ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I wish that I could lie
But my mind gets in the way


Minęły jakieś trzy tygodnie od ostatniego razu, kiedy spotkał się z Eleanor o irlandzkim nazwisku, którego tak cholernie ciężko było mu wymówić. Miał jej numer telefonu. Bardzo kusiło go, żeby do niej napisać, jednak coś mu mówiło, że byłby to zły pomysł. No bo… jak to możliwe, że nie mógł przestać myśleć o kobiecie, którą zobaczył pierwszy raz na oczy, z którą jadł burgery z Wendy’s i droczył się dosłownie przez większość wieczoru? Starał się sobie to jakoś wytłumaczyć w logiczny sposób, no ale jak tylko myślał, że miał na to odpowiedź, to szybko jednak się z niej wycofował.
Finnegan robił krok naprzód, ona robiła dwa. Próbowali sobie dotrzymać kroku, jakby brali udział w jakimś cholernym tangu, które każda ze stron uparcie próbowała prowadzić po swojemu. Więc… Arden, jak to Arden, postanowił rozegrać partię kart po swojemu i ją zignorować... chociaż była jedyną osobą, która przez cały ten czas wypełniała jego myśli.

Wychodząc z kolejnego zlecenia, podczas którego miał udawać oddanego partnera, wyszedł na świeże powietrze. Temperatura była cholernie wysoka. Poluzował krawat i odpiął kilka guzików koszuli, sięgając do kieszeni marynarki po telefon. Nie zastanawiając się zbyt długo, kliknął kontakt zapisany jako 'ognik'. Poczekał kilka sygnałów, aż w końcu usłyszał dźwięk oznaczający, że odebrała. - No proszę, ile trzeba czekać, aż odbierzesz telefon? - zapytał z nonszalanckim uśmieszkiem na twarzy, powoli idąc przed siebie i trzymając telefon przy uchu. - Pamiętasz, jak oglądaliśmy The Traitors? - rzucił, unosząc wzrok ku niebu. Pomimo dość późnej godziny wyglądało zajebiście pięknie. - W przyszłym tygodniu są castingi. Załatwiłem nam miejsce - dodał po chwili, jakby zupełnie go nie obchodziła czy przypadkiem nie miała już żadnych planów - Chcesz pójść tam razem i udawać, że się nie znamy? - No bo przecież wspominała, że chciała wziąć udział. A gdyby udało im się tam dostać, oznaczałoby to, że mógłby ją bliżej poznać. Nie, żeby tego chciał. Musiał po prostu trzymać na nią oko. W końcu nie chciał, żeby ośmieszyła się przed całą Kanadą. Prawda?

Prawda??


𝑜𝑔𝓃𝒾𝓀
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I'm mad at Disney, Disney
They tricked me, tricked me


Minęły bite trzy tygodnie, od kiedy z pełną premedytacją usunęła jego numer z komórki, bo nie chciała napisać do niego jako pierwsza. Chciała, żeby za nią zatęsknił i wykazał jakikolwiek effort, ale już po dwóch dniach doszła do wniosku, że się przeliczyła. Tylko kilka razy dała się wyciągnąć koleżankom do tego samego klubu, w którym spotkali się po raz pierwszy - na szczęście, nie spotkała go ani razu i mogła z powrotem rzucić się w wir pracy i imprez, tym razem omijając The Fifth Social Club szerokim łukiem. Najwyraźniej nie zawróciła Finnowi Ardenowi w głowie tak samo jak on jej.

