ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
194 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

2


Gdyby Ashish Kapoori był przesądny, uznałby zapewne, że dzień zaczął się niepomyślnie już w chwili, w której jeden z małych pacjentów rozpłakał się na sam widok sali rezonansu magnetycznego, i odmówił wejścia do środka, kurczowo zaciskając palce na rękawie medycznego fartucha bruneta. Potem było już tylko gorzej — opóźniona konsultacja, którą rodzice innego podopiecznego Asha i tak przekładali już poprzednio trzy razy; przerywany zakłóceniami telefon od rezydenta z oddziału neuropsychiatrii, zatroskanego pogorszeniem się stanu stałego bywalca szpitala, a na koniec jeszcze sposób, w jaki matka chłopca dochodzącego do siebie po operacji guza pnia mózgu, zatrzymała Ashisha przy windach na dodatkowe dwadzieścia minut, zadając pytania, na które lekarz zwyczajnie nie mógł odpowiedzieć z absolutną pewnością.
Ostatecznie, Ash wychodził z pokaźnego gmachu kliniki znacznie później niż planował, ze zmęczeniem zagnieżdżonym głęboko pod skórą i tępym bólem pulsującym w skroniach. Tylko z racji typowej sobie tendencji do minimalizowania własnych bolączek, Ashish powstrzymywał się póki co, od nazwania go pełnoprawną migreną.

Kiedy jego taksówka zatrzymała się wreszcie przed imponującą bramą wjazdową posiadłości Państwa Pepper, rysy majaczącego w bocznym lusterku Toronto tonęły już w wczesno-wieczornym świetle. Ash wiedział, że jest spóźniony - i że zważywszy na charakter jego dzisiejszej wizyty, fakt, że na jego drodze na spotkanie z potencjalną przyszłą małżonką może nie wystarczyć jako satysfakcjonujące wytłumaczenie. Czy nie wymagano od niego przecież - i to ze wszystkich możliwych stron, gdzie tylko się nie obejrzał, natrafiając na wysokie oczekiwania ze strony obydwu familii, że pierwsza interakcja z Peach będzie jego najwyższym priorytetem? I że, co za tym idzie, Ashish jakimś cudem dosłownie zwali dziś dziewczynę z nóg swoim niezaprzeczalnym urokiem, porywając też zaraz prosto w swoje ramiona?
Ale... jakim urokiem!? I w jakie ramiona!? Przecież po wielu godzinach spędzonych w stresującym, klinicznym otoczeniu, napędzany wyłącznie kofeiną i cukrem, i zdecydowane zbyt małą ilością snu, Ash w niczym nie przypominał tego amanta, którym zapewne został uczyniony w opowieściach jego rodziców. Wyobrażał sobie, że matka odmalowała jego personę jako spełnienie wszelkich dziewczęcych marzeń, podczas gdy on sam czuł się teraz, jakby coś przeżuło go i wypluło z powrotem. I zapewne tak też właśnie wyglądał.
Jakby miało mu to jakkolwiek pomóc, przed wyjściem z taksówki poprawił mankiety koszuli, wygładził materiał ciemnego płaszcza i przeczesał włosy, wtykając niesforny kosmyk za lewe ucho (ze świadomością, że pasmo włosów i tak zaraz się zza niego wyswobodzi, opadając mu na czoło nie jak mężczyźnie, a raczej jak chłopcu). Zdawał sobie przy tym sprawę, że najpewniej nadal pachnie szpitalem - aromatem mydła antybakteryjnego i taniej kawy z automatu, wybijającego się spod mgiełki wody kolońskiej, którą popsikał się pewnie nieco zbyt obficie na moment przed wyjściem ze swojego gabinetu.
Do tej mieszanki zapachów dochodziła teraz jeszcze woń jaśminu i białych róż bijących z kupionego po drodze bukietu. Po który Ash musiał się wrócić dopiero upomniany przed taksówkarza, zostawiwszy najpierw w roztargnieniu zostawiwszy kwiaty na siedzeniu pasażera.

