25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

O Maximilianie Korhonenie można było powiedzieć wiele. Bywał idiotą, dupkiem i człowiekiem o zadziwiającej zdolności pakowania się w sytuacje, które rozsądni ludzie omijali szerokim łukiem. Upór odziedziczył chyba po obojgu rodzicach, cierpliwości nigdy nie wypracował, a własne problemy zwykł spychać na sam koniec listy rzeczy do załatwienia. Nie był święty. Popełniał błędy, czasami mówił za mało, innym razem o kilka słów za dużo. Zdarzało mu się także angażować w sprawy, które nie powinny go obchodzić, tylko dlatego, że sumienie nie pozwalało mu przejść obok nich obojętnie. Była jednak jedna rzecz, do której podchodził z wyjątkową konsekwencją. Przywiązywał wagę do słów. Nie tych wypowiadanych pod wpływem emocji, złości czy zmęczenia, ale do obietnic. Jeśli coś deklarował, zazwyczaj doprowadzał sprawę do końca, nawet wtedy, gdy okoliczności przestawały temu sprzyjać.
Dlatego kilka dni po ostatniej wizycie ponownie skręcił na podjazd pensjonatu, tym razem ciągnąc za pickupem niewielką przyczepkę załadowaną drewnianymi belkami, workami z betonem i wszystkim, czego potrzebował do budowy huśtawki - tej samej, którą kiedyś obiecał przy okazji wyprawy na polanę. Większość ludzi zapewne dawno zapomniałaby o podobnej deklaracji; Max nie potrafił.
Podczas drogi kilkukrotnie wracał myślami do rozmowy z Lilian, nawet jeśli nie chciał tego robić, to niektóre słowa miały irytującą tendencję do pozostawania w głowie znacznie dłużej, niż powinny. Nadal nie był pewien, dlaczego zwykłe pytanie wywołało tak gwałtowną reakcję. Wiedział natomiast jedno — pod warstwą złości kryło się coś więcej. Coś, czego Lilian broniła z taką zawziętością, jakby samo nazwanie problemu mogło uczynić go realnym. Nie zamierzał jednak wracać do tamtej rozmowy, przynajmniej nie dzisiaj. Dzisiejszy dzień należał do drewna, narzędzi i konstrukcji, które miały przetrwać znacznie dłużej niż ludzkie humory.
Zgasił silnik, wysiadł z samochodu i przez moment spojrzał w stronę pensjonatu. Następnie sięgnął po okulary przeciwsłoneczne, wsunął je na nos i ruszył w stronę przyczepki.
Kilka minut później pierwsze drewniane belki wylądowały na trawie w wybranym wcześniej miejscu ogrodu. Max rozłożył narzędzia, odmierzył odległości i bez większego zastanowienia uruchomił spalinowy świder. Ciszę pensjonatu niemal natychmiast przeciął charakterystyczny ryk silnika. Hałas poniósł się między rabatami, krzewami i ścianami budynku, skutecznie informując wszystkich w promieniu kilkudziesięciu metrów, że Maximilian Korhonen właśnie zabrał się do pracy. A kiedy już zaczynał pracę, zwykle trudno było go od niej odciągnąć.




Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian przez kolejne dni żyła w zawieszeniu. Nie potrafiła pozbyć się wyrzutów sumienia po ostatniej rozmowie z Maxem i coraz wyraźniej docierało do niej, że pozwoliła emocjom przejąć kontrolę. W najzwyklejszy sposób zachowała się wtedy jak dziecko, bo odeszła zdenerwowana, rozgoryczona i, z nawet sobie nieznanych powodów, obrażona. Uporczywy wstyd wracał do dziewczyny za każdym razem, gdy przypominała sobie tą cholerną sytuację i im dłużej o tym myślała, tym bardziej miała ochotę zapaść się pod ziemię.
Z okna jednego z pokoi gościnnych, który akurat sprzątała, dostrzegła pickupa majstra. Później jeszcze kilkukrotnie ostrożnie wyglądała przez szyby innych sektorów pensjonatu. Widziała wszystko co robił, a jednak nie potrafiła tak po prostu wyjść na zewnątrz i spróbować z nim porozmawiać. Brakowało jej odwagi, którą zazwyczaj się cechowała, a która obecnie uleciała wraz z zakończeniem tamtego dnia.
W końcu po dobrej godzinie zbierania się w sobie, przygotowała mrożoną kawę i wyjęła z lodówki dwie babeczki. Upiekła je wczesnym rankiem dla gości na podwieczorek, ale teraz uznała, że część z nich mogła znaleźć inne zastosowanie. Np. Przeprosiny. Następnie nerwowo wygładziła dłońmi jasną sukienkę i wpięła w krótkie włosy dwie złote spinki.
