26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niczego nie pragnęła bardziej niż powrotu do normalności. Do uśmiechania się do wszystkiego i wszystkich. Do bycia porządną siostrą... przykładną córką. A przede wszystkim do powiedzenia całej prawdy. Tego, co wydarzyło się tamtej feralnej nocy, gdy jej były chłopak oprawca stracił życie. No bo ile można żyć w kłamstwie, które powolutku zjadało cię od środka? Każdy dzień, każde spojrzenie w lustro przypominało jej, że w odbiciu nie widziała już siebie. Widziała kogoś, kogo nienawidziła. Kogoś, kto p r z e ż y ł, chociaż czasami wcale nie była pewna, czy na to zasłużył. Uśmiech przychodził jej automatycznie, sztucznie... jak wyuczony odruch, lub jakaś maska zakładana zaraz po przebudzeniu, ale pod spodem wszystko w niej g n i ł o.
Wstyd, strach, jak i nieustanne poczucie winy.
Wszystko to oplatało jej wnętrzności tak ciasno, że momentami nie potrafiła nabrać pełnego oddechu. A przecież nikt nie mógł zauważyć, ze coś było nie tak. Jedynym rozwiązaniem tego problemu było nic innego, jak zadzwonienie do Deana, starego kumpla z imprez, z którym nie raz poleciała w ostre tany. Wysunęła telefon z kieszeni spodni i nacisnęła ikonkę z podpisem 'dancing king', czekając, aż w końcu odbierze. Nie było mowy, że spędzał dzisiejszy wieczór w samotności lub spokoju. Na bank gdzieś tam balował, a ona musiała się upewnić, że pomimo startu wieczoru bez niej... zakończy go właśnie z nią.

Po kilku sygnałach w końcu usłyszała jego głos. - DINO, no nareszcie, ile można czekać? - prychnęła pod nosem z niezadowoleniem, odpychając kosmyki opadające jej na twarz. - Co tam, jak tam? Masz jakiś prowiant? - Uśmiechnęła się pod nosem, idąc przed siebie uliczką przepełnioną ludźmi. Było cholernie parno. Ciepły podmuch wiatru, wymieszany ze spalinami samochodów w tym zatłoczonym miejscu, wypełniał jej płuca i tylko bardziej przypominał, że żyła... że dalej udawała, że wszystko było w porządku. - Słuchaj, nie chciałbyś iść w tango ze starą psiapsi? - wyszczerzyła się sama do siebie, jakby mógł ją zobaczyć z miejsca, w którym akurat sie znajdowal. Miała nadzieję, że się zgodzi, bo do tanga trzeba dwojga, a ona… zupełnie traciła rytm, gdy tańczyła samotnie.