Dom Peach był dokładnie taki, jak Ash go sobie wyobrażał wnioskując po tym, co słyszał o rodzinie dziewczyny. Obszerny podjazd, jasne światła rozlewające się szeroko po ogromnych oknach, i aż nazbyt starannie przystrzyżone krzewy komunikowały bogactwo w sposób typowy zamożnym, hinduskim rodzinom. Ash znał podobne miejsca. Dorastał wśród nich; pośród ambasadorskich przyjęć, porcelany wyciąganej wyłącznie dla specjalnych gości i rozmów prowadzonych półgłosem przy przekąskach importowanych z Europy. Nawigowanie w takich środowiskach przychodziło mu instynktownie (wiedział, kiedy się uśmiechnąć, jak przywitać starszych od siebie i w którym momencie należy odmówić dokładki jedzenia tylko po to, by gospodarz nalegał po raz drugi), co nie znaczyło, że nie było dla niego wycieńczające. Dlatego też szykował się dziś, nawet jeśli wyłącznie podświadomie, na zupełnie nowy wymiar zmęczenia, o ile w ogóle miało mu się udać wyjść z tego spotkania tej randki bez szwanku.

Stanął pod zdobionymi bogato drzwiami i zdołał zapukać tylko raz, nim w progu stanęła - a jakże by inaczej! - gosposia, otoczona bijącym z wnętrza domu zapachem kardamonu, aromatyzowanych kwiatami świec i masła ghee.
— Dobry wieczór — powiedział, świadom, że jednocześnie pasuje tu, ale też kompletnie odstaje od otaczających go przestrzeni: za wysoki, za mało elegancki, ale przynajmniej z odpowiednim odcieniem skóry - Ash Kapoori. Ja... Byłem umówiony. Zaproszony - Wyjaśnił uprzejmie, mimo przekonania, że drobna kobieta mierząca go teraz uważnym spojrzeniem ciemnych oczu doskonale wie na kogo właśnie patrzy. W takich okolicznościach nie było miejsca na sekrety i dyskrecję. - Państwo Pepper muszą się niecierpliwić... Miałem być trochę wcześniej - Dodał, jakby to gosposi, a nie gospodarzom, winien był przeprosiny i wymówki - Uh. W szpitalu pojawiły się komplikacje pooperacyjne... - Zająknął się, przypominając sobie zaraz o obecności kwiatów, które to natychmiast wyciągnął przed siebie jak tarczę - To dla P... Córki państwa Pepper. Jeśli ją zastałem.
Jakby możliwym było, że Peach zdążyła w między czasie zwiać przez tylne okno, i dać nogę w miejsce, w którym wolała być o wiele bardziej niż tutaj. Chociażby na Bali...