Z tacą w dłoniach wyszła na podwórze. Akurat szła wzdłuż kamiennej ścieżki, kiedy spokój orodu zagłuszył ryk spalinowego świdra. Lilian mimowolnie przyspieszyła. Była zarówno zaniepokojona, jak i ciekawa głośnym dźwiękiem i tym, co Max planował na obrzeżach pensjonatu. Wkrótce dostrzegła go nieopodal krzewów i kwiatowych rabat. Wyglądał na zapracowanego, więc tym bardziej nawiedziła ją niepewność, czy w ogóle powinna mu przeszkadzać.
Nabrała dwóch głębokich wdechów, po czym sztywna i prosta jak struna zatrzymała się tuż za plecami mężczyzny.
Max! — krzyknęła, aby przebić się przez hałas. — Max! Max! Maxymilianie! — wrzasnęła już w przypływie desperacji, po czym (z uwagi, że miała zajęte ręcę), tryknęła go trampkiem w łydkę. — Przyniosłam ci kawę. Nie dodałam do niej ani arszemiku ani innej trutki, więc możesz spokojnie się nią ochłodzić. Babeczki upiekłam rano. Są z żelką borówkową. Nie wiem czy lubisz. Jak nie, to po prostu nie jedz. — Ostrożne ułożyła tacę na olbrzymim, dekoracyjnym kamieniu.
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Zabierając się do pracy, nie zastanawiał się nad obecnością Lilian. Właściwie od momentu wyciągnięcia pierwszych narzędzi skutecznie zajmował głowę wszystkim, co nie było nią. Skutecznie ignorujący myśli dotyczące brunetki oraz ich ostatniej, nieprzyjemnej rozmowy. Belki wymagały przycięcia, grunt przygotowania, a fundamenty precyzji. Te konkretnie działania wpływały na Maxa wręcz kojąco, nie zadając niewygodnych pytań i nie rzucając mu w twarz słów, które później wracały do człowieka po nocach. Dlatego, - jak i przez panujący hałas, dopiero kiedy coś stuknęło go w łydkę, drgnął i gwałtownie puścił spust świdra. Silnik zamilkł, a Max odwrócił się przez ramię z miną człowieka wyrwanego z konkretnego działania, nie kryjąc grymasu niezadowolenia wymieszanego z zaskoczeniem.
Na litość boską… — mruknął, zsuwając okulary na czubek nosa. — Jeszcze chwila i zacząłbym podejrzewać, że to nowa metoda zwracania na siebie uwagi. — dodał, kiedy dostrzegł stojącą za nim Lilian. Spojrzenie blondyna automatycznie powędrowało na tacę, potem na kawę, następnie na babeczki i dopiero na końcu wróciło do brunetki. Przez krótką chwilę nic nie mówił. Po ostatniej rozmowie nie spodziewał się raczej takiej wizyty. - Dziękuję. — odezwał się w końcu, odkładając rękawice na stertę desek. — Chociaż muszę przyznać, że po tej przemowie o arszeniku nie wiem, czy powinienem czuć się uspokojony, czy wręcz przeciwnie. - oznajmił, starając się, by jego słowa brzmiały w typowym dla niego lekkim tonie, jednak ciężko było wyzbyć się wrażenia, iż napięcie między nimi wisi w powietrzu.
Zrobił krok w przód i sięgnął po kubek. Upił łyk mrożonej kawy, wzdychając z wyraźnym zadowoleniem. Zaraz potem jego wzrok powędrował ku babeczkom. Wyglądały zdecydowanie zbyt dobrze, by je zignorować. A Max od zawsze miał słabość do domowych wypieków — takich prawdziwych, robionych przez kogoś, a nie kupionych po drodze w piekarni. Mimowolnie oblizał usta i nawet wyciągnął rękę po jedną z nich, jednak w połowie ruchu zatrzymał się, spoglądając na własne dłonie. Pokrywał je pył, drobinki drewna i ślady pracy, których nie dało się zignorować. Westchnął ciężko, po czym wymownie uniósł brwi i pokazał Lilian otwarte wnętrza dłoni. — Mam pewne podejrzenia, że chrupiąca warstwa trocin nie była częścią przepisu. — zauważył sucho. — Chyba będę potrzebował pomocy, jeśli mam zachować resztki godności i nie zjeść przy okazji pół placu budowy. — dodał, a w kąciku jego ust pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.



Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierzała go zaskoczyć, choć przypuszczała, że właśnie tak mogło się stać. Mimo tego na dźwięk jego słów, w których wyraźnie pobrzmiewało zdumienie, leniwie wzruszyła ramionami. Nie zamierzała przepraszać za nagłą wizytę, skoro po wielu namysłach w końcu zdecydowała się wyjść z pensjonatu i się... przywitać.
