-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
– Może coś się znajdzie? – odparł, a jego spojrzenie w dość wymowny sposób zeszło na jej usta. Cortlandt nie czekał z badaniem i przesuwaniem granic, poprzez okazywanie jej swojego zainteresowania nią. Po jego stronie nic się nie zmieniło – dalej jej pragnął. Szanował jednak to, że chciała wprowadzić między nich mały dystans, bo poczuła się niepewnie, dlatego z niczym się nie narzucał i ze wszystkim czekał na jej z g o d ę.
Nie brakowało mu jednak pewności siebie i kiedy czegoś chciał, nie bał się o to prosić. Lub w tak prostych sprawach, jak kolejna randka, decydować, skoro temat już i tak zawisł w powietrzu, a zarzuciła go ona. Zabrzmiało to dla niego jak zachęta, dlatego zamiast zostawić to niedopowiedzianym, postanowił postawić sprawę jasno. – Po prostu wiem, czego chcę – wzruszył ramionami. Dla niego to był jedyny sekret – był osobą zdecydowaną, która nie bała się sięgać po to, czego chciała. Wierzył w siebie i w to, że może wszystko osiągnąć, dlatego nie brakowało mu pewności.
Ale potrafił przy tym mierzyć siły na zamiary co było w całym procesie ważne – gdyby wiecznie porywał się na z góry przegrane sprawy, sam pewnie w końcu straciłby swoją pewność siebie. Trzeba poznać swoje możliwości, a potem w nie wierzyć.
Nie wierzył za to w to, że mógłby okazać się dobrym artystą, dlatego wiedział, że czegokolwiek się dziś podejmie, nie zrobi to na nikim wrażenia. I nie miał z tym problemu, bo nie obiecywał sobie więcej niż mógł zrobić, a był tu nie po to, żeby coś komuś udowodnić, tylko dobrze bawić się z Elianą.
Swoją drogą, podobało mu się to, co zrobiła z fartuszkiem, dlatego kiedy objęła go rękami, on spojrzał w jej oczy i uśmiechnął się łobuzersko, nie kryjąc się ze swoim zadowoleniem. Wcale nie zagrała mu na nosie, tylko sprawiła mu przyjemność. – Przycisk do papieru w fantazyjnym kształcie może być szczytem moich umiejętności – wyjaśnił, zajmując wskazane przez nią miejsce. Potem czekał na kolejne wskazówki, bo nie wiedział, co ma zrobić.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pomimo tego, co obiecywała sobie początkowo, zdołała go polubić, a przez to sama nie umiała odmówić sobie jego towarzystwa.
I skłamałaby mówiąc, że jej również to nie kusiło. Kiedy miała go tak blisko, a on dodatkowo w ten wymowny, pełen pewności siebie sposób zerkał na jej usta, Eliana momentalnie poczuła na nich to palące uczucie, które przypominało jej te chwile, gdy bez wahania mu na to pozwalała. Polubiła wówczas smak jego ust oraz przyjemność, która płynęła z jego bliskości. Polubiła również to, jak swobodnie się wcześniej przy nim czuła, a jednak teraz musiała zachować ostrożność.
Właśnie dlatego lekko pokręciła głową, choć uśmiech na jej twarzy zdradzał, że nie miało to być nic permanentnego. Nie chodziło przecież o to, aby uparcie trzymać go na dystans przez bardzo długi czas, bo gdyby tak zrobiła, na pewno nie udałoby im się niczego ze sobą zbudować. A skoro o tym mowa, Lance już chwilę później dał jej idealną okazję ku temu, aby się o tym przekonać. — To dotyczy też tej znajomości? — zapytała niby luźno, ukradkiem też na niego zerkając. Była ciekawa tego, co mógł powiedzieć jej w tym temacie… Na jak wiele tak w zasadzie mógłby się zdobyć?