No i w pewien gorący majowy wieczór, gdy siedziała nad stosem nudnych akt w kancelarii, jej telefon nagle zawibrował na biurku. Nie miała zapisanego w komórce tego numeru, ale uznała, że dzwonił jeden z klientów w celu umówienia spotkania lub uzupełnienia akt. Odetchnęła ciężko, przetarła zmęczone oczy i odebrała. - Eleanor O'Cahallan przy telefonie, słuch...? - rzuciła, ale urwała wpół słowa. No proszę, ile trzeba czekać, aż odbierzesz telefon? Och. Znała ten głos. - Arden...? - dodała, po czym z wrażenia zrzuciła segregator na podłogę i telefon wypadł jej na moment z ręki, ale złapała go w locie. Zanim jednak zdążyła zebrać myśli i rzucić jakąś złośliwą uwagę o tym, że dżentelmeni nie każą na siebie czekać przez trzy tygodnie, on po prostu dalej jechał ze swoim monologiem, jakby widzieli się wczoraj.

Pamiętasz, jak oglądaliśmy The Traitors? W przyszłym tygodniu są castingi. Załatwiłem nam miejsce. Chcesz pójść tam razem i udawać, że się nie znamy? Zamurowało ją. Otworzyła usta, ale przez pierwsze trzy sekundy nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Przeniosła wzrok z papierów na ścianę, kompletnie oszołomiona. Co?! Czy ten facet właśnie zadzwonił do niej po prawie miesiącu milczenia, żeby zaproponować jej udział w PROGRAMIE TELEWIZYJNYM? - Cooo? - wykrztusiła w końcu i poprawiła się na krześle. Zaraz jednak na jej twarzy pojawił się nikczemny uśmiech. - Tęskniłeś za mną - stwierdziła nagle, chichocząc pod nosem. Musiał za nią tęsknić. Myślał o niej przez bite trzy tygodnie. Załatwił im casting do Traitors, mimo że powiedziała mu tylko raz, że uwielbiała ten program... Pamiętał o niej. No i nie usunął jej numeru. Słodziak. Ogarnij się, Eleanor. Odchrząknęła i spoważniała, bo tego wymagała sytuacja, nie mogła zgodzić się tak od razu, heloł. - Nie odzywasz się trzy tygodnie, zero znaku życia, kompletna cisza i nagle dzwonisz z tekstem, że załatwiłeś nam casting do The Traitors? Finn. Jak to: załatwiłeś? - uniosła do góry jedną brew, po czym oparła głowę na łokciu i zaczęła bawić się długopisem, boooo... kurczę, zadzwonił do niej. Miło było usłyszeć jego głos po tej przerwie, mimo że była na niego jednocześnie wkurzona i... a, nieważne. Poza tym... The Traitors? Kurczę, już wcześniej chciała zgłosić się do tego programu, ale... czy powinna się zgadzać? Hmmm...

ℎ𝑎𝑛𝑑𝑠𝑜𝑚𝑒
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

i had a dream,
it was a real thing

Nie myślał o niej. Wcale. Skąąąąąądże.

Może tylko w jakichś randomowych momentach sobie o niej przypominał. Na przykład wtedy, gdy zobaczył gdzieś rudą falę włosów. Albo gdy dodawał cytrynę do herbaty. Albo gdy mijał Wendy’s. Albo gdy znalazł jedną z jej gumek we wnętrzu kanapy, robiąc porządek w mieszkaniu. Zabawne, jak bardzo dbał o porządek w swoim mieszkaniu, skoro w głowie pozwolił jej zrobić absolutny burdel. Weszła tam bez zaproszenia, w tych swoich wysokich obcasach, rozgościła się bezczelnie i zostawiła po sobie dokładnie taki sam rozgardiasz jak wtedy, gdy następnego ranka opuściła jego mieszkanie.

Arden nie przywiązywał się do ludzi. Byli raczej czymś w rodzaju dodatku do jego codziennego życia. Jego własną, osobistą formą rozrywki. Nie pozwalał sobie na więcej. Nie pozwalał sobie na rozmyślanie o drugiej osobie. Na jakieś cholerne przerwy w ciągu dnia, żeby zastanawiać się, czy ta długonoga świruska wypiła wystarczająco dużo wody, czy znowu wariuje po parkietach, prawie narażając się na kolejne niebezpieczeństwo.

Kurwa.