Lilian przez chwilę obserwowała, jak najpierw zmierzył wzrokiem tacę, a potem ją samą. Odpowiedziała mu równie uważnym spojrzeniem. Patrzyła, jak zdejmuje ciężkie rękawice i odkłada je na stertę desek, po czym sięga po mrożoną kawę i bierze solidny łyk. Dostrzegła cień zadowolenia, który przemknął przez jego twarz, gdy smakował napój, a potem sposób, w jaki przyglądał się wypiekom. Włożyła w nie naprawdę mnóstwo pracy i była pewna, że smakują równie dobrze, jak wyglądają.
A potem wzdrygnęła się lekko oburzona, jeszcze nie do końca świadoma powodów, kiedy cofnął dłoń i ostatecznie nie złapał żadnej babeczki. Mimowolnie pomyślała, że popełnił błąd, ale zaraz zrozumiała o co chodziło. Odruchowo przesunęła spojrzenie po brudnych rękach Maxa, po czym wróciwszy do jego błękitnych oczu, natychmiast potaknęła i złapała słodki wypiek.
Naprawdę miała ochotę go nakarmić, jeśli tylko zgodziłby się zjeść oba ciastka.
Na pewno dostałbyś niestrawności od trocin — zauważyła żartobliwie. Następnie ostrożnie podsunęła babeczkę do ust mężczyzny i poczekała, aż odgryzie kawałek. Gdy to zrobił trochę okruszków posypało się na ziemię, a ukryta w środku borówkowa żelka stała się całkiem widoczna. W kąciku ust Maxa została niewielka smuga kremu, na widok której Lilian uśmiechnęła szeroko, uznając to wszystko za wyjątkowo uroczy obraz.
Chwilę później ponownie podsunęła mężczyźnie babeczkę do ust, ale tym razem celowo chybiła. Zamiast trafić w jego wargi, rozmazała lepką fruzelinę po połowie jego policzka i czubku nosa. Roześmiała się przy tym okropnie. Przy okazji odrobina kremu spłynęła po jej palcach. Lilian odruchowo zlizała słodką smugę, zanim zdążyła skapnąć niżej, choć niewielka plamka i tak wylądowała na dekolcie białej sukienki.
Jesteś niezdarny, Max — oznajmiła prześmiewczo, wciąż z wyraźnie słyszalną nutą rozbawienia..
Rozkruszona babeczka znikała z jej palców, gdy sama skubnęła jeszcze dwa kęsy. Wciąż chichocząc i lekko drżąc od własnego śmiechu, ponownie przyłożyła wypiek do twarzy mężczyzny. Jednocześnie drugą, ubrudzoną kremem dłonią musnęła jego ucho i nawet tam celowo zostawiła słodki ślad.
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Lilian Davenport nie przestawała go zadziwiać. Była wręcz absurdalna w swoim zachowaniu, a przy tym niebywale urocza. Dodatkowo dla Maxa zaskakujące było to, z jaką łatwością poddawał się wszystkim zmianom zachodzącym w ich znajomości, której nadal nie potrafił jednoznacznie określić. Pod połaciami skóry czuł wyraźnie, że dawno przestał być jedynie pracownikiem wynajętym do remontu pensjonatu, ale jednocześnie nie miał też prawa uważać się za kogoś bliskiego. Ich relacja od początku składała się z dziwnych zbiegów okoliczności; była huśtawka i berek, było jezioro, był wieczór z gorączką i były także kłótnie, niedopowiedzenia i rozmowy, które kończyły się dokładnie tam, gdzie powinny dopiero się zaczynać. A mimo to za każdym razem wracali do siebie jakby prowadzeni jakąś niewidzialną nicią.
