-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nie odmówiła sobie założenia jednej z krótszych spódniczek, nadal będących przyzwoitymi i bluzki, której jedno ramiączko, lekko opadało na ramieniu. Jeśli na ich wcześniejszej randce sądził, że się postarała, to tutaj miał obraz starań w pełnej krasie; bo wtedy nie kłamała i głównie założyła rzeczy, które po prostu ze sobą wzięła, bez wizji wieczornego wyjścia na kolację. Teraz jej szafa dawała większe pole manewru. Zrobiła świeży makijaż, bardziej codzienny niż ten do pracy i pojechała na miejsce, które wysłała mu wcześniej wraz z godziną. Miała wrażenie dziwnego poczucia stresu, co było mało jej znane. Ostatni raz denerwowała się randką w liceum i teraz czuła się podobnie. Może przez to, że tak samo ciężko było jej zrozumieć swoje myśli?
Przyjechała pierwsza i usiadła przy stoliku na uboczu, przeglądając kartę z drinkami, leżącą na stoliku i delikatnie odgarniając swoje długie włosy za plecy. Liczyła że nie był gołosłowny i naprawdę się pojawi, nie zostawiając jej na pastwę losu albo na wątpliwą przyjemność zagadywania do obcych typów.
Ryan Lee
-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Spóźnił się. Niemalże dokładnie czekał na wybicie spóźnienia, obserwując ją gdzieś z boku. Wszystko przygotował starannie, każdy element jego outfitu, a nawet zaplanował to opóźnienie. Po co? Zastanawiało go, na ile Flavia była zmotywowana tego wieczoru. Nie do końca był w stanie pojąć to, co działo się w jej głowie tamtego wieczoru. Dla niego seks był oczywistością, o ile dwie osoby wydawały się być sobą zainteresowane. Tak teraz stał i zza rogu ją obserwował. Nie chciał zostać zauważony zbyt szybko. Musiał przed sobą przyznać, postarała się dla niego. To połechtało jego ego, bo już z daleka zauważył opuszczone ramiączko, które luźno zwisało na jej ramieniu. Mógłby od razu je podnieść, poprosić o nie prowokowanie go i nie ciągnięcie go za nos. Szczerze, nie rozumiał po co to spotkanie. Co Rosendale chciała nim osiągnąć? Tyle że i on postanowił się postarać. Założył na siebie najlepszą koszulę, luźną, satynową, by mogła widzieć zarys jego zajebistego torsu. By mogła chłonąć oczami to, co postanowiła sobie odpuścić.
W końcu opuścił miejsce własnego przyczajenia i spokojnym krokiem ruszył w stronę Flavii. Cicho, powoli, na tyle że muzyka grająca zagłuszała jego kroki. Przybrał standardową minę cwaniaka. O ile wcześniej chciał ją unikać, tak jej desperacja? zaangażowanie? Bawiły go i chciał zobaczyć, do czego będzie w stanie się posunąć.
— Witam, panienkę Rosendale — oschły ton dalej wybrzmiewał z jego głosu. Czy chciał ją ukarać za jej ostatnie postępowania? Może odrobinę. Była piekielnie gorąca. Zwrócił uwagę na każdy z elementów. Na idealnie dobrany makijaż, spódniczkę, która pokazywała odrobinę zbyt wiele. Aż przejechał językiem po wargach, ale odchrząknął. Spokój i chłód ducha — dobrze Ci w tym stroju, wyglądasz ładnie — przez moment złapał sam siebie, że nie brzmiało to na komplement. Może i lepiej? Nabrał powietrza do płuc, analizując to, co tak właściwie działo się w jego głowie. Chciał móc ją kosztować, ale na to było za wcześnie. Na jego twarzy nie pojawił się nawet cień uśmiechu.