Teraz jednak mieli skupić się przede wszystkim na wspólnej zabawie, dlatego Broussard przystąpiła do przygotowań. Najpierw zadbała o to, aby zabezpieczyć ich ubrania, a kiedy już oboje byli gotowi do działania, sięgnęła po glinę. — Teraz przydadzą się twoje mięśnie — zakomunikowała, układając nieco gliny na stoliku pomiędzy ich dwójką. Sama nacisnęła na nią kilka razy, nie wkładając w to zbyt wiele siły, jak gdyby w ten sposób chciała dać mu szansę na to, aby realnie się popisał. — Trzeba porządnie ją wygnieść i odpowietrzyć, żeby cokolwiek rzeczywiście nam wyszło — wyjaśniła, po czym wymownie skinęła głową w stronę stolika. Miała zamiar dać mu się wykazać, trochę chyba licząc na to, że kiedy Lance przystąpi do działania, dojdzie do wniosku, że ta zabawa nie była taka znów najgorsza.
Miała świadomość tego, że fanem garncarstwa nie zostanie, a jednak chciała, żeby przynajmniej dał temu szansę.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I to zainteresowanie jej okazywał, jednocześnie też szanując granice, które im wyznaczyła, dlatego kiedy dała mu do zrozumienia, że na razie o pocałunkach mógł zapomnieć, tylko wciągnął głęboko powietrze, jakby uzbrajał się w cierpliwość, i uśmiechnął się łagodnie, aby podkreślić, że to żaden problem. Chciałby, żeby było inaczej, ale niczego nie wymuszał, dlatego odpuścił.
Usłyszawszy jej pytanie, jeszcze wyżej uniósł jeden kącik ust. – Oczywiście. Już ostatnio ci mówiłem – odparł od razu, przypominając o swoich słowach z poprzedniego spotkania – był zdecydowany i zainteresowany nią, co teraz rozumiał lepiej niż przed kilkoma tygodniami. Choć te uczucia kiełkowały w nim od pewnego czasu, pewne rzeczy dotarły do niego później, bo to było dla niego nowe. Teraz jednak uważał, że miał już lepsze pojęcie, o co chodziło, dlatego nie musiał kłamać twierdząc, że wie, czego chce. Cel był dla niego jasny i wierzył, że był w zasięgu jego rąk, dlatego nie poddawał się.
– W końcu będę mógł się popisać – odparł żartobliwie, a po chwili zerknął niepewnie na znajdującą się przed nimi glinę, bo nie wiedział, do czego Eliana zmierzała z tym. – Mhm, wydaje się proste – stwierdził, przyciągając glinę bliżej siebie. Nim jednak przystąpił do pracy, zerknął jeszcze na swoje czyste dłonie, które w końcu zanurzył w glinie. Przyszli się tu ubrudzić, więc jak bardzo by się to nie kłóciło z tym, co preferował, musiał dostosować się. Postanowił przecież dać temu szansę, więc jakoś musiał przełknąć pewne niedogodności.
Ostatni raz ręce brudził sobie w podobny sposób, gdy był dzieckiem. Nie potrafił przypomnieć sobie, czy podobna sytuacja miała miejsce kiedykolwiek w jego dorosłym życiu, więc to mógł być jego pierwszy raz. – I ja długo muszę to robić? – zapytał nawet wciągnięty w to ugniatanie gliny, co nawet stało się przyjemną czynnością, odkąd ta już nieco się ugniotła i zaczęła z nim współpracować.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wydawało jej się, że skoro to Lance namieszał jej w głowie i sprawił, iż z taką łatwością zwątpiła w jego intencje, teraz był jej winien przynajmniej szczerość. Zresztą, to przecież nie tak, że nie byłaby w stanie odpłacić mu się tym samym. Gdyby tylko zapytał ją o to, czego od niego oczekiwała, bez większego zawahania odpowiedziałaby, że tego jeszcze nie wie.
Ale była tu i próbowała dać temu szansę, czując coś na kształt przyjemnego spokoju, kiedy zapewnił ją, że dalej był co do swoich intencji całkiem zdecydowany. Nie był to ten sam rodzaj uczucia, który wywoływał w niej wcześniej, jeszcze zanim na pewien czas zajął jej zaufanie, a jednak było to coś więcej niż to, na co pozwalała sobie przy nim od tamtej pory.
