamierzam przetańczyć z tobą całą noc. No, może pół. Mam jeszcze swoją ragazzę do obsłużenia, nie chcę żeby była o nas zazdrosna.
Ernest prezentował mocno odmienną osobowość niż jego brat, a dokładniej: kuzyn.
  — Powiedz mi, jesteś gotowa na tarantellę? Ćwiczyłaś coś? Jak nie to możemy szybko nadrobić. Nie ma w końcu wesela bez taranteli.
  — Nie ma wesela bez taranteli — przytaknęła Valentina.
  Nie ma, kurwa, wesela bez taranteli.
  Nie zesrajcie się.
Navi Yun
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z pozoru była delikatną i niewinną istotą. Zawsze grzeczną, elegancką, subtelną. Z boku uchodziła za wzór wszelkich szyku i wytworności. Wydawać by się też mogło, że niewiele wie o życiu czy pracy, bo dłonie miała gładkie, a nie pokryte wybroczynami i pęcherzami. Subin też od zawsze twierdził, że jedyne co ma, to wygląd. Dlatego przy jego boku miała się nie odzywać, tylko uśmiechać i przytakiwać. Prawdą jednak było, że Navi mimo swojej grzeczności, wiedziała jak rozmawiać z różnymi ludźmi. Nie miała problemu, aby wdać się w słowną grę, która polegała na sprycie i przebiegłości. Bardzo dobrze potrafiła kłamać, udawać i wcielać się w różne role, w zależności od tego z kim rozmawiała. Była człowiekiem, który potrafił powiedzieć spierdalaj tak, że ktoś się cieszył na nadchodzącą podróż.
Nawet jeśli nie wyglądała, a jej osoba sprawiała wrażenie zbyt niewinnej.
Nie byłaby w stanie kogoś fizycznie skrzywdzić, ale potrafiła manewrować pomiędzy żmijami tak, aby żadnej nie nadepnąć.
A teraz była w ich gnieździe.
Przeniosła wzrok na męża, uśmiechając się szerzej pod nosem, a jej kąciki uniosły się jeszcze wyżej, gdy to ją nazwał swoim „sercem”, co było akurat bardzo dokładnym określeniem. Patrząc na ich dwójkę, to ona była tą, co odczuwała wszystkie emocje. Radość, wzruszenie, smutek, strach, a także to coś głębszego, co uaktywniło się po wielu latach i przejściach, nie tylko z byłym mężem, ale także tym aktualnym.
Niemniej, było to romantyczne stwierdzenie. I wolała je za takie uznać.
Dość prędko przy ich boku pojawiła się kolejna osoba, dobrze jej znany kuzyn Giovanniego. Jedna z niewielu osób, które faktycznie znała na własnym weselu. Jej twarz jeszcze bardziej się rozpromieniła na widok rozbawionego Włocha, którego energię dało się czuć w całej okolicy.
Na samo wspomnienie o całonocnych tańcach, zaśmiała się krótko pod nosem.
Niczego innego się nie spodziewałam — odpowiedziała mu.
Oczywiście, że zamierzała tańczyć na własnym weselu. Na poprzednim nie miała ochoty, ale dzisiejszy dzień był zdecydowanie bardziej radosny. W końcu stała się częścią rodziny, i nawet jeśli przez cały wieczór i noc będzie czuć na sobie oceniające spojrzenia innych, nie chciała, aby w jakikolwiek sposób wpłynęło to na jej humor.
Stres o wiele łatwiej ukryć w trakcie tarantelli.
Jestem gotowa. Jeśli to pomoże, to widziałam filmiki, ale nie miałam okazji trenować w praktyce. — Bo też na specjalne lekcje tańca ludowego włochów nie chodziła, ale oglądała wiele takich występów w internecie. Zrobiła porządny research, aby wiedzieć co ją czeka i jak bardzo różniło się wesele włoskie od koreańskiego. Giovanniego nie chciała nawet zaciągać na tego typu próby. Uznała, że nauczy się taranteli na weselu i z jakiegoś powodu, wiedziała, że to Ernest będzie tym, który nauczy ją tych kilku, nieskomplikowanych kroków.
