25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Może powinna krzyczeć. Kucnąć przed nim, uderzać go piąstkami po klatce piersiowej i wydzierać się jak bardzo go nienawidzi, że podjął taką decyzję bez konsultacji z nią, że postanowił tak nagle wyjechać i w ogóle nie pytać ją o zdanie, a postawić ją przed faktem dokonanym i to kilka godzin przed wyjazdem. Podobno nienawiść i miłość oddzielała naprawdę cieniutką granicą. Ale ona nie potrafiła go nienawidzić. Nawet jeśli właśnie wywracał ich przyszłość do góry nogami, nie dając jej szansy, aby brać w tym jakikolwiek udział. I może to wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby jej nie kochał. Gdyby naprawdę chciał zerwać i zacząć swoje życie bez niej — zarówno przy boku jak i w sercu. Istniała szansa, że może mózg podpowiadał jej fałszywe obrazy, ale nie widziała, żeby siedział na tej brudnej podłodze ten sam bezczelny chłopaczek, którego pewnie łatwo byłoby znienawidzić i zapomnieć. Jednak on zdawał się być tak samo zagubiony jak ona. Może nawet sam bał się tej rozłąki równie mocno co jego Śnieżynka.
I kiedy była już w jego ramionach, z twarzą ukrytą gdzieś w zagłębieniu jego szyi, zanosząc się płaczem i nie chcąc wierzyć, że naprawdę zostało i tak mało czasu, pierwszy raz poczuła coś innego niż czysty strach. To było coś na wzór szczęścia i może wdzięczności, że utknęli w tym labiryncie. W końcu ściany tego dusznego pomieszczenia dawały im kilka dodatkowych minut, zanim rzeczywistość naprawdę ich rozdzieli. Nawet jeśli wyglądała w tej chwili najżałośniej na świecie, co mogły potwierdzić dziesiątki jej lustrzanych kopii dookoła, to w ogóle nie miało znaczenia.
— Tak szybko jak minęły nam te cztery lata liceum..? — zapytała cicho, ledwie słyszalnie. Głos miała łamiący się, a przede wszystkim zmęczony. Możliwe, że późną godziną, ale chyba głównie histerią w jaka wpadła. Ale to pytanie było dla niej czymś istotnym, jakby rozpaczliwie chwytała się czegokolwiek, co pozwoliłoby jej się utrzymać na powierzchni. W końcu była gotowa odhaczać w kalendarzu każdy dzień, a na tym ostatnim — trzysta sześćdziesiątym czwartym — wpisać wielkimi literami POWRÓT DANTEGO i całą stronę ozdobić serduszkami i śnieżynkami, bo przecież nic innego nie potrafiła rysować.
— Cofam tamto życzenie… — wymamrotała słabo, zaciskając palce na jego koszulce w nerwowym geście. Zdecydowanie było to lepsze rozwiązanie na szalejący w jej żyłach kortyzol niż szarpanie skórek przy paznokciach, bo przecież ostatnie czego im brakowało w tej sytuacji to jej nagłego ataku paniki wywołanego hemofobią.
— Mogę dziś u ciebie spać? Chcę wspólnego prysznica, głupich filmów na laptopie, spania w jakimś twoim T-shircie… chcę spać przy tobie, obudzić się… chcę odprowadzić cię na autobus albo na dworzec… chcę te ostatnie godziny spędzić przy tobie. — Przez chwile chciała podnieść głowę, aby móc spojrzeć chłopakowi w oczy, ale na szczęście szybko do niej dotarło, że od łez, które nadal leniwie spływały po jej zaczerwienionych od płaczu policzkach, cały makijaż jej się rozmazał, a maskara na pewno narysowała jej czarne wzorki przypominające Amazonkę i jej dopływu. Dlatego na nowo ukryła ją w jego szyi, pozwalając sobie na wdychanie jego zapachu, który zawsze działał na nią tak dziwnie kojąco.
— I chcę magnes z Montrealu. I z trzech innych miast, w których będziesz… — wymamrotała jeszcze.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No pewnie. Jeszcze szybciejza szybko. Chciałby móc uznać, że nie miał pojęcia, dlaczego ta myśl pojawiła się na moment w jego umyśle, ale… doskonale przecież wiedział. I – paradoksalnie – tak samo, jak szczerze nie chciał jej zostawiać i chciał móc bez żadnych ale spełnić to jej wypowiedziane wcześniej życzenie, tak… w jakiś sposób musiał też zdawać sobie sprawę z tego, jak niewielkie były szanse na to, by ten dodatkowy beztroski rok miał cokolwiek zmienić. Choć może istniała przynajmniej możliwość, że w tym czasie uda mu się znaleźć jakiś sensowny pomysł na przedłużenie tej ucieczki. Bez konieczności przedłużania rozłąki z Elsą, o ile takie rozwiązanie było w ogóle możliwe.