— Co mam nam zamówić? — zagadnął, bo o ile był chłodny, to dalej był dżentelmenem. On to pewnie napije się whiskey bez lodu — coś wpadło Ci w oko? — oprócz Ryana, bo z tego zdawał sobie doskonale sprawę.
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Dobry wieczór, Ryan — odpuściła sobie te oficjalne powitania, nie z braku szacunku, a z faktu, że już nie był poważnym panem pilotem Lee. Dalej była kulturalna, jednak na tyle, na ile mogło to być luźne — bo ona chciała miło spędzić wieczór, jednak będzie musiała póki co wysilić się, żeby odpuścił swój chłodny ton. — Mam nadzieję, że to komplement, dziękuję — odpowiedziała, patrząc z lekkim powątpiewaniem, jednak jak to mogło inaczej brzmieć? Wiedziała, że wyglądała dobrze, nie bez powodu się stroiła na to spotkanie i zasięgała opinii przyjaciela. — Również bardzo dobrze wyglądasz, pasuje ci ta koszula — stwierdziła, mierząc go krótkim spojrzeniem i traktując to jako idealną wymówkę, żeby rzucić na niego jeszcze raz spojrzeniem. Z jej ust był to definitywnie komplement. Może dzięki temu sprawi, że jego ego pójdzie w górę, a na usta wejdzie chociaż cień uśmiechu? Lubiła jego oczy, lubiła też uśmiech, który często był dość cwaniacki. Musiała przyznać przed sobą te kilka faktów.
— Ja zaprosiłam, więc ja zamówię, tylko powiedz, na co masz ochotę po całym dniu — zagadnęła, czekając, czy odpowie w ryanowym stylu, czy zachowa swoją chłodną maskę. Musiała jakoś go rozruszać. Nawet jeśli widzieli się tylko trzy razy, to w tych dwóch pierwszych spotkaniach przyzwyczaił ją do nieco żywszego usposobienia. — Chcesz coś wybrać dla mnie? — zagadnęła, przywołując jego taktykę z pierwszej randki.
Ryan Lee
-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Kultura musiała zostać zachowana. Mogli nie być na lotnisku, ale to przy nim zgodził się na to spotkanie. Sam nie wiedział, z czego to wynikało. Spoglądał na nią i chciał odpłynąć. Miał pewność, że nie założyła tego stroju przypadkowo. Wyglądała olśniewająco, a choć mógłby zostać znów bajerancikiem, by zawładnąć raz jeszcze jej sercem, to dał sobie spokój. Raz go odrzuciła. Nigdy tego nie przeżył. Zawsze to on przestawał się odzywać, szedł dalej, nie patrząc do tyłu, a pierwszy raz... usłyszał odmowę.
— Komplement. Doceniam kobiecą urodę — w normalnych warunkach ślinka, by mu pociekła na jej widok. Pragnąłby ją chwycić mocno za biodra, pocałować intensywnie, głęboko w usta, by raz jeszcze posmakować jej warg. Tak teraz wstrzymywał się. Uniósł kącik ust na komplement — dziękuję. Wziąłem pierwszą rzecz z wieszaka — stwierdził, przysiadając się na przeciwko niej. Kłamał. Nie wiedział, ile czasu spędzić przed szafą. Chciał wyglądać zajebiście, by wystarczyło spojrzenie, aby żałować. Uniósł ku górze oba kąciki ust. Obserwował jej wzrok, ale powstrzymał się od komentarza. Widocznie zadziałało.
— Whiskey bez lodu — oznajmił. Proste, męskie i zostawiało gorzki smak w ustach. Potrzebował tego, by nie przepaść w jej urok. Coś dla nie? Na pewno nic słodkiego. Potrzebowała drobnego pstryczka w nos. Ryan jednak przypominał idiotę, gdzie mógł wbić szpileczkę, tam postanowił ją wbić głęboko — Dla Ciebie? Bloody Mary, bo wyrywasz męskie serca, jak prawdziwa femme fatale — parsknął krótko pod nosem i pokręcił głową. Pierwszy raz przy niej się uśmiechnął. Zastanawiał się, czy rzucić standardowym: mojito dla mojej świni. Tyle że ono było orzeźwiające, a Rosendale miała w sobie coś mocnego, uzależniającego. Inaczej by tutaj nie siedział.