Możesz mnie poratować i pokazać kroki zanim wesele nabierze tempa, bo obawiam się, że potem nie będzie już okazji. — Wolała nie uczyć się w trakcie, chociaż podobno tak szło się najlepiej nauczyć, na głębokiej wodzie. A jak wiadomo, na początku jeszcze każdy zajmował się sobą, ale z biegiem czasu, ludzie się pomieszają i zaczną się roszady biznesowe o których opowiadał jej Giovanni.
I gdy jej mąż będzie zajęty, ona będzie zabawiać gości.
Tylko jedna noc, Navi.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Zaszła konieczność, aby to nazwał. Aby stwierdził coś, co do tej pory było, ale jeszcze nie dostało nazwy. A wiadomo, że kiedy coś nazywano w końcu po imieniu, to przyznawało się, że faktycznie istniało. I tak oto Navi miała być jego sercem – chociaż początkowo rzucił to jako zwykłą, para-romantyczną uwagę, aby uciąć dalsze dywagacje na ten a b s u r d a l n y dla niego temat, to kiedy faktycznie zawisło to w powietrzu nie jako domysł a jako coś, co nabrało kształtu przez wypowiedziane na głos słowa, coś w nim kliknęło. Osiadło w nim, jak ten jeden z niewielu brakujących puzzli, które dopełniały widoczny już obrazek całości.
  A z tą wiedzą pogłębiła się tylko świadomość, jak niebezpieczna była Navi. Dla niego samego – co za tym szło: powód, dla którego powinien mieć ją blisko. Priorytetem w tym działaniu nie była potrzeba emocjonalnej bliskości, ale ochrony samego siebie. Zapobiegania. Ale jednocześnie jedno drugiego przecież nie wykluczało. Skoro relacyjna bliskość szła w pakiecie z jego własnym bezpieczeństwem, to był z tego całkiem praktyczny duet.
  Pojawienie się Ernesta, to jak osiadł na jego wolnym ramieniu, skutecznie rozproszyło tę filozoficzną i niewygodną dla niego rozmowę.
  Spojrzał na kuzyna, który reprezentował mocno odmienne usposobienie do jego – a przynajmniej gdy przychodziło co do bycia wśród ‘swoich’. W kwestii interesów i codzienności wydawał się być jeszcze bardziej nieprzystępny i nieprzyjemny niźli on. Ernest robił zwodniczy pivot w relacjach, Giovanni przynajmniej był konsekwentny w trzymaniu tej jednej maski.
  Cóż z tego, że był to nieprawdziwy on. Czy w ogóle istniał jakiś prawdziwy?
  Kuzyn wyszczerzył się szeroko do Navi, gdy ta zasygnalizowała nie tylko gotowość, ale także entuzjazm związany z tańcami. Giovanni z kolei niekoniecznie go podzielał. Wcale nie dlatego, że same te ludowe wygibasy uważał za coś poniżej własnej godności – po prostu nie ciągnęło go do tańca, do tych wygłupów jak innych, bo te nie uwalniały w nim większych emocji i nie były zastrzykiem endorfin.
  — Okazja to będzie zawsze, bella — odezwał się Ernest, najwyraźniej zdeterminowany by rozwiać jej obawy. Oderwał się od swojego kuzyna. — Bo na taniec zawsze będzie pora. Zwłaszcza na tarantellę. Zobaczysz co się będzie działo, kiedy wszyscy tylko usłyszą pierwsze takty. Miejsca nam tu zabraknie! I nawet nikt nie będzie zwracał uwagi, że ktoś nie zna lub pomylił kroki. — Valentina skinęła głową, jak na potwierdzenie tych słów. — Tylko najpierw towarzystwo trzeba będzie dobrze potraktować winem.
  — Sporą ilością wina, w przypadku niektórych — dodała starsza kobieta, uśmiechając się, już nieco bardziej wiarygodnie, pod nosem.
  Giovanni nie pił. Wcale nie dla solidarności z Navi – stronił od alkoholu bo ten potrafił zaćmić umysł, a on chciał, aby jego zawsze był trzeźwy i gotów do pracy. Oczywiście to nie oznaczało pełnej abstynencji, a pewne limity. Wszystko w końcu było dla ludzi, o ile znało się umiar.
  Jak się spoidzewał – spora część zgromadzonych tego umiaru mieć nie będzie. A ci, którzy jednak go zachowają to w większości osoby, które przybyły tutaj niekoniecznie z czystą intencją świętowania ślubu w rodzinie.
