ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

Impreza trwała w najlepsze. Alkohol się lał, muzyka dudniła, światła tworzyły klimat, ludzie tańczyli w najlepsze.
Duffy płynęła z prądem nie zastanawiając się za bardzo, co się dzieje. Lubiła dobrze się bawić i nie zastanawiać nad jutrem. Co prawda nie miała z kim się ze znajomych wybrać, ale to jej nie przeszkadzało. W klubie zawsze znajdowali się ludzie, z którymi dało się niezobowiązująco spędzić te kilka godzin. A po zakończonej nocy drogi rozchodziły się często za zawsze. Toronto było dużym miastem, pędzącym przed siebie i nie oglądającym się za siebie.
W świetle dnia każdy uchodził za zupełnie przeciętnego człowieka zajętego pracą oraz innymi przyziemnymi sprawami.
Na razie noc była jeszcze młoda, a Duffy wyrwała do zabawy dwie dziewczyny, z którymi dobrze się bawiła. Śmiały się z różnych głupot, chichrały jak wariatki i co chwilę wznosiły toasty za udaną zabawę. Tak mijały minuty, które zmieniły się w godziny. W międzyczasie nieco przemieszała się grupa ludzi w klubie, doszli nowi, inni wyszli, w tym jedna z dziewczyn. Nie wpłynęło to jakoś mocno na dobru nastrój Duffy, któreś w najlepsze wirowała na parkiecie z ludźmi, który znajdowali się dookoła niej. W końcu w większości szło o dobrą zabawę i chwilę wytchnienia.
Fakt faktem, że w jej ograniźmie krążyło sporo procentów, ale to nie było nic dziwnego. Jak się bawić, to porządnie. Duffy lubiła takie beztroskie chwile. Dać się ponieść atmosferze.
Nie wychwyciła momentu, w którym mężczyzna, z którym bawiła się od czasu, gdy druga z dziewczyn zmieniła lokal.
Nie miała nic przeciwko sporadycznemu kontaktowi, gdy jego ręce zbłądziły na jej ciało. Procenty zrobiły swoje, granice stały się nieco płynne. Nie raz zdarzało jej się wracać z poznanym w klubie gościem do niej lub do niego. Zawsze jednak była zgoda oby stron, nawet jeśli to tylko alkohol przez nich przemawiał.
Obecnie pomimo dudniącej muzyki, lekkiego szumu w głowie, po drinkach, Duffy nie zamierzała się nigdzie wybierać. Bawiący się z nią do tej pory mężczyzna był innego zdania, gdy złapał ją mocno za nadgarstek i szarpną, by poszła za nim. Wysokie obcasy jej butów nie ułatwiały stawiania oporu, nawet znikomego, gdy facet zaczął ciągnąć ją w ustronne miejsce.

Aaron Blackwood
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Miał wrażenie, że głowa zaraz mu wybuchnie od nadmiaru zajęć. Ostatni tydzień był wyjątkowo intensywny pod względem zawodowym. Nie dość, że Aaron nadal był świeżakiem, tak dodatkowo intuicja podpowiadała mu, że ktoś wyjątkowo postarał się, żeby przypadkiem nie zawiało u niego nudą w nowym wydziale. Tak, niektórzy potrafili być doprawdy mściwi.
Nic dziwnego, że potrzebował chwili wytchnienia. Nie był typem imprezowicza; już nie, chociaż jego przeszłość miała w tym temacie znacznie więcej do powiedzenia.
Niemniej bywały dni, kiedy człowiek chciał pójść do baru, może do jakiegoś klubu i się zabawić, wypijając piwo w miłym towarzystwie, na chwilę oczyszczając umysł z natłoku.
Nie planował się schlać, nie planował też kończyć z jednonocną przygodą. Ot, zwyczajna, kontrolowana rozrywka.
W klubie panował chaos; jak zawsze, kiedy zebrało się razem pokaźną liczbę młodych. Nie winił ich, świat potrafił przytłoczyć, a gdzie, jak nie w takim miejscu, szaleć? Lepsze dzikie pląsy, niż ćpanie w melinie.
Zamówił piwo, wdając się z pogawędkę z uroczą niewiastą, która już niedługo osiągnie swój limit na dzisiaj.
Może powinien zamówić jej taksówkę?
Skupił na niego całą uwagę, kiedy opowiadała mu o zerwaniu z byłym. Szybko wywnioskował, że była to u nich codzienność.
Rozstania i powroty.
Znajomość z kobietą zwaną Amanda, została zakończona równie rychło, jak się zaczęła. Okazało się bowiem, że nie przyszła do klubu sama, a z wcześniej wspomnianym facetem, w którym obudził się instynkt samca alfa.
Całe szczęście, że udało się załagodzić sytuację, bo ostatnim czego Blackwood potrzebował, było wdanie się w bójkę z powodu kobiety, którą nawet nie był zainteresowany.
Weź to wytłumacz zazdrosnemu głupkowi.
Po złagodzeniu konfliktu, młody policjant postanowił baczniej dobierać towarzystwo.
Jego uwagę przykuło zamieszanie na parkiecie. Zmarszczył brwi na widok kobiety w stanie ostrego upojenia alkoholowego oraz mężczyzny, który próbował wykorzystać nie dyspozycyjną niewiastę.
Nie lubił takich natrętów, dlatego wstał, kierując się za parą, która zamierzała oddalić się w bardziej odosobnione miejsce. Nie ulegało wątpliwości, że to właśnie jegomość był prowodyrem tego pomysłu.
-Odnoszę wrażenie, że ta pani wcale nie chce z tobą iść - rzucił, gdy znalazł się wystarczająco blisko.
Oczywiście, że nie mogło się obyć na spokojnie. Zbyt pięknie by było, gdyby natręt po prostu odszedł.
-Nie twoja sprawa koleś. Lepiej spierdalaj i znajdź sobie własną zdobycz.
No jasne, jakie to było typowe.
-Nadal uważam, że jednak powinieneś grzecznie puścić panią i odejść, najlepiej do domu - westchnął. Nie chciał się bić. W razie potrzeby po prostu go aresztuje.