— To spytam wprost — zaczął, gdy Flavia wróciła z alkoholem. Zawiesił wzrok na jej ciemnych tęczówkach, w których jeszcze niedawno błyszczały światła Seulu — czego ode mnie oczekujesz, Rosendale? — wiedza, na czym się stoi była władzą i chyba chciał ją osiągnąć — mam się starać, być dupkiem, czy dać Ci zawładnąć moim sercem? — chwycił za szklankę, przechylając nią kilka razy — bo z tego co pamiętam, nie chcesz być zdobyczą — upił łyka i odłożył ją cicho. Spojrzał raz jeszcze na nią. Ciekawiło go, dokąd zmierzali i w którą stronę poprowadzi ich to spotkanie.
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nie skomentowała o docenianiu kobiecej urody z prostego powodu — ustaliła sobie niepisaną zasadę nie wspominania o innych kobietach, a przynajmniej podczas dzisiejszego wieczoru. Wszystko po to, aby spędzić miło ten wieczór, choć nie miała planu, w którą stronę ją poniesie. Po prostu przestać myśleć, że była jak każde, bo skąd mogła mieć oczekiwania na wyjątkowość? — Skoro tak wygląda twoje pierwsze wzięcie rzeczy z szafy, to musisz być naprawdę przygotowany — odpowiedziała z rozbawieniem. Wyglądał dobrze, za dobrze nawet. Nigdy nie uwierzyłaby, że założył to od niechcenia, jeszcze nie skupiając się na tym, co wyciąga — jeśli by tak rzeczywiście było, to Flavia była pełna podziwu. W jej przypadku, pierwszą rzeczą, jaką wyciągnęłaby z szafy, byłby ulubiony dres, który zawsze był pod ręką. Czasami wygoda była ważniejsza niż cokolwiek innego, jednak ta zasada dzisiaj absolutnie nie istniała.
— Femme fatale? Zaszedł jakiś błąd, powinno być coś słodziutkiego — odparła, opierając podbródek na dłoniach i patrząc na Ryana niewinnym spojrzeniem. Potrafiła przybierać maski, choć raczej daleko było jej od niebezpiecznej manipulantki, która mogła być jedną z wielu twarzy kobiety fatalnej. Zaszedł jednak progres, bo maska pana pilota najwyraźniej zaczynała pękać, skoro potrafił choć na moment unieść lekko kąciki ust. Bloody mary to nie był jej ulubiony wybór — ale skoro zaproponowała, że ma jej wybrać drinka, to musiała wziąć to na klatę. — Wypicie tego potraktuje jako moje rozgrzeszenie — rzuciła, wnosząc spojrzenie do góry i wstała, aby udać się do baru. — Zaraz wracam. — Poszła zamówić ich drinki, całe szczęście obyło się bez stania w kolejce i wydłużania jego samotnego czasu przy stoliku. Wróciła, stawiając przed nim zamówiony napój i idealnie pochylając się na tyle, aby do jego nosa mógł dotrzeć zapach jej perfum, który bardziej go od niej uzależni i zahipnotyzuje.
Czego ode mnie oczekujesz; wybrzmiały słowa, na które nie do końca znała odpowiedź. Całe jej życie miłosne było stosem pytań bez konkretów, bo zostawiała je na później. W międzyczasie znajomości uciekały, a ona umiała szybko oczarować kolejną osobę, bez potrzeby opłakiwania straty. A tutaj było coś innego; bo mogła wskoczyć do jego łóżka już w Seulu, mogłaby nie interesować się jego osobą i zostawić ich w tym dziwnym zawieszeniu po wieczorze, który zdawał się nie być dokończony. Mimo to ciągnęło ją do Ryana i przez wyjątkowość tej sytuacji nie do końca wiedziała, o co jej chodziło.
