ODPOWIEDZ
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008
Weszła do sypialni faceta, którego imienia nie była teraz pewna. Przetarła wilgotne włosy ręcznikiem i spojrzała w stronę otwartego okna. Zdecydowanie jej się nie wydawało. Coś paskudnie śmierdziało. Miała wrażenie, że widzi również jakiś dym. To nie zapowiadało się dobrze. Spojrzała na telefon. Było jeszcze bardzo wcześnie, ale ktoś ewidentnie próbował zepsuć poranek wszystkim w bloku. Westchnęła głośno i naciągnęła na siebie spodnie i koszulkę, niespecjalnie przejmując się tym, że nigdzie nie mogła znaleźć stanika. To nie był problem na ten moment. Odrzuciła wilgotny ręcznik gdzieś na bok, zgarnęła papierosy i telefon, po czym wyszła z mieszkania, próbując zlokalizować źródło problemu.
Na klatce schodowej pachniało nawet gorzej. Miała wrażenie, że coś dziwacznego wydarzyło się piętro niżej. Zeszła na dół, a w korytarzu skierowała się za jakimś dziwacznym piskiem, który dobiegał zza jednych z drzwi. To był jakiś alarm? A może popsuta mikrofalówka? Nie miała pewności. Zastanawiała się, czy nie powinna jednak odpuścić. Właściwie nie miała już tutaj żadnego interesu. Równie dobrze mogła wyjść na zewnątrz i nigdy tu nie wracać. Płonięcie cudzych bloków nie było czymś, co zajmowało zbyt często jej myśli. Miała przecież plany na dziś, powinna spożytkować ten czas w dużo mądrzejszy sposób. A jednak coś jej podpowiadało, że warto było sprawdzić, co się właściwie wyprawia o tak wczesnej porze.
Zapukała więc do drzwi. Przeczesała wciąż wilgotne włosy, czekając, aż ktokolwiek za nimi jej otworzy. Nic takiego się jednak nie działo. Z tego wszystkiego zachciało jej się palić. Wsunęła rękę do kieszeni i złapała za paczkę papierosów, ale jednak zrezygnowała z wyciągania jej. To mogło jeszcze chwilę poczekać. Przyłożyła palec do dzwonka do drzwi. Trzymała go mocno przez dłuższą chwilę, prawdopodobnie budząc w środku wszystkich potencjalnie tam obecnych. I kilkoro umarłych z okolicy. A może ten ktoś w mieszkaniu również był na skraju życia? Nie, to nie brzmiało ani nie pachniało aż tak źle. Ktoś miał po prostu paskudny poranek i nie potrafił ogarnąć go na tyle szybko, by nie psuć go przy okazji wszystkim innym.
Westchnęła pod nosem i już chciała się wycofać. Mogła porzucić tę przygodę i zająć się zadaniami, które miały jej umilić dzień. Los jednak zadecydował inaczej. Drzwi się w końcu otworzyły. Na szczęście nie stanął w nich żywy trup ani nawet ktoś skrajnie poparzony. Kobieta nie wyglądała też na strażaczkę, a przynajmniej nie na czynnej służbie.
— Potrzebujesz ratunku czy opierdolu? — rzuciła zamiast powitania. Jeżeli nieznajoma miała wybrać to pierwsze, to przecież szkoda czasu na jakieś kurtuazje.

Lowen Graves
Werka
27 y/o
For good luck!
170 cm
care assistant at lakeshore lodge
Awatar użytkownika
it takes a lot of medicine to fix what's wrong with me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet nie usłyszała dzwonka. Siedziała na podłodze w kuchni, oparta plecami o szafkę, z głową opadającą na klatkę piersiową. Nie miała pojęcia kiedy zasnęła. Wciąż miała na sobie uniform i jednego buta, którego rozwiązana sznurówka swobodnie opadała na zimną posadzkę. Po czternastogodzinnym dyżurze, podczas którego kilku pacjentów postanowiło urządzić sobie bezsenną noc, była kompletnie wykończona. Ostatnie, co pamiętała, to nastawienie starego czajnika na gaz. Chciała zrobić sobie kawę, by jakoś dotrwać do prysznica.
