Istniało kilka spraw, parę
obowiązków, z których Blair najchętniej by zrezygnowała. Została wychowana w przeświadczeniu, że renoma środowiska była ważna, a zachowanie odpowiednich kontaktów było rzeczą
konieczną. I tak jak lubiła spotkać się z osobami z branży, podyskutować o rzeczach poważnych i potrzebnych, tak czasami musiała uczestniczyć w innym rodzaju spotkań. Bogate pilates girls, matcha girls i inne bitch boss, które spotkała na zajęciach z pilatesu i już od kilku dobrych lat spotykały się na wspólne brunche, lunche, kawki i inne wypady, które czasami w jej kalendarzu były podpisane jako niepotrzebne. Nie wypadało jednak co tydzień odwoływać swojej obecności. Matka wkładała jej do głowy, że pokazać się również trzeba było umieć i właśnie z tą myślą pojawiała się na większości spotkań, zwłaszcza z osobami, dla których życie niespełnionej influencerki było ważniejsze niż zawodowy cel. Blair nie potrafiłaby tak żyć, bo jej praca i wrodzona ambicja była jedną z pierwszorzędnych wartości, które ją interesowały. I doceniała, że w całej tej gromadzie były osoby, z którymi realnie dało się porozmawiać — zarówno biznesowo, jak i prywatnie.
Powstrzymywała się od wymownego wywrócenia oczami, gdy od pięciu minut zwlekały z jedzeniem, aby przyszło każde danie oraz żeby uchwycić dobry kadr zdjęcia z idealnym, wiosennym słońcem przedzierającym się przez okno. Mayfield była cierpliwa — do czasu. Dzisiaj nieco spoglądała na zegarek, nieubłaganie prosząc czas, aby wybiła trzynasta. Godzina to był optymalny czas, aby zgarnąć jeszcze kawę na wynos i wrócić do firmy na spotkanie zarządu o czternastej. Jeszcze zdąży przejrzeć ewentualne papiery, które pojawią się na jej biurku podczas tej kilkugodzinnej nieobecności.
Amanda i Natasha były duetem tych kobiet, które w tym środowisku były od zawsze, jednak nie przez swoją zaradność i pracowitość. Wybijały się na rodzinnym nazwisku, a gdy wyszły za swoich mężów, próbowały lansować się na jeszcze ważniejsze. Złapała spojrzenie siedzącej naprzeciwko Hany i posłała jej zmęczone spojrzenie. Od kilku dni wszystko ją drażniło, a cała fala rozpoczęła się na weekendowym wyjeździe z Charliem, który… z pewnością nie poszedł po ich myśli. Padło wiele gorzkich słów, wiele emocji, które wciąż utrzymywały się między nimi. Marshall jednak wyleciał od rana podpisywać kontrakt na Teneryfie, a ona pozostała tutaj, w Toronto, z natłokiem po weekendowych myśli.
Idealnie, aby dobrze rozpocząć poniedziałek.
— Jestem przekonana, że perfekcyjne było już na pierwszym ujęciu. Świat by się nie skończył, gdyby użytkownicy instagrama nie zobaczyli twojej kawy — odpowiedziała, posyłając wymowne spojrzenie kobiecie, która prychnęła z pogardą, bo zaprezentowanie jej napoju było realnie ważną sprawą.
— Jesteś dzisiaj strasznie naburmuszona. Uśmiech, Blair. Mój instagram nie chce widzieć niezadowolenia. — Usłyszała i musiała się naprawdę bardzo postarać, aby nie zabrać swojego tosta z awokado i nie pójść do stolika obok, przy którym wreszcie na spokojnie mogłaby zjeść swoje śniadanie. Upominania działały na nią jak płachta na byka, a po tym weekendzie jej stosunek do tego zaostrzył się jeszcze bardziej. Kilka fałszywych uśmiechów, które miała perfekcyjnie wyćwiczonych do prezentowania dobrej maski i w końcu miały spokój. Ignorowanie rozmów przychodziło łatwiej niż olewanie grupowych czynności, dlatego ukroiła kawałek dania i z przykrością stwierdziła, że lejące żółtko jajka byłoby o wiele smaczniejsze, gdyby nie odczekało swoich piętnastu minut.
Podziwiała Hanę, że w ogóle weszła z nimi w dyskusję. Nowy instruktor do jogi czy też Ciasteczko Numer Dwa to były sprawy kompletnie jej nie interesujące. Przyjrzała się chłopakowi, który zdawał się dorabiać w tej kawiarnii na studiach. Równie dobrze mógłby być od nich o dziesięć lat młodszy i z pewnością nie poszukiwał w swoim życiu rozpieszczonych bogaczek, zwłaszcza skoro Natasha pożerała go spojrzeniem.
— Daj spokój, Natasho, to dzieciak. — Już nie mogła powstrzymać się od wywrócenia oczami.
— Obserwowanie nie jest karalne — odpowiedziała anielskim głosem, wzruszając bezwiednie ramionami. Nie było, dopóki nie będzie określone jako stalking.
— A twoje dzisiejsze wory pod oczami? Mam wrażenie, że z biegiem lat coraz bardziej podkreślają ci tę zmarszczkę przy oku, może dobrze byłoby to z kimś skonsultować — zaczęła po tym, jak naskoczyły na jej przyjaciółkę.
— Pamiętaj, że mówię to wszystko z troski. Chcę, abyś dobrze się ze sobą czuła — dodała zaraz okrutnie miłym tonem głosu, tuszując tym jakiekolwiek oznaki ataku i odwetu.
Ich zniknięcie od stolika było jak balsam dla duszy. Westchnęła głęboko, wypuszczając powoli powietrze z ust.
— Nie przejmuj się, powiedzą wszystko, byle tylko wbić szpileczkę — odpowiedziała dziewczynie, wzruszając lekko ramionami. Już dawno przestała się przejmować ich komentarzami; kiedyś naprawdę brała je do siebie, ale z biegiem czasu zauważyła, że było to nic nieznaczące pierdolenie.
— A czemu od razu miałby coś zrobić… — zaczęła, spoglądając na Hanę znad swojego tosta. Jej nie dało się oszukać, miała wrażenie, że była jedną z niewielu osób, które potrafiły czytać ją jak otwartą książkę.
— Pojechaliśmy na miły weekend pod Toronto, wynajęliśmy domek i mieliśmy odpocząć. Po ostatni stresie, wszystkim co się wokół dzieje. Dodatkowo Charlie wyjechał dzisiaj podpisywać kontrakt na Teneryfie, więc po prostu chcieliśmy spędzić kilka wspólnych chwil — rozpoczęła, aby wyjaśnić jej kontekst całej sytuacji; aby przedstawić jej, że naprawdę miało być miło.
— Znamy się większość swojego życia, ale nigdy w życiu nie mieliśmy ze sobą takiej kłótni — odpowiedziała z głębokim westchnieniem.
— Jestem zmęczona, wiesz? A jeszcze słysząc je, mam ochotę skleić im jadaczki superglue — dodała, głową kiwając w kierunku łazienki, w której zniknęły ich dzisiejsze towarzyszki. Było to wymagające towarzystwo, na które nie godziły się z własnej woli; był to wątpliwy gratis do całego pakietu, przez niektórych zwanego
prestiżem.
Hana Nilsinger