Peach J. Pepper
gall anonim
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Przygotowania do spotkania przyszłego męża, jak nazywała swojego kandydata matka Peach, trwały nie jeden wieczór, ale już przeszło tydzień. Bo dokładnie tydzień temu, tuż po szaleństwie w jacuzzi w willi Wyattów, Peach poszła na obiad do rodziców, oni postanowili poinformować ją o tym, że są zaniepokojeni jej wyborami życiowymi, że sądzili, że jeżeli zamieszka zBillym to będą lepsze i w związku z tym postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Mieli dla niej kandydata, którego powinna poznać.
W pierwszej chwili Peach sądziła, że oboje żartowali. Zgodziła się odwiedzić ich znów za tydzień, ale nie dowierzała w to co chcieli jej zaserwować, zresztą miała okropnego kaca i ciężko było jej do końca pojąć co mają na myśli i kim jest ten cały Kapoori na wspomnienie którego matka piała w trakcie całej zupy.
Przez cały tydzień matka maltretowała ją o to, żeby znalazła swoje sari i koniecznie się w nie ubrała na kolacje, na co Peach najpierw wywracała oczami, ale dość prędko (bo 3 dnia kiedy znów dostała przypominajkę) zrozumiała, że matka wcale nie żartuje i serio od niej tego wymaga. Jakże się zdziwiła, kiedy Peaches pojawiła się w rezydencji w komplecie od Chanel. Nie było ani śladu sari, ani nawet jednej ozdoby we włosach typowej dla kultury hinduskiej. Matka oczywiście zaczeła lament, mówiła, że Ash się obrazi za taką zniewagę, co Peach skomentowała tak, że jeżeli Ash na prawdę się o to obrazi, to znaczy, że nie są dla siebie stworzeni. Pierwsze co chciała zrobić to zaraz ją przebrać, co oczywiście skończyło się ogromną kłótnią po której Peach obiecała, że nie będzie się odzywać do matki ani do jej kandydata cały wieczór, jeżeli tej zależy tylko na sari.
Ojciec w tym wszystkim był lekko na marginesie, chociaż kiedy Peach patrzyła na niego błagalnie, by wsparł ją i powiedział co sądzi o tym całym ustawianiu małżeństwa, kręcił głową, ale nic nie powiedział. To milczenie oznaczało, że właściwie podzielał zdanie żony.
Co im wpadło do głowy, można by było się zastanawiać. Przecież nie byli typowym hinduskim małżeństwem. Uciekli do Kanady walczyć o swoją miłość, bo tylko tu była możliwa. Stworzyli swoje życie, bogactwo i wygody na własnych zasadach i tak też wychowywali swoje dzieci. Wiec dlaczego nagle chcieli tego dla Peach? Dogadywali się z inną hinduską rodziną, sprawdzali kawalerów i ich potencjały? Otóż Państwo Pepper byli oburzeni tym co zafundowała im córka jakiś miesiąc temu, kiedy ni stąd ni zowąd wprowadziła kamery do ich mieszkania i pana Jeffa, miliardera którego poznała w programie Love is Blind i z którym mówiła, że weźmie ślub. Matka była oburzona tym zagraniem, a ojciec po dwóch minutach gadki wyszedł, mówiąc, że nie może udzielać wywiadów bo jest światowej sławy piosenkarzem no i nie po prostu. Peach oczywiście nie była zadowolona z tego jak zareagowali, chociaż też koniec końców nie wzieła tego ślubu (i dobrze!), ale do dziś latają po internecie filmiki z jej matką, która ciśnie Jeffa. Ciekawe czy te filmiki doszły do rodziny Asha?
On z kolei mógł na pewno liczyć na zupełnie inne przyjęcie, bo skoro był przez matkę wybrany, no to już zaskarbił sobie jej serce. Wyskoczyła z kanapy na dźwięk otwieranych drzwi, jakby to do niej przychodził adorator a nie do jej córki. Kiedy gosposia zapowiedziała Asha, cała trójka siedziała już w salonie. Matka podeszła do mężczyzny i świegorcząc zaczyna swoje przedstawienie:
- Och Ash Kapoori, jak miło że dziś zaszczyciłeś nas swoją obecnością, jak zdrowie twoich rodziców? Poznaj naszą córkę - Peach, chodź tu skarbie. Och jakie piekne kwiaaty! - nie wiadomo do kogo mówiła na skarbie, ale Peach w końcu przywdziewa uprzejmy uśmiech na usta i podnosi się z krzesła na którym dotąd sztywno siedziała. Nie była oczywiście zachwycona tymi swatami, ale pan Kapoori był bądź co bądź bardzo przystojny i odkąd tylko wszedł do salonu obserwowała go cały czas, ciekawa czy ją zna, czy już cos o niej wie, czy mu się podoba, co sądzi o tym aranżowanym związku? Stałeła obok matki i wyciąga do niego dłoń. - Spóźniłeś się, nie lubię czekać, ale być oczekiwaną - powiedziała to specjalnie, osiągając momentalną reakcję u matki, która cała zrobiła się czerwona i zaraz tłumaczy: Panie Kapoori, ona tylko żartuje, moja córka ma okropnie cięte poczucie humoru. Cieszymy się, że do nas dołączyłeś. Mój mąż - przedstawia i gwiazdora i zaraz zaprasza wszystkich to stołu. Peach dogania Asha, chociaż przez moment jeszcze kiedy była z tyłu, to oceniła czy ma dobry tyłek i z zadowoleniem uznała, że całkiem tak.
- Nie jedz tylko dalu z soczewicy, kucharka przesadziła z przyprawami - i mrugnęła do niego a poźniej już siedzą sobie naprzeciwko siebie z oboma rodzicami po bokach. Niezbyt tradycyjnie, bo siedzą przy stole, ale potrawy są bardzo tradycyjne.