dino
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
For good luck!
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kolano rwało go dzisiaj niemiłosiernie, przypominając o zniszczonych marzeniach i nieosiągniętych celach. Za każdym razem, gdy zaczynało go boleć, Dean uświadamiał sobie, jak wiele stracił po tamtym wypadku kilka lat temu. Patrząc na niego wiele osób uznałoby, że wygląda normalnie i nic w sposobie jego chodu nie zdradzało, że miał jakiekolwiek problemu. Faktycznie, uraz nie odbijał się na jego codziennym życiu, niemniej przejawiał się w mniej pewnej kontroli nogi podczas tańczenia, jak również wykonywania skomplikowanych i bardziej obciążających staw czynnościach. Bieganie czy skakanie niosły ze sobą konsekwencje w postaci bólu, z którym walczył od kilkudziesięciu miesięcy, oszczędzając się, gdzie mógł, forsując, gdzie to było konieczne. Lekarze nie przekreślali go całkowicie, dając nadzieję w postaci porządnej fizjoterapii, ale niestety, Vanberg nie należał do osób cierpliwych, a co za tym szło, chciałby odzyskać pełną kontrolę na już.
W tak podłym nastroju, naszpikowanym przeszłością i złymi wspomnieniami, pałętał się bez konkretnego celu po parku, przeklinając w duchu, że zaraz będzie musiał zrobić sobie przerwę, niczym ledwo dołężny sześćdziesięciolatek, bo jak mu pierdolnie noga, to zacznie się czołgać.
Usiadł na ławce, rozkoszując się słońcem grzejącym tak, jakby od tego zależało jego jestestwo. Sięgnął do kieszeni po telefon, sprawdzając powiadomienia. Kilka maili, kilka wiadomości. Wszystko od potencjalnych klientów, chcących się umówić na zajęcia zapoznawcze, by sprawdzić czy jego pociecha wpasuje się w realia taneczne. Już teraz mógłby śmiało powiedzieć, że większość z nich miało dwie lewe nogi, ale nawet z najbardziej beznadziejnego przypadku dało się zrobić potencjalną gwiazdę szkolnych przedstawień.
Nagle urządzenie zawibrowało, wyświetlając na ekranie zdjęcie dzwoniącego. Uśmiechnął się mimowolnie spoglądając w znajomą twarz. Ta dopiero miała wyczucie czasu. Znali się głównie z imprez, a jednak jakimś cudem potrafili się spotkać nawet poza hucznymi domówkami, na których alkohol lał się litrami.
-Na przyjemności zawsze się czeka, Rosenhall, a jak rozumiem jesteś ich spragniona, skoro tak szybko się za mną stęskniłaś - odpowiedział dziewczynie, której głos rozbrzmiał po drugiej stronie.
Rozsiadł się wygodniej na ławce przeczuwając, że w głowie ponętnej niewiasty pojawił się już plan na ich wspólne spotkanie. Impreza? Szaleństwo? Na takie rzeczy nie trzeba było go za długo namawiać.
-Z tobą zawsze. Ostatecznie nie mogę zawieść mojej ulubienicy. Jakieś konkrety? - zainteresował się. Trafił w punkt z przewidywaniami. Co, jak co, ale Thalia potrafiła sprostać jego oczekiwaniom na wielu płaszczyznach, zaczynając od niewinnej imprezy.

Thalia Rosenhall
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Okazji do smutku i niekończącego się poczucia winy było aż w nadmiarze. Miała pełne prawo spędzić resztę wieczoru w domu, zapychając się niezdrowym, śmieciowym żarciem tylko po to, by później albo wszystko zwrócić, albo mieć wyrzuty sumienia, że w ogóle coś w siebie wcisnęła. Związek z Christopherem odcisnął się na jej psychice niczym ślad buta na jasnej powierzchni. Starała się to przetrawić sama... poukładać jakoś w głowie. Wypchnąć z siebie ten ciężar, który powracał ze zdwojoną siłą za każdm razem, gdy zostawała ze sobą sama.. a wizyta u psychiatry? Nie wchodziła w grę. W życiu! Teraz chciała się tylko rozerwać. Zapomnieć na moment o tym wszystkim. A Dino był w tym wszystkim najlepszym możliwym z a p o m n i e n i e m.

Nie dość, że był zajebiście dobrym kompanem, to jeszcze był cholernie przystojny, więc Thalia przynajmniej będzie miała na co popatrzeć. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy odebrał od niej telefon, po czym przewróciła oczami na jego pierwsze słowa. - Ach, no oczywiście, nie mogę przestać myśleć o głębi twoich oczu, a nocami budzę się mokra, gdy tylko mi się przyśnisz - odpowiedziała drwiąco, zanim wybuchnęła śmiechem. Mogła pozwolić sobie przy nim na tego typu przygryzki i żarty. Nie miał kija w dupie, choć o innych przedmiotach albo częściach ciała nie mogła się zbyt swobodnie wypowiadać. Vanberg podchodził do życia z podobną beztroską co ona, przynajmniej jeżeli chodziło o rozrywkę i podejmowanie decyzji, których człowiek następnego dnia mógł żałować z lekkim uśmiechem na ustach, - No słuchaj, pomyślałam, że wypijemy kulturalnie drineczka w Casa Loma. W jednym z pomieszczeń szykuje się mega impreza, a w innym jest escape room… - powiedziała, a w jej głosie od razu pojawiło się podekscytowanie. - Masz ochotę na przygodę? - Ścisnęła dłonią telefon, przechodząc przez ulicę. Znajdowała się jakieś dziesięć minut piechotą od miejsca, a im bliżej była, tym bardziej czuła, że dokładnie tego potrzebowała. - Jak szybko dasz radę tutaj być? - Potrzebowała tego wieczoru. Potrzebowała jego towarzysta. A poza tym wszystko, co wiązało się ze spotykaniem z Dinem, równało się jednej wielkiej niewiadomej i niespodziance... bo przy nim nie mogła przewidzieć absolutnie niczego. I chyba właśnie dlatego tak bardzo miała ochotę sprawdzić, co przyniesie im dzisiejsza noc i te spotkanie.

