Czasy liceum były dość… specyficzne – niby ludzie dojrzewali i byli praktycznie dorośli, a mimo wszystko często zachowywali się gorzej niż dzieci. Connor doskonale pamiętał wszystkie odpały - zarówno te imprezowe, jak i szkolne. Wiele pamiątek zachował na pamięci przenośnej – zawanej pendrive’em – poświęconym wyłącznie czasom licealnym. Trzymał tam między innymi zdjęcia z wycieczek, imprez, szkolnych wydarzeń, a nawet lekcji.
Były fotografie kolegi z ławki śpiącego w najlepsze podczas zajęć, zdjęcia notatek wypełnionych absurdalnymi dopiskami oraz wierszykami i oczywiście uwiecznione na zawsze „arcydzieła” tworzone na ostatnich stronach zeszytów. Niektóre rysunki były tak zacne, że Connor żartował czasem, iż sam Picasso patrzyłby na nie z zazdrością, zastanawiając się, jakim cudem nie wpadł na coś równie NIESAMOWITEGO i pięknego. Mimo tych wszystkich zabawnych sytuacji Walker musiał
przetrawić, a jednocześnie pogodzić się ze zmianą w jednej relacji z kimś, kogo znał. Kimś, kogo zauważył po raz pierwszy, gdy jako dzieciak akurat bawił się na werandzie przed domem, gdy nagle zajechało ciemne auto, a za nim całkiem spora ciężarówka i oba pojazdy zaparkowały przed domem obok. Najpierw wysiadli kierowca wraz z kobietą, a potem trójka dzieciaków w podobnym wieku do niego. I wtedy zauważył ją. Miała długie włosy związane w dwa kucyki i Connor zastanawiał się, czy to mieli być jego nowi sąsiedzi.
Okazało się, że owszem.
I bardzo go to ucieszyło.
Szczególnie, że po jakimś czasie, razem chodzili do szkoły i razem z niej wracali, czasami zahaczając o plac zabaw albo jakiś park gdy już byli nieco starsi. Często też - ponieważ mieszkali obok siebie - przychodzili jedno do drugiego lub odwrotnie w zależności od tego, kto pierwszy rzucił zaproszeniem lub zarzucił tekstem
ej idziemy do mnie.
W sumie odkąd sobie wszystko wyjaśnili po latach
separacji, Connor znów zaczął powtarzać te trzy słowa, zachęcające do tego, by przekroczyć próg jego mieszkania i wspólnie spędzić czas. Jemu było naprawdę obojętne, czy będą coś robić coś konkretnego, czy tylko leżeć bo najważniejsze, że miał ją obok siebie, a ze względu na swoją pracę, nie codzienie mógł go spędzić tyle, ile by chciał. Aczkolwiek skoro dostała coś fajnego w swoim prezencie, sama będzie mogła przychodzić, kiedy tylko będzie miała ochotę.
Pani Walker posłała ciepły uśmiech Camelli i jeszcze raz ją do siebie przytuliła.
Potem obydwoje zasiedli do stołu, dołączając do wszystkich zebranych.
- Melcia ma rację. Jesteśmy duzi, więc spokojnie. - dodał jeszcze od siebie, a następnie nałożył swojej dziewczynie to, na co miała ochotę, a sam poprosił o sok jabłkowy - choć coś mu podpowiadało, że lepiej byłoby nalać sobie piwa…. i w tamtej chwili zaczął zastanawiać się, czy aby nie pójść w ślady Erica, którego szklanka mieniła się żółtym kolorem, a na górze widoczna była opadająca pianka.
Powinien być przygotowany na te pytania, ale jednak nie był. Podniósł wzrok na panią Stones, która rozpoczęła tę rundę “Jednego z dziesięciu” i już otwierał usta, gdy Cama wystrzeliła z odpowiedzią. On, chcąc dodać jej wsparcia wraz z otuchą, wziął jej rękę i złączył ją ze swoją w uścisku - nieważne, że jeszcze kilka minut temu się za nie trzymali.
- Nie zrobiliśmy tego specjalnie. Po prostu nie chcieliśmy Was rozczarować, to wszystko. - jego mama coś jeszcze chciała od siebie dodać, ale ostatecznie tylko przewróciła oczami i napiła się wina, posyłając porozumiewawcze spojrzenie Pani Stones, co oznaczało, że planowała to z nią przedyskutować, gdy zostaną same.
- Mamo! - podniósł głos Connor, bo doskonale wiedział, do czego piła…
Ja nie wierzę…. powiedział do samego siebie w myślach, zaciskając mocniej dłoń Camellii. Na dodatek jeszcze pani Stones dorzuciła swoje trzy grosze…
Chociaż największe oczy zrobił, kiedy usłyszał słowa swojej dziewczyny. O tym to akurat oni będą musieli porozmawiać…
- Posłuchajcie… - zaczął, lecz Eric postanowił rozpocząć wypowiedź w dokładnie tym samym momencie.
- Jasne, że chciałbym być wujkiem, tak że, Connor, lepiej weźcie się z moją siostrą do roboty. - powiedział, puszczając oczko, a po chwili dodał:
- Eee… nie o mnie tu teraz rozmawiamy. - odpowiedział, szybko sięgając po swoje piwo, aczkolwiek Pani Stones złapała przynętę i popatrzyła na syna z uniesionymi brwiami.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - spytała, a Eric wybuchnął nerwowym śmiechem.
- Nie. - odparł stanowczo Stones, wzruszając ramionami, i kiedy pani Stones odwróciła wzrok, Eric spojrzał na Camę z przymrużonymi oczami - było widać, że nie spodziewał się przerzucenia
piłeczki na jego stronę.
Connor nagle chrząknął, chcąc, by teraz wysłuchano tego, co sam miał do powiedzenia.
- Pozwólcie, że w tej kwestii sami zadecydujemy. Oczywiście, jeśli wcześniej coś się uhm… wymknie spod kontroli, to uwierzcie, że zostaniecie poinformowane. Na razie… żyjemy w ciągłym biegu. Cama dostaje co rusz to nowe projekty, a ja… - zawiesił głos, bo każdy tu wiedział, kim był z zawodu.
- A ja nadal jeżdżę karetką i potrafię wracać naprawdę późno. Ostatnio wieczorami potrafiło się sporo dziać, bo a to wypadek, a to potrącenie, a to bójka... - dokończył.
- A może powinieneś pomyśleć nad zmianą pracy? - powiedziała pani Walker, a Connor tylko posłał jej piorunujące spojrzenie i zacisnął wolną dłoń pod stołem.
- A może mogę coś zjeść? - odpowiedział z ironicznym uśmiechem; aczkolwiek jakoś trochę mu się odechciało jeść w tamtym momencie. No ale dla zachowania pozorów, nałożył sobie - rozłączając dłonie - trochę sałatki i parę kawałków kimbapu. Wsadził sobie do buzi kimbap.
- Mmm, bardzo dobre. - a mama Camelli i Erica uśmiechnęła się w podzięce.
Naprawdę mu smakowało.
Camellia