— A jaka jest szansa, że da się zawładnąć twoim sercem? — zapytała, realnie zastanawiając się. Ryan kojarzył jej się z facetem niedostępnym, będącym jedynie na chwilę. Jak miałaby to zrobić, skoro nic nie wskazywało, aby ta znajomość mogła trwać dłużej niż może dwie upojne noce? — To wszystko zależy, czy potraktujesz nasze spotkanie jako kolejne zdobyte osiągnięcie. — Może ma jakąś listę i z kolegami pilotami przechwalali się, z iloma to stewardessami nie spali? Faceci byli dziwni. — Ale czego oczekuję, tak? Miłego wieczoru, bez krzywego spojrzenia, bo ubzdurałeś sobie, że przekreśliłam naszą znajomość. Więc tak, miło by było, gdybyś nie starał się być dupkiem — odpowiedziała prosto z mostu. Ilekroć będzie mieć okazję to będzie podkreślać, że nie dała mu kosza. Gdyby go dała, to nie siedziałaby tu teraz z własnej inicjatywy i nieprzymuszonej woli. — I następnego drinka poproszę kwaśnego i orzeźwiającego — dodała z rozbawieniem po wzięciu pierwszego łyka. Nie była fanką słodkich alkoholi, choć one zdecydowanie stały hierarchii wyżej niż to, co właśnie przed sobą miała. No nic, można stwierdzić że pierwszy był nawet i pro zdrowotny.
Ryan Lee
-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Cóż, doświadczenie mam spore — zaśmiał się cicho pod nosem, unosząc ku górze jeden z kącików ust. Tak często mu to zarzucała. Jasne, miała rację. Był niesamowicie łasy na jakikolwiek kobiecy urok. Wystarczyło się uśmiechnąć, zatrzepotać rzęsami, a on już atakował. Blondynki, brunetki, azjatki wszystkie dziewczyny jego są. Przymknął na moment oczy. Może faktycznie był dupkiem? Jak dotąd nigdy mu to nie przeszkadzało. Zwyczajnie działał i nie zastanawiał się nad tym, co będzie dalej. Ani w jaki sposób potoczy się życie po nocy.
— Femme fatale bardziej pasuje — parsknął pod nosem, wpatrując się w jej słodką minkę. Przypominała prawdziwą kocicę, musiał to przyznać głośno. Niewinna, urocza, ale zdecydowanie planująca. Przed oczami pojawiła się ich ostatnia wspólna noc, która nie miała nawet początku — za tą słodką buzią czai się prawdziwy diabeł — stwierdził, pochylając się w jej kierunku. Mogła być urocza, ale pamiętał, w jaki sposób mu odmówiła. Pokręcił głowę na jej pokutę, dla niego wydawała się przedziwnie niewinna — niech będzie — westchnął finalnie, przymykając oczy, by móc poukładać sobie wszystko w głowie. Mógł wymyślić inne rozgrzeszenie, albo innego drinka. Coś bardziej mrocznego, gorzkiego, co wręcz mogłoby pasować do jej duszy. Polska wódka? Wydawała się mu odpowiednia. Zawsze kwasiła ryja, tak jak odmowa Rosendale. Odprowadził ją wzrokiem aż do baru. Rozsiadł się i zadał to słynne pytanie.
