Popatrzyła na niego uważnie, gdy zaczął tak wymieniać co może się wydarzyć w trakcie złego grillowania, po czym pokiwała - jakby z uznaniem - głową i zrobiła zaskoczoną minę.
— Sugerujesz, że nie byłabym na tyle uważna, ostrożna czy źle przyprawię marynatę, żeby miało to wszystko lub chociaż jedna z tych rzeczy wydarzyć? — zagaiła z rozbawieniem, mierząc w jego kierunku szczypcami, którymi obracała mięso oraz kiełbaski na ruszcie, żeby przecież nie doprowadzić do poparzenia się.
— Spokojnie, możesz mi wierzyć, że nie tak źle mi idzie w tych sprawach — dodała roześmiana, ponownie skupiając się na urządzeniu oraz na jedzeniu na nim znajdującym, aby upewnić się że nic nie przywiera, nic się nie przypaliło, no i że nie okaże się iż tylko tak sobie mówi, a tak naprawdę doprowadzi do katastrofy w trakcie dzisiejszego wydarzenia - pozostawiając wszystkich o głodzie, co by było chyba najgorszym, do czego mogłaby w tej chwili dopuścić.
Znów skupiła się na nim chwilę po tym, co powiedział, a puszczone oczko sprawiło, że jedna z jej brwi poleciała do góry w niemym - ponownym - zaskoczeniu, jakie ją ogarnęło, by za moment uśmiech zaczął błądzić jej po twarzy.
— No cóż, więcej zostanie dla mnie — wzruszyła ramionami, chociaż nie planowała nie wiadomo jak wielkiego pijaństwa - o ile w ogóle zdoła wypić chociaż jedno piwo, żeby nie wyjść na dziwną w oczach jego rodziny, a już tym bardziej mamy Huntera.
— Nie wiadomo jakby się to skończyło.. sugerujesz, że miałabym zostać na dłużej? — zagadnęła z ciekawości, chociaż gdzie ś z tyłu głowy wiedziała, że nie powinna, lecz nieformalna forma spotkania, rozluźnienie, swobodna i miła atmosfera sprawiły, że i Prudence trochę zluzowała… może i nawet bardziej, niż powinna w ostateczności, lecz wycofać swoich słów niejako nie mogła… może i nawet
nie chciała, choć naturalnie się do tego nie przyzna ani przed nim, ani przed samą sobą.
— Byłeś harcerzem, że możesz tak otwarcie takie przysięgi składać? — zupełnie jakby nie był wojskowym, który w dalszym ciągu próbuje powrócić na front, a jedyną przeszkodą stanowi… ona sama. Ale nieważne. Wojska to co innego - harcerstwo to co innego!
Zerknęła przy okazji jak wszyscy inni skupili się na sobie, rozkładając resztę rzeczy na stole, aby mogli finalnie zacząć jeść i dobrze się bawić. Wtedy usłyszała słowa Andrei poganiającej ich do stołu, musząc pozostawić ostatnie działania Ethanowi związane z grillem. Podziękowała za podmiankę, po czym przeszła z Hunterem do reszty
imprezowiczów, nie spodziewając się tak szarmanckiego zachowania ze strony Wrighta - nie, że go o takie nie podejrzewała, acz mimo wszystko było to miłe zaskoczenie zważając, że to on tutaj był gwiazdą spotkania. Kiwnęła głową w podzięce, po czym zasiadła na krzesełku, gdzie obok niej siedział już mocno wygłodzony Matt, o czym nie omieszkał od razu poinformować swojej towarzyszki. Prudence zapewniła, iż zaraz będą mogli zabrać się za konsumpcję, a wtedy jego ojciec postawił półmisek z tym, co znajdowało się na grillowym ruszcie. Gdy większość osób zdołała się poczęstować, wzięła sobie na początek kiełbaskę i nałożyła sałatki, zerkając w międzyczasie najpierw kątem oka na Huntera, a następnie w stronę jaką wskazał… widząc Itxel, próbującą przekonać iż podzielenie się z nią grillową kiełbaską to wspaniały pomysł oraz iż nic jej nie będzie, a brzuszek zdecydowanie nie będzie bolał później.
— Tylko żeby potem nie narzekała, że musi ciągle iść za potrzebą — rzuciła rozbawiona komentarz, po czym zerknęła w kierunku mamy mężczyzny, czując wcześniej jej spojrzenie na sobie. Posłała jej delikatny uśmiech, otrzymując od razu w odpowiedzi to samo.
— Prudence, czy jest szansa że zdradzisz nam jak sobie radzi ten mój najstarszy z potomków? — postanowiła przełamać odgłosy przeżuwania oraz śmiechy dzieciaków próbą porozmawiania - sądząc, że to jedyna chyba okazja, żeby to zrobić. Wtem Lane przełknęła to, co miała akurat w ustach i skierowała się całkiem w kierunku kobiety.
— Tak naprawdę, nie powinnam. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska, więc… — zauważyła jednak błagalne spojrzenie w wyrazie jej oczu, na co postanowiła uśmiechnąć się jakby chciała w ten sposób przeprosić.
— Mogę jedynie zapewnić, że idzie nam coraz lepiej. Może z początku Hunter nie sprawiał wrażenia osoby chętnej do współpracy, ale znaleźliśmy wspólny język — dodała poszerzając uniesione kąciki ust.
— Wiem, Hunter, że zaraz będziesz na mnie zły za to, o co teraz zapytam, ale… ale… nie wróci za szybko na front, prawda? — słychać było mocno przebijającą się nadzieję w głosie rodzicielki, na co aż Prudence nie wiedziała co powiedzieć. Nie mogła przecież wtrącać się aż tak w fakt, że ktoś z jego rodziny nie chciałby, aby stało się tak, czego jej pacjent oczekuje od swojego terapeuty. Znajdowała się w dziwnym położeniu, bowiem w ogólnym rozrachunku pierwszy raz przebywa na czymś takim, wtapiając się pomiędzy bliskich osoby, z którą miała wcześniej głównie kontakt jako lekarz.
— To tak naprawdę nie zależy ode mnie, a od niego samego — postanowiła więc odpowiedzieć bezpiecznie, żeby nie dać też pola do popisu mamie Huntera na przedłużenie tematu tej rozmowy, bo nie mogła ani jemu ani jej czegokolwiek obiecać. Po tych słowach sięgnęła po butelkę piwa, z jakiej wypiła łyk trunku.
Hunter Wright