dino
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
For good luck!
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Lubił pewne siebie osoby. Takie, które znały swoją wartość i potrafiły odpowiedzieć na zaproszenie Deana do gry, podejmując rozgrywkę na zasadach, które on wyznaczał. Thalia zdecydowanie należała do tego typu, pozwalając Vanbergowi na chwile zapomnienia w jej towarzystwie, zaskakując go każdorazowo w sposób, który zapadał w pamięci. Nie mógł nazwać jej nudną, nie mógł nazwać powtarzalną. Miała dobrze ukierunkowaną wyobraźnię, wykorzystując ją na wielu płaszczyznach. Tym większy plus dla niej i większa szansa, że tancerz będzie chciał kolejnego spotkania, nie rezygnując z niej tak, jak rezygnował wiele osób, kiedy tylko dostał od drugiej strony to, czego potrzebował w danym momencie.
-Kochana, sen możemy zmienić w jawę. Zawsze możesz na mnie liczyć w spełnianiu fantazji. Zapewniam, że rzeczywistość okaże się znacznie bardziej przyjemna - odpowiedział jej, sięgając po papierosa. Wsadził go pomiędzy wargi, odpalając. Zaciągnął się, chwilę rozkoszując dymem rozchodzącym się po płucach. Palenie zabija, to słyszał dość często. Z tym, że naszpikowane chemią jedzenie również, a człowiek był uzależniony od obu.
Z jego ust wyrwało się ciche prychnięcie.
-Kulturalnie? My wypijemy? Rosenhall, nie wiem co wzięłaś, ale chcę namiary na twojego dilera, bo to musi być zajebisty towar - skomentował jej dobór słów. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek zachowali się razem w sposób kulturalny, a trzeba wspomnieć, że kilka imprez razem już mieli na swoim koncie. Nawet, jeśli gdzieś pojawiały się takie plany, szybko trafiał je szlag, bo ponosiła fantazja, która przejmowała wodze. Był w stanie się założyć, że teraz będzie podobnie.
-Escape room na haju? Tego jeszcze nie próbowałem - odpowiedział, gotów na nowe doświadczenia. Kosztowne, ale był skłonny zapłacić taką cenę za dobre towarzystwo i dobrą zabawę. - Na przygodę zawsze, nie musisz nawet pytać. Mam się szczególnie ubrać? - zainteresował się. Wybrała miejsce dość bogate, plus skoro był tam bankiet czy inne przyjęcie, znaczyło to, że rezerwację dorwał ktoś kasiasty. Do takich ludzi nie szło się w dresach.
- Jeśli muszę się przebrać, to z jakieś trzydzieści minut. Jeśli nie, tyle samo - rzucił. No jasne, innej odpowiedzi nie mógł udzielić. - Wytrzymasz tyle beze mnie, Rosenhall? Wynagrodzę ci to podwójnie.

Thalia Rosenhall
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parsknęła śmiechem, słysząc jego odpowiedź. - Dino, kochanie, gdybym naprawdę chciała zmienić ten sen w jawę, to nie umawiałabym się z tobą pod Casa Loma, tylko od razu w moim pokoju - rzuciła bez najmniejszego zawahania, chociaż w jej głosie dalej pobrzmiewało rozbawienie. - Ale doceniam twoją gotowość do poświęceń. - Przewróciła oczami, przechodząc przez ulicę, po czym poprawiła telefon przy uchu. - Przepraszam bardzo, za kogo ty mnie masz?! Jestem uosobieniem kultury - oznajmiła, prychając pod nosem. No było to cholernie obvio! O czym on w ogóle mówił? Hello? Thalia Rosenhall była przecież ikoną klasy i dobrego wychowania! - Sama jestem swoim najgorszym towarem.

