-
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kończąc spotkanie, podczas którego miał udawać zazdrosnego byłego chłopaka, podziękował swojemu klientowi i skierował się w stronę kawiarni znajdującej się przy wyjściu z budynku, w którym właśnie odbębnił zlecenie. Trzymał telefon w dłoni, scrollując swój profil i ostatnie opinie, jakie dostał od klientów. Zgiełk rozmów innych ludzi, stukot kubków i krzątających się baristów wybił go z myśli dopiero wtedy, gdy usłyszał dźwięk rozlewającej się kawy, jakieś ciche mruknięcie, może przekleństwo rzucone gdzieś w oddali, a chwilę później wzdłuż baru i podłogi rozlała się smuga gorącej, jasnobrązowej cieczy, powoli, ale sprawnie podążającej w kierunku jego butów. Uniósł wzrok, by ujrzeć… znajomą buzię.
Wentworth?
Pomyślał, przewracając oczami. Jego była przyjaciółka… z benefitami, czy jakkolwiek miał to wtedy nazwać. Ta, z którą drogi nie skończyły się najlepiej i do ktorej przez bardzo długi czas nie chciał wracać myślami. Arden miał ogromny problem z zaufaniem i przywiązywaniem się do ludzi. Lęk przed poczuciem odrzucenia za każdym razem kończył się tym, że jakakolwiek relacja, którą tworzył... burzyła się w mgnieniu oka. Poppy niestety nie tolerowała jego stylu życia. Rozumiał to. W pewnym sensie troszczyła się o niego, ale był to również moment, w którym tak cholernie potrzebował właśnie tej jedynej rzeczy... wsparcia. Ich drogi się rozeszły... nikt nie odezwał się do siebie. W jednym momencie byli bliscy sobie... w drugim - zupełnie obcy. Myślał, że już nigdy jej nie zobaczy - AŻ DO TERAZ... Do tego momentu. Stała teraz tam i robiła wokół siebie chaos, jak zawsze zresztą. Nic nowego. Prychnął pod nosem, zrobił większy krok w jej kierunku, omijając smugę kawy, zanim stanął za nią i rzucił, - Poppy Wentworth? Chyba nic się nie zmieniło, odkąd ostatni raz cię widziałem? - zaśmiał się pod nosem, zanim dodał, - Chaos goni za tobą czy ty za chaosem?
ciamajda
-
Skaza rodu Wentworth, utrapienie Campbella, życiowa pomyłka.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pogrzeb ojca nie zaskoczył jej niczym, był taki jakiego mogła się spodziewać — na pokaz. Przepełniony ludźmi w idealnie skrojonych garniturach — czarnych oczywiście — którzy rzucali ukradkowe spojrzenia w jej kierunku, jakby obawiali się, że znowu zrobi widowisko jak na pogrzebie Eleonor i wyjdzie w jeansach na ambonę. Poppy jednak tym razem przywdziała czerń jak wszyscy i trzymała się na uboczu. Nie była już tą samą rozwrzeszczaną buntowniczką i pomimo, że zmarł jej ojciec to nie miała z nim takiej relacji jak z El. Po wszystkim zamierzała wrócić do Vancouver i nie robić wokół siebie przedstawienia, jak to przed laty miała w zwyczaju, by skupić na sobie uwagę rodziny, która skrupulatnie od najmłodszych lat ją odsuwała. Niestety staruszek miał paskudne poczucie humoru i postanowił zagrać wszystkim na nosie. Nikt, a już na pewno nie Poppy, nie spodziewał się, że dostanie decydujący pakiet akcji w firmie rodzinnej. Czarna owca w spółce Wentworth Development. Nie chciała tego, nigdy jej na tym nie zależało. Ostatnie czego pragnęła otrzymać od rodziny to pieniądze lub pozycję. Kiedyś walczyła o uwagę i sprawiedliwe postrzeganie, które nie opierałoby się na ciągłym porównywaniu do wspaniałem siostry Eleonor czy też idealnego brat, ale i z tego wyrosła. Jedyne czego oczekiwała od wycieczki do Toronto to szybkiego powrotu do Vancouver, a teraz nawet nie mogła wyjechać. Musiała ogarnąć sprawy spadku.