No robił to, co nie? Wszystko, czego tak bezwiednie przestrzegał, wszystkie zasady, których starał się nie naginać, rozwalił w momencie, w którym ją poznał. Tę cholerną Eleanor O’Cahallan. Nie mógł nawet zwalczyć delikatnego uśmiechu, kiedy usłyszał jej głos. I to, jak słodko się przedstawiła, pewnie myśląc, że rozmawia z kimkolwiek innym, byle nie z nim. Po chwili jednak wrócił do swojej mystery persony i prychnął pod nosem. - We własnej osobie - odezwał się, uśmiechając nonszalancko sam do siebie, a po chwili dodał, - Doczekać się nie mogłaś tego telefonu, co? - Zaśmiał się cicho, bo tak naprawdę sam cholernie chciał się odezwać. No ale z czym? ''Co tam, mała?'' Jakimś gównianym pick-up line’em? To nie było w jego stylu. Sam fakt, że załatwił im miejsce w castingu do The Traitors, wydawał mu się wyśmienitą wymówką do przedzwonienia. No geniusz.

Słysząc jej stwierdzenie, że RZEKOMO za nią tęsknił, tylko prychnął. - Whatever - wyrzucił z siebie, a po chwili wyjaśnił jej cel swojego telefonu. Przewrócił oczami, przykładając palce do skroni, i westchnął głośno, słuchając jej. Już prawie chciał się rozłączyć, kiedy nagle… ooo. Zaciekawienie? Uśmiechnął się pod nosem. - Tak jest, ogniku - zaśmiał się. - Miałem klientkę. Okazało się, że pracuje przy wyborze castu, więc tak na dobrą sprawę to dla nas tylko formalność. - Uśmiechnął się, drapiąc z tyłu głowy. - Babka nie będzie mogła przestać o mnie myśleć przez długie tygodnie, więc you’re welcome, redhead - dodał jeszcze, zanim zapytał, - Co robisz? Chcesz coś zjeść? Jestem właśnie w Distillery District. - Zapytał niby od niechcenia, ale prawda była taka, że cholernie chciał ją zobaczyć.
maybe i'm such a dreamer
maybe it won't be real
𝑜𝑔𝓃𝒾𝓀
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

met a cool guy,
on an out to get you night
must've known i'm bored
by the friends at my side


Kluby, głośna muzyka, nowe twarze i przygodne znajomości na jedną noc, po których kolejnego ranka nie pamiętała nawet imienia faceta leżącego obok? Nic nowego. Ot, czysta zabawa, reset po ciężkim tygodniu i ucieczka od codziennego życia. Ludzie pojawiali się i znikali, ale była do tego przyzwyczajona, dlatego do nikogo się nie przywiązywała.

A z Finnem, cholera, wszystko było inaczej. Nigdy nie myślała tak długo o jednej osobie.

Minęły trzy tygodnie, a on wciąż tkwił w jej głowie. Wciąż czuła smak jego ust, mimo że już dawno powinien być tylko wspomnieniem. Myśli o nim pojawiały się w najmniej oczekiwanych momentach - gdy analizowała nudne pisma procesowe, gdy zamawiała kawę w Starbucksie i gdy brała prysznic wieczorem. A imprezy? Od trzech tygodni każda z nich okazywała się jednym wielkim niewypałem. Każdy nowy facet, którego poznała, był nudny, przewidywalny i pozbawiony... tego czegoś, czym emanował Finn. Nie wiedziała, czy chodziło o jego pewność siebie, urok osobisty czy fakt, że potrafił zirytować ją w minutę? A może chodziło o inny rodzaj cholernego magnetyzmu, na który leciała? Fuck. Nie miała pojęcia. Po prostu nikt nie był nim i to wkurwiało ją najbardziej, bo w końcu poznała mężczyznę nie do zastąpienia.