  — Frate mio — Ernest wciąż się uśmiechał, choć ten grymas nieco przygasł — kiedy zamierzasz przedstawić oficjalnie żonę padre?
  Giovanni przesunął spojrzenie na Navi. No tak, czekało jedno z cięższych zapoznań bo z wujem i ciotką, którzy zastępowali mu rodziców po stracie. Widzieli się, co prawda, po samej ceremonii, ale to ciężko było nazwać zapoznaniem, skoro każdy miał tylko ledwie minutę, którą przeznaczył na rzewne gratulacje.
  — Chyba czas najwyższy — stwierdził, nie odrywając od niej spojrzenia, na jej twarzy szukając czegokolwiek, co mogłoby zdradzić, że teraz nie było najlepszym momentem, bo nie czuła się gotowa. Bo Valentina przy ciotce Aurelii była ledwie niewielkim wyzwaniem.


Navi Yun
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okazja to będzie zawsze, bella.
Podejście Ernesta było mocno różne od tego, które przedstawiał Giovanni, a także tego, które znała na co dzień. W końcu od wielu lat, jak obracała się w jakichś kręgach, to nie byli oni zbyt… zabawowi. Dopiero w Kanadzie zaczęła poznawać ludzi, którzy potrafili się bawić, wyluzować. Tu też pojawiły się jej drogie koleżanki, które wnosiły trochę humoru i dystansu do jej życia. Wcześniejsze żyły życiem żony pod butem, które nie widziały niczego innego niż swoich mężów. Nie miały też charakterów, bo były… płytkie.
Tutejsze towarzystwo było inne. Charyzmatyczne, ekspresyjne, jedni byli zdystansowani, inni niezwykle otwarci. Tutaj kobiety nie były tylko ładnym dodatkiem, ale miały swoje zdanie, którego nie raz potrafiły bronić. Wystarczyło spojrzeć chociażby na Valentinę z której zdaniem liczył się nie tylko Giovanni. Nie była tylko ozdobą i inkubatorem na potomków, ale ważną postacią w rodzinie.
To było orzeźwiające podejście, ale niczego innego się nie spodziewała.
Kąciki ust jej drgnęły wyżej na słowa kuzyna. Wiedziała w jakim gnieździe żmij się znajdowała, ale też domyślała się, że nawet tutaj ludzie nie oszukają swojego włoskiego DNA, zwłaszcza kiedy pierwsze takty tarantelli rozbrzmieją po całym otoczeniu.
Nie mogę się doczekać — przyznała szczerze, bo oczywiście, że zamierzała się bawić na swoim własnym weselu. Zwłaszcza, że to było to, które sama chciała, na które czekała i gdzie osobiście dopilnowała najmniejszego szczegółu. Jak prawdziwa panna młoda.
Jedyne co ją ominie to alkohol z powodów wiadomych.
Chociaż normalnie i tak nie zamierzałaby się upić. Samo noszenie białej sukni wydawało się jej zobowiązujące do zachowania taktu i umiaru. Uważała też, że nie wypadało to parze młodej, chociaż jak wiadomo, ilu ludzi, tyle różnych podejść do tematu.
Temat jednak zszedł na coś, na co także miała być przygotowywana. Poznanie rodziców, albo raczej, wujostwa Giovanniego, które go wychowywało. Już wcześniej ją przestrzegał, że może to być ciężkie spotkanie. Nie miało to być jednak nic, z czym miałaby sobie nie poradzić. Była w końcu wybranką Giovanniego i co ważne, nie była głupia. Z jednej strony chciała zrobić jak najlepsze wrażenie na małżeństwie, bo w końcu musiało wiele też znaczyć w życiu jej męża. Z drugiej strony… czy powinna się stresować?
Była wyborem męża, a nie jego rodziny. Jak raz.
Chyba czas najwyższy.
Kąciki ust jej drgnęły w łagodnym uśmiechu, jakby sama nie mogła się doczekać tego spotkania.
W takim razie nie każmy mu czekać — powiedziała.
Fakt, że w zasadzie musiała tu poznać prawie wszystkich był nieco przytłaczający, bo postaci, które kojarzyła lub z nimi rozmawiała, było naprawdę niewiele w porównaniu do zaproszonych gości. Ludzie się z nią witali, a ona nie miała pojęcia kto to. Miała wystarczyć jedna noc, aby to zmienić. Chociaż w jakiejś mierze.