Duffy Summers
Mua
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

Gdyby była bardziej trzeźwa, być może obiecałaby sobie, że więcej nie będzie tyle piła. Zdecydowanie takie sytuacje dawały do myślenia, ale po czasie, którego czasami nie było. Problem w tym, że na takie myśli chwilowo zbrakło owego czasu.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że poniekąd sama, może nie całkiem świadomie, doprowadziła to zaistniałej stacji. Powinna była postawić granice znacznie wcześniej, a nie pozwalać się obłapywać gdzie popadnie. Plus do tego wszystkiego jej strój raczej za dużo nie zakrywał, więc to aż się prosiło o drakę prędzej czy później.
Facet był wyjątkowo uparty, aby najprawdopodobniej się nią zabawić tu i teraz. Stawianie oporu szło jej słabo, a do tego każdy był zajęty zabawą, tańcami i piciem. Szansa na znalezienie trzeźwej osoby w lokalu zakrawała prawie na cud.
Duffy na tyle, na ile mogła, w wysokim obuwiu i podchmielona, szarpała się i kazała mu puścić jej nadgarstek. Przynosiło to jedna odwroty sutek, bo wzmacniał uścisk i syczał na nią wściekle.
Skupiona na tej daremnej walce z opóźnieniem zarejestrowała, że stanęli w miejscu. A jeszcze trochę brakowało im do tego ustronnego kąta.
Przeniosła wzrok na nieznajomy głos, by dostrzec mega przystojnego mężczyznę, który zjawił się niczym rycerz na białym koniu. Tyle zdołała zarejestrować nim samoistnie znów szopena ręką, by uwolnić ją z uścisku.
- Puszczaj mnie - warknęła ponownie, czując nowy przypływ siły. Pojawiło się malutkie światełko w tunelu, że jednak jest szansa na ratunek. - To boli!
Ponownie szarpnęła się, ale to nic nie dało. Żelazny uścisk wokół nadgarstka nie zelżał, widocznie facet nie zamierzał tak łatwo odpuścicie swojej zdobyczy tej nocy.
- Jaką panią? - prychał facet lustrując wzrokiem szamoczącą się Duffy.- Sama jest sobie winna, że wygląda jak dziwka, a teraz udaje świętoszkę!
Panie z koła różańcowego goniłby Summers z wodą święconą, ale ta po prostu lubiła się eksponować swoje wdzięki. Być może czasami przesadzała ze strojami, lecz taki miała styl.

