
To darcie ryja, w zasadzie zostało mi do dnia dzisiejszego, chociaż teraz, kiedy już jestem starsza i (podobno) mądrzejsza, potrafię nad tym panować.
Od zawsze w moim życiu królowali mężczyźni.
Niby to ojciec powinien był być moim autorytetem, jednak nigdy go nie poznałam.
Moja matka uwielbiała przyprowadzać do domu różnych tatusiów, jednak żaden nie został z nami na dłużej. Zazwyczaj wytrzymywali do momentu, w którym okazywało się, że moja rodzicielka zachodziła w kolejną ciążę, której oni ani nie chcieli, ani się nie spodziewali — jakby nie wiedzieli, że istniało coś takiego jak antykoncepcja.
Była nas szóstka — rozwrzeszczanych, wiecznie głodnych darmozjadów, jak zwykła nazywać nas kobieta, która wydała nas na świat.
O wiele większy wkład w nasze wychowanie miał dziadek Loius. Zawsze mawiał, żeby nie bała się marzyć. Że marzenia były jedyną rzeczą, za którą nie trzeba było płacić.
I miał cholerną rację!
Od zawsze miałam śmiałe plany na swoją przyszłość. Jak każda pięciolatka chciałam być aktorką, piosenkarką, czy inną nauczycielką. Wyobrażałam sobie siebie w tych rolach, uciekając w świat fantazji najmocniej jak się dało, żałując jednocześnie, że w ten sam sposób, nie mogłam sobie wymarzyć garnka pełnego gorącej zupy.
W szkole radziłam sobie zazwyczaj dwojako. Raz ślęczałam nad książkami dzień i nocą, by innym razem, całkowicie olewać przyswajanie wiedzy. Zgrabnie prześlizgiwałam się z klasy do klasy, zdecydowanie bardziej od nauki woląc rozrabianie z kolegami. Rzadko kiedy wtedy ktoś mnie na czymś przyłapywał. A jeśli już, zabójczy uśmiech i spojrzenie wielkich piwnych oczu, do tego wyrażających najgłębszą skruchę (ta jasne!), sprawiały, że unikałam kary.
Dopiero gdzieś na początku szkoły średniej zrozumiałam, co tak naprawdę chciałabym robić w życiu. Architektura była czymś, co mnie fascynowało i co bardzo chciałam rozwijać na dalszych etapach swojej edukacji. Już wtedy od kilku lat dorabiałam sobie wyprowadzając cudze psy, robiąc zakupy starszym, schorowanym sąsiadkom, czy pakując zakupy w marketach, zaś każdy zarobiony w ten sposób grosz, oszczędzałam na swoją przyszłość.
Szkołę skończyłam, może i bez wyróżnień i super nagród, jedna osiągnięte wyniki pozwoliły mi się dostać na wybrany kierunek.
Niestety, naukę musiałam odłożyć na potem , skupiając się w głównej mierze na pomocy matce i utrzymaniu rodziny. Pracowałam (i nadal pracuję) na dwa etaty, by jakoś zawiązać jeden koniec z drugim, jednak nigdy nie przestałam marzyć.
Rok temu wyprowadziłam się z domu, przyjmując w spadku maleńki domek po zmarłym dziadku. Dopiero wtedy, po raz pierwszy w życiu poczułam, że żyję, choć ciężko mi było pogodzić się z myślą, że zostawiam resztę hałastry razem z matką. Musiałam jednak to zrobić. Dla samej siebie. I dla własnych marzeń.
Teraz żyję jak chcę, większość czasu poświęcając jednak na pracę, studiowanie i mizianie moich trzech kotów, które są strasznymi atencjuszami.
Jednak jest dobrze! A przynajmniej tak myślę.
- Rzadko kiedy korzysta z radia. Kocha za to stary gramofon odziedziczony po swoim dziadku, z którego bardzo często korzysta. Ma też bardzo pokaźną kolekcję płyt winylowych, która zawiera każdy możliwy gatunek muzyczny.
- Straszna z niej pedantka i perfekcjonistka. W jej domu wszystko ma swoje miejsce, każda nawet najmniejsza rzecz, a i cała chałupka jest tak wypucowana, jakby nikt w niej nie mieszkał.
- Pija zdecydowanie zbyt dużo kawy, a i nie potrafi znaleźć umiaru w piciu czerwonego wina.
- Ma lekko ochrypły, charakterystyczny śmiech. Bardzo zaraźliwy, więc tak naprawdę powstrzymuje się od tego, by się śmiać.
- Chodzi na siłownię, a w domu trenuje jogę. Do tego, niedawno zaczęła uczęszczać na lekcje tańca towarzyskiego.
- Uwielbia Marvela, a Harry'ego Pottera zna na pamięć.
- Uważa, że jest niefotogeniczna i za żadne skarby świata nie pozwoli Ci, zrobić sobie zdjęcia.
- Od dzieciństwa ma dość sporą wadę wzroku, przez którą cały czas musi nosić okulary. Dopiero niedawno, zrezygnowała z nich na rzecz soczewek kontaktowych, a bryle zakłada tylko wtedy, kiedy skończą jej się soczewki.
- Uwielbia czytać i ma na tyle podzielną uwagę, że jest w stanie czytać kilka książek naraz.
- Ma trzy koty — czarnego Behemota, rudego Belzebuba i białego Lucyfera. Stwierdziła, że taka ilość, nie czyni z niej jeszcze starej panny z kotami.