Dlatego bez większego protestu pochylił się nad babeczką, pozwalając jej się nakarmić. Zresztą wypiek okazał się dokładnie tak dobry, jak wyglądał. Zdążył nawet pomyśleć, że być może powinien częściej przyjmować przeprosiny w podobnej formie, kiedy nagle poczuł chłodną, lepką fruzelinę rozmazującą się po policzku i nosie. Zamarł na sekundę. Potem powoli zamknął oczy. Bardzo powoli. Tak, jak człowiek próbujący zachować resztki cierpliwości. — Jesteś świadoma, że właśnie wypowiedziałaś wojnę? — zapytał spokojnie, aż podejrzanie spokojnie, ścierając opuszkami palców część kremu z policzka. W jego głosie nie było jednak ani odrobiny złości, wręcz przeciwnie - w błękitnych oczach pojawił się ten znajomy błysk, który zwykle zwiastował problemy…… dla niej.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, zrobił krok naprzód. Jedną dłonią pewnie złapał jej nadgarstek, ten ubrudzony kremem, żeby przypadkiem nie uciekła, a drugą sięgnął po resztkę babeczki. — Niezdarny? — powtórzył z niedowierzaniem. — To ciekawe, bo ja mam wrażenie, że celowałaś wyjątkowo precyzyjnie. - kącik jego ust drgnął, a potem bez najmniejszych wyrzutów sumienia musnął czubek jej nosa kremem. Tylko odrobinę. Tyle że na tym oczywiście nie poprzestał. Chwilę później niewielka smuga wylądowała również na jej policzku. — Teraz przynajmniej wyglądamy równie profesjonalnie. — oznajmił z wyraźnym zadowoleniem, kiedy ostatni kęs babeczki znalazł się przy jego ustach. Od razu go pochłonął, a część kremu osadziła się na górnej wardze. Uwadze Maxa nie umknęło to subtelne muśnięcie jego ucha, a on sam święcie przekonany był, że i tam pozostawiła słodki ślad. Zaśmiał się, dokładnie w tej samej chwili, kiedy jasne tęczówki spotkały spojrzenie ciemnych, rozbawionych oczu. Bez ostrzeżenia chwycił Lilian ponownie za nadgarstki, jednak tym razem płynnym i pewnym ruchem przyciągnął do siebie, zupełnie ignorując fakt pozostawienia na jej białej sukience śladów trocin. — Teraz będziesz musiała błagać o odkupienie — wyszeptał tuż przy jej uchu niskim głosem. Pochylił się odrobinę bardziej i celowo musnął płatek jej ucha własnymi wargami — tymi wciąż ubrudzonymi borówkowym kremem. Na jasnej skórze natychmiast pojawił się identyczny czerwony ślad jak ten, który jeszcze przed chwilą zdobił jego twarz. A potem, korzystając z chwili przewagi, przeszedł do ostatecznej zemsty. Zaczął ją łaskotać bez najmniejszego ostrzeżenia, najwyraźniej uznając, że jest to kara w pełni adekwatna do popełnionego przestępstwa.



Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przejęła się szczególnie wypowiedzianą wojną, w którą de facto nawet nie uwierzyła. Zamiast tego, niegrzecznie rozbawiona, obserwowała, jak Max leniwie starł palcami część kremu z policzka. Wciąż wyglądał tak, jakby do końca nie dowierzał, że ośmieliła się w tak dziecinny sposób przekroczyć granicę; że naprawdę bez pardonu wtarła w niego krem z tej apetycznej babeczki, którą tak pieczołowicie piekła rano.
Po chwili Lilian przestało być do śmiechu. Zgubiła oddech, gdy mężczyzna złapał ją za nadgarstek i z taką samą śmiałością, jaka wcześniej towarzyszyła jej, sięgnął po drugi wypiek. Wzdrygnęła się, ale nie tyle przestraszona, co podekscytowana, bo bez trudu była w stanie przewidzieć dalszy przebieg wydarzeń.
I cieszyła się. Naprawdę. W tej osobliwej, infantylnej sytuacji towarzyszyło jej szczere, wesołe poruszenie, bo zrozumiała, że Max nie wziął sobie do serca jej wcześniejszych słów. Mimo kłamliwego rozkazu Lilian nie zamierzał trzymać dystansu, co niemal natychmiast udowodnił, muskając czubek jej nosa kremem.
Tylko odrobinę.
Chwilę później kolejna porcja słodkiej masy wylądowała na policzku Lilian. Przez cały ten czas usiłowała się bronić. Wyginała się to w jedną, to w drugą stronę, próbując jednocześnie odepchnąć go wolną dłonią, ale przy swoich stu sześćdziesięciu centymetrach wzrostu nie miała większych szans w tego rodzaju pojedynkach. Ostatecznie mogła tylko się śmiać: głośno i do rozpuku, aż policzki poczerwieniały jej od wysiłku.
Jestem menadżerką tego przybytku — odparła na wzmiankę o profesjonalizmie, choć w jej głosie nie było żadnej powagi.
Trudno zresztą było traktować ich teraz poważnie. Nikt, kto obserwowałby to wszystko z boku, nie posądziłby ich o zajmowanie odpowiedzialnych stanowisk. Lilian w swojej uroczej, a obecnie ubrudzonej kremem sukience, wyglądała jak dziecko, podczas gdy Max, umorusany słodką masą i górujący nad nią o całą głowę, mógł uchodzić co najwyżej za niesfornego licealistę.
Roześmiała się ponownie, gdy przestrzeń wypełnił szczery śmiech Maxa. Był zaskakująco przyjemny dla uszu Lilian. Przez moment była przekonana, że to już koniec ich przekomarzań; że oboje wyczerpali zapasy dziecięcej złośliwości.