Aaron Blackwood
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Aaron zmrużył lekko oczy, kiedy usłyszał słowa mężczyzny. Mógł się spodziewać takiej odpowiedzi, na wyjątkowo “wysokim” poziomie. Wystarczyło spojrzeć na pijanego chłopa, żeby zorientować się, że był skoro do walki i prowokacji, nie chcąc w łatwy sposób odpuścić. Nie zdawał sobie jednak najwidoczniej sprawy, że Blackwood nie był osobą, która w takiej chwili by odeszła, zostawiając kobietę z natrętem.
W klubowym półmroku jego twarz pozostawała zadziwiająco spokojna, ale w spojrzeniu pojawiło się coś chłodnego i niebezpiecznego. Nieme ostrzeżenie, by nieznajomy mężczyzna jednak zastanowił się poważnie, czy chce brnąć dalej w tę przepychanką.
Muzyka dudniła wokół nich tak głośno, że większość ludzi nawet nie zwracała uwagi na narastające napięcie kilka kroków dalej. Byli obojętni, co tym razem było wyjątkowo na rękę policjantowi. Nie potrzebował świadków w razie, gdyby sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Nie w smak było mu późniejsze tłumaczenie, czemu nie aresztował jegomościa od razu.
-Powinieneś zważać na słowa, bo stajesz się coraz bardziej nieprzyjemny. A to mnie drażni - zauważył spokojnie. - A teraz ją puść, bo nudzi mnie ciągłe powtarzanie tego - dodał dosadnie. Wystarczyło, że by posłuchał i każdy mógłby o wszystkim zapomnieć.
Widział, jak ten mocniej zacisnął rękę na nadgarstku kobiety, jakby usilnie chciał zademonstrować, że nikt nie będzie mu mówił, co ma robić. Litości, jakie to było żałosne.
Zrobił krok naprzód, stając dosłownie na wprost napastnika. Górował nad nim ładnych kilka centymetrów. Plus nie miał tego piwnego brzuszka, który stworzył idealną barierę pomiędzy nim, a Aronem.
Szybkim ruchem złapał go za nadgarstek zmuszając, by puścił kobietę i skupił całą uwagę na nim. Słyszał padające z jego ust przekleństwo i poczuł, jak przeciwnik się szarpie.
Chwilę później padł pierwszy cios - druga pięść pijanego wylądowała na policzku Blackwooda, który skrzywił się pod wpływem nieprzyjemnego uczucia bólu.
Czyli jednak chciał się bić.
Wykorzystując przewagę w postaci bycia trzeźwym, obrócił mężczyznę, wykręcając mu rękę za plecami.
-Ostatni raz ładnie proszę - powiedział mu wprost do ucha.
Wydawać by się mogło, że tamten będzie się jeszcze szarpał, jednak ostatecznie zrezygnował z pomysłu.
-Pierdolcie się oboje. I tak wiem, że sam chcesz ją wyruchać.
Aaron puścił natręta, a ten splunął na podłogę a akcje pogardy i odszedł, klnąc pod nosem. Cóż za dojrzałe zachowanie.
-Nic ci nie jest? - zwrócił się do wystraszonej kobiety. - Nie zdążył ci zrobić niczego poważnego?

Duffy Summers
Mua
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

Ludzka obojętność nie znała granic jeżeli w grę wchodzi wybieranie pomiędzy swoim a czyimś bezpieczeństwem. Nie często pewnych sytuacji można byłoby uniknąć, gdyby ktoś w porę zareagował. Niemniej jednak w miejscach, gdzie alkohol lał się strumieniami ciężko było o racjonalne myślenie i trzeźwą ocenę sytuacji.
Duffy ponownie z opóźnieniem zarejestrowała, że jest szansa na wyjście cało z zaistniałej sytuacji. Przez ilość wypitego alkoholu wszystkie akcje były spowolnione, chociaż trochę wytrzeźwiaał, gdy sytuacja wymknęła się spod kontroli. Dlatego też po dłuższej chwili dotarło do niej, że jej ręka jest wolna. Został jednak na niej odcisk łapy niedoszłego oprawcy. Czuła, że trzymał ją mocno, ale nie spodziewała się, że aż tak. Być może pojawi się później nawet siniak.
Zajęta zajmowaniem się rozmasowywaniem obolałego miejsca dopiero po chwili zauważyła, że facet został porządny łomot. Przez myśl przemknęło jej, to też jej do głowy strzeliło, żeby w ogóle zacząć się z nim bawić i dać obmacywać.
Gdy adrenalina trochę opadła podniosła głowę, aby spojrzeć na swojego wybawcę. Pierwsze co rzuciło się w oczy to fakt, że bardzo przystojny. Przypominał jej postać złego chłopca, który zawsze ratował, a potem zakochiwał się, w głównej bohaterce wszelkiej maści romansów.
- W porządku - wydusiła z siebie, gdy minęło pierwsze zaskoczenie wywołane wieloma wrażeniami na raz.- Na szczęście pozostanie mi jedynie siniak na nadgarstku, który będzie za jakiś czas.
Adrenalina opadała, chociaż złe wspomnienia na pewno pozostaną. Wątpiła, czy jeszcze jej noga kiedykolwiek stanie tym klubie. Sytuacja po raz pierwszy była dość poważna, że konieczna była interwencja z zewnątrz.
- Dziękuję za ratunek, mój ty rycerzu - dodała uśmiechając się do mężczyzny.
Zrobiła krok w jego stronę i poczuła, że ma nogi jak z waty. Gdy adrenalina nieco opadła, ciało przestało działać na najwyższych obrotach. Teraz domagało się chwilowego odpoczynku tu i teraz.
Zachwiała się, zakręciło jej się w głowie o poczuła jak chwieje się do upadku.