Na wzmiankę o escape roomie na haju uniosła brwi, choć nie mógł tego zobaczyć. Well, duh. Wyobrażenie reszty wieczoru na haju i niezliczonej ilości alkoholu sprawiała, że czuła niemalże motylki w brzuchu. A może to była po prostu ekscytacja na myśl o tym, że przez kilka godzin nie będzie musiała siedzieć sama ze swoimi myslami?? - Ubierz się tak, żeby nas wpuścili, ale nie tak, żebyś odciągał ode mnie całą uwagę. To bardzo cienka granica, Vanberg, więc postaraj się nie zawieść - powiedziała, zaciskając palce na telefonie. Zatrzymała się na chwilę przy krawężniku, czekając aż samochody przejadą. A gdy usłyszała jego odpowiedź o trzydziestu minutach, westchnęła dramatycznie, - trzydzieści minut? - powtórzyła z udawanym oburzeniem. - Jesteś niemożliwy. - Parsknęła pod nosem, przewracając oczami i z każdym kolejnym krokiem zbliżając się do swojej destynacji. - A jak mi to wynagrodzisz, Vanberg? Wiesz, że nie lubię zbędnego gadania. Wolę czyny.

Dean zdecydowanie był przyjacielem do zabawy. Kimś, u kogo boku wpadało się w wir zapomnienia i niezobowiązujących decyzj. Potrzebowała momentów, w których nie musiała myśleć o tym, czego jej brakowało... bo choć na zewnątrz była pewna siebie... w środku wciąż walczyła z samoakceptacją. A co mogło być lepsze od przebywania w towarzystwie faceta, który traktował ją tak, jakby była nie wiadomo jaką seksbombą? I robił to z taką swobodą, że przez moment naprawdę była w stanie mu uwierzyć. Poza tym Dean miał w sobie coś więcej niż tylko imprezowy urok osobisty i charyzmę godną podziwu. Pomimo tej całej rozrywkowej otoczki, która była jego zewnętrzną wizytówką, dało się z nim pogadać. - Dobra, będę czekała. Spiesz się! - dodała podekscytowana, po czym rozłączyła się, zanim zdążył rzucić czymś, co znowu zmusiłoby ją do przewrócenia oczami. Niedługo później stała już przed wejściem do budynku czekając na swojego partnera in crime, nie mogąc doczekać się tego, co przyniesie im ta noc.