Ledwie uspokoiła oddech i przestała się śmiać, Max ponownie chwycił jej nadgarstki. Wyczuła, że tym razem zrobił to bardziej zaborczo, po czym przyciągnął ją do siebie tak gwałtownie, że całym ciałem uderzyła w jego klatkę piersiową. Z ust dziewczyny wyrwało żałosne jęknięcie. Pomimo tego natychmiast uniosła głowę i mimowolnie się uśmiechnęła. Najpierw przesunęła spojrzeniem po śladach kremu rozmazanych na twarzy majstra, po czym zajrzała mu prosto w oczy. Chciała powiedzieć coś kąśliwego, odzyskać choć odrobinę przewagi, ale nie zdążyła, bo niespodziewanie pochylił niżej
Wtedy zadrżała. Szept Maxa musnął jej ucho, dreszcz przebiegł wzdłuż karku i rozlał się po skórze niepokojącym mrowieniem. Miała dziwne wrazenie, że serce zabiło odrobinę szybciej, a gdy wargi ledwie otarły się o płatek jej ucha, to wszystko nabrało jeszcze większej intensywności.
Och, i co powinnam zrobić, żeby odkupić swoje winy? — zironizowała, po czym odsunęła głowę, aby znów patrzeć mu prosto w twarz. Nie spodziewała się jednak łaskotek.
Pisknęła zaskoczona i aż podskoczyła w miejscu, a potem wybuchnęła gwałtownym śmiechem. Oczywiścid szarpała się i próbując wyrwać z jego rąk, wyginała się na wszystkie strony oraz bezskutecznie odpychała Maxa ramionami.
W końcu odskoczyła dwa kroki w tył. Odzyskała względnie bezpoeczny dystans, ale nie zamierzała na tym poprzestać. W pewnym momencie wyciągnęła w stronę mężczyzny oskarżycielsko palec.
Ty... — sapnęła. Łapała hausty powietrza. — Ty bestio! — wydarła się.
Obije wyglądali tragicznie. Dwoje dorosłych ludzi stało naprzeciw siebie kompletnie umazanych kremem. Sukienka Lilian była doszczętnie zmięta i miejscami pobrudzona słodką masą, co świadczyło o niezwykle zaciętej bitwie. Max również nie prezentował się lepiej. Krem zdążył rozmazać się po jego policzku i szczęce, a we włosy wdarły się warstwy trocin, które wbiły się także w jej niegdyś białe ubranie.
Nagle Lilian ściągnęła buta. Trochę rozzłoszczona, trochę rozbawiona wycelowała nim w Maxa.
Chodź tutaj żartownisiu! — Cisnęła w mężczyznę trampkiem, po czym prędko sięgnęła po drugiego, stając na trawie całkowicie boso. — Tak mi się odwdzięczasz za kawę i jedzenie? — prychnęła wesoło i tym razem juz osobiście przyłożyła mężczyźnie butem raz w biodro, a raz w ramię. Towarzyszyła temu ogromną salwa najszczerszego śmiechu na jaki bylo stać Lilian Davenport.
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Kiedy wspomniał o wypowiedzianej wojnie, nie dostrzegł na twarzy Lilian nawet cienia przejęcia czy strachu, nawet jeśli będąc ostatnio w podobnym konflikcie skończyli w jeziorze. Zamiast tego na ustach brunetki błąkał się rozbawiony uśmiech, sięgając czekoladowych oczu. Max obserwował go przez krótką chwilę, nieświadomie odwlekając moment, w którym powinien był zwyczajnie odsunąć się i wrócić do pracy. Problem polegał na tym, że coraz częściej łapał się na podobnych momentach; na przyglądaniu się jej odrobinę za długo, na zapamiętywaniu rzeczy, które nie powinny mieć większego znaczenia oraz na zwracaniu uwagi na szczegóły.
Prawdziwym błędem nie było jednak ubrudzenie jej kremem ani nawet późniejsze łaskotki. Błędem okazało się nachylenie do jej ucha. Ten jeden spontaniczny gest, którego nie przemyślał, chcąc się jedynie odegrać. Wyprowadzić ją z równowagi dokładnie tak samo, jak ona wcześniej wyprowadziła z niej jego, zobaczyć jej reakcję, lecz niewątpliwie nie spodziewał się tej własnej. Miękkość skóry, ledwie wyczuwalne drżenie, które przebiegło przez jej ciało i przede wszystkim zapach jaśminu; delikatny, ale wystarczająco intensywny, by przez krótką chwilę całkowicie zagłuszyć wszystko inne. Mamił zmysły, mieszał, pozbawiając zdrowego rozsądku i nakłaniał do działnia. Ciepło ciała dziewczyny osiadło na jego skórze, gdy chwilę później wpadła na jego klatkę piersiową. I właśnie wtedy coś nieprzyjemnie znajomego odezwało się gdzieś pod żebrami. Nie było to tak gwałtowne jak tamte myśli, które nawiedziły go podczas gorączki, wręcz przeciwnie - znacznie spokojniejsze, subtelniejsze. I równie przyjemne, jak uczucie ulgi, kiedy w końcu po kilku upalnych dniach pojawiają się pierwsze krople deszczu. Max nie miał jednak najmniejszej ochoty analizować, co dokładnie oznaczało, dlatego z prawdziwą ulgą przyjął jej śmiech i kolejne próby wyrwania się z jego rąk. Łatwiej było skupić się na wojnie o babeczkę niż na fakcie, że przez ułamek sekundy zwyczajnie nie chciał jej puszczać.