Pożegnała się z Ernestem oraz Valentiną w charakterystyczny dla siebie, elegancki sposób, aby wraz z mężem zacząć kierować się w stronę… teściów? O ile mogła ich tak nazwać.
Ostatnie rady? — spytała, zerkając na Giovanniego.
Niby wiedziała wszystko, co powinna, ale zawsze można było przypomnieć najważniejsze aspekty tego spotkania.


Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  To niby nie znaczyło nic, kiedy Ernest określał Navi bella. To znaczy – to nie powinno znaczyć niczego, pewnie nie znaczyło, ale i tak Giovanni nie potrafił zatrzymać tego zgrzytnięcia po czaszką, które pojawiło się – na ułamek sekundy – kiedy mężczyzna określił jego kobietę piękną. Navi już dawno stała się jego obsesją i od samego początku ich relacji rościł sobie do niej prawa, tylko robił to w znacznie bardziej subtelny sposób, niźli taki Subin. Ale to, co się stało, było całkiem nowe. I nie wiedzieć, czy powinien to zrzucić na to, że po raz pierwszy od dłuższego czasu był świadkiem, kiedy inny mężczyzna adresuje j e g o kobietę w taki sposób, czy może fakt formalizacji związku coś przesunął?
  Uśmiechnął się, sztucznie i z pełną tego świadomością, gdy oddalali się od Ernesta, a ten grymas zniknął ledwie wykonali z Navi połowę zwrotu od włoskiego kuzyna. Wyraz jego twarzy zastąpił ten sam stoicki spokój, ale nie mógł zatrzymać tego, że spojrzenie mu na moment pociemniało.
  Nie pomagała też świadomość, że właśnie odprawili się na spotkanie z wujostwem, które częściowo było odpowiedzialne za jego wychowanie. Częściowo, bo przecież Salvatore nie był zaraz takim małym dzieciakiem, kiedy jego rodziców zabito Oficjalnie: zginęli w wypakdu.
  Potrzebował chwili, by załatać tę rysę, którą wywołał Ernest, na spokojnej tafli jego umysłu. Spotkanie z wujostwem nie będzie należało do prostych i nie będzie przyjemne. Ale akurat on z takimi rozmowami musiał sobie radzić na co dzień. Tylko tam nie wchodził faktor poddaństwa wynikłego z rodzinnej hierarchii. Takiej, którą coraz chętniej kwestionował.
  Na pytanie Navi nie zareagowal w pierwszej kolejności, ale mogła dostrzec, że ta jego idealna maska na ułamek sekundy się zachwiala. Kącik ust drgnął mu, zdecydowanie nie do uśmiechu. A to pokazywało, że spotkanie będzie cieżkei – bo przecież Giovanni zawsze miał wszystko pod kontrolą, a przede wszystkim – samego siebie.
  — Niech rozmowa z nimi nie wpłynie na twój wieczór, Navi — odezwał się w końcu, przenosząc na nią spojrzenie. To złagodniało minimalnie, jak zwykle to robiło, gdy na nią patrzył. — To nie będzie ani komfortowe, ani przyjemne. — Otoczył ją ciaśniej ramieniem w dolnej części pleców, kiedy mijali kolejną grupkę gości pozdrawiających ich poprzez wzniesienie napełnionego kieliszka z winem. — Mój wuj nie zadaje pytań, na które nie zna odpowiedzi., a moja ciotka nie komentuje rzeczy, których wcześniej nie doszczętnie nie przeanalizowała. — Gdyby uważał siebie za potwora to pewnie mógłby powiedzieć, że są gorsi od niego. — Nie próbuj ich przekonać, że jesteś idealna, bo dla nich nie będziesz. Jesteś obca, spoza famiglii, obca dla nich bo poznali cię dopiero teraz — a przez to nie mogli na nią ani na jego decyzję próbować wpłynąć — więc to z góry cię przekreśla. Ale jednocześnie się nie możesz cofać. — Musiała znaleźć idealny balans między asertywnością a jednak pewną uległością. — I wiedz, że żadna twoja odpowiedź nie będzie poprawna. — A w efekcie tego Navi zawsze nie będzie dostatecznie dobra.
  To aż ciekawe, że Ernest był ich synem i nie nabrał tych cech. Albo też się świetnie maskowł.
