38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Był to Subin. Wyraźny koszmar, który miał stać się jawą. Mężczyzna, który miał nie być tak zdolny i nie mieć takich koneksji, by znaleźć każdego, gdziekolwiek. A jednak – stał w łazience. We Włoszech, podczas wydarzenia, które dla Navi miało być tym ‘najszczęśliwszym dniem w życiu’, jeśli wierzyć wszystkim tym przesądom.
  Tyle tylko, że ona przecież już taki dzień miała! Lata temu, gdy poślubiała Subina.
  Nie odpowiedział jej na pierwsze pytanie, jakie zadała. Celowo ją zignorował, a może uznał, że sama wpadnie na pomysł, co on miałby tu robić. Chociaż nie, pewnie była na to zbyt głupia. Była tylko kobietą, a kobiety były głupie.
  Stał i chełpił się jej reakcją. Tym, jak jej ciało się spięło na jego widok; jakby sobie właśnie przypomniała, gdzie jest jej miejsce. I kto miał nad nią kontrolę, a także komu podlegała. I najwyraźniej był zadowolony z tego, że to uczucie nie zaniknęło. I nie chodziło tu o miłość. Chociaż to było również coś, na co pracowało się latami.
  Na kolejne pytanie już zareagował.
  — To nie było takie trudne — odpowiedział, uśmiechając się. Tyle tylko, że w tym uśmiechu nie było żadnego ciepła czy szczęścia, które można by przypisać mężowi, który z ulgą odnotowuje, że właśnie odnalazł swoją zaginioną żonę. Swoją żonę, którą miałby uznać za martwą. Uśmiech ten był jadowity i bardziej przypominał bestię, która po długim, przeciągającym się polowaniu, w końcu dopadła swoją ofiarę. Nie będąc nawet głodną.
  Można się było jednak powiedzieć, że jedno, proste pytanie nie spotka się z odpowiedzią. A przynajmniej nie taką, która by cokolwiek wyjaśniła.
  — Nie oszukujmy się, k o c h a n i e. Jesteś moją żoną, należysz do mnie, znajdę cię zawsze i wszędzie.
  Brzmiało całkiem znajomo, jak znajoma deklaracja.
  Obejrzał ją dokładnie, od stóp do głów, mierząc jej sylwetkę i pozwalając, by wyraz niezadowolenia, może nawet zdegustowania, pojawił się na jego gębie.
  — Widzę, że ci się przytyło — stwierdził, nie ruszając się z miejsca, najwyraźniej w pełni świadomy tego, gdzie uciekł wzrok Navi i o czym myślała. Każda na jej miejscu pewnie myślałaby o ucieczce, a jednak tym razem nie zamierzał jej na to pozwolić. — Ale spokojnie, doprowadzimy cię do porządku. Ominiesz parę posiłkow i szybko wrócisz do formy.
  Czyli do głodzonego szkieletora, pewnie o to mu chodziło.
  Kącik ust Subina drgnął prześmiewczo, jakby właśnie pomyślał o czymś, co rzeczywiście go rozbawiło. Postąpił o krok, kręcąc przy tym głową, jakby w wyrazie niedowierzania. Jakby właśnie pomyślał o jakimś absurdzie.
  — Naprawdę myślałaś, że możesz ode mnie uciec? Że dam ci odejść? — Wyraz jego twarzy zmienił się natychmiastowo, ściągając się w wyraźnym gniewie. Podszedł jeszcze bliżej kobiety. — Jesteś moją żoną, kurwa. — Trzask przetoczył się po pomieszczeniu, w którym się znajdowali. Uderzył ją. Otwartą dłonią spoliczkował pannę młodą, w ramach kary. Z pełną siłą, nie miarkując się przy tym. Wymierzył jej karę, tak jak już to kiedyś robił. Choć pewnie gdyby zapytać jego, to i tak był delikatny (i to pewnie powiedziałby że z miłości, a sam policzek był wyrazem troski; jak również powiedziałby, że ‘jego to boli bardziej niż ją’). — Twoje miejsce jest przy mnie, rozumiesz? — wycedził w złości, puszczając dłonie wzdłuż siebie. Zacisnął je jednak w pięści w wyrazie frustracji. — Zabiorę cię do domu — dodał, ostro cedząc ostatnie słowo przez zaciśnięte zęby, chcąc zaakcentować, że wszędzie indziej nie było jej miejsce, a to gdzie przez cały ten czas się znajdowała nie było jej domem. — A jak jeszcze raz choćby spróbujesz uciec, to cię zabiję, rozumiesz?