Obudził ją dopiero głośny łomot do drzwi i przeciągły pisk czajnika. Drgnęła gwałtownie, kompletnie zdezorientowana. W kuchni unosił się gryzący dym, a czajnik stojący na palniku wyglądał tak, jakby za chwilę miał się rozlecieć. Woda dawno wyparowała, plastikowa rączka zaczęła się topić, a w powietrzu wisiał ciężki smród spalenizny. Zaklęła pod nosem, kaszląc od dymu, po czym szybko wyłączyła gaz. Chwyciła czajnik przez ścierkę i wrzuciła go do zlewu. Głośne syczenie pary odbiło się echem po całym mieszkaniu. Dopiero wtedy przypomniała sobie o kimś stojącym za drzwiami.
Zmęczona, rozczochrana i nadal ubrana w pognieciony fartuch, udała się do wyjścia i szarpnęła za klamkę. Na klatkę schodową momentalnie wydostała się chmura dymu. Stanęła w progu naprzeciwko kobiety z mokrymi włosami i przez chwilę tylko mrugała zaczerwienionymi od dymu oczami, próbując przestać kaszleć. Przez moment wyglądała tak, jakby sama nie wiedziała, czy bardziej potrzebuje pomocy, kawy czy po prostu kilku godzin snu.
- Chyba jednego i drugiego, w dowolnej kolejności - wychrypiała, spoglądając na dziewczynę mętnym wzrokiem. - Zasnęłam przy czajniku - wytłumaczyła, nawet jeśli nie musiała tego robić. Szczególnie, że nawet nie kojarzyła stojącej przed nią kobiety. Czy ta w ogóle mieszkała w tym budynku? Możliwe, choć Graves z pewnością nie rozpoznawała jej twarzy. Zazwyczaj brała nocne dyżury, więc rzadko miała okazję wpadać na sąsiadów gdzieś poza krótkim dzień dobry wymienionym na klatce schodowej. Od przeprowadzki do Malvern jej życie ograniczało się głównie do pracy, snu i prób przetrwania kolejnego tygodnia. Dlatego też większość twarzy w budynku pozostawała dla niej kompletnie obca. - To raczej kiepski moment na poznawanie sąsiadów, co? - zapytała i nie czekając na odpowiedź wróciła do mieszkania. Pozostawiła otwarte drzwi. Nieznajoma mogła potraktować to jako zaproszenie, bądź sposób na przewietrzenie mieszkania. To już zależało od niej.

River Cross
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Otwarcie drzwi nie przyniosło zbyt wiele ulgi. Ze środka mieszkania buchnął na nią śmierdzący dym. Odchrząknęła cicho i machnęła raz ręką przed twarzą, jakby to miało sprawić, że cały odór zniknie. Oczywiście niespecjalnie to pomogło. Miała wrażenie, że czuje, jak ten gryzący zapach osiada na jej wilgotnych włosach, niwecząc wszystkie starania, które poczyniła, próbując zadbać o włosy w cudzym mieszkaniu. Mówi się trudno.
Bez żadnego skrępowania zlustrowała stojącą w progu dziewczynę z góry do dołu. Na szybko analizowała jej strój oraz przyczynę takiej, a nie innej liczby butów. Nieznajoma zdecydowanie nie miała za sobą lekkiej nocy, a ten skomplikowany poranek pewnie nie napawał jej optymizmem na resztę dnia. Zdecydowanie wyglądała jak ktoś, kto potrzebuje pomocy. Od czasu do czasu to właśnie opierdol potrafi najlepiej postawić na nogi, więc może faktycznie powinna połączyć ze sobą te dwie propozycje?
— Nie byłoby wygodniej w łóżku? — mruknęła, przesuwając wzrokiem po framudze i podłodze. Zastanawiała się, skąd konkretnie brał się ten smród i czy mógł komukolwiek w budynku zaszkodzić. Czy osiądzie na meblach na długie tygodnie i będzie nieznajomej przypominał o tym felernym dniu? Nie, raczej nie. Całość z bliższej perspektyw naprawdę nie wyglądała aż tak niebezpiecznie.
— Pewnie tak. Ale ja tu nie mieszkam, więc mnie to nie obejmuje — odparła, wchodząc za nią do mieszkania jak gdyby nigdy nic. Jako sąsiadka może by odpuściła. Wróciłaby do siebie i trzymałaby rękę na pulsie, żeby upewnić się, że cała afera skończy się wraz z wywietrzeniem mieszkania. Ale żeby zaszyć się we własnym lokum musiała pokonać jeszcze spory kawałek środkiem miasta. Wejście do mieszkania nieznajomej, która miała jakieś dziwne problemy z zadbaniem o własne bezpieczeństwo, wydawało jej się dużo bezpieczniejsze. Kiedyś straci życie w jakiś wyjątkowo okrutny sposób, na bank.