  Poczuł napięcie w mięśniach na karku, ale to zignorował. Szedł do stolika, przy których było wujostwo z przeświadczeniem, że szedł pokazać swoją słabość komuś, kto prędzej czy później to wykorzysta. Bo o tym, że na pewno to zrobi, był wręcz przekonany.
  Denerwowało go jeszcze bardziej to, że tutaj jego kontrola się ślizgała. Nawet jeśli chodziło o kontrolę nad samym sobą.
  Stanęli w końcu przed parą, na pozór wyglądającą na spokojne, eleganckie małżeństwo. Ba, można było się pokusić o stwierdzenie, że z tym uśmiechem, jaki zaprezentował na ich widok wuj, wyglądał nawet na poczciwego (‘wygląda na miłego’)
  — Figlio mio! — zaczął wuj, rozkładając ręce do uścisku, w którym zamknął Giovanniego. — Jeszcze raz serdecznie ci gratulujemy. — Jakoś trudno było mu w to uwierzyć. Inaczej: nie wierzył w szczerość tych słów i nie musiał zaraz jakoś dogłębnie analizować postawy czy tonu, by wyjść z takim stwierdzeniem.
  — Buonasera, zio. Zia. — Skinął głową dwójce. — Przedstawiam wam moją żonę: Rhea Salvatore. — Wskazał dłonią na nią.
  Ciotka Aurelia nie odpowiedziała z początku, kiedy jej mąż się witał. Ona przez krótką chwilę przyglądała się Navi i już wtedy Giovanni nie miał złudzeń, że kobieta oceniała ją tylko pod kątem sukni, urody czy tego, jak dobrze wypadała u jego boku. Patrzyła głębiej, szukając w niej tych punktów, których inni zwykle nie widzieli od razu. Skanowała ją, podobnie jak on skanował ludzi.
  W końcu uśmiechnęła się, ale z rezerwą i próżno było szukać w tym grymasie jakiegokolwiek ciepła.
  — Salvatore to nazwisko, którego nie nosi się lekko — powiedziała w końcu spokojnie. Nie zabrzmiało to jak groźba. Raczej jak zwykłe stwierdzenie faktu, przez co wcale nie było przyjemniejsze. — Ale Giovanni nigdy nie wybierał rzeczy lekkich. — Dopiero wtedy wyciągnęła do niej dłoń. — Aurelia. Miło w końcu poznać kobietę, którą uznał za wartą ryzyka. — Nie spuszczał z niej spojrzenia, a ona zdawała się to ignorować. — Powiedział ci już, co oznacza być żoną Salvatore?
  — Zia — wtrącił, ale Aurelia nawet na niego nie spojrzała.
  — Pytam ją, nie ciebie.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy czuła presję idąc na spotkanie wujostwu? Owszem. Cały dzisiejszy dzień był dla niej ogromnym testem. Chodziło nie tylko o wytrzymałość psychiczną i zrobienie dobrego wrażenia, ale wejście do gry. Nie zamierzała wchodzić z przytupem, chociaż sam fakt, że poślubiła Giovanniego już wystarczał, aby zrobiło się głośno. Nie mogła się jednak wycofać. Nie chciała się wycofać. Skoro już zrobiła krok do przodu i pływała z piraniami, to nie zamierzała dać się pożreć. Fakt, że miała przy boku Włocha sprawiał, że czuła się pewniej, ale nie chciała polegać tylko na nim.
Obydwoje wiedzieli, że zależało jej na tym, aby mieć swoje własne zdanie, a nie być tylko ładną ozdobą męża, niezależnie jak wpływowego i niebezpiecznego.
Wiedziała, że rozmowa nie będzie należała do tych łatwych i przyjemnych. Nie wiedziała jednak czego oczekiwać i na co się nastawiać. Rozmawiali już o tym wiele razy, a jednak nie dało się na to w pełni przygotować. Fakt, że Giovanni zdecydowaną większość rodziny powiadomił o swojej wybrance dopiero w momencie zaproszeń na ślub już dla wielu był zaskoczeniem. Mogła nawet zrozumieć, że pewną ujmą dla jego wujostwa było to, że nie poznali panny młodej wcześniej, niż na samym ślubnym kobiercu. Dlatego też spodziewać się mogła, że to spotkanie będzie przede wszystkim zapoznaniem gruntu.