Dino
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
For good luck!
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Po raz kolejny zaciągnął się papierosem, zapominając o bólu w kolanie, które jeszcze kilka minut wcześniej rwało go niemiłosiernie. Czy to za sprawą nikotyny rozlewającej się po ciele czy wieści o potencjalnie dobrej imprezie z Thalią, Vanberg wyparł nieprzyjemne doznanie, oddając się poczuciu ulgi i ekscytacji na myśl, że dzisiejszego wieczora miało wydarzyć się coś zapadającego w pamięć. Przy dziewczynie, z którą właśnie rozmawiał, nuda nie istniała. Plus była dość otwarta na wszystko, więc gdyby tylko plany wypicia kulturalnego drinka się nie powiodły, wystarczyło zaszyć się w odosobnionym miejscu i kontynuować zabawę poza zasięgiem wzroku osób trzecich.
-Sądziłem, że chcesz wypróbować łoża w tych nieziemskich komnatach. Ewentualnie kawałek ogrodu. Ludzie mają różne fetysze, nie znam jeszcze wszystkich twoich, Rosenhall - skomentował. Jasne, że nie marnowaliby czasu na jakieś przechadzki po starej budowli. Dean nie był typem romantyka i nie było mowy, aby szukał natchnienia w średniowiecznym zamku. Jedyne, co faktycznie mogło go interesować to wytrzymałość mebli z czystego drewna, które znajdowały się w środku. Niby przetrwały dziesiątki lat, ale pytanie czy dałyby radę pod naporem Vanberga i jego kochanki.
-A ja jestem cnotka niewydymka z chóru - mruknął, lekko głową kręcąc. Brzmiało to równie absurdalnie co komentarz koleżanki. Mógłby jej z miejsca wymienić wiele sytuacji, w których wykazała się jakże zadziwiającą kulturą. Z tym, że niekoniecznie taką, jaką chcieliby zobaczyć prawilni obywatele.
-Dla ciebie odzieję się z klasą. Tyle mogę obiecać, za resztę nie odpowiadam, bo wiemy jak działam na otoczenie - powiedział, niby z bólem. Wyrzucił resztki papierosa, gramoląc się z ławki. Jeśli miał zdążyć w ciągu wspomnianego czasu, musiał się zbierać.
-Kochana, zapewniam cię, że nie będzie czasu ani sposobności na gadanie - rzucił z przekonaniem. Liczył, że miała na sobie tę fikuśną bieliznę, w której widział ją ostatnim razem. Było jej do twarzy i równie dobrze wyglądała na podłodze.
Rozłączył się, kierując do domu. Tam zarzucił na siebie elegancką koszulę (tak, miał takie!!) i jeansy uznając, że nie wygląda już jak prosty cham. Zadowolony, pozwolił sobie zamówić ubera, nie ryzykując jazdy motocyklem. Korciło, ale czuł, że może się trochę zeszmacić.
-Przybył twój książę. Może być? - wskazał na swój ubiór. Na nic lepszego nie mogła liczyć. garnitur byłby przesadą, plus wolałby go nie zniszczyć. Jeszcze mógł się przydać.
-To co dla mnie przygotowałaś, Rosenhall? - zainteresował się i wolno przejechał wzrokiem po jej sylwetce. Jak zwykle wyglądała ponętnie i jak dla niego mogliby już teraz pominąć całą potencjalną grę wstępną w postaci drinka na jakimś bankiecie i zaszyć się, oddając cielesnej przyjemności.

Thalia Rosenhall
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Obawiam się, że seks ze mną zmieni twój światopogląd, Dino… do takiego stopnia, że uwaga… - odkaszlnęła teatralnie, a po chwili wzięła głęboki oddech, specjalnie przeciągając ciszę, żeby dodać temu jeszcze więcej dramatyzmu. - Rozważysz ustatkowanie się. - Parsknęła pod nosem, odrzucając kosmyki włosów w wyjątkowo przesadnej manierze. No pozamiatała. A co się będzie dziewczyna stopować, phi. Dean nie należał do osób, które przywiązywały się do ludzi po szybkich numerkach, nic niezobowiązujących nocach. To akurat wiedziała, a oni nigdy się ze sobą nie przespali, bo Thalia, pomimo bardzo imprezowego stylu życia, miała swoje zasady. Lubiła sypiać z ludźmi, jasne, ale najlepiej z takimi, których później już nigdy w życiu nie zobaczy. Wtedy się nie angażowała. A ona była kochliwa. C H O L E R N I E... K O C H L I W A.

Wiedziała, że gdyby przespała się z przyjacielem, z kimś, kogo już lubiła, komu ufała i przy kim czuła się swobodnie, to mogłoby się to bardzo szybko przerodzić w jakieś głębsze uczucia down the line. A tego nie chciała ryzykować. - Wypróbuję je z kimś, kto będzie skłonny nazywać mnie swoją księżniczką, Vanberg - odparła rozbawiona,- Nie wiedziałam, że śpiewasz - dorzuciła złośliwie, bo przecież mogła też kulturalnie pić, co nie? Nie chodziło o to, żeby najebać się jak dzika świnia. No dobra. Dzisiaj cholernie tego pragnęła, ale przecież nie musiała się do tego przyznawać. - No racja, będę chodziła z tabliczką - boys, girls, beware, cock and pussy magnet incoming… - była cholernie dumna ze swojej wstawki i dorzuciła tylko - Będę czekać! - zaśmiała się, siadając na murku i czekając na swojego kompana.