ash kapoori
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
For good luck!
194 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Za brak ozdoby wpiętej w ciemne pukle okalające twarz Peach, Ash się bynajmniej nie obraził, choć ciężko stwierdzić, czy było to w gruncie rzeczy dobrą, czy złą wiadomością.
Dobrą, jeśli brunet miał być kandydatem faktycznie przeznaczonym dla dziewczyny, a nie dla jej rodziców - czy nie byłoby w końcu lepiej, gdyby okazał się mężczyzną postępowym, nowoczesnym w swym myśleniu, i do kulturowych tradycji podchodzącym z szacunkiem, ale też bez przesadnego, obsesyjnego wręcz przywiązania?
Złą, jeżeli Ashish miał spełniać raczej wymagania Państwa Pepper, którzy w ramach jakiegoś wielkiego zwrotu akcji nagle naprawdę zdawali się powracać do swoich korzeni i kulturowych zasad, nawet, jeśli sami złamali je przed laty w raczej radykalny sposób.
Prawda była taka, że Ash miał gdzieś sari był teraz zbyt zestresowany i, co więcej, także zbyt zmęczony, żeby w ogóle zauważyć co miała stojąca naprzeciwko niego dziewczyna. Wydawało się, że cały jego układ nerwowy wszedł teraz w stan przetrwania, szykując się do walki, ale marząc o ucieczce. Nie starczało mu zatem zasobów poznawczych by w pełnym skupieniu zauważać i doceniać to, co miała na sobie jego potencjalna przyszła żona, lub też dostrzec brak jhumar albo misternej, kwiatowej gajry w upięciu kobiecych włosów. Jedynym, co rzuciło mu się w oczy, było co najwyżej to jak szczupła zdawała się stojąca przed nim istota, z chudością nóg jednoznacznie sugerującym niedowagę. A to tylko jeszcze bardziej uświadomiło mu momentalnie, że choć szpitalny fartuch zdjął już dobrą chwilę temu, spogląda na nią oczami lekarza, nie zaś potencjalnego Romeo. Był pewien, że wielu innych kandydatów na jego miejscu potrafiłoby teraz poczuć i wyrazić zachwyt, na który Peach Pepper z pewnością zasługiwała - niezależnie od tego nawet, czy miała na sobie sari, czy kusą garsonkę od Chanel. Sam jednak czuł wyłącznie strach i skrępowanie.
Przybierające tylko na intensywności, gdy matka Peach doskoczyła do niego z taką prędkością, jakby bardziej niż z kanapy startowała z katapulty, natychmiast zamykając jego dłonie pomiędzy własnymi. Ash odruchowo wyprostował się jeszcze bardziej, zmuszając się jakimś cudem do przybrania na usta swojego najlepszego uśmiechu, choć w środku czuł się tak, jakby musiał walczyć o powietrze. Dokładnie to samo uczucie pamiętał z licznych bankietów, które musiał jakoś przetrwać w dzieciństwie, i które zawsze były dla niego takim samym koszmarem.
— Dziękuję za zaproszenie — powiedział tonem o oktawę wyższym niżby chciał. — Moi rodzice mają się dobrze - Kłamstwo, bo zdrowie ojca w ubiegłym miesiącu znów znacznie się pogorszyło, ale Ashish wiedział przecież, że nikt nie ma tutaj ochoty wysłuchiwać o prawdziwych problemach, z którymi się zmagał. Wszystko to od początku do końca było przecież teatrem - Mama kazała przekazać wyrazy szacunku.