To właśnie dlatego, kiedy chwilę później obserwował rozbawienie malujące się na twarzy Lilian, nie zauważył nadlatującego trampka. Dopiero gdy but przemknął tuż obok jego ramienia i zniknął gdzieś w trawie, Max zamrugał z niedowierzaniem.— Czy ty właśnie rzuciłaś we mnie obuwiem? — zapytał tonem człowieka głęboko dotkniętego takim poziomem przemocy. — To jest ten słynny profesjonalizm kadry zarządzającej pensjonatem?- nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo drugi trampek uderzył go prosto w biodro. Zaśmiał się głośno, odruchowo cofając o krok. — O nie. Teraz już przesadziłaś. — oznajmił z pełnym przekonaniem. Schylił się błyskawicznie, zgarniając z ziemi pierwszy z porzuconych butów. Następnie uniósł go wysoko ponad głowę, poza zasięg właścicielki. — Konfiskata. — oświadczył z satysfakcją. — Do odwołania. - oznajmił, starając się zachować kamienną powagę, jednak patrząc na stojącą przed nim boso Lilian, z kremem na policzku, rozczochranymi włosami i drugim trampkiem w dłoni, ponownie parsknął śmiechem. Wyglądała absurdalnie. Uroczo. I zdecydowanie zbyt zadowolona z siebie jak na osobę, która kilka minut wcześniej rozpoczęła tę wojnę. — Przysięgam, Jaśminku. — pokręcił głową, nie umiejąc darować sobie nadanego jej przezwiska. — Jeszcze nie tak dawno temu próbowałaś mnie wyrzucić ze swojego życia, a teraz bijesz mnie butem. Ciężko za tobą nadążyć. - rzucił, nieświadomie - lub wręcz przeciwnie - nawiązując do ich ostatniej wymiany zdań. Max nie zapomniał tamtych słów. Wciąż pamiętał, jak stanowczo kazała mu trzymać się z dala od siebie, jak przekonywała go, że czuje się przy nim niekomfortowo i że najlepiej byłoby, gdyby przestali na siebie wpadać. Pamiętał wszystko. Nie wracał jednak do tego po to, żeby rozdrapywać stare rany czy domagać się wyjaśnień. Wręcz przeciwnie. Chciał, żeby zrozumiała, że nie żywi urazy. Że jeśli tamte słowa rzeczywiście miały go odstraszyć, to najwyraźniej poniosły spektakularną porażkę.



Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lilian wpatrywała się w Maxa przez krótką chwilę z szeroko otwartymi oczami, jakby nie mogła uwierzyć w bezczelność tego, co właśnie zrobił. Potem spojrzała na swoje wesoło bose stopy. Następnie na trampka trzymanego wysoko nad ich głowami, na co mimowolnie parsknęła śmiechem.
Przecież mogła przewidzieć, że to się tak skończy. Wyprostowała się i założyła ręce razem z drugim trampkiem na piersi. Spróbowała przybrać pozę osoby śmiertelnie obrażonej, ale w jej ciemnych oczach majaczyły radosne ogniki.Zaraz postawiła krok w stronę Maxa i wyciągnęła wolną dłoń:
Oddawaj.
Czuła się dobrze. Zadziwiająco dobrze. Przerażająco dobrze, gdy znajdowała się w jego towarzystwie. Nie rozumiała, jak udało mu się przemienić jej szczerą niechęć w coś, co coraz bardziej przypominało sympatię.. Lilian miała wrażenie, że obdarzyła Maxa uczuciem, którego jeszcze niedawno nie podejrzewałaby u siebie nawet przez chwilę. Może zdała sobie z tego sprawę dopiero teraz, a może stało się to już tamtego dnia pod łukiem róż, dlatego wtedy kipiała z nerwów. Obecnie była pewna, że gdy pojawiał się w pensjonacie, wszystko stawało się odrobinę zabawniejsze i ciekawsze. Nawet widok babki Dolores nie gorszył tak mocno jej dnia.
Niemiennie drgnęła, kiedy wypowiedział jej prezwisko, a na dalszą część rozmowy spięła ramiona. Wiedziała, że nie robił niczeo na złość, ani nie wymagał żadnych konkretnych słów, a pomimo tego poczuła się zobowiązana, aby pociąnąć temat.