Po jakimś czasie, dwudziestu dziewięciu minutach, żeby być dokładnym, przyjechał uberkiem, a Thalia uniosła tylko brew z podziwem. No odjebał się skubany jak szczur na otwarcie kanału. Propsiki. Wyszczerzyła się szeroko, podchodząc do niego. - Woaaah, będzie ci teraz wstyd się ze mną pokazać - rzuciła, po czym przewróciła oczami, gdy zauważyła, jak bezczelnie skanuje ją wzrokiem. Wysunęła dłoń i żartobliwie uderzyła go w ramię. - Mógłbyś to robić mniej ostentacyjnie! Albo chociaż rzucić jakimś komplementem, jak już to robisz. - Chwyciła go za dłoń i pociągnęła w kierunku budynku. - Dobra, sprawdźmy, co dla nas mają. - Otworzyła drzwi, a ochroniarz po krótkim sprawdzeniu ich ID przybił im pieczątki na nadgarstkach, gdy Thalia opłaciła wejście. Taka hojna była, o. - Pierw pre-drinki? - zerknęła na niego, wciągając go do pokoju przepełnionego poprzebieranymi studentami. Uśmiechnęła się szeroko, gdy jej wzrok padł na coś, co wyglądało podejrzanie podobnie do darmowego barku z alkoholem.

J A C K P O T


dino
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
For good luck!
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Stwierdzenie, że Dean mógłby się ustatkować, było co najmniej nie na miejscu i nie miało pokrycia w bliskiej przyszłości. Ba, nie zapowiadało się, by w ogóle planował rezygnację z dotychczasowego życia nakrapianego jednonocnymi przygodami. Stały związek nie był dla niego. Wystarczyło mu bolesnego doświadczenia, którego nabył dzięki pewnej uroczej pannie zostawiającej go dla jego kumpla. To wydarzenie zostawiło na nim skazę sprawiając, że przestał postrzegać świat uczuciowy z przymrużeniem oka. Teraz całkiem go wymazał, skupiając się na chwilowych przyjemnościach. I chociaż Thalia była boską dziewczyną, przy której zapewne nie jednemu kolesiowi żołnierz do boju się rwał, tak nie mogła liczyć, że nawet najbardziej zapadający w pamięć seks zmieni jego podejście. Ale hej, próbować mogła, bo on osobiście na wszelkiej maści macanki nie narzekał.
-Ranisz moją duszę, Rosenhall. I swoją. Bo oboje wiemy, że żaden książe z rynsztoka nie dorówna mi, więc chyba będziesz musiała zapomnieć o tych miękkich łożach - odpowiedział, nie grzesząc skromnością. Odrobina pewności siebie jeszcze nikogo nie zabiła, a znając podejście dziewczyny wiedział na ile może sobie pozwolić. Na wiele i na wiele jeszcze chciał, badając granice przyzwoitości, które dla wielu były zupełnie nieosiągalne.
-Rosenhall, przy tobie człowiek nie może się wstydzić. Ja pękam z dumy, że włazisz tam ze mną, a nie z jakimś melepetą - objął ją bezceremonialnie w talii. Był pewien, że dziewczyna zdawała sobie sprawę jak działa na płeć przeciwną. Owszem, na wielu płaszczyznach Vanberg jedynie z nią żartował, zbliżając się i oddalając od granicy, której nie przekraczało się z dobrymi znajomymi, niemniej umiał dostrzec jej walory. A te było godne podziwu, którego nie chciał jej szczędzić. - Nie będę przepraszał, to silniejsze ode mnie. Well, jestem tylko facetem, co zrobisz - lekko ramionami wzruszył. Na jego twarzy ze świecą by szukać skruchy czy poczucia zawstydzenia.
Dał się wprowadzić do środka. Już na pierwszy rzut oka ocenił, że impreza nie była w jego typie. Miała potencjał, jak każde miejsce, w którym znajdował się alkohol, niemniej czegoś brakowało. Pewnej dozy nielegalności, spontaniczności i co najważniejsze, lepszej muzyki. Towarzyszka przy jego boku mogła mu jednak wiele zrekompensować, chociażby swoją aparycją i kompanią do spożywania alkoholu.
-Drinki? Lećmy od razu z shotami. Zagramy w grę, tak na rozluźnienie. Może pozgadujemy za kogo się przebrali? Chociaż nie, musiałabym się ostro wcześniej najebać, żeby rozkminić niektóre stroje - powiedział, wodząc wzrokiem po zebranych. Zadziwiające, że nikt nawet nie zwrócił uwagi, że tu przyszli. - Możemy też wypić tak o. To czego sobie pani życzy? - spytał, lekko się kłaniając. Jak już w zamku wylądował, to i księcia poudaje.

