ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
156 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002
Tego ranka, Gruszka wstała jak zwykle na tyle wcześnie, by wypić kawę, przegryźć sucharka i spakować się na wypad na siłownię, którą odwiedzała minimum cztery razy w tygodniu. Nakarmiła swoje trzy grube kociska, podlała te kwiatki, które nie zdążyły jeszcze paść pod wpływem jej rządów. Na siłownię wybrała się rowerem, uznając to za świetną rozgrzewkę przed ćwiczeniami, po drodze obmyślając, co dokładnie będzie robiła. Już od jakiegoś czasu pod jej rudą czupryną rodził się pomysł zwiększenia podnoszonego na sztandze ciężaru. Gruszka przygotowywała się do tego od dłuższego czasu i była pewna, że oto tego dnia nadeszła chwila na dorzucenie chociaż pięciu kilogramów więcej. W ramach większego zmotywowania samej siebie, postanowiła sobie, że zaraz po treningu skoczy do cukierni obok na największe ciastko z kremem jakie uda jej się tylko znaleźć.
Zaczęła delikatnie, od truchtu na bieżni, dochodząc do wniosku, że kilkukilometrowa jazda rowerem to było jeszcze za mało. Przez cały czas, nuciła sobie pod nosem ulubione kawałki, bo jak na złość zapomniała o swoim odtwarzaczu. W ogóle nie przejmowała się ludźmi dookoła — większość i tak zajęta była sobą i nie zwracała uwagi na rudego kurdupla.
Chwilę po przebieżce podeszła do ławeczki, krytycznym wzrokiem mierząc czekającą tam na nią sztangę. Jeszcze raz przekonała siebie, że da sobie radę zwiększając nieco ciężar, który miała zamiar wycisnąć. Przygotowała sprzęt, po czym trzymając ręce pod boki obeszła go kilka razy, przyglądając mu się ze zmarszczonym czołem. Z boku zapewne wyglądało to przekomicznie, jednak w głowie Gruszki toczyły się istne cuda — dopingowała samą siebie, chyba nawet lepiej, niż kibice Toronto Maple Leafs przed najważniejszym meczem sezonu.
W końcu jednak po kolejnej rundce wokół ławeczki i trzech głębokich oddechach zabrała się do rzeczy.
Pierwsze trzy powtórki poszły gładko, nawet rudej brewka nie drgnęła.
Przy czwartym nadęła lekko policzki.
Przy piątym i szóstym poczuła, że ręce powoli odmawiają jej posłuszeństwa, a policzki i szyja są niemal tak czerwone jak jej długie włosy. Oddychała nieco ciężej, zmuszając się do kolejnego, siódmego już powtórzenia. Przy ósmym, zaparła się tak mocno stopami o podłoże, że mimowolnie uniosła biodra, ale dała radę.
— Poradzisz sobie. — Warknęła na siebie w ramach motywacji, decydując się na kilka sekund więcej przerwy przed dwoma finalnymi powtórzeniami. Wzięła dwa głębsze oddechy i ponownie zabrała się do ćwiczeń. Tym razem było dużo gorzej, ledwie uniosła sztangę do góry, a kiedy ta spoczęła na jej klatce piersiowej, Gruszka nie miała siły jej podnieść. Dłonie jej zadrżały, a ona w przypływie lekkiej paniki rozejrzała się dookoła, dostrzegając stojącego nieopodal mężczyznę, którego jako tako kojarzyła. Spojrzenie jakie mu posłała miało zawierać w sobie nieme: No i na co się gapisz? , jednak efekt zdecydowanie mogła zepsuć jej czerwona z wysiłku buzia. — Czemu tak stoisz? — Wyrzuciła z siebie, jeszcze raz próbując unieść ciężką sztangę. — Pomóż. — Dodała jeszcze, licząc na dobre serce wielkoluda, choć z pozycji leżącej nie była w stanie tak do końca prawidłowo oszacować jego wysokości.

Matheo Bachmann
wszystko zniosę, oprócz AI
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