Westchnęła głośno i odruchowo starła wierzchem dłoni resztki kremu z twarzy. Potem zrobiła kolejny krok naprzód, dzięki czemu znowu skróciła dzielący ich dystans. Najpierw wypuściła trampki, pozwalając im opaść na trawę, a następnie uniosła ręce i ujęła w nie policzki Maxa. Ostrożnie zaczęła zbierać z nich ślady fruzeliny i okruszki babeczki. Parę sekund póżniej, już nieco gwałtowniej, przesunęła kciukiem po jego skórze, starając się usunąć bardziej uparte smugi.
Mam sporo na głowie — zaczęła nieco ciszej i mniej pewniej, jakby wciąż rozważała, czy kontynuować tę rozmowę. Mimo to nie cofnęła dłoni. Palcami nadal przejeżdżała wzdłuż nosa i kości policzkowych Maxa. Zawahała się jedynie, kiedy dotarła do jego ust. Wówczas nabrała głębokiego wdechu. — Nawarstwiają mi się prywatne problemy. Tamtego dnia akurat stanąłeś na linii ognia i niepotrzebnie ci się oberwało. Przepraszam za to. — W końcu przesunęła opuszkiem wzdłuż górnej wargi i starła tamtejszą smuę fruzeliny. Intuicyjnie oblizała palec, na którym został krem i dopiero po chwili zorientowała się, jak dziwnie mogło to wyglądać. Gest był dosyć naturalny dla Lilian; taki intuicyjny i lekkomyślny, jednak w tym momencie poczuła się głupio, dlatego zerknęła na Maxa szeroko otwartymi, sarnimi oczami.
Potem nerwowo zebrała krem z własnego policzka i wepchnęła mu do ust tego samego palca, co było jeszcze gorszym pomysłem. Poczuła na opuszku jego język.
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez moment pozwolił jej po prostu działać. Stał nieruchomo, obserwując jak zbiera z jego twarzy resztki kremu z niemal absurdalnym skupieniem, jakby od powodzenia tej misji zależały losy całego pensjonatu. W normalnych okolicznościach pewnie rzuciłby jakimś komentarzem, ale teraz milczał. Głównie dlatego, że odległość między nimi zdążyła zrobić się niebezpiecznie mała. Zapach jaśminu mieszał się z aromatem kawy i świeżo przeciętego drewna; dziwne połączenie. Jeszcze dziwniejsze było to, że Max zdążył je już uznać za znajome. Nie potrafił nawet określić momentu, w którym obecność Lilian przestała być dla niego czymś przypadkowym, a zaczęła należeć do tych rzeczy, których człowiek podświadomie wypatruje.
Słuchając przeprosin, uniósł jedynie lekko brew. Nie wyglądał na człowieka, który oczekiwał ich od początku. Nie taki był cel wypowiedzianych przez niego słów, dlatego był odrobinę zaskoczony takim obrotem sprawy, lecz w odpowiedzi rzekł po prostu — Wiem. — dochodząc do wniosku, że żadne inne słowa nie będą odpowiednie, jeśli nie chciał wracać do tamtego tematu, a nie chciał. W następnej sekundzie kącik ust blondyna drgnął lekko. Zaraz jednak cały ten spokój, jakim się przez chwilę odznaczali wzięli diabli.
Najpierw oblizała palec. Potem spojrzała na niego tak, jakby dopiero po fakcie dotarło do niej, co właśnie zrobiła. A chwilę później, zamiast uratować sytuację, postanowiła pogorszyć ją jeszcze bardziej. Max aż prychnął śmiechem, kiedy poczuł jak wciska mu ten sam palec do ust. — Naprawdę? — mruknął, chwytając ją lekko za nadgarstek. — To jest twój plan ratunkowy? - pokręcił głową z rozbawieniem, przez krótką chwilę patrząc jej prosto w oczy - za długo. Wystarczająco długo, żeby przypomnieć sobie jak bardzo niebezpieczna bywała ta niepozorna kobieta, kiedy przestawała zastanawiać się nad własnymi gestami. — Wiesz… — odezwał się w końcu. — Mam teorię, że większość twoich problemów bierze się stąd, że najpierw coś robisz, a dopiero później zastanawiasz się czy powinnaś. - powiedział, dopiero wtedy puszczając jej rękę i cofnął się pół kroku. Bardziej dla własnego spokoju niż z jakiegokolwiek innego powodu.Tak swoją drogą… — rzucił pozornie mimochodem. — W sobotę organizują w porcie letnią imprezę. Muzyka, jedzenie, tańce, tłumy ludzi i cała masa okazji do podejmowania złych decyzji. - zagaił, sięgając po kubek z kawą i upił łyk.— Brzmi jak coś stworzonego specjalnie dla ciebie. - dodał.[/akapit]
Prawda była taka, że obcowanie z Lilian Davenport wcale nie należało do prostych rzeczy. Przy niej człowiek nigdy nie wiedział, czego powinien spodziewać się za minutę. Potrafiła w krótkich odstępach czasu rzucić w niego oskarżeniem, przeprosić za nie, nakarmić go babeczką, rozpocząć bitwę na krem i patrzeć tymi wielkimi, ciemnymi oczami, jakby żaden z tych czynów nie miał ze sobą najmniejszego związku. Była nieprzewidywalna. Chaotyczna. Momentami irytująca do granic możliwości. A mimo to coraz częściej łapał się na tym, że zamiast trzymać się od niej z daleka, szukał kolejnych powodów, by pojawić się w pensjonacie. Nawet jeśli zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że powinien zachować większy dystans.
