ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czy miał pecha? Jak najbardziej. Czy zdarzało się to często? Istotnie.
A przecież starał się zachowywać ostrożność (tak sobie wmawiał), unikając wszelkiego rodzaju kłopotów. Omijał podejrzane miejsca z podejrzanymi ludźmi. Nikogo nie zaczepiał i zdecydowanie nie patrzył w stronę osób, które mogły mu zaszkodzić. Uśmiechał się i witał tylko z tymi, od których biła pozytywna energia, a spojrzenie nie ciskało w przechodniów ostrymi igłami mogącymi dotkliwie poranić.
A jednak z jakiegoś niewyjaśnionego powodu coraz częściej stawał się ofiarą czy to napaści czy próby zastraszenia.
Jak dzisiaj.
Zaczęło się niewinnie. Poszedł na spacer chcąc chociaż na chwilę oderwać się od League of Legends. Długi mecz nie poszedł po jego myśli i zamiast rozwalić komputer, wyrzucając go przez okno, zdecydował się na zażycie świeżego powietrza.
Jak się szybko okazało, było to błędem.
Zaledwie kilkanaście minut po tym, jak opuścił mieszkanie, został zaczepiony przez grupkę nieprzyjemnych ludzi. Miał już z nimi do czynienia; ostatnim razem chcieli od niego pieniądze, których nie miał. Gdyby nie Ricky, zapewne jego urocza i raczej delikatna buźka nosiłaby teraz ślady niechcianej operacji plastycznej.
Tym razem poszło o to samo. Pieniądze. Czemu na litość wszechświata ludzie mieli taką obsesję na punkcie rzeczy materialnych?
Nie omieszkał o tym wspomnieć. Podobnie, jak nie powstrzymał się przed komentarzem w stylu “Powinniście iść do pracy, mogę wam coś załatwić”. To wydawało się nie przemówić do grupki, wręcz przeciwnie - byli wyraźnie rozgniewani faktem, że Felix śmiał w ogóle im powiedzieć, co powinni robić. Ba, że w ogóle się odezwał.
Kiedy po ich słowach wywnioskował, że zamierzają, lekko mówiąc spuścić mu wpierdol, nie pozostało nic innego, jak zwiać. Na około nie było wszak nikogo, kto mógłby stać się jego rycerzem na białym koniu.
Jak dobrze, że na kondycję nie mógł narzekać pomimo kilkugodzinnego ślęczenia przy komputerze. Długie nogi i zwinność się przydały - pognał przed siebie licząc, że zgubi chociaż połowę z nich. Otyłość się ich trzymała, więc nie było mowy, żeby grzeszyli odpowiednią sprawnością. Gorzej było z dwójką, która miała budowę raczej atletyczną i zdecydowanie lubiła przesiadywać na siłowni.
Stanowili zagrożenie, z którym nie chciał się zmierzyć.
Dlatego gnał przed siebie, co rusz wymijając niczemu winnych przechodniów. Obejrzał się kilka razy czując, że dwaj gangsterzy są tuż za nimi.
Nie zarejestrował momentu, w którym gdzieś z boku wyrosła Mizzy.
Wszechświecie, nie powinno jej tutaj być. Musiał ją uratować, bo co, jeśli powiążą ją z nim? Nie chciał jej narażać, a doskonale wiedział, że była na tyle buńczuczna, że sama skoczyłaby do gardła rzezimieszkom.
-Biegnij! - krzyknął do niej jedynie i niewiele zwalniając, złapał dziewczynę za rękę, ciągnąć za sobą. Ile szczęścia, że się nie wykorbiła.

Mizzy Thembo
23 y/o
Welkom in Canada
167 cm
Dilerka na Ulicy
Awatar użytkownika
Tyla <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Świat od dłuższego czasu wydawał się takim bardzo przyjemnym miejscem. Chciało jej się wstawać z łóżka, uczyć gotować litewskich potraw, więcej nieco pracować i odkładać kasę na ślub ze swoją ukochaną. Chociaż jeszcze nawet nie doszło do zaręczyn, to Mizzy już wiedziała, że jej ukochana będzie tą jedyną i jej przyszłą żoną. Tak musiało być zapisane w gwiazda i w przeznaczeniu. A jak się ktoś z tym nie zgadał, to dostanie w mordę i po sprawie.