Musiała wzbudzić niemałe zainteresowanie swoją osobą, skoro to ona nosiła złotą obrączkę na palcu, a nie żadna inna kobieta do tej pory.
Brzmią jak przesympatyczni ludzie — podsumowała. I chociaż czuła lekkie poddenerwowanie całym tym wydarzeniem, to na jej twarzy wciąż widniał ten delikatny, łagodny uśmiech, który zdecydowanie nie pasował do jej otoczenia. Pogłębił się on, gdy przeniosła spojrzenie na Włocha. — Miejmy to już za sobą, carissimo.
Jak to się mówi: noc była jeszcze młoda. Zwłaszcza, że wciąż było widno.
Wydawać się mogło, że czuła to subtelne spięcie Giovanniego, ale jak to na aktorkę w tym wielkim teatrze przystało, nie wychodziła ze swojej roli anielskiej, nad wyraz spokojnej i szczęśliwej panny młodej nawet na chwilę.
Gdy dotarli do starszej pary, niemalże od razu poczuła na sobie spojrzenie milczącej kobiety. Było bardzo podobne do tego, które tak przyciągało ją do Giovanniego. Zdając się jednak nie zwracać na nie uwagi i pozwalając ciotce na ten subtelny skan, uśmiechnęła się szerzej, obserwując przywitanie wuja oraz jej nowego męża. Dopiero gdy została oficjalnie przedstawiona, przywitała się z parą z należytym szacunkiem i wrodzoną, niewymuszoną elegancją, którą w sobie nosiła.
Jej wzrok osiadł na kobiecie w momencie, gdy ta postanowiła w końcu zabrać głos. Ton głosu, gesty, mimika twarzy, a także to, jak dobierała słowa pozwalały jej myśleć, że właśnie jej test się zaczął. Albo raczej, przechodził na kolejny poziom.
A tych poziomów zapewne było sporo. I będą się ciągnęły jeszcze na długo po zakończeniu wesela.
Ujęła dłoń Aurelii z idealnie wyważonym spokojem, bez cienia zawahania. Jej uśmiech pozostał łagodny, choć pod tą miękkością kryła się pełna świadomość sytuacji, w której się znajdowała.
Powiedział ci już, co oznacza być żoną Salvatore?
Jak to powiedział, Giovanni. Nie było dobrych odpowiedzi.
Sądzę, że część rzeczy zrozumiałam już wcześniej — zaczęła spokojnie, zgodnie z prawdą, nie spuszczając spojrzenia z Aurelii. — Jeszcze zanim zaczęłam nosić to nazwisko — dodała uprzejmie i tak samo miękko co zawsze, a w jej głosie nie było grama niepewności. — A reszty nauczę się z czasem. — Kącik jej ust uniósł się subtelnie. — W końcu każda rodzina ma swoje zasady. Ta, jak rozumiem, po prostu nie pozwala o nich zapominać.
Nie zamierzała udowadniać swojej wartości. Nie zamierzała się tłumaczyć, zapewniać, podlizywać i walczyć o akceptację. Przy Giovannim, od początku tej relacji, też tego nie robiła. I nie zamierzała tego zmieniać.
I proszę się nie martwić — dodała łagodnie. — Nie mam w zwyczaju brać na siebie ciężarów, których nie byłabym gotowa unieść.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Wiedział, że to będzie bardzo trudne spotkanie. Gdzie cała trudność była raczej zamknięta nie tyle co w emocjach, a konieczności rozegrania tego odpowiednio. Tak jak na wszystkich wcześniejszych próbach. Oczywiście w to wszystko trzeba było wejść z tymi zasadami, które przypomniał Navi raz jeszcze, zanim stanęli oko w oko z jego wujostwem.
  Udzieloną przez Navi odpowiedź wewnętrznie ocenił na całkiem sprytną. I odpowiednią na ten moment.
  — Całkiem rozsądna odpowiedź — odpowiedziała Aurelia, choć chyba samo jej spojrzenie wystarczyło, by domyślić się, że za tym stwierdzeniem stanie coś jeszcze. — I bardzo ostrożna. — I to zniosło ten miraż komplementu, za który można byłoby uznać jej wcześniejsze słowa. Ale jak to już uprzedzał Giovanni – nie będzie poprawnych odpowiedzi. I na to Navi miała być gotowa.