— Co ma oznaczyć zawładnięcie moim sercem? — spytał wprost, przechylając głowę. Jeżeli chodziło o związki, to one nie były dla niego. Każda kobieta zbyt szybko zaczynała go nudzić i poszukiwał kolejnego zastrzyku dopaminy. Strzelił oczyma. O-sią-gnię-cie. Ile nowych określeń użyje Rosendale na podboje Lee? Aż zacznie jej to wyliczać — wiesz Flavia, zastanawiam się, które z nas ma większy problem — stwierdził, unosząc szklankę i upijając z niej powolnie łyk alkoholu — to ty mi wmawiasz, że właśnie odblokowałem jakieś potężne osiągnięcie — on nawet listy nie miał. Imiona szybko zapominał, chociaż Flavię nawet po kilku miesiącach pamiętał — a ja nawet tego nie ubzdurałem — kosz to kosz. Zwykłe fakty — ktoś tu ma problem z oceną innych — znowu strzelił oczyma. Ile razy mógł słyszeć, że kobieta jest zdobyczą? Zrozumiał za pierwszym razem.
— Ja sobie ubzdurałem, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego — to już mógł przyznać, chociaż to on nie chciał mieć nic wspólnego z nią. Źle znosił przegrywanie, kontrola sytuacji wydawała się mu istotna — najpierw spójrz na siebie, potraktowałaś mnie jak jakiegoś łowcę nagród — a był kimś lepszym, ale to już zostawił we własnej głowie — powinnaś pić bloody za karę cały wieczór — parsknął pod nosem, po czym podniósł na nią wzrok — To jesteś słodziutka, czy jednak kwaśna? — posiadał na ten temat sprzeczne informacje — wybierz właściwą odpowiedź Flavio — czy nie robiła mu właśnie wody z mózgu? Mówiła jedno, a potem drugie. Słodziaki piły słodkie, a nie gorzkie.
— Nie odmawiam sobie przyjemności, to się zgadza — odchrząknął. To mógł jej przyznać bez bicia. Uwielbiał kobiece ciała oraz krzyki przyjemności. Kochał to wszystko, ale każda jedna kobieta, z którą uprawiał seks, miała jedną sporą wadę. Nie potrafił się na niej skupić dłużej niż jedną dobę. W samo unikanie Rosendale włożył dużo więcej wysiłku — ale nikt nigdy mnie nie zainteresował — i on właśnie rzucił jej rękawicę, którą mogła podnieść, choć nie musiała.
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
— Jeszcze go dobrze nie poznałeś, żeby stwierdzić to z taką pewnością — zażartowała na jego słowa, o kryjącym się za słodkim uśmiechem diable. To jedno odmówienie nie nazwałaby sprawką diabła, bo diablica wychodziła z niej dopiero wtedy, gdy ktoś ją porządnie zdenerwuje. Poza tym, naprawdę była potulna, z niewinnym uśmiechem i radosnymi oczami. Może czasami była to maska i tarcza obronna, ale tak to już było, jak pracowało się z ludźmi. Niektóre zachowania wchodziły w krew i automatycznie pojawiały się, kiedy głowa wiedziała, że potrzebne było użyć dobrej miny do złej gry. Teraz widział ją stuprocentowo jako siebie. Nie potrzebowała wysilać się, aby robić słodkie oczy, na które niejeden ulegał.
— Ty mi powiedz. Sam jako pierwszy to zasugerowałeś — przypomniała mu, przechylając lekko głowę na bok, jednocześnie tym gestem naśladując go. — Czy w ogóle masz jakieś serce, którym można by było zawładnąć? — dopytała po chwili. Ciężko stwierdzić, co leżało w głowach wszystkich mężczyzn, którzy uważali, że kobiety na dłuższy dystans ich nie interesowały. Flavia była w stanie zrozumieć, że nie każda osoba pozostawiała po sobie wrażenie, dzięki któremu chciałoby się widywać z nią cały czas; jednak żadna nie wywarła na nim żadnego uroku? — Bo tak się zachowujesz — odparła, zaplatając ręce na klatce piersiowej. — To nie problem z oceną innych, bo faktem jest to, że całkiem normalną rzeczą jest być odbieranym różnie przez inne osoby — zauważyła. Ludzie ze sobą rozmawiali, każdy miał inną opinię na czyjś temat i wiedziała, że nieraz dziewczyny, które spędziły z nim noc, właśnie tak mogły się poczuć; ale nie wnikała w szczegóły, nie była żadną przedstawicielką zranionych i porzuconych.