Ona naprawdę próbowała na nowo się na niego otworzyć.
Zaplotła za ucho niesforny kosmyk włosów, odpowiadając mu wyłącznie łagodnym uśmiechem. Nie byli tu przecież po to, aby toczyć ze sobą poważne rozmowy, a chociaż Eliana lubiła słuchać z jego ust o tym, iż pragnął jej towarzystwa, ciągnięcie go za język zbyt wiele razy także mogło okazać się ryzykowne. Między innymi dlatego, że wówczas przestaliby czuć się w swoim towarzystwie swobodnie, a ona sama nie chciała, by Cortlandt nabrał przekonania, że próbowała uczynić z ich wspólnych wyjść coś w rodzaju przesłuchania.
— Dlatego ja zamierzam tylko stać i się przyglądać — zapewniła i zaczepnie poruszyła brwiami, kiedy obserwowała to, jak Lance stopniowo przystępował do zadania. Nie pomylił się, ponieważ w pewnym sensie rzeczywiście stworzyła mu okazję do tego, aby nieco się popisał. Obserwowanie go w takim wydaniu było natomiast wyjątkowo przyjemne.
Przygryzła nieznacznie dolną wargę, obserwując jego dłonie. Kiedy usłyszała jego pytanie, wychyliła się nieznacznie, aby samodzielnie ocenić stan gliny. To, że przy okazji musnęła jego dłoń własną nie było wcale takie p r z y p a d k o w e. — Powinna być w porządku. Teraz pozostaje już tylko ją uformować, co możemy zrobić ręcznie, albo spróbować skorzystać z koła — skinęła głową w jego stronę, aby Lance miał lepsze pojęcie na temat tego, o czym mówiła. Wybór postanowiła pozostawić jemu, skoro to on pełnił tutaj rolę żółtodzioba.
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na razie Lance był cierpliwy, ale to nie miało wyglądać w ten sposób w nieskończoność. Nie był tym typem faceta, który będzie czekał w nieskończoność…
Ale póki co był skupiony na naprawieniu swojego małego potknięcia. Bo tak on postrzegał incydent, który miał miejsce już pewien czas temu i z którego, jak sam wierzył, dobrze się wytłumaczył. Co prawda skłamał, ale tego Broussard nie wiedziała i nie miała się dowiedzieć, bo kto miałby jej o tym powiedzieć? Cortlandt zamierzał strzec tego sekretu, bo w końcu zrozumiał, że nie chce spieprzyć tej sprawy.
– Mhmmm, nie za dobrze masz? – rzucił, uśmiechając się przy tym zadziornie. Ale nie skarżył się. Zawsze chętnie korzystał z okazji na wykazanie się, więc i tym razem przystąpił do działania, na razie mając proste zadanie. Właściwie to wolał ugniatać glinę, zamiast nadawać jej jakiś kształt.
Usłyszawszy, że glina była już gotowa, Lance przerwał ugniatanie jej i zerknął na brunetkę. – I co polecasz? – zapytał, bo ona znała się na tym lepiej i mogła lepiej ocenić, przy czym Cortlandt lepiej się sprawdzi. Albo przy czym będzie się lepiej bawił, bo nie ma co się oszukiwać, cokolwiek dziś wyjdzie spod jego rąk, nie będzie piękne, więc od efektu ważniejszy był sam proces, aby oboje mogli się przy tym dobrze bawić, a potem dobrze to wspominać. Bo chyba właśnie o to Elianie chodziło, kiedy go postanowiła go tu ściągnąć, prawda?
Na pewno z tego powodu Lance postanowił dać temu szansę… No, przede wszystkim to Elianie chciał sprawić przyjemność, bo to nie był jego typ rozrywki, ale za to jej już tak.
Eliana Broussard
-
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niewykluczone jednak, że potrzebowała tylko trochę więcej czasu, aby wrócić do miejsca, w którym całkiem niedawno się zatrzymali.