Ale… może nie musiał się tym jeszcze martwić? Mógł zamiast tego spróbować zupełnie wyprzeć i zignorować ten problem – mniej więcej tak samo, jak do niedawna wypierał oczywisty fakt, że wyjazd z Toronto nieuniknienie wiązał się z koniecznością rozstania z nią. Chociaż to akurat z każdą chwilą docierało do niego coraz bardziej i stawało się zdecydowanie zbyt realne, by można było w dalszym ciągu udawać, że nic takiego nie miało mieć miejsca.
Możesz. Jasne, że tak – nie musiał ani przez moment zastanawiać się nad odpowiedzią. Tym bardziej, że doskonale wiedział przecież, że Douglas powinien noc spędzić w pracy, a matka… ona przynajmniej nie miała raczej zamiaru wtrącać się w ten nieplanowany nocleg z żadnymi idiotycznymi uwagami. Ani w żaden inny sposób popsuć im tego czasu ostatni raz przed wyjazdem spędzanego wspólnie.
I… możesz mieć w takim razie dwa życzenia. Przecież to wcześniejsze też spełnię, tylko… – znów zawahał się przez chwilę, nie będąc pewnym, jak faktycznie chciał to zdanie zakończyć. – Wyjazd nic nie zmienia.
Tak, w ten sposób brzmiało to chyba zdecydowanie lepiej. Bez tylko i bez jakichkolwiek ale. Nadal był przecież jej, a fakt, że mieliby nie widzieć się przez rok… nie mógł tego w żaden sposób zmienić. A przynajmniej w tym momencie nie widział takiej możliwości, nawet jeśli musiał wypędzić z głowy wyjątkowo nieprzyjemną myśl o tym, że w tym czasie to nie on, a ona mogłaby spotkać na swojej drodze kogoś odpowiedniejszego dla niej…
Słysząc o konieczności zakupu dla niej magnesów, zmusił się jednak do uśmiechu, tym razem może odrobinę bardziej przekonującego niż ten, którym uraczył ją parę chwil wcześniej. Delikatnym gestem uniósł lekko jej głowę, nie widząc żadnego powodu, dla którego miałaby chować przed nim twarz. Tę zresztą ujął w dłonie, kciukami przecierając lekko ten rozmyty tusz pod jej oczami – bardziej chyba dla jej komfortu niż przez to, że widok miałby mu jakkolwiek przeszkadzać. W końcu… powinna już chyba doskonale wiedzieć, że prawdopodobnie nie istniała sytuacja, w której mógłby rzeczywiście uznać, że wyglądała w jakimkolwiek stopniu nieatrakcyjnie w jego oczach.
Tylko z trzech…? – dopytał, unosząc lekko brwi i w kolejnej chwili składając na jej wargach czułego całusa. – Mam wybrać losowo, czy zależy ci na jakichś konkretnych?
Możliwe, że przynajmniej w jakimś stopniu udało mu się zadbać o to, by w jego głosie wybrzmiało coś, co mogłoby chociaż przypominać tę typową, nieco żartobliwą nutę. Niewielkie były szanse na to, by miało się to udać w pełni przekonująco, ale… chyba i tak było to najlepsze, na co był w stanie zdobyć się w tej sytuacji. Zwłaszcza przyglądając się tym jej wciąż załzawionym, zaczerwienionym oczom.
Raz jeszcze pocałował ją – tym razem w kącik ust – jednocześnie coraz wyraźniej uświadamiając sobie, że prawdopodobnie powinni już przynajmniej spróbować wydostać się z tego nieszczęsnego labiryntu. Może i wcale nie miał zbytniej ochoty podnosić się z tej podłogi – zwłaszcza, że musiałoby wiązać się z ponownym zwiększeniem dystansu pomiędzy nimi – ale chyba nie było sensu wierzyć w to, że jeżeli zostaną tu wystarczająco długo, to czas na zewnątrz tak po prostu przestanie płynąć i tym samym zyskają go dla siebie nieco więcej.
Jak chcemy mieć szansę, na jakiś prysznic, czy filmy, to chyba wypadałoby spróbować stąd wyjść… – westchnął, raz jeszcze wtulając się w nią i przynajmniej jeszcze przez chwilę rozważając, czy mimo wszystko nie mogliby tu zostać jeszcze trochę dłużej… – Poza tym… nie widziałaś jeszcze za wiele w wesołym miasteczku. Dalej nie możesz wiedzieć, czy warto je odwiedzić, kiedy już się otworzy…
No tak, to przynajmniej mógł być nieco przyjemniejszy sposób na to, by kupić sobie jeszcze trochę czasu. I to tego, w którym mogliby jeszcze przez chwilę lub dwie udawać, że absolutnie wszystko było w porządku, kolejnego dnia wcale nie czekała ich stanowczo zbyt długa rozłąka i… po prostu mogli go wykorzystać całkowicie beztrosko, zwiedzając jeszcze przez moment nieczynny lunapark.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”