— Ryan, ale to ty ewidentnie mnie unikałeś — zarzuciła, patrząc na niego niezrozumiale. — Albo dobra, załóżmy już, że to czysty przypadek. Rozglądałam się za tobą na lotnisku, ale przez te ostatnie tygodnie nawet nie dostrzegłam cię kątem oka. A jak już raz była sytuacja, że wymieniliśmy się spojrzeniami, to nawet nie zagadałeś. Pomijając to, że w trakcie lotu powrotnego z Seulu, również traktowałeś mnie jak powietrze, więc nie masz podstaw wysnuwać wnioski, że to ja nie chciałam mieć z tobą nic wspólnego — rozgadała się, próbując przedstawić mu swoje stanowisko. — Najwidoczniej to nie tylko ja mam problem z oceną innych. — Uniosła lekko brew, spoglądając na niego wyczekująco, co tym razem jej odpowie, choć było przekonana, że po raz kolejny zrzuci winę na kosza, którego notabene nie było. — Czasami słodycze bywają również kwaśne. To sprawia, że nie są mdłe. — A życie nie było słodkie i usłane różami; gdyby tak było, to ona sama nie miałaby w sobie gdzieś nuty goryczy czy upodobania do kwaśnych drinków. Ale czy było to coś odmiennego? Każdy ją w sobie miał. Wzięła łyka swojego drinka rozgrzeszenia, krzywiąc się nieznacznie. Jak ktoś mógł wpaść na to, aby zmieszać sok pomidorowy z alkoholem?
— To czego oczekujesz? — zapytała, zakładając nogę na nogę pod stołem, jednocześnie mając na wyciągnięcie stopy jego łydkę, po której przejechał czubkiem buta aż do kolana, zatrzymując się tam; niby przypadkiem, ale z premedytacją wypisaną w oczach. — Od drugiej osoby. I od życia. Oprócz wolności w chmurach i przyjemności, która też jest ważna w życiu — dodała, odnosząc się do dwóch rzeczy, które na pewno o nim wiedziała. Co się liczyło dla Ryana tutaj, będąc na ziemi?
maczo
-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Wystarczająco poznałem — stwierdził krótko, próbując uciąć temat. Dla niego sprawa wydawała się wręcz banalnie prosta. Cokolwiek by mu nie powiedziała, był dość negatywnie nastawiony. Dlaczego? Męska duma potrafiła być naprawdę zabawną rzeczą. Źle znosił odmowę, a gdy już ją usłyszał, osoba wydawała się być przekreślona. Zabawnym więc faktem było to, że wciąż siedział tu z nią. Jakby próbował i chciał dać jej ostatnią szansę względem ich dwójki.
— Możesz przestać czepiać się słówek? — strzelił oczyma. Serce, uczucia, miłość były dla niego nieznane. Raz dawno temu miał złamane serce, a później łatwiej było wejść w rytm bez zobowiązań — mam inne rzeczy, którymi da się zawładnąć — parsknął, poruszając sugestywnie brwiami. Penisem dla przykładu, dłonią, plecami. Na szyi też mogłaby zostawić jakiejś ślady — przyszedłem, a ty niepotrzebnie drążysz temat — i po paru sekundach dodał — nie jestem uczuciowy — Lee nie był uczuciowy. Wchodził w żadne uczucia, po prostu trwał we wszystkim, co działo się dookoła. Szedł z falą, z prądem, a nie stawał na przeciwko niego. Dla niego hipotetyczne rozmowy o uczuciach były irracjonalne, nielogiczne, nienaturalne. On taki nie był.
