-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niestety, nie był przekonany, że ludzie obecni na konferencji wyrzucili z pamięci jego atak paniki, przez co bał się patrzeć prosto w oczy obcych, by nie zobaczyć tam kpiny i szyderstw. Chwilowym pocieszeniem było to, że nie tylko on zapominał haseł; wkrótce jednak przestało to być wystarczające, dlatego westchnął ciężko i wyciągnął z torby swojego laptopa. 一 Mógłbyś? 一 zrobił maślane oczy, manifestując, aby udało mu się ominąć cholerne procedury składania ticketa przez firmowy system.
Carrington kontynuował, dostrzegając, że jego słowa niszczą atmosferę. 一 Co? 一 oburzył się, po czym utkwił zdezorientowane spojrzenie w Daceyu. Trudno było mu kontrolować własne emocje, bo zanim zdążył zaakceptować i przemyśleć obecne, uderzały w niego kolejne (i jeszcze następne). Jego dłonie trzęsły się coraz bardziej, doprowadzając go na skraj stanu, który wprost łączył się z atakiem paniki. 一 Jak to mówię zagadkami? O co ci znów chodzi? 一 Atakował, bowiem przesadnie przejmował się opinią innych i zależało mu na ochronie samego siebie.
Przypatrywał się mężczyźnie, który zachęcał go do zjedzenia śniadania, decydując się mu podporządkować; w ciszy (naprawdę nie chciał kolejnej awantury, która zwróciłaby na nich uwagę innych osób) zaczął jeść, lecz wkrótce okazało się, że posilenie się nie było wystarczające, aby wyciszyć towarzyszące mu emocje.
一 Chryste, postradałeś zmysły 一 skwitował, po czym jęknął. Nie widział innej opcji; Dacey'owi musiało brakować piątej klepki, bo nikt 一 n i k t 一 przy zdrowych zmysłach nie chciałby się wyrwać z konferencji, która była pracą. 一 Co powiemy przełożonym? Nie wiem, jak twój, ale mój na pewno będzie chciał mnie z tego rozliczyć 一 mruknął.
W jego stylu było przedstawianie szeregu p r z e c i w; w jego stylu było pozostanie na konferencji do samego końca, bo należał do osób, które wyjątkowo poważnie traktowały swoje obowiązki (nawet jeśli z tyłu głowy miał myśl, że niedługo i tak się zwolni).
一 Gdzie Ty chcesz iść? 一 spytał, co w samo w sobie było wyraźnym sygnałem, że brał pod uwagę ucieczkę. Chyba naprawdę oszalał i nie było już dla niego żadnego ratunku.
Dacey Finnegan
-
Don't explain computers to laymen. Simpler to explain sex to a virgin.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
一 Nieważne, nic już 一 rzucił tylko pospiesznie, zerkając przelotnie na wyjęty przez mężczyznę laptop. Załatwiłby mu ten problem z hasłem bez większego wysiłku, ale miał chyba dosyć tego wyjazdu, tego hotelu i w ogóle wszystkiego. Poza tym nie udawało mu się porządnie odpocząć od kilku dni i perspektywa spędzenia kolejnego dnia w sali konferencyjnej przyprawiała go od samego rana o ból głowy.
Patrzył przez chwilę jak ten je, co w sumie trochę poprawiło mu humor, ale zaraz się już podnosił i z zadowoloną miną pakował swoje rzeczy do torby, Na tym nie skończył, bo Marsa też spakował, wsadzając mu do torby jego laptop i na wszelki wypadek jakieś mniejsze przekąski, których nie zjedli.
一 Coś wymyślimy 一 zapewnił na pytanie o to, co powiedzą szefowi. Energicznym krokiem okrążył stolik, złapał jeszcze jabłko i butelkę wody, po czym wrzucił do swojej własnej torby i zachęcił mężczyznę do przesuwania się w stronę wyjścia.
一 Jeszcze nie wiem, zobaczymy co nam się trafi 一 oznajmił i puścił mu oczko, po czym zanim mężczyzna zdążył zaprotestować, stał już przed drzwiami, które Dae otworzył, a potem wypchnął go na zewnątrz. Zmrużył oczy pod wpływem promieni słonecznych, ale już uniósł dłoń, żeby zamachać na taksówkę, zaparkowaną niedaleko wejścia od hotelu.