Z mieszanką przerażenia i zaskoczenia, Ash orientował się, że od początku zaskarbił sobie sympatię Państwa Pepper, i nie powinno było to być dla niego większym zaskoczeniem, bo przecież całe życie o wiele lepiej niż z własnymi rówieśnikami, radził sobie z ich rodzicami. Peach spoglądała na niego jednak w zupełnie inny sposób - jakby prowadziła właśnie jakąś szczegółową ewaluację wszystkich składających się na niego cech, oceniając, czy Ashish zasługuje na jej uwagę, czy też powinien zostać odrzucony w kąt razem z darmowymi produktami, które prawdopodobnie nagminnie otrzymywała pocztą od instagramowych marek próbujących sobie zaskarbić jej sympatię.
Dziewczęcą dłoń uścisnął krótko, i trochę zbyt ostrożnie, jakby bał się, że się sparzy.
— To uczciwe — odpowiedział po krótkiej pauzie na uwagę o spóźnieniu — Ja z kolei naprawdę nie lubię się spóźniać - I to też było wyraźnie słychać w jego głosie — Ale obiecuję, że następnym razem postaram się zawieść cię mniej — dodał, dopiero kiedy te słowa opuściły jego usta, orientując się, że mogło to zabrzmieć jak (nieudolna) próba flirtu.

Przy stole usiadł ostrożnie, niemal odruchowo poprawiając mankiet koszuli zanim położył dłonie po obu stronach talerza. Wszystko pachniało intensywnie — kardamonem, pieczoną cebulą, goździkami i ostrą papryką — znajomo, ale inaczej niż w jego rodzinnym domu. Ciężej. Bardziej pokazowo. Drożej.
Kiedy dziewczyna pochyliła się lekko w jego stronę, ostrzegając go przed dalem, uniósł na nią wzrok znad talerza trochę zbyt szybko, wyrwany z własnych myśli.
— Dziękuję — odpowiedział trochę sztywno — To cenna informacja. Mam dość ograniczoną tolerancję na kapsaicynę. Co, jak możesz się domyślić, jest bardzo rozczarowujące dla całej mojej rodziny - Powiedział z całkowitą powagą, w efekcie brzmiąc pewnie dokładnie tak, jakby zamiast żartu, przedstawiał Peach wynik badania klinicznego.