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Możliwe, że go nie doceniła. Była pewna, że po tym czasie już jej nie szukał. Że ułożył sobie życie na nowo bardzo szybko, przyprowadzając do domu kolejne kobiety. Nie kochał jej. Była po prostu jego własnością, którą chciał posiadać. Nie szanował jej. Nie traktował jak człowieka czy partnera, tylko jak służbę i dziwkę. Prędzej by pomyślała, że pogodził się z jej utratą i nie będzie jej szukał, bo byłoby to zbyt kłopotliwe oraz pracochłonne. Po co szukać kogoś, kto tak mało znaczył?
Najwyraźniej się myliła.
Serce ściskało się jej mocniej w przestrachu. Chociaż ten wypełniał ją od środka, to na zewnątrz wciąż próbowała stwarzać pozory twardej i niewzruszonej jego jadowitym uśmiechem. Zadarła wyżej podbródek i mocniej zacisnęła palce w pięści, gdy jego słowa wżynały się w jej myśli.
Nie jestem twoja — wycedziła. Głos miała cichszy niż chciała, ale nie odwróciła swojego spojrzenia.
Podświadomie się napięła w momencie na jego stwierdzenie o zmianie wagi. Wiele razy ją obrażał, gdy mu się nie podobała danego dnia. Że ma złą sukienkę, brzydki makijaż, zjadła za dużo, przytyła, chociaż waga pokazywała wciąż tyle samo. Jego przykre komentarze były na porządku dziennym. Nie było to nic zaskakującego, a jednak gdzieś tam jednak zaczęła się obawiać, że połączy kropki.
Subin pragnął dziedzica przez całe ich małżeństwo. Starał się ją zapłodnić wiele razy, aż w końcu zaczął oskarżać, że jest bezużyteczna i bezpłodna, nie będąc świadomym, że Navi świadomie się zabezpieczała bez jego wiedzy. I gdyby tabletki nie zadziałały, dokonałaby aborcji cholernym wieszakiem gdyby było trzeba.
Jestem w doskonałej formie — odpowiedziała, wciąż nie spuszczając z niego spojrzenia, dokładnie obserwując każdy jego ruch, starając się wyczuć okazję, gdzie będzie mogła go wyminąć.
Napięła się w ułamku sekundy, gdy drgnął i zaczął zmniejszać odległość między nimi. Instynktownie próbowała się wycofać, wciskając się jeszcze bardziej w kamienny blat. Przesuwając się po nim, aż nie znalazła się w rogu, między nim a ścianą. Aż w końcu nie miała gdzie się wycofywać.
Policzek odrzucił jej głowę na bok. Jeszcze przez chwilę słyszała szum w uszach. Pieczenie przyszło chwilę później. To samo, doskonale znajome, ostre i niechciane na tyle mocno, że aż ścisnęło ją w żołądku. Miała wrażenie, że zaczerwienienie przebijało się przez jej ślubny makijaż. Zamarła, ale nie dlatego, że zabolało, tylko dlatego, że w tej jednej chwili poczuła się dokładnie tak jak kiedyś. Jak mała, bezsilna, uwięziona żona, która nie miała prawa głosu. Zupełnie jakby czas, który dzielił ją od tamtego życia nagle przestał istnieć.
Tylko, że nie była już tamtą Navi.
Nie mieszkała w tamtym domu. Nie budziła się z lękiem każdego ranka.
Podniosła na niego spojrzenie. Wciąż się go bała. Prawdopodobnie jakaś część niej już zawsze będzie, bo takiej traumy nie zostawiało się za sobą jednym krokiem, zmianą nazwiska czy przeprowadzką na drugi koniec świata. Ale obok tego strachu był też gniew. I pieprzona godność, którą przez cały ten czas odzyskiwała kawałek po kawałku.
Serce jej waliło tak mocno, że niemal słyszała je w uszach. Jakby jego bicie miało przebić się przez jego słowa, które z siebie wyrzucał.
Nigdzie z tobą nie idę. Tu jest mój dom — warknęła, wznosząc się na wyżyny swojej pewności siebie. — I prędzej umrę, niż z tobą wrócę do tego piekła. — Przez lata próbował ją przekonać, że jestem nikim. Że nikt jej nie chce. Że sobie nie poradzi bez niego. A teraz groził jej na jej własnym weselu we Włoszech, po tym jak z pełną świadomością poślubiła jego szefa w którym była zakochana. — Nie jestem twoja. Nie byłam i nigdy nie będę. I jeśli jeszcze raz podniesiesz na mnie rękę, to skończysz z uciętą — rzuciła ostrzej. W jej spojrzeniu między strachem kryła się też złość i pewność siebie, którą budowała świadomość kogo poślubiła.