Doczekać się nie mogłaś tego telefonu, co? - Chciałbyś, kocie - prychnęła rozbawiona, po czym założyła nogę na nogę i przełożyła telefon z jednego ucha do drugiego, żeby chwycić długopis prawą ręką. Mimowolnie zaczęła bazgrać jakieś kwiatuszki na marginesie swojego notatnika, bo tak było jej łatwiej skupić się na rozmowie. - Wiesz, dobrze się złożyło, bo miałam dużo pracy… całkiem wyleciałeś mi z głowy - przyznała po chwili, niby od niechcenia. Ciekawe, czy zdawał sobie sprawę, że kłamała? Poza tym, chwila moment. Czy on właśnie powiedział - Whatever? Mhm, taa, whatever. Ona wiedziała swoje. Dla niego było to takie samo whatever jak dla niej miałam dużo pracy. Zaśmiała się pod nosem i kontynuowała bazgroły, słuchając grzecznie jego historii o castingu. Jak dobrze, że jej teraz nie widział, bo nie mogła przestać się uśmiechać, mimo że gadali o całkowitych głupotach. No, jeśli głupotami można nazwać bycie chłopcem do wynajęcia i urabianie producentki telewizyjnej czy kogoś tam o casting dla dwojga. - Klientkę, tak? Więc teraz tak to się nazywa, Arden? Używasz swojego uroku osobistego do załatwiania nam wejściówek do reality show? - spytała z uśmiechem, po czym westchnęła, ale z takim... rozmarzeniem w głosie, bo już widziała siebie w miejscu nagrywek. Cholera, zajebiście to brzmiało. - Skoro jesteś taki skuteczny, to mam pytanie. Spotykasz się może z jakąś właścicielką biura podróży? Marzą mi się wakacje. Najlepiej jakieś tropiki, żebym mogła oglądać cię bez koszuli... - kontynuowała, ale odrobinę ściszyła głos, bo nie była pewna, czy została w biurze sama, fuck. Wstała, podeszła do drzwi, rozejrzała się niepewnie, no i mimo że nikogo nie zobaczyła, to zamknęła je i oparła się o nie jak jakaś nastolatka.

Co robisz? Chcesz coś zjeść? Jestem właśnie w Distillery District. Omójboże, chciał się z nią spotkać? Tu i teraz? Bez zapowiedzi? Gdy miała na sobie byle jakie spodnie i koszulę? Przygryzła na moment dolną wargę i wydała z siebie krótkie "Ummm...". - Jestem jeszcze w kancelarii, ale mogę wyskoczyć coś zjeść - zadecydowała po chwili. - Philips and Gardner LLP, mówi ci to coś? Możesz po mnie przyjść albo podjechać, jak ci pasuje - dodała. Chęć spotkania z nim okazała się silniejsza niż jakiś tam strój, lol, co z nią było nie tak?

ℎ𝑎𝑛𝑑𝑠𝑜𝑚𝑒
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Something is missing in my chest,
I think I need a medic


Życie potrafiło zaskakiwać, co? Życie przewrotne jest, czy jak to tam powiedzenie szło. No cholera, co by to nie było, zaskoczyło go z taką szybkością, że Arden, pomimo tego, iż był zazwyczaj bardzo stoicką i opanowaną osobą… no, nie dawał sobie rady. Spotkania z klientami coraz częściej uciekały mu myślami do tej cholernej złośnicy, która przekręciła jego życie do góry nogami. Wyobrażał sobie, jak przyjemnie jego dłonie odpoczywały na jej talii. Jak te ogniki w jej oczach tliły się za każdym razem, gdy mu odpyskiwała, gdy tupała nóżką, bo chciała, żeby wszystko było tak, jak ona sobie wymyśliła. Już chyba wtedy zdał sobie sprawę, że poznał godnego siebie przeciwnika. Kogoś, kto nie będzie dostawał wszystkiego, czego zapragnie. Ale działało to też w drugą stronę, bo on również musiał przyzwyczaić się do tego, że nie wszystko będzie tak, jak on to sobie w głowie poukładał. Nie miał przed spotkaniem z nią rozpisanego grafiku oczekiwań. Tego, co lubiła, czego nie lubiła, co należało powiedzieć, a czego absolutnie unikać. Nie była płacącą klientką. Była czymś w rodzaju bólu głowy, którego chciał się pozbyć, ale nie mógł. Migreną, o. Każda myśl o niej doprowadzała go do pieprzonej migreny. Czy był skłonny żyć z tą świadomością? Możliwe. Nie twierdził, że nie. Nie twierdził też, że tak. Zdecydował, że zobaczy, co los przyniesie po tej rozmowie.