Peach J. Pepper
gall anonim
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all mine
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Piękne kwiaty. Wylądują po obiedzie w pokoju Peach, ale nie tym, który znajduje się w tym domu, tylko tym, który ma w mieszkaniu Williama. Jej współlokator pewnie zagwiżdże z uznaniem i zawyrokuje, że skoro Peach zabrała kwiaty do domu, to adorator, który jej je sprezentował na pewno wpadł jej w oko. Faktycznie Ash wpadł jej w oko, w takim sensie, że już pierwsze wrażenie robi dobre. Jest wysoki, wystarczająco wysoki, żeby nie musiała martwić się o noszenie wysokich obcasów obok niego. Ma przyjemną twarz, nawet bardzo i chociaż jest w koszuli, widać że nie jest chuderlawy. No i ma taką seksownie zmęczoną minę. Nie wiedziała, że to przez pracę w szpitalu, ale to dopowiedziała jej matka, kiedy po raz pięćdziesiąty tego wieczora coś mówi o tym, że sie przecież spóźnił, bardzo mało i nic nie zauważyli, bo pewnie siedział długo z pacjentami. Peach wywraca oczami na komentarz matki, ale na odpowiedź Asha już nie. Spogląda na niego uważnie i lekko się uśmiecha, bo jego odpowiedź była niesamowicie poprawna. I wcale nie taka nieudolna próba flirtu z jego strony, bo sprawiła, że Peach sobie wyobraża nagle jakieś ich kolejne spotkanie. Może pójdą na jakąś łódkę? W blasku światła odbijanego od wody zawsze prezentowała się najpiękniej.
- Trzymam Cię za słowo - odpowiedziała i już siadają sobie przy stole. Na jego wyznanie o kapisaicynie jest trochę zdezorientowana, bo pewnie nigdy nie słyszała takiego słowa. Może jednak jest coś w tym, że influencerki są trochę głupie? Ma na całe szczęście tyle samozachowczości, że nie chąc e wyjść na jakąś głupolkę milczy. Jedynie lekko unosi brwi i posyła mu lekki uśmiech, a później zaczynają sobie jeść.
Matka oczywiście zarzuca tematem. Peach w sumie nie była nigdy w takiej sytuacji, żeby to matka była łącznikiem pomiędzy nią a facetem i trochę ją to zaczynało denerowować. Bo jeżeli nawet faktycznie doszłoby do ich zaręczyn, to przecież jakże nieromantyczne byłaby historia ich poznania. Zastanawia się nad tym i postanawia, że przy najbliższej okazji poruszy ten temat.
- Ash, opowiedz nam jak ci idzie w pracy? Czy już wiadomo, kiedy zostaniesz ordynatorem szpitala? Twoja matka bardzo chwaliła twoje osiągnięcia - i podaje mu naan, natomiast Peach siedzi trochę sztywno, bo z jednej strony jest ciekawa czy Ash jest faktycznie takim zdolnym panem doktorkiem? -Nasza Peach kręci filmiki w internecie, ale jest też bizneswoman, opowiedz mu skarbie o swoim ośrodku na Bali
No akurat o tym to Peach chciała ZAPOMNIEĆ, bo przecież wszystkie jej problemy były połączone właśnie z tym cholernym ośrodkiem, ale ponieważ nic nowego nie założyła jeszcze, no to faktycznie to brzmiało dobrze i może ją pokazać w lepszym świetle niż "dziewczyna z internetu".
- Ach tak, otworzyłam ośrodek jogi i pilatesu na Bali dla moich obserwatorek. To miało być takie miejsce, gdzie każdy gość będzie mógł wypocząć na pięknej plaży i skorzystać z zabiegów SPA oraz jogi. Dopiero wróciłam z Bali, kilka tygodni temu, więc teraz myslę, czy by nie otworzyć czegoś podobnego tutaj w Toronto

ash kapoori
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
For good luck!
194 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ash przyjął naan z cichym podziękowaniem, ostrożnie odkładając go na bok talerza. Chlebek był jeszcze ciepły, i tak namaszczony oliwą, że palce bruneta natychmiast rozbłysły od pokrywającej je teraz warstewki tłuszczu. Coś w głowie zaswędziało go w ten sposób, kiedy między zwoje mózgowe wkradała się nieproszenie ta albo inna, intruzywna myśl, ale którego Kapoori nie potrafił ubrać w słowa zrozumiałe dla osób niedotkniętych OCD. Kiedy sięgnął po złożoną na kolanach, materiałową serwetę żeby czym prędzej wytrzeć ręce w jej skrawek, w jego ruchach było coś przesadnie uporządkowanego — nie sztywnego, ale zdecydowanie zbyt precyzyjnego jak na zwykłą kolację, podczas której inni uczestnicy beztrosko zajadali się kalorycznymi daniami przygotowanymi przez obsługę Państwa Pepper. Zupełnie, jakby każda jedna czynność wykonywana była według instrukcji, której nikt poza Ashem nie widział.
Mimo tej dystrakcji, kiedy Peach mówiła, brunet słuchał jej naprawdę uważnie, i to nie tylko ze zwyczajnej uprzejmości albo przyzwoitości, które wpoiła mu jego własna matka. Pytanie zadane mu przez Panią Pepper sprawiło jednak, że na krótką chwilę spiął się w zupełnie nowy sposób, jak zwierzę przebiegające przez środek nocnej drogi na moment przez potrąceniem przez samochód.

Ordynator!?