Powinna jednak troch zaniechać tej agresji ze względu na swoją ukochaną. Chociaż akurat w pracy to się idealnie nadawało. Nowi klienci myśleli, że skoro kupują najlepszy towar od dziewczyny, to sobie mogą fikać. Jak oberwał jeden z drugim raz czy dwa, to od razu zaczynali grzeczniej. I bardzo dobrze, bo Mizzy nie dawała sobie w kaszę dmuchać.
Dzisiejszy dzień przebiegł w racy spokojnie, sprzedała wszystko, co miała i zamierzała wrócić, by oddać zarobiony hajs. W sumie już żadne niebezpieczeństwa jej nie groził, bo towar trafił do klientów. Po rozliczeniu się z przełożonym, będzie mogła spokojnie wrócić do domu.
Poszpera sobie w necie, może jakaś ładną sukienkę kupi sobie, na jakaś radneczkę z Tylą? Albo zabierze ją w jakieś romantyczne miejsce, jak się spotkają? Tak w ogóle to powinna jej smsa wysłać z informacją, że ją kocha do szaleństwa i nie może się odczekać ich spotkania. Dni bez ukochanej bywały takie monotonne, ale dało się je przetrwać w oczekiwaniu na kolejne spotkanie. Dobrze było mieć motywację do działania.
Szła więc sobie tak trochę zatopiona w myślach o swojej dziewczynie, a częściowo się pilnuje, bo miała trochę gotówki przy sobie. A ostatnie czego chciała, to dać się okraść. Dlatego też z opóźnieniem zarejestrowała, że została złapana i zmuszona do ucieczki, chociaż nic nie zrobiła!
- Co się dzieje? - Wykrzyknęła w biegu w kierunku Felixa, gdy tak wizualnie ogarnęła, z kim przyszło jej uciekać. Był to nie kto inny jak jej pechowy przyjaciel.

Felix Carlson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Kebaboss
26 y/o
For good luck!
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Doskonale zdawał sobie sprawę co nastąpi tuż po tym, kiedy zostanie złapany. Będzie bolało i to bardzo, zakładając, że przeżyje, bo wściekłość i żądza gangsterów nie były sprzymierzeńcami Felixa.
Nie w smak mu było ryzykowanie i jakiekolwiek próby zgrywania twardziela. Nie należał do osób, które kozaczą w momentach, w których są na straconych pozycjach. Ba, on niespecjalnie w ogóle ryzykował, zostawiając takie wybryki na gry, w których nie mógł odnieść realnych obrażeń.
Nic dziwnego, że usilnie wprawiał mięśnie w ruch, starając się zwiększyć dystans pomiędzy sobą, a dryblasami, którzy nie odpuszczali. Oni nawet nie zdawali się być zmęczeni!
Odetchnął głęboko, łapczywie zaciągając się powietrzem. Robiło mu się gorąco, co było oznaką wzmożonego wysiłku. Naprawdę liczył, że nie zostanie wystawiony dzisiaj na próbę życia, bo chociaż na swoją kondycję nie narzekał, tak wszystko miało granice.
Pojawienie się znajomej osóbki nie było mu na rękę. Stanowiło pewnego rodzaju problem i dodatkowy ciężar, którym trzeba było się zająć. Pytanie tylko, czy Carlson był na tyle silny, by zadbać zarówno o siebie, jak i swoją przyjaciółkę, której za nic w świecie nie chciał zostawiać za sobą.
Pociągnął ją trochę bardziej, niż to było konieczne. Odezwał się w nim instynkt obrończy, a głowę zaprzątnęła myśl, że teraz należało przede wszystkim ochronić Mizzy.
