-
noc przeciąga się na dzień dobry i... głupio nam
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Może i tylko raz udało jej się odwiedzić Huntera w szpitalu, niemniej nie mogłaby sobie pozwolić na odpuszczenie imprezy powitalnej, gdy tylko dostanie wypis ze szpitala i rozpocznie się witanie mężczyzny w domu. Co prawda, Prudence delikatnie zasugerowała Andrei, aby nie robić tego od razu tylko dopiero dnia następnego, jak tylko poczuje się lepiej i przede wszystkim prześpi noc w swoim łóżku, niemniej młodsza siostra Wrighta nawet nie chciała tego słuchać - w konsekwencji czego, impreza powitalna ma się odbyć od razu.
Z tego racji, że chciała być pomocna i nie zwalać całej roboty na ciężarną, postanowiła wziąć na ten dzień wolne, aby w domu przygotować trochę przekąsek, a później pomóc w przygotowaniach. Plan zakładał, że ze wszystkim się wyrobią idealnie, a Hunter - przewożony przez męża Andy - pojawi się na małe suprise, mogąc od razu siadać do jedzenia.
Tylko wiadomo jak to bywa z tymi planami - czasem wychodzą, niekiedy niekoniecznie. Niestety tutaj doszło do drugiego scenariusza, bowiem dzieciaki Andrei nie chciały początkowo współpracować, więc i jej przygotowanie posiłków się obsunęło, a w momencie gdy powinno dojść do dekorowania domu Huntera - Prue wyskoczyła do sklepu, aby dokupić to, co było najpotrzebniejsze; w tej sytuacji uznały, że najlepszym rozwiązaniem będzie zrobienie grilla, więc kiełbaski będą mogły szykować na bieżąco. Żeby jednak nie było tylko stricte samego jedzenia, wzięła też gotowe szaszłyki i inny przysmaki, jakie można rzucić na ruszt.
Nim zdołały się ze wszystkim wyrobić, to już musiał jechać po wojskowego, a one czym prędzej sprzątały i robiły ostateczne poprawki, żeby było wszystko w jak najlepszym porządku.
Znaczy - tak liczyła, że będzie, bowiem nie zapowiadało się, aby miało faktycznie się tak zdarzyć.
Na szczęście dzieciaki Andrei się opamiętały i widząc cały ten misz-masz oraz fakt tego jak próbowały się obydwie pospieszyć, postanowili pomóc, a nie tylko przekonać Itxel, aby w końcu się ruszyła i z nimi pobawiła, choć próbowali na wszystkie sposoby ją przekonać, aby się ruszyła z miejsca. Chociaż tyle, że głaskać się dała, choć do tego to akurat nie trzeba było ją zbytnio przekonywać.
Gdy worek ze śmieciami został zapakowany, talerze znajdowały się na stole, przekąski jakie zrobiła wcześniej i które zdołały przygotować w międzyczasie również znalazły się na blacie, usłyszały ryk silnika, a następnie parkowanie pod domem. Andrea wtedy zawołała mamę do nich, gdy ta w trakcie tego rozgardiaszu postanowiła skorzystać z okazji, iż nie musiała wyjątkowo pomagać, i udała się na małą drzemkę, a jak tylko kobieta przeszła do salonu, otworzyły się drzwi. Pierwszy wszedł oczywiście Pan tych czterech ścian, na którego widok dzieciaki zaczęły szaleć - a cała trójka rzuciła się na wujka bez zastanowienia, aby go po prostu przytulić. Mimo że go odwiedzali, to jednak się za nim mocno stęsknili.