Aaron Blackwood
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Był rad, że mężczyzna postanowił odpuścić. Aaron nie mógł na sto procent założyć, że zostanie zwycięzcą w pojedynku, ale wiele czynników przemawiało na jego korzyść. Jak chociażby mniejsza ilość alkoholu we krwi oraz umiejętność zapanowania nad emocjami. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz ktoś wystawiał na próbę jego człowieczeństwo. Praca w policji nauczyła go, jak poskromić złość i niechęć, kierując się bardziej profesjonalnym podejściem.
Wodził wzrokiem jeszcze chwilę za napastnikiem, upewniając się, że nie w głowie było mu nagabywanie kolejnej ofiary. W razie potrzeby zainterweniuje ponownie, mając na uwadze dobro i bezpieczeństwo kobiet. Szybko jednak okazało się, że nie było to konieczne, przynajmniej w tym klubie. Mężczyzna skierował się ku wyjściu, ku uciesze Blackwooda. Wystarczyło na dzisiaj wrażeń, nie tylko jemu.
Skupił swoją uwagę na dziewczynie, która nie wyglądała najlepiej. Nie była to zbyt pochlebna i rycerska myśl, ale miał nadzieję, że na niego nie zwymiotuje. Byłoby to nader mało komfortowe zwłaszcza, że nie była aż tak odporny na zawartość żołądka lądującego na jego ubraniu. Paradoksalnie z krwią nie miał aż takich kłopotów, nie wspominając o rozkładających się zwłokach.
-Nie powinnaś rozmawiać z takimi typami. Od razu widać, że nie jest typem dżentelmena. Takich powinno się od razu za kraty wsadzać - zauważył. Nie chciał jej pouczać, była dorosła. Ot, dał tylko uwagę, nie potrafiąc się przed tym powstrzymać. Policyjna strona niekiedy przejmowała nad nim kontrolę i dawała o sobie znać w najmniej pożądanym momencie. Zdecydowanie nie zawsze wpływało to korzystnie na randkowanie. Niby kobiety lubiły mundury, ale nie każda lubiła kiedy traktowało się ją jak głupiutką panienkę nawet, jeśli nie taki był zamiar.
-Pokaż - rzucił, biorąc ją delikatnie za rękę, by obejrzeć nadgarstek. Skoro już został jej ochroniarzem wolał wiedzieć, że faktycznie nic jej nie było. - Do wesela się zagoi, ale przez jakiś czas będzie przestrogą na przyszłość, hm? Musisz lepiej dobierać towarzystwo - lekki uśmiech wkradł się na jego usta. Zło zostało zażegnane, emocje opadły.
Zareagował dość sprawnie, podtrzymując kobietę, która niebezpiecznie się zachwiała. Mieszanina sporej ilości alkoholu, jak i zapewne gwałtowny spadek adrenaliny zrobiły swoje.
-Chodź, przewietrzysz się. Świeże powietrze potrafi zdziałać cuda - zauważył.
Nie przestając jej podtrzymywać, w razie gdyby chciała polecieć na podłogę, wyprowadził ją na zewnątrz. Poczuł moralny obowiązek zapewnienia jej całkowitego bezpieczeństwa, licząc w duchu, żeby nie wzięła go za kolejnego napaleńca, który myśli tylko o jednym.