-Później… ci powiem - rzucił jej jedynie, nie chcąc tracić energii na bardziej skomplikowaną odpowiedź. - Teraz jazda. Wiesz… taki maraton przed kawą - dodał. I tyle było z tej oszczędności sił.
Sterując trochę dziewczyną, odwrócił się na chwilę, by zlokalizować napastników. Dystans zdawał się trochę zwiększyć, chociaż tu mógł się mylić. Ostatecznie dawno nie kontrolował sytuacji.
Nie mając najmniejszego zamiaru spoczywać na laurach, skręcił w lewo, omal się nie potykając. Poczuł lekki opór ze strony dziewczyny, szybko zerkając, czy aby na pewno trzyma się pewnie na nogach.
Było dobrze.
-Tutaj! - powiedział, ponownie skręcając, tym razem w boczną, znacznie węższą alejkę.
Wcisnął ich za jakiś pusty kontener dbając, by Mizzy znalazła się bliżej ściany pobliskiego budynku. Śmierdziało trochę rybami, ale to był ich najmniejszy problem.
Powoli się wychylił i dostrzegł, że dwóch dryblasów przebiega obok uliczki. Osunął się na ziemię, ciężko dysząc.
-Fajny bieg, co? Jeszcze trochę i wystartujemy w maratonie - powiedział ze śmiechem ulgi.
Udało się, mogli chwilę odpocząć. Jak wróci do domu, tym pomartwi się później.

Mizzy Thembo
23 y/o
Welkom in Canada
167 cm
Dilerka na Ulicy
Awatar użytkownika
Tyla <3
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Bieganie miała opanowane w stylu japońskim, jako tako. Chociaż czasami zdarzało jej się już uciekanie przed policją, w pracy, ale to opanowała.
Co innego jednak jak wiesz przed kim uciekasz i dlaczego. Teraz to w zasadzie nie widziała i po prostu biegła przed siebie holowana przez Felixa. O ile początkowa faza biegu była spoko, bo zryw i pełnia sił robiło swoje. Chociaż nieco przeszkadzały jej podskakujące wypchane kasą kieszenie. Gdyby goniący ich wiedzieli, co ma w kieszeniach to za pewnie narzuciliby ostrzejsze tempo. Na szczęście nie posiadali takie wiedzy, co nie dodawało im dodatkowej motywacji.
Najgorsze było to, że ci, którzy ich gonili, nie odpuszczali tak łatwo. Nie poddawali się, więc Mizzy nieco się bała. A adrenalina chwilowo dodawała skrzydeł, gdy tak biegli przed siebie.
Nie odpowiedziała, gdy dostała odpowiedź na swoje pytań, bo faktycznie przyjdzie czas na zadawanie pytań. Na spokojnie jak dobiegną na tę kawę. I koniecznie będzie musiała wspomnieć Tyli, że zaliczyła maraton.
W zasadzie to jej umysł wyłączył się w pewnym momencie i jedynie biegła za przyjacielem. Jak najdalej i jak najszybciej. Mięście i wszystko zacnie ją na pewno boleć, w momencie gdy znajdą jakąś bezpieczną przystań.
W końcu sport to zdrowie, co nie?
- Ja nie mogę - wydyszała, gdy udało jej się jakoś zebrać powietrze po biegu. Poczuła, że ma nogi jak z waty i musi gdzieś usiąść, gdziekolwiek. - Ty to zawsze zapewniasz atrakcyjnie i wrażenia, które zostają w pamięci na długo.
Dopiero teraz wszystkie mięśnie zaczynały protestować przez ten niespodziewany wysiłek. Zakwasy będzie miała jak nic i to na długo, a w takim stanie to do pracy raczej nie będzie wskazane iść. W tej chwili zapomniała nawet, że ma przy sobie niebezpiecznie dużo kasy.
- To gdzie ta kawa?

Felix Carlson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Kebaboss
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port of Scarborough”