Problem polegał na tym, że Lilian wywoływała w nim całą gamę emocji, których nie potrafił już sprowadzić wyłącznie do zwykłej sympatii. Jednego dnia doprowadzała go do frustracji, drugiego rozśmieszała bardziej niż ktokolwiek inny, a później wystarczało, żeby stanęła kilka kroków za blisko i nagle przypominał sobie, że jest przede wszystkim mężczyzną, któremu trudniej było ignorować reakcje własnego organizmu. Mężczyzną, któremu coraz trudniej było udawać przed samym sobą, że jaśminowy zapach, przypadkowe dotknięcia i ten charakterystyczny błysk w jej oczach nie robiły na nim żadnego wrażenia.


Lilian Davenport
wanilia
23 y/o
Welkom in Canada
160 cm
Menedżer Rodzinny Pensjonat
Awatar użytkownika
Zaraz dla nas wybije północ.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że wiedział i właśnie dlatego po cichu była mu wdzięczna za to, że wcześniej przemilczał całą sprawę oraz że w podobnym stopniu nie uniósł się zdenerwowaniem.
Chwilę później Lilian otworzyła usta, jakby chciała od razu zaprotestować, ale z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Zamiast tego zmrużyła oczy i posłała mu spojrzenie pełne oburzenia, które zupełnie nie pasowało do jej czerwieniejących policzków. W końcu sama wpakowała się w tą sytuację, pozwalajac Maxowi oblizać swojego palca. Jakkolwiek fatalnie to brzmiało.
To nie był żaden plan ratunkowy — oznajmiła na jednym wdechu, kiedy w końcu wyswobodziła nadgarstek i ułożyła dłonie wzdłuż ciała, uprzednio nerwowo zaciskając pięść. — Rzeczywiście tego nie przemyślałam, ale mogłeś zaprotestować, dlaczego oblizałeś mój palec? — zapytała głupio, przy czym znowu wyciąnęła rękę w stronę Maxa i pokazała mu palec, na którym raptem przed chwilą spoczął jego ciepły, wilgotny język.
Trafił w punkt. W kilku słowach idealnie podsumował największy problem Lilian. Co gorsza, nawet teraz potwierdziła jego teorię, bo gdy się odsunął, nie pozwoliła mu zwiększyć dzielącego ich dystansu. Zamiast tego od razu zrobiła krok do przodu i ponownie zastąpiła mu drogę. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć ani zrobić kolejnej lekkomyślnej rzeczy, bo Max odezwał się pierwszy.
Letnią imprezę? — Nie zrozumiała od razu. Zatrzymała się mimochodem i przez parę sekund obserowała, jak mężczyzna sięga po kubek i upija łyk kawy. — To zaproszenie? — dopytała zdumiona, ale widocznie zadowolona.
Lilian nie miała pojęcia, co działo się w głowie Maxa. Nie wiedziała o frustracji, rozbawieniu ani o wszystkich tych momentach, w których próbował przekonać samego siebie, że była mu obojętna. I właśnie dlatego znowu nie rozumiała, dlaczego wyszedł z kolejną inicjatywą, aby gdzieś ją zabrać.
Przyglądała mu się uważnie. Ściągnęła lekko brwi i zmarszczyła nos, uśmiechając się przy tym uroczo.
Wiesz...— odezwała się w końcu tonem tak znaczącym i osobliwym, że Max bez trudu mógł się domyślić, iż właśnie próbowała go do czegoś przekonać. — Pewnie zauważyłeś, że mam dość napięte relacje z babcią. Nie jest zwolenniczką moich wieczornych wyjść, a ktoś zalepił mi dziurę w murze... — Niespodziewanie uwiesiła się na jego ramieniu i spojrzała głęboko w oczy. — Więc... musiałbyś mnie złapać, jeżeli to zrobisz, to pójdę z tobą wszędzie.
Dla Lilian każda okazja, aby wyrwać się spod pieczy Dolores była wystarczająca. W jej życiu, poza pracą, działo się naprawdę niewiele, więc nie zamierzała zmarnować okazji, aby po raz kolejny poznać Toronto nocą.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”