Przez większość czasu zaszywała się w starym domku po babci, który znajdował się nad jeziorem. Niekiedy jednak musiała wyjść do ludzi, a skoro tak to wstąpiła też do kawiarni przypomnieć sobie jak smakuje dobra kawa, bo w domku piła jakieś rozpuszczalne kawy trzy w jednym, które obok prawdziwej kawy nawet nie leżały. Niestety skosztować lepszej kawy nie było jej dane. Jednym ruchem strąciła przypadkowo kubek postawiony przed nią. Rozległ się lekki stukot toczącej się po blacie filiżanki, a potem krople zaczęły pędzić w dół, by koniec końców mknąć przez podłogę prosto pod nogi jakiegoś mężczyzny. — Kurwa! — syknęła cicho. Nie przyjrzała się mężczyźnie, bo była zbyt zajęta pospiesznym wycieraniem blatu. Dopiero po chwili słysząc dziwnie znajomo brzmiący męski głos za plecami drgnęła nieco i odwróciła się rzucając mu zaciekawione spojrzenie.
Świt był mały, a przed nią stało właśnie ucieleśnienie dawnych wspomnień. Szalonych, młodzieńczych i beztroskich lat. Był jej bliski… kiedyś. Był kimś, przy kim nie musiała udawać nikogo i niczego. On też nie musiał… do czasu, aż nerwy wzięły górę, życie ją przytłoczyło, a ona w efekcie wyżyła się na jego stylu życia, którego nigdy w pełni nie akceptowała. Rozejście było nagłe, a każde z nich zbyt uparte by odezwać się do drugiego. — To nie chaos, to grawitacja — oznajmiła unosząc kącik ust lekko do góry. — I pudło. Zmieniło się dosłownie wszystko — poinformowała obracając się znów w kierunku blatu i zamawiając jeszcze jedną kawę. Musiała ją wypić, po prostu. — Dawno się nie widzieliśmy — stwierdziła, wracając do niego spojrzeniem i nie bardzo wiedząc co zrobić, zaczęła bawić się paczką papierosów skrywaną w kieszeni marynarki.
Finn Arden
-
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Setki wspomnień przechodziły przez jego głowę w tamtym momencie. Wyglądało to tak, jakby los próbował uprzykrzyć mu życie. Najpierw sprowadził na jego drogę ten rudowłosy chaos, który obrócił jego życie do góry nogami i z którym notabene miał za kilka dni wyruszyć do reality TV show, gdzie swoją drogą nie będzie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Arden nie miał w zwyczaju aż tak ryzykować… Zresztą co on powie w programie? Że jest eskortą? Nie ma szans. To był temat tabu, a poza tym nie mógł podpaść swoim przełożonym, wydając przed całym światem, że pracuje w tajnej firmie eskortowej. Poza tym innym uczestnikom byłoby go cholernie łatwo rozgryźć. Przecież w pracy też potrafił oszukiwać, wcielać się w wybrane role, więc no… to odpadało.
Patrząc na swoją byłą przyjaciółkę, z którą nie raz przewracał się w chłodzie pierzyny, czuł dziwny, słodko-gorzki posmak w ustach. Z jednej strony cieszył się, że ją zobaczył. Że radziła sobie poza tym niezdarnym zachowaniem, co zresztą nie było odosobnionym zjawiskiem, a raczej czymś, co przydarzało się jej całkiem często. Z drugiej strony była przypomnieniem tego, że był nic niewarty. Że można było się nim brzydzić. Nigdy nie zapomni wyrazu jej twarzy, gdy powiedział jej, że nie zrezygnuje z tego, co robił. Teraz minęło kilka lat… a on dalej w tym tkwił. W kwestii Eleanor... wydawało mu się, że to jej nie przeszkadzało, ale to była tylko kwestia czasu, no nie? Wkrótce… prędzej czy później ona pewnie również się od niego odwróci. Zupełnie tak jak Wentworth.
Nieprzyjemny ścisk żołądka poczęstował Ardena bez ostrzeżenia, więc natychmiast postarał się jakoś odwrócić uwagę od tych kurewsko niemiłych przemyśleń i zaśmiał się, gdy ta szybko przecierała blat. - Widzę właśnie. Robisz bajzel gdziekolwiek jesteś, Wentworth - prychnął pod nosem z rozbawieniem, a następnie, gdy zamawiała kolejną kawę, szybko wyciągnął telefon, zamówił dla siebie kawę i dwa ciastka dla nich, po czym zapłacił za wszystko. Nie sądził, że nie miała pieniędzy. Była ubrana bardzo elegancko, aczkolwiek pomyślał, że może jeśli tym razem to on zapłaci za nich oboje, klątwa, którą nosiła ze sobą blondwłosa, nie przeniesie się na kolejne gorące napoje. Stanął obok niej, czekając, aż barista przygotuje nowe zamówienie, po czym spojrzał na nią z góry. - Wszystko się zmieniło? Musisz mi o tym opowiedzieć - odparł, uśmiechając się, gdy ujrzał ich kawy i wypieki na tacce. - Oczywiście, jeżeli chcesz posiedzieć i pogadać ze starym znajomym. - Chwycił tackę, unosząc ją lekko ku górze, zanim obrócił się i skierował powoli w stronę ustronnego kąta, gdzie położył wszystko na stoliku i usiadł wygodnie w fotelu. - No chodź, nie gryzę… - uśmiechnął się szeroko. - Tylko w łóżku, ale o tym już wiesz - puścił do niej oczko, śmiejąc się pod nosem.
