-
Skaza rodu Wentworth, utrapienie Campbella, życiowa pomyłka.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Skaza rodu Wentworth, utrapienie Campbella, życiowa pomyłka.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A raczej chciała być niewidoczna… …ale nie była.Przez cały ten czas czuła na sobie jego spojrzenie.
Stał niedaleko i oczywiście ramię w ramię z jej bratem i matką. Poppy nawet nie patrzyła na niego wprost, raczej obserwowała go ukradkiem z bezpiecznej odległości, łapiąc tylko kątem oka profil jego szczęki czy ruch jego dłoni. Jakby bała się…
…jakby ją to bolało. I w sumie tak było, bo każde dłuższe zawieszenie na nim wzroku okazywało się bolesne. Gdy tylko patrzyła na Michaela w jej głowie odpalała się lawina wspomnień. Zapach kawy o świcie w ich kuchni, mrok korytarzy, w których ich drogi przecinały się, gdy Eleanor spała, a oni stawali się wspólnikami w zbrodni i wreszcie coś o czym tylko ona wiedziała — wyblakłe zdjęcie USG wetknięte za dowód osobisty. Sekret, który spalał ja od środka zmieszany z wyrzutami sumienia wobec zmarłej siostry był nieszczęśliwą kumulacją, która w Vancouver wydawała się przepracowana, ale teraz w obliczu spotkania z nim już nie była tego taka pewna.
-
Skaza rodu Wentworth, utrapienie Campbella, życiowa pomyłka.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jednym ruchem strąciła przypadkowo kubek postawiony przed nią. Rozległ się lekki stukot toczącej się po blacie filiżanki, a potem krople zaczęły pędzić w dół, by koniec końców mknąć przez podłogę prosto pod nogi jakiegoś mężczyzny. — Kurwa! — syknęła cicho. Nie przyjrzała się mężczyźnie, bo była zbyt zajęta pospiesznym wycieraniem blatu. Dopiero po chwili słysząc dziwnie znajomo brzmiący męski głos za plecami drgnęła nieco i odwróciła się rzucając mu zaciekawione spojrzenie.
Świt był mały, a przed nią stało właśnie ucieleśnienie dawnych wspomnień. Szalonych, młodzieńczych i beztroskich lat. Był jej bliski… kiedyś. Był kimś, przy kim nie musiała udawać nikogo i niczego. On też nie musiał… do czasu, aż nerwy wzięły górę, życie ją przytłoczyło, a ona w efekcie wyżyła się na jego stylu życia, którego nigdy w pełni nie akceptowała. Rozejście było nagłe, a każde z nich zbyt uparte by odezwać się do drugiego. — To nie chaos, to grawitacja — oznajmiła unosząc kącik ust lekko do góry. — I pudło. Zmieniło się dosłownie wszystko — poinformowała obracając się znów w kierunku blatu i zamawiając jeszcze jedną kawę. Musiała ją wypić, po prostu. — Dawno się nie widzieliśmy — stwierdziła, wracając do niego spojrzeniem i nie bardzo wiedząc co zrobić, zaczęła bawić się paczką papierosów skrywaną w kieszeni marynarki.