Andrea na ten widok była rozpromieniona, choć widać było, że chciała jednocześnie zganić ich za ten ruch, bo mogliby przewrócić go, skoro w dalszym ciągu jedna z jego nóg była osłabiona. — Chłopcy, tylko spokojnie — dlatego też Prudence się odezwała, kładąc przy tym dłoń na ramieniu kobiety, jakby wyczuwając że cała ta sytuacja sprawiła, że… o dziwo, zamilkła na moment. Uśmiechnęła się porozumiewawczo jeszcze, po czym skupiła się całkiem na Hunterze, do którego wysłała znacznie weselszy uśmiech. — Chyba nie mogłeś się doczekać, co? — zagaiła z rozbawieniem, widząc jak obserwuje to, co przygotowały na jego przybycie. Takiego powitania się nie spodziewał. — Przywitajcie się, a ja pójdę zobaczyć szybko co z grillem — w końcu to oni, jako rodzina, mieli pierwszeństwo z przywitaniem mężczyzny, ona znajdzie jeszcze odpowiedni moment. Mimo że Andrea próbowała ją zatrzymać, Lane nie dała się przekonać i przeszła na taras, gdzie była dalsza część zabawy przygotowana, aby skorzystać z ładnej pogody. Przeszła wtedy do urządzenia, sprawdzając czy wszystko było odpowiednio rozgrzane, dzięki czemu mogła układać pierwsze kiełbaski na ruszcie do przysmażenia.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z każdym mijającym dniem Hunter nabierał sił i czuł się dużo lepiej. Rana na nodze się ładnie goiła a on był coraz bliższy wyjścia ze szpitala. Andrea wpadała do niego co drugi dzień, mając na uwadze aby nie siedział sam. Oczywiście robiła to w przerwach pomiędzy pracą a opieką nad chłopakami. Nawet oni pojawili się raz w szpitalu, omawiając kolejną wizytę na quadach - tym razem już z pełną informacją dla mamy - która była wystarczająco na nich zła, że za pierwszym razem gdy zrobili to za jej plecami.
Pakował właśnie torbę gdy w drzwiach stanął Ethan, szwagier który z uśmiechem przywitał go zbiciem piątki. Chwilę rozmawiali czekając na wypis, dzięki któremu będzie w końcu mógł wrócić do domu. Czy się cieszył? Tak! Wręcz zacierał rączki na myśl o położeniu się we własnym łóżku.
Doskonale pamiętał, że Andrea mówiła coś o imprezie, gdy ostatnim razem była w szpitalu. Nie wiedział czy będzie miał tyle energii by ją przeżyć - ale fajnie będzie zobaczyć całą rodzinkę w komplecie… no prawie bo Audric grał mecz. Jeden z ważniejszych także nie było opcji aby pojawił się na przyjęciu.
Czy spodziewał się ataku ze strony siostrzeńców? Nie, ale to właśnie oni dopadli do niego pierwsi co skwitował wielkim uśmiechem. Oczywiście każdemu zmierzwił włosy co by nie było, że jakiś został bez przywitania. Bliźniacy od razu uciekli do ogrodu, ponieważ zaczęli kopać w piłkę. Matt jeszcze chwilę się tulił po czym przeszedł do kuchnii podjeść małe conieco.
Andrea niemo podziękowałą Prudence za te słowa - bo sama nie była w stanie ich wypowiedzieć. Cieszyła się na widok brata - zdrowego i faktycznie rozumiejącego, że nie powinien nigdy więcej ich tak straszyć!
- Troszkę… ale mojego łóżka też się nie mogę doczekać. - powiedział to troszkę ciszej zamykając ją w szczelnym uścisku. Nie było to nic dwuznacznego, żeby nie było! On po prostu chciałby się wyspać na swoim materacu, nie na tym niewygodnym szpitalnym…
Przywitał się z matką dwoma całusami w policzki, po czym przytulił siostrę, której ze wzruszenia popłynęło kilka łez. - Cholerne hormony. - powiedziała ocierając twarz. Jeszcze się nie daj bóg rozmaże i co wtedy? Nie chciała źle wyglądać na tym przyjęciu! Zwłaszcza że ubrała całkiem ładną sukienkę!
Podczas gry reszta jeszcze krzątała się w kuchni i salonie on przeszedł na podwórko. - No proszę… nie podejrzewałem, że jesteś mistrzynią grilla. - zaśmiał się i delikatnie trącił ją ramieniem. - Cieszę się, że przyszłaś. - tak po ludzku. Miło było ją zobaczyć, a już w szczególności że przypadła do gustu całej rodzinie - oczywiście jako TERAPEUTA, żeby nie było nieporozumień.
prudence lane