— Masz problem — wycedził finalnie, kręcąc na nią głową. Unikał jej. Tylko nie przyzna się do tego, nie był przecież idiotą — przyszedłem, a pierwsze o czym słyszę to jakieś marne frazy o miłości, władaniu czyimś sercem — i to dosłownie! Wierzył w miło spędzony wieczór, że Flavia nie jest świrniętą wariatką, ale im dłużej ją słuchał, tym coraz bardziej miał ochotę się zastrzelić — nie bawią mnie zobowiązania — związki, relacje nie. Na pewno nie na takim etapie relacji, nie mógł o tym rozmawiać — a na pewno nie przy czwartym spotkaniu, Rosendale — może gdyby się z nim przespała, to zmieniłby zdanie? Pewnie nie. Za to by jej unikał. Kiedyś miał wrażenie, że niebo mogłoby ich połączyć.
— Chciałbym miło spędzić wieczór bez zbędnego pierdolenia — wycedził Ryan, patrząc jej prosto w oczy — alkohol, wygoda i zabawa — może jeszcze ładna kobieta u boku? — to jest to, czego bym teraz chciał zaznać — westchnął ciężko, bo nie miał zamiaru się powtarzać. Postawił jej granicę — a ty? — na pewno nie pytał o przyszłość, tylko oto, co było teraz — zróbmy coś szalonego, albo zagrajmy — stwierdził, podnosząc się z siedzenia i zawieszając spojrzenie na jej ciemnych tęczówkach.
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-osobowyczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Mam inne rzeczy, którymi da się zawładnąć. Uniosła lekko brew, biorąc większego łyka swojego drinka. Niedobrego drinka. Nawet nie miała jak się upić z przyjemnością; ale kara to kara. — Czy wszystko musi sprowadzać się do jednego? — zapytała. Nie miała nic do porwania się z motyką na słońce, czy zaczerpnięcia przyjemności, ale jednocześnie lubiła skupiać się na rozmowie. — Skoro nie jesteś uczuciowy, to nie zaczynaj tematu o uczuciach — rzuciła z pełną powagą; bo tak, to on zaczął ten temat, gdy Flavia ledwo podeszła do stolika z drinkami! To nie ona zaczęła dopytywać o zawładnięcie jego serca, bo nie była kobietą, która od razu wplątuje się w związki. Lubiła emocje, lubiła poznawać ludzi i nim mogłaby komuś zagwarantować jakiekolwiek zobowiązanie, to chciała po prostu to poczuć.
— Ryan, ale to ty zacząłeś temat, jak ledwo podeszłam do stolika z drinkami. Przestań wpychać mi twoje słowa — rzuciła zdenerwowana, pochylając się lekko nad stolikiem. Posłała mu lekko zirytowane spojrzenie. — Mnie nie bawią zobowiązania z pierwszym lepszym facetem — doprecyzowała swoje stanowisko. Nie chciała od niego wyznania miłości, odpowiedzi na pytania, czy chciał mieć dzieci, ile, czego oczekiwał W MIŁOŚCI. Zapytała o jego oczekiwania względem drugiej osoby oraz życia, ale czy to musi iść w parze z miłością? Czy nie można czerpać radości z codzienności po prostu siebie poznając? Uczucia przychodziły z czasem, ale mogło też ich zabraknąć. Nawet jeśli widzieli się czwarty raz, to Ryan dalej był jej kompletnie obcy.