Thalia Rosenhall
26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przysunęła dłoń do skroni i westchnęła głośno, udając, że zaraz zemdleje po czym zmrużyła oczy, marszcząc nos i mierząc go spojrzeniem. - Oh, i co ja zrobię z tą wiadomością? Będę musiała znaleźć sobie kogoś, kto ugości mnie w swojej pościeli, ale na razie skupię się na tobie, mój książę - rzuciła, uśmiechając się zadziornie... Nie odsunęła się, kiedy objął ją w talii. Właściwie, przez krótką sekundę pozwoliła sobie oprzeć ciężar ciała bardziej w jego stronę. Tak o, żeby poczuć tę krótką nutkę bliskości, której absolutnie nie zamierzała nazywać po imieniu. Dean miał w sobie ten rodzaj bezczelności, który normalnie powinien ją irytować, a jednak przy nim bardziej ją bawił. Może dlatego, że oboje byli unhinged i lubili tańczyć na granicy, tylko żadne z nich nie chciało pierwsze przyznać, że czasami ta granica robiła się podejrzliwiee cienka. - Dobrze, dobrze, już tak mi nie schlebiaj, bo się rozpłynę jak cukier na deszczu - odparła, uśmiechając się niemalże uroczo, po czym rozejrzała się po pomieszczeniu, oceniając tłum z rozbawieniem. - Shoty brzmią zajebiście - oznajmiła, zerkając na niego - Chętnie zagram, ale zróbmy własną wersję truth or dare. Tylko że po każdym wykonanym albo niewykonanym zadaniu trzeba pić. Deal? - Uśmiechnęła się słodko, po chwili unosząc palec, - Nie przyjmuję sprzeciwu.

Przesunęła wzrokiem po barku, zatrzymując się na butelkach, które wyglądały wystarczająco podejrzanie, żeby istniała spora szansa, że jutro nie będzie pamiętała połowy rzeczy, które dzisiaj zrobi. Oparła się biodrem o krawędź stolika i chwyciła jedną z nich, odkręcając ją bez większego zastanowienia. Kieliszki? No gdzieś pewnie były. Tylko że szukanie ich wymagałoby cierpliwości, a tej Thalia aktualnie nie posiadała. Przysunęła butelkę do ust i wzięła długi łyk. Alkohol prawie wypalił jej gardło, wiec skrzywiła się odruchowo, zaciskając oczy, po czym wybuchnęła śmiechem, - Cholera - odkaszlnęła, mrużąc oczy i podając butelkę w jego stronę. - Trzymaj. Na rozruch. - Zaraz potem obróciła głowę, wypatrując w tłumie pierwszej potencjalnej ofiary ich genialnej gry. Nie musiała długo szukać. Jej spojrzenie zatrzymało się na chłopaku z rozpiętą koszulą i napisem na klacie I LOVE PUSSY, który stał kilka metrów dalej. Wyszczerzyła się szeroko, a potem spojrzała na Deana z wybitnie nikczemną minką - Dobra, Vanberg. Widzisz tamtego kolesia z napisem na klacie I LOVE PUSSY? - skinęła głową w jego stronę. - Podejdź do niego i zapytaj, czy pogłaszcze twojego kotka. - Zaśmiała się, dumna ze swojego planu, po czym skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej i uniosła brew. No co? Trzeba było być kreatywnym.