一 Wsiadaj, chyba że jesteś nudziarzem i chcesz przegapić okazję do dobrej zabawy 一 dodał, patrząc na niego wymownie. Nie czekał na odpowiedź, tylko odwrócił się i wsiadł do auta, usadawiając się na przednim siedzeniu pasażera. Kierowca przywitał się i zapytał dokąd chce jechać.
一 Może niech Pan nas zawiezie tam, gdzie najczęściej zabiera Pan turystów 一 zaproponował, a kiedy mężczyzna rzucił ByWard Market, Mars skinął głową całkiem zadowolony. To był dobry punkt początkowy i dobre miejsce żeby się zgubić. Taksówkarz zapytał o Marsa, ale Dacey kazał mu jeszcze chwilę zaczekać.
Nie znał go jednak aż tak dobrze, żeby wiedzieć jak ten zareaguje i czy naprawdę wsiądzie i z nim pojedzie. Miał cichą nadzieję, że tak. Lubił przygody. Kiedy poznał go wcześniej na randce wydawało mu się, że jest bardziej otwarty, ale może nie miał racji? A może wtedy był po prostu w innym punkcie w życiu, mniej zestresowany i bardziej otwarty? Może coś się z międzyczasie stało? Nie miał zielonego pojęcia. Kiedy spotkał go w hotelu był pewien, że obaj chcą zejść sobie jak najszybciej z oczu (chociaż charakter zatrzymał go w pokoju, żeby powkurzać Marsa i nie dać za wygraną). A teraz? Sam nie wiedział. Trochę mu się podobało, że mimo wszystko jednak dalej ze sobą gadali.
mars carrington
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
一 O mój boże, działa! 一 krzyknął radośnie, po czym zawstydził się, bo dotarło do niego, że głośnym zachwytem zwrócił uwagę osób siedzących w pobliżu. 一 Dziękuję 一 Chrząknąwszy, spoważniał i poruszał myszką, chcąc mieć pewność, że komputer działa.
Ekscytacja nie trwała jednak długo, bowiem wkrótce zastąpiła ją niepewność. Mars patrzył na towarzysza, próbując przeprocesować nadmiar informacji. Dacey działał na niego silnie i nieporównywalnie do kogokolwiek innego; wyzwalał w nim emocje i pchał ku reakcjom, które w towarzystwie innych
Bo przecież jak wyjaśnić, że opuszczał konferencję na rzecz czegoś, co wymyślił informatyk?
一 Ej, nie... 一 Nim dokończył jego rzeczy wylądowały w torbie. Zachęcany do wyjścia, podążał za Daceyem (przynajmniej na razie jednak trudno było ustalić jego nastawienie), równocześnie odczuwając coś na wzór ekscytacji wymieszanej z p r z e r a ż e n i e m.
Wypchnięty na zewnątrz, odetchnął głęboko chłodnym powietrzem i rozejrzał się nerwowo, kiedy nieopodal zatrzymała się przywołana przez informatyka taksówka. 一 Nie jestem nudziarzem. Ty jesteś po prostu nienormalny 一 mruknął, pakując się do auta. Nie chcąc ryzykować bardziej niż było to konieczne, zapiął pas, zaś zignorowawszy przywitanie kierowcy, zwrócił się do Daceya i kontynuował: 一 Musisz być, nie ma nawet innej opcji. Chryste, a ja chyba zwariowałem podwójnie, że dałem ci się namówić 一 narzekał, b o j ą c się konsekwencji swojego zachowania.
Należał do osób pragmatycznych, które zazwyczaj nie popełniały głupstw; w większości sytuacji kierował się zdrowym rozsądkiem, co wykluczało spontaniczność. W jego poukładanym życiu nie było przestrzeni na błędy, bo Carrington nie chciał dokładać pracy siostrze, która i tak nie miała już czasu na odpoczynek i relaks.
Taksówkarz wysadził ich nieopodal rynku, życząc im udanego dnia; Carrington ponownie zignorował jego słowa (przynajmniej na razie wychodził na strasznego gbura), a kiedy wysiadł z auta, spojrzał na Daceya.
Ponownie zaczynał panikować; czuł, że jego serce zaczyna szaleć, dlatego 一 niewiele myśląc 一 szybko zmniejszył dzielącą ich odległość i połączył zachłannie usta. 一 Przepraszam. Przepraszam 一 rzucił pośpiesznie, jednak bynajmniej nie żałował.