— To nie pierdol — rzuciła, uśmiechając się słodko. — Po prostu stąd wyjdźmy i idźmy bez planu — dodała, wstając po nim i zmierzając w kierunku drzwi, aby wyjść z baru, w którym atmosfera zrobiła się o wiele za gęsta — i to nie w pozytywnym słowa znaczeniu. — O czym szalonym myślałeś? — zagadnęła, idąc przed siebie i spoglądając na niego kątem oka. — Możemy zagrać w pięć pytań, żeby trochę… oczyścić atmosferę — zarzuciła propozycją. Nie musieli rozegrać ich aż tylu, ale to było dobre na początek, aby rozruszać się bez wyrzucania sobie pytań o miłości, uczuciach, czy innych pierdołach, które teraz ich nie interesowały. — Ja zacznę. Najlepsze wspomnienie z dzieciństwa, do którego najchętniej byś teraz wrócił — rzuciła, idąc w bliżej nieznanym kierunku. Ale może coś im się wyklaruje? Albo może Ryan zdradzi, czy miał jakąś szaloną myśl, wstając od stolika?
pan pilot
-
Last Christmas
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Uśmiechnął się niczym prawdziwy aniołek. Trudno było wprowadzić Ryana na rozmowę o uczuciach. Wystarczyła mu jedna miłostka, którą postanowił zignorować, by wejść w rytm przelotnych, nic nie znaczących relacji. Tak było mu łatwiej. Kobiety dla niego odrobinę przypominały niebo. Czuł przy nich wolność, ale finalnie musiał wrócić na ziemię.
On spytał, czego ona od niego oczekiwała. Później rozmowa potoczyła się w dosyć niebezpiecznym trybie. Postanowił to zignorować i tylko wywrócić oczyma. Kobiety naprawdę potrafiły czepiać się najdrobniejszych słówek, a mu jak dotąd nigdy to nie przeszkadzało. Zmęczony odchodził dalej, a z Flavią, o dziwo, dalej siedział przy stoliku.
— AŁA — aż się chłop chwycił za serce — zostałem pierwszym, lepszym facetem — parsknął śmiechem. Nikt wcześniej go takim przepięknym określeniem nie nazywał. Flavia została pierwszą. Marudząca, łapiąca za słówka, a jednocześnie zawzięta. Nie przypominała innych kobiet, z którymi miał do czynienia — ale to w sumie trafna uwaga — widzieli się cztery razy, a niedługo minie im rok od rozpoczęcia całej znajomości. Byli dla siebie obcymi, próbującymi dojść do jakiegoś sensownego momentu relacji. Może dlatego postanowił wyjść? Siedzenie w zamkniętym barze na dachu nie należało do jego ulubionych czynności.
— Panienka Flavia jest chyba chora — parsknął krótko pod nosem — będę monotematyczny — i faktycznie wyszedł, a w dłoni już trzymał telefon, żeby zamówić ubera — CN Tower — najwyższy wieżowiec w całym Toronto, z przepiękną panoramą na miasto oraz jezioro Ontario. Co prawda nie mieli szans na ujrzenie gwiazd, a zamiast nich znalazłyby się błyszczące światła ulicy — będziemy bliżej nieba, a najchętniej to już bym odleciał — czekanie między jednym a drugim lotem powodowało u niego swego rodzaju ból głowy — chcesz tam jechać? Dobre jedzenie i drinki też są — zaproponował, czekając na jej decyzję — a przy okazji wejdziemy do monopolowego, żeby nie siedzieć o suchym pysku — skinął głowę na kanadyjską wersję żabki, w której mogli kupić zestaw startowy - setkę i piwo.
— Pierwszy lot — nawet przez sekundę się nie zawahał — mówiłem, jestem monotematyczny — mało rzeczy interesowało go poza lataniem. Uwielbiał chodzić do kina, na siłownię, spacerować, ale w jego męskiej głowie wszystko sprowadzało się do jednego — ale pierwsza podróż, kiedy z rodzicami pojechaliśmy na wakacje, a ja z góry mogłem obserwować lot — oczami dziecka obserwować chmury, cieszyć się z wznoszącego się samolotu. Pewnie to wtedy zdecydował, kim chciał zostać — to było przepiękne, tam pierwszy raz — i może do tej pory jedyny — zakochałem się — przeniósł wzrok na Flavię. Zadanie pytania było dla niego trudniejsze, ale już wybrał — najbardziej szalona historia?