dino
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
27 y/o
For good luck!
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Sprośne żarty z podtekstami były dla niego codziennością. Nie był idiotą, zdawał sobie sprawę, że nie można było sobie pozwolić na podobną wymianę z każdym napotkanym człowiekiem. Niestety, w społeczeństwie znajdowały się osoby tak sztywne, że mogłyby przybić piątkę z kijem od miotły lub widłami wystającymi z kupki gnoju. On jednak dobierał towarzystwo pod siebie, podczas pierwszego spotkania będąc w stanie ocenić czy w ogóle warto poświęcać swój czas dla rozmówcy. Katalogował ludzi, wrzucając ich do worków. Ruchalny, beznadziejny, niewydymka, party hard. Miał tych szuflad mnóstwo, zapełniając je raz po raz, w zależności od częstotliwości imprezowania. Thalia miała ten zaszczyt, że znajdowała się w odpowiedniej przegrodzie, dzięki czemu mogła być pewna, że jeszcze nie raz przyjdzie jej zaszaleć z tancerzem, zapominając o bożym świecie.
-Hej, bez takich. Żadnego rozpływania póki co. Za wiele dobrego nas dzisiaj czeka, żeby tak szybko rezygnować - uśmiechnął się do niej lekko. Pełno padło obietnic i tylko wszechświat wiedział, czy chociaż jedna z nich zostanie spełniona. Póki co niemal cała uwaga została skupiona na alkoholu. Nikt nie gardził darmową dawką procentów umilających każdą imprezę. Vanberg był pewien, że zaledwie kilka kieliszków wystarczyło by dostrzegł w tem zgromadzeniu rzeczy, które na trzeźwo mu umknęły.
-Czyli koniec końców i tak się ostro zeszmacimy. Jak dla mnie bomba. Z tym, że Rosenhall, ja nie obawiam się niczego, więc będziesz musiała wykazać się kreatywnością - przyjął zasady wyznaczone przez dziewczynę. Były racjonalne w stosunku do sytuacji. Przyszli tu by się zabawić. Dodatkowo ktoś, kto postanowił zostawić otwarty, darmowy bar nie brał pod uwagę, że na sali znajdą się twardzi zawodnicy w postaci łasych na adrenalinę nieznajomych.
Zagwizdał z podziwem, kiedy pociągnęła z gwinta. No, no. Tego się nie spodziewał, ale skłamałby, gdyby powiedział, że mu się to nie podobało. Pytanie, czy Thalia będzie w stanie jutro udźwignąć ciężar własnych decyzji.
Odebrał od niej trunek, racząc się solidnym łykiem. Paliło cholernie, ale nie takie rzeczy miało się w ustach.
-Kotka? Chyba pytona - odpowiedział, odstawiając butelkę na blat, niebezpiecznie blisko towarzyszki. - Masz nie pić beze mnie - zaznaczył. Przeczesał dłonią włosy podbijając do kolesia. Nie był w jego typie, ale czego nie robiło się by sprostać wyzwaniu nawet, jeśli w przypadku wygranej i przegranej nagroda była taka sama.
-Słońce - zagadnął do wstawionego kolesia. - Mój kotek jest spragniony pieszczot? Pogłaszczesz go? - mruknął mu do ucha, niczym światowej klasy tania dziwka.
Do przewidzenia było, że nie zostanie zrozumiany. Schylił się, kiedy chłopak zamachnął się z zamiarem przywalenia mu w łeb.
-Twoja strata, stary - zaśmiał się i uskoczył, wracając do dziewczyny. - Nie docenia mnie, bolesne - rzucił dramatycznie. - Teraz ty, Rosenhall. Idź przekonać tamtego kolesia w kowbojskim kapeluszu, że jesteś ekspertką od hodowli niewidzialnych zwierząt - rzucił. Widział ją w roli niegrzecznej pannicy, ale czy poradzi sobie z czymś, gdzie cielesne atuty nie były bronią?

Thalia Rosenhall
ODPOWIEDZ

Wróć do „Casa Loma”