Był bezpośredni i nie miał problemu z mówieniem tego, co akurat przychodziło mu na myśl. Był ciekawy, co się u niej zmieniło przez ostatnie lata. Gdzie tak właściwie wyparowała, bo to był pierwszy raz od dawna, kiedy ją zobaczył. Czy miała męża? Rodzinę? Dobrą pracę? Byli kiedyś nierozłączni. Mówili sobie dosłownie wszystko, a teraz czuł się tak, jakby otworzył książkę, którą dopiero co kupił w księgarni, nawet nie patrząc na okładkę i nie mając pojęcia, o czym tak naprawdę była. Wszystko było nieznane… a on, jak zawsze... ...umierał z ciekawości. Poppy
-
Skaza rodu Wentworth, utrapienie Campbella, życiowa pomyłka.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyglądała się jak płaci za jej nową kawę dorzucając do zamówienia ciastka. Zrobił to na tyle zwinnie i szybko, że nawet nie zdążyła zaprotestować… a może nie chciała? To pewnie przez ten jego urok osobisty dopracowany do perfekcji, wręcz zawodowo wyuczony! Na samą myśl o tym zawodzie coś zakuło ją w piersi. Ich rozstanie nie należało do najlepszych, wręcz przeciwnie, dość mocno i boleśnie odcisnęło się w pamięci Wentworth w tamtym i tak trudnym już dla niej okresie.
Nie zdawała sobie sprawy, że Finn przez poturbowane poczucie własnej wartości wmówił sobie, że ona nim gardziła. Że się brzydziła jego stylem życia.
— Tobie nigdy bym nie odmówiła, Arden — zapewniła, a kącik ust drgnął w lekkim uśmiechu skierowanym do chłopaka. Może dlatego postanowiła nie protestować, gdy opłacał jej rachunek. Czy dzisiejsze spotkanie nie było okazją do wyjaśnienia dawnych zwad? Szansą od losu na wytłumaczenie się?
Powędrowała za nim do stolika i usiadła zakładając nogę za nogę. Spoglądając prosto w jego oczy nie potrafiła powstrzymać się przed obdarowaniem go zawadiackim uśmiechem. Szczególnie po tym jak rzucił tą swoją bezwstydną, łóżkową anegdotą puszczając jej oczko. — No cóż… niby wiem o czym mówisz, ale to było tak cholernie dawno, że chyba wymagałoby to jakiegoś odświeżenia, bo już ledwo pamiętam — rzuciła z błyskiem w oku prowokując go swoim spojrzeniem, po czym sięgnęła po swoją kawę tym razem jej nie rozlewając. Do jej ukrytych talentów niewątpliwie należało spożywanie bardzo ciepłej kawy, taka smakowała najlepiej. — W skrócie: po śmierci El wyjechałam do Vancouver, poszłam na terapię, zaczęłam pracę na własny rachunek, odcięłam się od rodziny — cóż więcej mogła dodać? Może jeszcze powinna dodać coś o tym jak uciekła przed romansem z mężem siostry będąc w ciąży, a może coś o tym jak tę ciążę straciła? Nie, to zdecydowanie za wiele, szczególnie biorąc pod uwagę to jak ich relacja się zmieniła w czasie. — A u ciebie co słychać? — zapytała od razu dodając, choć może powinna ugryźć się w język. — Widzę, że wciąż bez zmian grzeszysz urodą — taka prawda, pewne rzeczy się nie zmieniają. — Dalej dajesz innym tylko to za co płacą, czy pozwalasz sobie na bycie sobą? Bo jeśli mam być szczera to najbardziej brakowało mi po prostu… c i e b i e, Finn — Wentworth miała to do siebie, że bywała bezczelna i szczera. Mówiła wprost bez ogródek i prowokowała. Mogła być niezdarna, ale nie można było jej zarzucić nieszczerości.