  Niemniej po słowach ciotki jego palce na plecach kobiety nieco się zacisnęły, na ułamek sekundy. Wiedział, że odpowiedź Navi nie była zła, przeciwnie, bo była sprytna i taka, której mógłby oczekiwać w tym wypadku. Problem był jednak taki, że Aurelia najwyraźniej też to zauważyła.
  Nie zostawiając jednak miejsca na jakąkolwiek korektę, po swoim wcześniejszym werdykcie pociągnęła dalej:
  — Ale nie pytałam czy udźwigniesz nazwisko. Zapytałam czy wiesz, co oznacza być jego żoną. — Tu spojrzała na Giovanniego, tak, jakby chciała przekazać, że ona wie, że weszli w jej grę. I chyba chciała też przypomnieć, że to ona tu rozdaje karty. — Bo rodzinę można zrozumieć z czasem, zasady również. Ludzi z kolei – znacznie trudniej, moja droga. A w szczególności takich, którzy przez większość życia byli po prostu potrzebni a nie czyiś.
  — Zia Aurelia zawsze miała dar do diagnoz o które nikt nie prosił — skomentował głośno i z uśmiechem, tyle że takim, w którym nie było nic ciepłego. Ani tym bardziej nic co zahaczałoby o to ciepło rodzinne.
  — A ty zawsze miałeś dar do udawania, że ich nie słyszysz — odcięła się kobieta, bez zastanowienia i z takim samym uśmiechem. Tą fałszywą uprzejmością, której fałszywość była wyraźnie widoczna celowo.
  — Amore — odezwał się wuj, z lekkim uśmiechem, nieco mniej jadowitym i może nawet bardziej wiarygodnie uprzejmym. — To jest ich wesele, nie strasz jej już na samym początku. — Giovanni byłby nawet wdzięczny za tę interwencję, gdyby nie to, że spodziewał się puenty, jak w przypadku Aurelii. Wuj objął nonszalancko ciotkę, z niby rozbawieniem na gębie. — Jak dla mnie odpowiedziałaś bardzo dobrze, tesoro. Na pewno lepsze to jakiekolwiek zapewnienia, że kochasz go wystarczająco mocno, aby znieść absolutnie wszystko. — I coś w tym z prawdy było. Ta rodzina była wyczulona na bullshit. Ale wuj chyba gorzej czytał ludzi jak jego żona. Aurelia była dość mocnym przeciwnikiem dla takiego Giovanniego. Wuj zwrócił się do pana młodego.— Twój ojciec też uważał, że wie, ile ciężaru jest w stanie unieść — powiedział wuj wciąż spokojnie. — To częsty błąd mężczyzn w tej rodzinie.
  Po tych słowch, na pozór prostych i rzuconych luźno, Salvatore poczuł znów napięcie w karku. Nie był to stres, zdecydowanie nie. Bardziej jak nabudowująca się emocja gniewu, która w nim miała nie mieć prawa głosu. Czuł, że to pewna prowokacja, że daleko temu było od rzuconej luźno uwagi i wspominki zmarłego brata wuja.
  Nie odezwał się jednak, za dość istotne uznając, że nie mógł teraz zmąrcić własnego spokoju i dać po sobie poznać, że jakkolwiek to wtrącenie go obeszło. Bardziej, niż to konieczne. Ale ciśnienie znalazło na ułamek sekundy ujście w uścisku na dolnej części pleców Navi, które wciąż otaczał ramieniem.
  Aurelia w tym czasie uśmiechnęła się do męża (typowym uśmiechem ‘hehe, jeszcze raz mi przerwiesz, a wyjmę ci wnętrzności’), a potem odwróciła spojrzenie z powrotem na Navi.
  — A jeśli któregoś dnia zasady tej rodziny i twój mąż staną po różnych stronach — zaczęła powoli — po której ty staniesz?

rhea salvatore
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To była niebezpieczna gra, ale Navi nie była nią przerażona. Daleko jej było do typowej kobiety, która chciałaby tylko bogato wyjść za mąż. Wbrew pozorom, które mogła stwarzać, miała dużo zdrowego rozsądku i także potrafiła rozgrywać swoje partie szachów. Nie była tak przebiegła jak Giovanni, nie miała też tyle doświadczenia w rozgrywaniu ludzi. Była zaledwie płotką przy nim, ale nie zamierzała też dawać sobą pomiatać.