Duffy Summers
Mua
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

Dzisiejszego wieczoru miała więcej szczęścia niż rozumu. Gdyby nie interwencja, mogłaby skończyć w krzakach albo innym podejrzanym miejscu. Zostać wykorzystana i porzucona żywa lub martwa. Nie było mało takich przypadków, chociaż jej przydarzyła się po raz pierwszy. I w zasadzie tylko od niej samej, zależało czy w ogóle wyciągnie z tego jakaś lekcji.
Adrenalina powoli przestawała krążyć w żyłach, napięcie opadało i do głosu dochodziły inne priorytety. Jak chociażby żołądek podchodzący do gardła i przytłumienie koordynacji całego ciała z umysłem, nieco jeszcze zamroczonym przez wypite drinki.
- Na wesele się nie zapowiada, brak odpowiednego kandydata - wyjaśniła pokazując mu swoje ręce. -O to w takim razie zechcesz mi towarzyszyć? Jestem przekonana, że żaden podejrzany typ nie zechce z tobą zadzierać - zakończyła trochę nie ogarniając, że raczej nie to powinna mówić. Raczej zapewnić, że więcej się to nie powtórzy, obiecać to solenne.
Dała się poprowadzić ku wyjściu, zahaczając jeszcze przy okazji obcasem o jakaś nie równość w podłodze. Gdyby nie wsparcie swojego księcia, chociaż bez zbroi, ale to bez znaczenia, bo i tak był przystojny, wyrżnęłaby jak długa. Z drugiej strony, silny, pewny chwyt dawał poczucie bezpieczeństwa, a tego właśnie jej było potrzeba. Osobiście uważała się za dość zaradną i silną kobietę, ale jak właśnie się dowiedziała nie we wszystkim sobie da radę w pojedynkę.
Szczerze mówiąc, nawet gdyby faktycznie był napaleńcem, to mogłaby się nawet zgodzić. Co najważniejsze wizualnie jej się spodobał, a poza tym zapunktował u niej swoją rycerskością.
- Chcesz ze mną zostać sam na sam - zaśmiała się nie w pełni trzeźwa i świadoma tego, co mówiła - niech więc tak będzie, rycerzu.
Dała się poprowadzić ku wyjściu, nie przygotowań jednak mentalnie na gwałtowną zmianę temperatury. W klubie było gorąco, w sam raz na jej aktualny strój, który za wiele nie miał materiału. Na zewnątrz w pierwszej chwili poczuła się jak na kole podbiegunowym. I fakt głowa od razu zaczęła trzeźwieć, a jej się robić zimno. Najgorsze, że okrycie wierzchnie zostało gdzieś w środku, ale nie potrafiła zlokalizować tego miejsca. Za często zmieniała miejsca do siedzenia podczas imprezy, w którymś momencie już go nie potrzebowała, a teraz był by w sam raz.
- Zimno - wydukała obejmując się ramionami, żeby chociaż trochę zminimalizować te arktyczne mrozy.

Aaron Blackwood
29 y/o
For good luck!
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dilowanie z pijanymi ludźmi zawsze zwiastowało kłopoty, niezależnie czy chodziło o kobietę, czy mężczyznę. Aaron miał do czynienia z obiema płciami i niestety musiał przyznać, że często niewiasty potrafiły być równie agresywne, co ich brzydsi odpowiednicy. Wszak dużo łatwiej było znieść ślad po pięści na nosie, niż ślad paznokci przez całą twarz, który utrzymywał się dłużej. W duchu liczył, że dziewczyna, której pomógł wyswobodzić się z objęć napaleńca nie okaże się typem, który po wszystkim rzuca się z łapami, oskarżając i obrońcę o niecne zamiary.
-W takim miejscu jak to z pewnością żaden odpowiedni się nie znajdzie. W większości to osobniki raczej marnej kandydatury - odpowiedział, uśmiechając się do niej. Pomijał szczegół, że sam postanowił wpaść do tego baru, chcąc się trochę zrelaksować, niemniej nie planował nikogo napastować ani zmuszać do swojego towarzystwa. Porozmawiać, poflirtować, owszem, wszystko było dla ludzi, w granicach dobrego smaku i za obopólną zgodą. Wstyd, że nie każdy to rozumiał.
-Nie powinnaś raczej obiecać sobie, że będziesz unikała takiego towarzystwa? Nie mam nic przeciwko bycia rycerzem, ale wolałbym, żebyś cały czas była bezpieczna - odpowiedział, zerkając na nią. Skoro już zaczął spędzać z nią trochę czasu, nic nie stało na przeszkodzie, by przedłużyć trochę chwilę, w której wezwie jej taksówkę. Bo z pewnością nie zostawi jej samej sobie, zwłaszcza, kiedy w pewien sposób wziął na siebie odpowiedzialność za jej dobro. - Liczę, że ta cała akcja nie była ustawką, żeby ze mną porozmawiać? - zażartował. Nie był typem, który miał wygórowane mniemanie o sobie, chociaż pewności mu nie brakowało.
Odetchnął głęboko, kiedy znaleźli się na zewnątrz. Przyjemnie chłodna noc, która pozwalała zażyć odrobiny świeżego powietrza, tak różnego od gęstej atmosfery w barze. Może całkiem przestał nadawać się do takich miejsc?
Uniósł brwi, lekko rozbawiony. Jeśli w jej głowie krążyły podobne myśli, zdecydowanie dobrze, że trafiła właśnie na niego, bo jutrzejszego dnia żałowałaby, że postanowiła oddać się jakiemuś pijaczkowi w barowej ubikacji.
-Towarzystwo interesujące, to czemu nie? Dodatkowo muszę odetchnąć, zanim po raz kolejny będę musiał cię wyrwać z niechcianych rąk - rzucił, dając się ponieść flow. Niewinny flirt, niewinne zaczepki nie były niczym złym.
Widząc, jak kobiecie zrobiło się zimno, co mogło świadczyć, że powoli trzeźwiała, ściągnął skórzaną kurtkę, zarzucając jej na ramiona.
-Jesteś pewna, że nie chcesz jechać do domu? Powiedz słowo, a wezwę ci taksówkę - powiedział. Nie wyglądała najlepiej, trochę blada i pijana.