— River — rzuciła jeszcze w ramach przedstawienia się. Na ten moment większa liczba szczegółów raczej nie była potrzebna. Zarówno do ratowania, jak i opierdolu, imię powinno wystarczyć. Do szczegółów mogą przejść w fazie drugiej, o ile w ogóle do niej dotrwają. Ruszyła za dziewczyną do kuchni, nie zwracając większej uwagi na wystrój mieszkania. Nie musiała w tym momencie analizować jej gustu oraz tego, czy potrafi zachować porządek we własnych czterech kątach. To również faza druga.
— Wiesz, że ludzkość jakiś czas temu wynalazła elektryczność? Działa to również na czajniki. Same się wyłączają, jak skończą i w ogóle. — Uśmiechnęła się nieco kpiąco, choć wcale nie próbowała być niemiła. Miała po prostu nieco oceniające poczucie humoru. Podeszła do okna, jakby faktycznie była u siebie i otworzyła je na oścież, wpuszczając do środka nieco nieświeżego powietrza.
— Ciężka noc, co? — zapytała, ruchem głowy wskazując na jej fartuch. Nie była pewna, czym konkretnie zajmuje się dziewczyna. Wyszyty na piersi logo Lakeshore Lodge sugerowało jednak, że musi być to coś wymagajacego.
— Potrzebujesz kawy. Masz w czym nam ją zrobić? Słabo tłumaczyć zasady BHP na sucho. — Oparła się biodrami o parapet i skrzyżowała ręce na torsie. Raz jeszcze, bardzo powoli i skrupulatnie, przesunęła wzrokiem po całej sylwetce Lowen, jakby planowała ją w ten sposób zeskanować i zapamięać.

Lowen Graves
Werka
27 y/o
For good luck!
170 cm
care assistant at lakeshore lodge
Awatar użytkownika
it takes a lot of medicine to fix what's wrong with me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W jednej chwili zrozumiała, że łatwiej byłoby po prostu udać się do łóżka zaraz po powrocie z pracy. Była zmęczona, jednakże nie przypuszczała, że uda jej się zasnąć jeszcze zanim woda w czajniku zacznie wrzeć. Myliła się i z pewnością w przyszłości nie popełni tego samego błędu. Nie warto było ryzykować bezpieczeństwa własnego i innych, dla kilku łyków kawy.
- Wygodniej? Tak. Bliżej kawy? Nie - rzuciła, upewniając się, że nieznajoma podąża za nią. Nie była pewna czy potrzebowała towarzystwa, szczególnie kogoś, kogo widziała na oczy po raz pierwszy. Zdecydowanie łatwiej było zatrzasnąć drzwi przed nosem dziewczyny, skoro nawet nie mieszkała w tym budynku i udać się wprost do łóżka. Sytuacja z czajnikiem była pod kontrolą. Nie przypuszczała, by w tym momencie zagrażało jej cokolwiek poza lekkim zatruciem, a za zamkniętymi drzwiami sypialni powinna być wolna od wszelakiego dymu. W razie potrzeby ewentualnie mogła zatkać dziurę pod drzwiami jakimś starym ręcznikiem czy brudnymi ubraniami. Problem rozwiązany. Niestety skoro pozostawiła otwarte drzwi, pozwalając nieznajomej wejść do mieszkania, nie zamierzała teraz jej z niego wyrzucać.
- Lowen - również się przedstawiła, odganiając dłonią dym, który wciąż nie tylko szczypał w oczy, ale również drapał ją w gardło. Prawdopodobnie gdyby River nie zdecydowała się otworzyć okna, sama by to zrobiła. Była zmęczona, nie głupia. - Czyli mówisz, że potrzebuję nadzoru? Odważna propozycja - kąciki jej ust drgnęły delikatnie.
Podeszła do jednej z kuchennych szafek, sięgając po jedyny rondelek jaki miała w swoim posiadaniu, po czym wcisnęła go pod kran i wypełniła wodą.
- Ciężka noc i zdecydowanie za mało kofeiny - przyznała, stawiając rondelek na kuchence, dokładnie w tym samym miejscu, w którym jeszcze niedawno stał czajnik. - Nocne zmiany bywają podwójnie męczące - dodała, odwracając się w stronę River. - Też się napijesz? - skoro już tutaj była, wypadało poczęstować ją kawą.