Dacey Finnegan
-
Don't explain computers to laymen. Simpler to explain sex to a virgin.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOna, jejtyp narracji3 osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
一 Czyli oznacza to, że obaj jesteśmy nudziarzami czy jednak wariatami? 一 rzucił, uśmiechnął się szerzej i znowu odwrócił do niego tyłem i ułożył wygodnie w swoim fotelu nawet nie czekając na odpowiedź. Był bardzo zadowolony, że mógł spędzić jakoś ciekawie czas na tym wyjeździe, zamiast siedzieć uwięziony w średniej jakości hotelu i słuchać nudnych wykładów jego współpracowników. Nie znosił tego korporacyjnego bełkotu i cierpiał, kiedy sam musiał gadać jakieś rzeczy, bo nie tylko monotonny głos innych go usypiał, ale jego własny również.
Zauważył, że Mars był jakiś taki niezbyt zadowolony i to tak ogólnie. Najpierw myślał, że po prostu zachowywał się tylko wobec niego tak niegrzecznie, może mając mu za złe to, co kiedyś się stało, ale powoli okazywało się, że on był taki chyba dla wszystkich, Jakoś wcześniej, wtedy, kiedy poszli na randkę i do łóżka, tego nie zarejestrował. Wtedy był całkiem miły i to na bardzo wiele sposobów.
一 Możemy się czegoś napić albo iść coś pozwiedzać, może masz jakiś… 一 zaczął mówić, poprawiając na ramieniu torbę i wodząc wzrokiem po okolicy. Przekręcał się już w stronę Marsa, a kątem oka zobaczył, że ten znalazł się nagle przed nim, a potem go pocałował. Rozszerzył ze zdumienia oczy, położył rękę na jego ramieniu i przytrzymał go, nawet jeżeli pocałunek oddał dopiero po chwili, co było w dużej mierze odruchem. Absolutnie się tego nie spodziewał. Może jednak facet nie był aż taki nudny?
一 Ale możemy się też całować, pewnie 一 mruknął, kiedy już się od siebie odsunęli. Palce co prawda dalej zaciskał na koszuli Carringtona, chociaż nie było w tym intencji, aby nie pozwolić mu się odsunąć. Chyba dalej był trochę zdziwiony, ale zamaskował to humorem. Chyba też powoli docierało do niego, że całkiem mu się to podobało. Czemu miałoby nie? W końcu z jakiegoś powodu w ogóle się z nim kiedyś umówił.
一 Chcesz się czegoś napić? Może coś ciepłego? 一 zapytał, dalej z błąkającym się po jego twarzy uśmiechem. Jego spojrzenie za to stało się trochę łagodniejsze, może nawet przez moment, ale tylko krótką chwilę, wpatrywał się w niego jak w obrazek. Nie musiał długo szukać, aby znaleźć niewielki lokal. To była jakaś kawiarnia, ale nie taka zwykła, tylko bardziej elegancka, ale i bardzo przytulna. Kanapy i fotele ustawione były w boksach, zapewniających prywatność. Można było zamówić napoje ciepłe i zimne, ale bezalkoholowe, ciasto, a do tego wypożyczyć jakąś książkę lub czasopismo. Dae już na wejściu zamówił dwie kawy i kilka mini pączków z nadzieniem pistacjowym.
一 To chyba nasza druga randka 一 odezwał się, kiedy usiedli przy stoliku na uboczu, z daleka od lady i innych gości, których i tak o tej porze nie było wielu. Siedziały tutaj chyba ze trzy inne osoby. Zabębnił palcami o stolik, po czym uśmiechnął się lekko i uniósł dłoń jakby w formie przeprosin, bo nie chciał tworzyć napiętej atmosfery. 一 Dajmy sobie dzisiaj na luz. Zasługujemy na odpoczynek.
Ułożył swoją torbę obok siebie, po czym wyciągnął z niej telefon i rzucił go Marsowi.
一 Wyłącz nasze telefony i daj mi jeszcze twój laptop, dodam cię do wstępnej grupy userów testujących nowy system, do którego nie potrzeba haseł. Tylko nie mów nikomu, nie wiemy jeszcze kiedy to u nas wejdzie 一powiedział i podrapał się po policzku, unosząc wzrok na kelnerkę, która przyniosła im ich zamówienie. Podziękował i zajął się słodzeniem swojej kawy. Lubił słodko i z mlekiem i nie widział w tym problemu.
mars carrington