Duffy Summers
Mua
narracji pierwszoosobowej, nierealnych sytuacji, postaci do porzygu idealnych
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

- Masz absolutną rację, chociaż może czai się tu jakiś milioner, udający zwykłego człowieka, by wyrwać dziewczynę, która poleci na niego, nie kasę?
Nie pogardziłaby by pogadam mężem, po dobrze mieć pieniążki na bezdennym koncie. Ale jakby jej się trafił mega przystojny, chociaż nie koniecznie majętny to też nie była to zła opcja. Obecny towarzysz spełniał wizualnie standardy, a do tego zapunktował rycerskością. Dobrze mu szło, i oby tak dalej.
- Powiedzmy, że jest we mnie trochę niegrzecznej dziewczynki - mrugnęła do niego konspiracyjne. Już dawno nie trafił jej się tka porządny mężczyzna, jak obecny rycerz i była to bardzo miła odmiana. Taka mocno na plus.- Dla takiego przystojniaka jak ty, była bym nawet skłonna spróbować.
Duffy bardzo lubiła tańczyć, do tego bawić się, więc raczej nie wytrwałaby w postanowieniu nie chodzenia do klubów. Warto było jednak brać ze sobą jakieś towarzystwo, bo to jednak pewne bezpieczeństwo. Z drugiej strony, dzisiaj poszczęściło się jej jak nigdy i nie dość, że uniknęła załapania jakiegoś syfa, to jeszcze wyrwała chwilowo niezłe ciacho.
Poza tym zaciekawił ją, bo równie nie dobrze po uratowaniu jej z opresji, mógłby sobie najnormalniej w świecie pójść. Nie miał obowiązku stać tu z nią, ani się o nią troszczyć. Ale to było bardzo miłe i Duffy, aż się cieplej zrobiło na serduszku. Są jeszcze na tym świecie prawdziwi dżentelmeni, a obawiała się, że to gatunek wymarły jak dinozaury na których jeździła brytyjska królowa. Chociaż może wyginęli wraz ze swoją władczynią?
- Bardzo chętnie wpadałbym w twoje ręce i nawet bym nie stawiała oporu - odpowiedziała z flirciarskim uśmiechem.
Powietrze robiło swoje i faktycznie jej mózgownica z wolna wracała na bardziej trzeźwe rejony swojego jestestwa. Jednakże wciąż było jej nieco daleko od stanu pełnego skupienia i oceny sytuacji.
-Potowarzyszyłbyś mi aż po same drzwi, a potem zręcznie odmówi wejścia do środa, jakby cię zaprosiła?
Jakkolwiek dalej potoczy się ten wieczór, Duffy chciała spędzić trochę czasu ze swoim rycerzem. Nawet kosztem tego, że jak myślała to momentami robiło jej się nie dobrze, ale ryba było trzymać fason do samego końca.

Aaron Blackwood
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Shop”