Jasna cholera. Oczywiście, że właśnie to słowo musiało paść w rozmowie prędzej niż później, w umyśle matki Peach zasadzone ewidentnie przez jego własną rodzicielkę jak ziarno nadziei, że Ashish nie osiądzie na medycznych laurach, i już niedługo wespnie się na najwyższy możliwy szczebel kariery. Ash znał ten ton aż za dobrze; ten szczególny rodzaj dumy, z jaką indyjscy rodzice wymieniali osiągnięcia własnych dzieci niczym trofea ustawiane ostrożnie za szkłem.
— Jeszcze nie jestem ordynatorem — sprostował spokojnie, choć pod stołem jego lewa noga rozedrgała się w jakimś rodzaju nerwowego tremoru. Uniósł wzrok znad talerza, zamiast w Peach zawieszając go teraz na starszej z kobiet. Przełknął ciężko, uznawszy, że najlepiej było wyjaśnić wszystko teraz, niż przyczyniać się do kolejnych niedopowiedzeń. — I prawdopodobnie przez kilka najbliższych lat nim nie zostanę. To długa droga... A ja aktualnie większość czasu spędzam między kliniką, salą operacyjną a uniwersytetem. Moja specjalizacja jest... dość specyficzna.
Było w tym zdaniu coś niemal ostrzegawczego, jakby próbował uprzedzić ich, że jego życie w praktyce nie brzmi tak imponująco, jak w rodzinnych opowieściach.
— Neuroonkologia dziecięca — wyjaśnił chwilę później, tym samym spokojnym tonem. — Operacje guzów mózgu u dzieci, głównie przypadki wysokiego ryzyka i leczenie eksperymentalne. - Ktoś inny na jego miejscu pewnie uznałby, że może nie każdy chce wysłuchiwać o tragicznych losach chorych dzieci, i operacjach prowadzonych na ich mózgach, ale Ashish zwyczajnie nie miał tego samego wyczucia, które innym czasem kazało gryźć się w język.

Dopiero po chwili spojrzał ponownie na Peach, której opowieść o jej losach na Bali - choć prowadzona z jakąś dozą dyskomfortu, którą Ash przeczuwał, ale nie potrafił nazwać - przykuła jego uwagę w zupełnie nowy sposób. Zamiast ocenić ją z chłodnym dystansem, którego sam się po sobie spodziewał, Ash nagle próbował wyobrazić ją sobie tam naprawdę. Pośród promieni ciężkiego, ciepłego światła, intensywnej zieloności palm i nieprzerwanego szumu oceanu. Bardziej zrelaksowaną i rozprężoną niż tu, gdzie ewidentnie znajdowała się aktualnie pod naporem cudzych oczekiwań.

— To brzmi… - Zaczął ostrożnie, kolejne słowa ważąc na języku przed ich wypowiedzeniem - Bardzo ciekawie. I ambitnie — Zapewnił. Nie znał się na mediach społecznościowych ani trochę, ale sposób, w który Peach mówiła o prowadzonym przez siebie ośrodku SPA kojarzył mu się trochę z działalnością charytatywną, co zawsze budziło u niego podziw i szacunek. Z jakiegoś powodu nie przyszło mu do głowy, że biznes panny Pepper mógł być po prostu kaprysem znudzonej dziedziczki, prowadzonym dla rozkapryszonych księżniczek, które brak miłości w dzieciństwie i niską samoocenę próbowały leczyć za sprawą zielonych szejków, medytacji transcendentalnej i tych przerażających masek z czerwonym światłem, które Ashowi zawsze bardziej niż z urodą i zdrowiem, kojarzyły się ze scenami z horrorów. Jego siostra miała taką w domu, i za każdym razem gdy Ash się na nią napotykał, serce na moment stawało mu w piersi jakby w stanie przedzawałowym.
— Trudno jest stworzyć miejsce, przez które ludzie chcą poczuć się lepiej — dodał po chwili ciszej, sięgając po szklankę z wodą i obracając ją w palcach. — Zwłaszcza jeśli próbujesz przekonać ich, że odpoczynek jest czymś, na co zasługują - Pokiwał głową. Sam był świadom, że odpoczywa znacznie zbyt rzadko i krótko. - Zawsze chciałaś się zajmować właśnie czymś takim, Peach?

Peach J. Pepper
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”