Również czas miał pokazać, czy to rzeczywiście im się uda. Wciąż mogło okazać się, że porozumienie, które nawiązali, było tylko czymś chwilowym. W swoim towarzystwie bawili się dobrze, ale nie sposób nie zauważyć tego, jak bardzo się różnili. To wcale nie musiało oznaczać, że stanowili przeciwieństwa, które tak dobrze się przyciągały. Mogli natomiast okazać się parą osób, która w ogóle ze sobą nie współgrała.
Na razie jednak Eliana mogła oprzeć się dłońmi o stolik, na którym Lance walczył właśnie z gliną. Przyglądała mu się, ani trochę się z tym nie kryjąc, a kiedy usłyszała jego pytanie, pokręciła głową na boki, jednocześnie w ogóle nie kryjąc się z zaczepnym uśmiechem. Nie mogła zaprzeczyć temu, że miała naprawdę d o b r y widok.
Nie oderwała od niego wzroku nawet wtedy, kiedy Cortlandt rozprawił się z zadaniem. Na moment zacisnęła zęby na swojej dolnej wardze, zastanawiając się nad odpowiedzią. Opcji w kwestii tego, co zamierzali stworzyć, mieli wiele, zatem wybranie tej właściwej nie było wcale takie proste. — Możemy zacząć na kole, jeśli chcesz spróbować — zasugerowała, nieznacznie marszcząc przy tym nos. Chwilę później na jej ustach wymalował się łagodny uśmiech. — Wykręcimy ci nowy kubek, a ty będziesz miał okazję poczuć się jak Patrick Swayze — zerknęła na Lance’a kątem oka, kiedy sama ruszyła w stronę koła, które zamierzała przygotować. Wiele nie musiała robić, ponieważ wystarczyło właściwie ulokować dwa stołki.
Usadowiła się na jednym z nich, a później lekko poklepała dłonią miejsce naprzeciwko siebie. — W sumie był tam całkiem pociągający — skomentowała, jawnie się z nim drocząc, choć to jednocześnie nie tak, że kłamała. W końcu, tak zupełnie szczerze, kto nie chciałby poderwać takiego Patricka?
Lance Cortlandt
-
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jakkolwiek miało wyjść, Cortland chciał sam się o tym przekonać, dlatego tym razem nie uciekał. Nie wiadomo jednak, czy w pewnym momencie się nie przestraszy, bo to nadal mogło się wydarzyć. To wszystko było dla niego na tyle nowe, że nie czuł się na tym polu tak pewnie, jak by tego chciał. Starał się jednak robić dobrą minę i nie pokazywać, że brakowało mu pewności siebie, którą zwykle lubił się wykazywać.
Na razie nad żadną z tych rzeczy się nie zastanawiał. Po prostu był obecny tu i teraz, starając się całkiem nie zbłaźnić podczas ich dzisiejszej aktywności, gdzie nie był w swoim żywiole. Ale dał temu szansę, co pokazywało, że Cortlandt nie był oporny na nowości i chciał poznać świat Broussard, tak bardzo inny od jego własnego. Jak widać, nie wszystkie różnice ich przekreślały.
– No dobra, przekonałaś mnie – stwierdził uśmiechnięty, chyba najbardziej zachęcony tym, że na kole będą najwyraźniej mieli okazję choć na jakąkolwiek bliskość, bo to interesowało go bardziej od samej zabawy z rzeźbą. Chciał pozbyć się dystansu, który między nimi zapanował, a to mogła być idealna okazja. A skoro zdecydowali, Lance wziął przygotowaną przez siebie glinę i poszedł za Elianą, aby zająć miejsce naprzeciwko niej.
Kiedy wspomniała o atrakcyjności Patricka Swayze, szatyn popatrzył na nią z politowaniem, ale zaraz też uniósł kącik ust do uśmiechu. – Tak bardzo, jak ja w tym fartuszku? – zapytał, nie zamierzając burzyć się z powodu zachwytu aktorem. Lance nie miał kompleksów, w związku z czym takie rozmowy mu nie przeszkadzały i nie czuł się zagrożony.
Eliana Broussard