Pięćdziesiąt osiem… pięćdziesiąt dziewięć… pięć minut.
Jak poparzona sięgnęła po leżący na pralce test i chyba nigdy tak głośno nie odetchnęła z ulgą — w okienku była tylko jedna kreska. Zgarnęła jeszcze całe opakowanie i wrzuciła do kosmetyczki pędzel do różu, którym bawiła się nerwowo podczas tych najdłuższych pięciu minut w jej życiu, a kartonik wraz z całą jego zawartością wyrzuciła do śmieci pod zlewem w kuchni. Upewniła się jeszcze tylko, że miski psów były napełnione, a potem pognała do pracy. Już i tak była spóźniona, miała więc cichą nadzieję, że także jej pierwsza klientka miała coś ważnego do załatwienia przed poranną wizytą w salonie i nie pojawi się w salonie punktualnie.
Cały problem jednak polegał na tym, że w kuble wylądował jej pędzel, zaś w kosmetyczce ten przeklęty plastikowy patyk…
A w pracy nie miała czasu o tym myśleć. Zapomniała o spóźniającym się okresie, o mdłościach od zapachu pylących kwiatów i drzew. Skupiła się na swoich obowiązkach, na dostawach, na klientach i na tym, że robiła to co kochała i nigdy nie zmieniłaby swojej ścieżki na jakąkolwiek inną. Bo nawet jakby nagle się okazało, że była zaginioną księżniczką jakiegoś królestwa, chodziłaby do poddanych i robiła im najpiękniejsze fryzury na świecie! I jakoś w połowie dnia, dostała telefon. Niespodziewany, ale wyraźnie zaskakujący. Asystentka głównego projektanta włoskiego domu mody ECLATÉ zaproponowała jej współpracę przy serii pokazów mody w Mediolanie, Florencji, Wenecji i Rzymie. Europa… Włochy… Podczas całej rozmowy ręce jej się trzęsły, tak samo nogi nie chciały współpracować i musiała usiąść na kanapie, aby czasem nie upaść kolanami na posadzkę. Oczywiście, że się wstępnie zgodziła, ale poprosiła jeszcze o przesłanie szczegółów mailem. Obiecała, że do jutra do godziny dwunastej da ostateczną odpowiedź. Gdy się rozłączyła, od razu napisała wiadomość do Dantego.

Do domu wróciła wieczorem. Zmęczona, głodna jak diabli, bo miała czas zjeść tylko dwa owsiane ciastka między strzyżeniem kręconych włosów a próbną ślubną fryzurą z wykorzystaniem żywych kwiatów. Zdziwiła się, że nie przywitało ją głośne szczekanie psów ani też jej chłopak nie przyszedł od razu do przedpokoju, aby zapytać, co takiego się stało, że aż zarządziła zakup ulubionego ciasta. Zdjęła buty, chowając je od razu do szafki, aby nie kusić Murphy’ego i jego zębów, po czym weszła do salonu i dopiero stamtąd dostrzegła, że wszyscy domownicy siedzieli w ogrodzie. Z szerokim uśmiechem zaczęła iść w ich kierunku, kiedy to jej uwagę przykuł leżący na stoliku test. Ten sam, który rano wyrzuciła do śmieci. Nie przyglądając mu się jakoś szczególnie, wzięła go do ręki i dołączyła po chwili do Dantego w ogrodzie.
— Cześć, kochanie — wymruczała, nachylając się nad nim i całując czule w usta. — Grzebałeś w śmieciach? — zapytała zaraz rozbawiona, unosząc trzymany w dłoni patyk. Próbowała sobie wyobrazić, co takiego mogło nim kierować, ale totalnie nic nie przychodziło jej do głowy.
Dante Levasseur