Uśmiechnął się pod nosem, słysząc, jak nazwała go kotem. - Meow - wyrzucił z siebie niby to nonszalancko, przejeżdżając dłonią po włosach i w myślach parskając śmiechem. To, co z nim robiła, było absolutnie nie do wytrzymania i jeszcze trudniejsze do wytłumaczenia. Uniosł brew, słysząc jej kolejną odpowiedź. - Kłamczucha - nie dał jej nawet dokończyć ostatniego słowa. Wyleciał jej z głowy? Dobre sobie. Nie było w jego scenariuszu takiej możliwości, w której to on spędził ostatnie trzy tygodnie, myśląc o niej, a ona o nim nie. Kłamała. Na pewno kłamała i zapyta ją o to, jak już ją zobaczy. Będzie wypatrywał odpowiedzi w jej oczach, bo wiedział, że właśnie tam ją znajdzie. Nie miał nawet cienia wątpliwości w tej kwestii. Idąc przed siebie, omijając przechodniów i co jakiś czas zatrzymując się na pasach, gdy czerwone światło migało mu w zasięgu wzroku, zaśmiał się pod nosem. - No słuchaj, oboje uwielbiamy show… robią castingi, byłem w pracy... więc połączyłem przyjemne z pożytecznym - uśmiechnął się lekko. - Dam ci się porwać wyobraźni. Może wtedy przypomni ci się, jak bardzo o mnie myślałaś. - Dorzucił to trochę złośliwie, jednak nie miał zamiaru się wycofywać. Lubił tę grę w kota i myszkę. Uwielbiał to, jak role odwracały się z każdą kolejną wymianą zdań. - A na wakacje zabiorę cię, jak wygram w The Traitors.- W końcu był tylko jeden zwycięzca, co nie? Szanse, że oboje zostaliby traitorami, były bardzo nikłe. Niewykluczone, ale cholernie nikłe. Więc sam fakt, że byłby w stanie zabrać ją na te wakacje, powinien jej wystarczyć, prawda? Poza tym chciał ją zobaczyć.

Teraz.

Nie jutro, nie pojutrze, ale właśnie teraz, dlatego zaproponował to spontaniczne spotkanie. Uśmiechnął się, gdy powiedziała, że jest głodna. - W sumie dostałem się tutaj metrem, ale jestem w okolicy. Za jakieś piętnaście minut powinienem być - dopowiedział, przechodząc przez pasy. - Chcesz zostać na linii i powiedzieć mi jak bardzo tęskniłaś? - Zapytał z autentycznym zainteresowaniem, ciekaw, czy panienka jednak będzie z nim rozmawiać i jak gdyby nigdy nic spotka go na dole budynku, w którym pracowała, czy może zaraz czmychnie do łazienki przypudrować nosek, byle tylko ładnie się przy nim prezentować. Arden miał wysokie ego, jasne. Ale znał też zagrania innych ludzi. Jej jeszcze tak dobrze nie znał, więc tym bardziej był ciekawy, co tak naprawdę znajdowało się w tej imprezowej, rudowłosej główce.

You know you got me good when you walked in
Got me good, the way that you walked in


(๑•̀ㅂ•́)و✧ 𝓶𝓸𝓾𝓽𝓱𝔂 𝓻𝓮𝓭𝓱𝓮𝓪𝓭
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”