Woda szybko się zagotowała. W międzyczasie Graves sięgnęła po dwa wyszczerbione kubki, nasypała do nich kawy i wyjęła z lodówki przeterminowane o kilka dni mleko.
- Słodzisz? - zerknęła na dziewczynę, po czym sięgnęła po cukier, nim ta w ogóle udzieliła jakiejkolwiek odpowiedzi. - Skoro tutaj nie mieszkasz, co cię tu sprowadza o tak wczesnej porze? - zainteresowała się, przesuwając kubek z gotową kawą w jej kierunku. Nie chciała snuć domysłów, a może po prostu była na to zbyt zmęczona.

River Cross
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową ze zrozumieniem. Potrzeba posiadania kawy na wyciągnięcie ręki potrafiła odbierać człowiekowi zdrowy rozsądek. Nie miała zamiaru kłócić się z nią, że jeśli by się wyspała, to może w ogóle nie musiałaby sięgać po kawę. Nie miała pojęcia, jaką dziewczyna miała za sobą noc i jaki czeka ją dzień. Niewątpliwie przebrnęła przez jakieś ciężkie godziny, więc miała pełne prawo zrobić to wszystko po swojemu. Mogłaby po prostu spróbować w międzyczasie nie puścić bloku z dymem albo się nie zaczadzić. Na całe szczęście Cross przybyła na ratunek!
— Potrzebujesz nadzoru czy bycia zaopiekowaną? — odbiła od razu piłeczkę, uśmiechając się przy tym cwaniacko. Zdecydowanie bardziej nadawa się do spełniania tej pierwszej roli, ale może mogła dla Lowen zrobić wyjątek? Znalazły się przecież w dość niecodziennej sytuacji, więc porzucenie przyzwyczajeń wydawało się najlepszym pomysłem. Nie była w stanie oczywiście porzucić ich na tyle, by nie rozpoczynać rozmowy z obcą kobietą od flirtu, ale przecież nie mogłaby się wyzbyć własnego jestestwa. No i cały czas była bardzo uprzejma – a przynajmniej tak to widziała we własnej głowie.
Obserwowała uważnie, jak Graves krząta się po kuchni próbując przygotować kawę raz jeszcze. Tym razem sprawiała wrażenie, że wie, co robi. Skinęła głową na potwierdzenie, że też chętnie się napije, a potem pokręciła, odmawiając cukru. Lowen zdecydowanie nie potrzebowała pomocy. Malutka afera ją rozbudziła i nie stanowiła już zagrożenia ani dla samej siebie, ani dla okolicy. Cross nie obserwowała jej, żeby kontrolować, czy się przypadkiem nie podpala. Śledziła z uwagą jej ruchy, od razu każdy z nich analizując. To właściwie był odruch. Zawsze obserwowała ludzi w taki sposób, od razu zastanawiając się, które elementy budują ich podstawę. Szukała drobiazgów, które ją budowały i które byłby niezbędne do uchwycenia ich w rysunku, gdyby z jakiegoś powodu zdecydowała się przenieść jej sylwetkę na papier.
— Wyszłam właśnie od... — zawiesiła głos, zdając sobie sprawę, że naprawdę nie zapamiętała imienia chłopaka, u którego spędziła noc. Nie był aż tak interesujący. Sięgnęła po kubek z kawą, wzruszając ramionami.
— Od tego gościa, który mieszka bezpośrednio nad tobą. Chciałam iść już do siebie, ale rozproszyła mnie twoja próba puszczenia bloku z dymem. Miałam nadzieję, że to jakaś zorganizowana akcja, a nie zwykła nieuwaga — wyjaśniła. Zawsze była pierwszą chętną do demolki. Gdyby Graves faktycznie planowała podpalić budynek, może nawet mogłaby jej pomóc! Z podobnym entuzjazmem zareagowałaby na znaki dymne wysyłane w jej stronę dla zwrócenia uwagi. Pech chciał, że to wszystko było nieprawdą.
— Jesteś pielęgniarką? — zapytała, ruchem głowy wskazując na jej strój. To była pierwsza opcja, jaka przyszła jej do głowy po mglistym skojarzeniu nazwy ośrodka.

Lowen Graves
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „#706”