Wystarczyło, że jej poprzedni teściowe to robili. Odkąd opuściła Koreę, obiecała sobie, że nigdy więcej na to nikomu nie pozwoli.
Na jej twarzy wciąż widniał niezmącony niczym, delikatny uśmiech. Nawet gdy stwierdziła, że jej odpowiedź była bardzo ostrożna. Czuła jednak napięcie, które wisiało w powietrzu. To samo napięcie zaciskało palce na jej talii w bardzo krótkim, ale zauważalnym dla niej geście.
Słuchała ich wymiany z uprzejmym spokojem wymalowanym na twarzy, choć wewnątrz coraz wyraźniej czuła, że nie stała przy zwyczajnych członkach rodziny, a była pośrodku czegoś znacznie bardziej skomplikowanego. Nie skupiała się jednak na samych słowach wypowiadanych przez kobietę, a na tym, co kryło się pod nimi.
Na tym, jak Aurelia patrzyła na Giovanniego. Jak na człowieka, którego mechanizmy rozumiała aż za dobrze.
Navi czuła ciężar jego dłoni na swoich plecach i nie potrzebowała więcej, by zrozumieć, że właśnie weszli w znacznie bardziej niebezpieczną część rozmowy. To już nie było głupie badanie granic ani sprawdzanie, czy Navi odnalazłaby się przy rodzinnym stole na święta. Nie potrzebowała też znać całej historii tej rodziny, żeby wyczuć zmianę atmosfery. Bardzo subtelną, a jednak wnikającą w głąb skóry.
Przy tych ludziach niczego nie można było być pewnym.
W takim momencie cieszyła się, że jej rodzina praktycznie nie istniała. Jej rodzice, bracia czy ciotki nie robiliby żadnego wrażenia. Bardzo możliwe, że uznaliby ich za żenujących, nawet jeśli bardzo by się starali. Wśród swoich najbliższych, Navi była tym wyjątkiem, który do nich zwyczajnie nie pasował.
Przeniosła spojrzenie na wuja, który włączył się w końcu do rozmowy. Już nawet nie chciała wtrącać, że wcale nie czuła się zastraszana. To nie był jednak czas, ani miejsce na takie stwierdzenia, bo coś czuła, że wtedy bardzo szybko chcieliby jej udowodnić, że powinno być inaczej. Dlatego też po prostu słuchała, analizując każde słowo jakie padało.
Twój ojciec też uważał, że wie, ile ciężaru jest w stanie unieść.
Ponownie wyczuła subtelny ucisk na swojej talii. Sygnał, który przekazywał jej informację, że wujostwo działało po raz kolejny na granicy. I chociaż po Giovannim nie było praktycznie niczego widać, tak ich rozmówcy raczej wiedzieli, że uderzali we wrażliwy punkt. W końcu tutaj, to oni mieli najlepiej znać człowieka, którego mieli częściowo też wychować.
Nie odzywała się, ale wiele wyłapywała. A szybko się uczyła.
Przeniosła spojrzenie z powrotem na kobietę, gdy ta się do niej raz jeszcze odezwała.
Zwykle na weselach rozmawia się o planach na przyszłość, kupnie domu, dzieciach, podróżach. Ludzie się śmiali i rozmawiali o rzeczach, które nie były tak ważne. Od początku jednak wiedziała, że to nie będzie zwykłe wesele. Chociaż z zewnątrz mogło stwarzać pozory idealnej imprezy, to tak jak mówił Giovanni, pomiędzy gośćmi miały miejsce kolejne rozgrywki. Nie tylko biznesowe jak się okazywało.
Nie ma dobrych odpowiedzi.
Jeśli miałabym kiedyś stanąć przed takim wyborem… — jej spojrzenie przesunęło się na moment ku Giovanniemu, by zaraz wrócić do kobiety. — to ufałabym, że mój mąż wcześniej upewnił się, że jedyna strona, po której warto stanąć, będzie właśnie po jego stronie. — dodała spokojnie, uprzejmie, bez cienia zawahania.
A to dopiero był początek imprezy.
Aż szkoda, że nie mogła pić alkoholu, bo po tej rozmowie potrzebowałaby szota.

Giovanni Salvatore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”