020.
Leg day.
Śpiący dzień na siłowni, raczej nudny i coś, co robił, bo musiał, a musiał, bo śmiesznie by to wyglądało, gdyby jego dwa metry i góra mięcha miała nóżki-patyczki, nie? To po raz, a po dwa, wiedział, że do swojej przyszłej pracy musiał mieć niezniszczalne nogi. Ciężki sprzęt na grzbiecie i ten w dłoniach, którym w dodatku będzie musiał precyzyjnie operować, ciągłe wspinanie się po schodach z obciążeniem, albo chociaż wynoszenie cywili z budynków; do wszystkiego potrzebne były silne nogi. Mus to mus. Dwadzieścia kilo w kamizelce wyglądającej trochę jak ta kuloodporna, martwe ciągi, step ups, sto kilo na saneczkach, dłuższy spacerek z trzydziestoma kilo ciężaru na rękę, a na dobry koniec dokładnie ten sam spacerek, tyle że z jednym z ciężarków trzymanych w obu rękach przed swoją klatką. Standardowy, nudny dzień ze skupieniem na nogi, ale wiedział doskonale, że nudne repetycje robiły najlepszą robotą.
Szedł odłożyć ciężarki na swoje miejsce, przechodząc obok ławeczki, na której blada, ruda dziewczyna walczyła o życie pod sztangą.. Bez spota. Eh. Zatrzymał się obok, swoje hantle odkładając bezpiecznie na podłogę na moment, z uszu wyciągnął słuchawki, wrzucając je do kieszeni, akurat by usłyszeć coś, co zabrzmiało jak "co tak stoisz?", stłumione, zduszone i jakimś cudem wciąż wydostające się z klatki dziewczyny. Okay, nie mógł się nie zaśmiać, bo miała tupet.
- Yes ma'am. - rzucił krótko, rozbawiony, przesuwając się tak, by podnieść sztangę z jej klatki, odkładając bezpiecznie na miejsce. - Spróbuj jeszcze raz. Góra pleców mocno w ławkę, plecy w łuk dla ułatwienia, żeby dźwignia była mniejsza.. Nie pomagam. All you. - rzucił kilka punktów o które nie prosiła, ale wyszedł z założenia, że nie zaszkodzą, nie? Był trochę zbyt wysoki, żeby asekurować jej wyczyny wyprostowany nad nią, więc niewiele się zastanawiając, zmienił pozycję, lądując na własnych kolanach. Wyprostowany, oparł palce obu dłoni pod sztangę, zerkając na nią z uniesionymi brwiami, czekając aż złapie oddech i zabierze się do skończenia własnej serii. Przecież nie można było tak po prostu się poddać, nie? - Hop hop. - dodał jeszcze, pospieszając, uśmiechając się jak na chochlika przystało, pewnie grabiąc sobie na dzień dobry u nieznajomej. To dla jej dobra! No pain, no gain, come on.

drobna ruda nieznajoma
LemonSpice
none
28 y/o
For good luck!
156 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gruszka nie sądziła, że będzie tak ciężko. Była pewna, że odpowiednio przygotowała się do tego dnia i zwiększenia ciężaru na sztandze. Tylko że teraz, kiedy ledwo łapała oddech, uwięziona pod ciężkim sprzętem, zaczynała zastanawiać się nad tym, czy aby przypadkiem za bardzo się nie pospieszyła. Może powinna była dodawać po kilogramie raz na jakiś czas, a nie od razu pięć. Trudno, było już za późno, a Pear nie miała zamiaru przyznawać się do błędu, ani tym bardziej sobie odpuścić. Była na to zbyt uparta i zbyt zawzięta, zresztą do upragnionego ciastka z kremem brakowało jej tylko dwóch powtórzeń.
Wielkoluda też nie miała zaczepiać, jednak w momencie, w którym czuła, że traci oddech nie miała innego wyjścia. Jego śmiech nie uszedł jej uwadze, jednak zabrakło jej powietrza, by w jakikolwiek sposób zareagować. Zresztą, w innych okolicznościach, zapewne obeszłaby się z nim dużo milej, niż w tym momencie, bo jeśli się starała, bycie sympatyczną wychodziło jej znacznie lepiej. W tym momencie jednak, walczyła o własne życie, a uprzejmość zeszła na dalszy plan.
— Dzięki. — Padło z jej ust, kiedy jej klatka piersiowa została uwolniona spod ciężkiej sztangi, a Gruszka mogła wziąć porządny oddech. Z wysoko uniesioną brwią słuchała jego instrukcji, gryząc się w język, by nie palnąć czegoś głupiego. Zostały jej dwa powtórzenia, a nie miała pojęcia, czy wielkolud się nie obrazi i nie zostawi jej na pastwę ciężarów. Poza tym, chcąc też czy nie — wjechał jej na ambicję. Oczywiście, że miała zamiar spróbować i to nie raz, a dwa razy. — Pamiętaj o ciastku z kremem. — Powiedziała cicho, motywując się w ten sposób do działania i poprawiła uchwyt dłoni na drążku.
Już, już miała zamiar zabrać się do pierwszego powtórzenia, kiedy nagle mężczyzna zaczął ją poganiać. I serio, gdyby spojrzenia mogły zabijać, wielkolud nie tylko by przed nią klęczał, a raczej leżałby jak długi obok ławeczki. Nic mu jednak nie powiedziała, nie chcąc tracić oddechu, jednak przyjrzała mu się najbardziej morderczym ze swoich spojrzeń. I niemal czując już zapach pysznych słodyczy, które miała zamiar zjeść tuż po treningu, jeszcze raz podjęła próbę dziewiątego powtórzenia, które jakimś cudem wykonała — nabrała nieco siły i posłuchała wielkoluda, ale za Chiny Ludowe nie przyznałaby się do tego na głos. — No to ostatni i idziemy na ciastko. — Wypaliła, spoglądając na swojego pomagiera, który na szczęście zbyt wiele do roboty nie miał.

igrający z ogniem
wszystko zniosę, oprócz AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „CrossFit Toronto”