Kiedyś nie byłaby w stanie mu jakkolwiek odpyskować. Kiedyś spuściłaby głowę i przyjęła na siebie wszystkie oszczerstwa, obelgi i całą złość. Przytaknęłaby i milczała.
Ale ta osoba miała umrzeć w Tajlandii.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Subin przez długi moment na nią patrzył jakby chyba naprawdę nie spodziewał się, że jeszcze będzie miała czelność mówić i pyskować. Na pewno nie tak i do niego. Nie tym tonem, i nie z tym oporem, bo przecież Subin nie lubił oporu. Ba, nawet go nie znał. Zdecydowanie nie znał go, jeśli chodziło o Navi. Ale to było do naprawienia, albo wybicia z głowy. Najlepiej szybko zanim jej, jako kobiecie zacznie się wydawać, że naprawdę ma jakieś zdanie i ktokolwiek będzie się z nim liczył. Wiec miało to być dla jej dobra.
  — Zamknij się — rzucił w końcu, ale ciszej niż wcześniej, bo najwyraźniej nawet on rozumiał, że wrzask w łazience podczas wesela mógłby zwrócić uwagę. A może po prostu bardziej podobało mu się kiedy nie musiał krzyczeć, żeby brzmieć źle i tak bardzo groźnie (jak mu się wydawało, że brzmi). — Słyszysz, co ty w ogóle mówisz? — Subin uśmiechnął się krzywo, choć nie było w tym rozbawienia, tylko ten rodzaj brzydkiego politowania którym dawniej obdarowywał ją całą, kiedy uznawał, że zrobiła coś głupiego. Czyli bardzo często. W jego świecie kobieta robiła coś głupiego za każdym razem kiedy nie robiła dokładnie tego, czego on chciał. — Prędzej umrzesz? — powtórzyłw taki sposób, jakby uznał jej słowa za wyjątkowo żałosne. — Przestań robić z siebie bohaterkę, Navi. Nigdy nią nie byłaś. I przestań pyskować.
  Zbliżył się jeszcze trochę, z tą wiedzą, że wystarczy podejść, wystarczy zabrać jej miejsce, powietrze i możliwość ruchu, a wszystko samo wróci do starego porządku – a ona na swoje miejsce. Wróci do jego porządku oczywiście. Bo innego nie uznawał.
  — Uciętą? — prychnął. — Co ty sobie ubzdurałaś? Że jak wyszłaś za jakiegoś Włocha, to nagle jesteś groźna i odważna? — Wyciągnął nagłym ruchem rękę, może do jej twarzy, może do ramienia, może po prostu po to żeby znowu sprawdzić czy ciało Navi jeszcze pamiętało, że kiedy on podnosił dłoń to ona miała dosłownie wrócić na swoje miejsce. Nie musiał od razu bić, zresztą prawdopodobnie w swojej głowie już i tak był bardzo łaskawy, bo przecież mógłby gorzej. Mógłby mocniej. Mógłby zrobić jej większy wstyd, a na razie tylko próbował ‘przemówić jej do rozsądku’. On to tak nazywał.
  — On cię nie uratuje – syknął nachylając się bliżej. — Nikt cię nie uratuje, jeśli będziesz się zachowywać jak głupia suka.
  Za drzwiami cały czas był weselny szum, niezmiennie, ale Subin odruchowo zerknął w tamtą stronę zirytowany, jakby całe to miejsce było dla niego jedną, wielką przeszkodą. Było tu za dużo ludzi, za dużo par oczu, za dużo potencjalnych świadków. Przeszkód, które mogły tutaj wejść w każdym momencie.
  Więc musiał ją stąd zabrać. I się z nią rozliczyć już w domowym zaciszem.
  — Nie będziesz robić sceny — powiedział już bardziej przez zęby. — Wyjdziesz ze mną normalnie. Powiesz, że źle się czujesz. Przeiceż kobiety ciągle źle się czują, więc nikt nawet nie zapyta. — Złapał ją mocno za nadgarstek. Jak takie imadło, od którego nie dało się uwolnić. — Idziemy do domu – dodał, twardo akcentując to jedno określenie. W taki sposób, aby zaznaczyć, że nie uznawał tego twierdzenia, gdzie ona mówiła, że jest w domu. To była jego żona. W końcu mu ślubowała aż do śmierci, a ona… nie umarła. — A jak będziemy sami to sobie przypomnisz gdzie jest twoje miejsce.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wewnętrzny strach był wyczuwalny, ale nie był tak samo przytłaczający jak kiedyś. Bała się go, zapewne już zawsze będzie, jednak nie czuła się tak samo bezbronna i bezsilna co kiedyś. Głos, który odzyskiwała przez cały ten czas stawał się wyraźny na tyle, aby Subin go usłyszał. Nigdy wcześniej mu nie pyskowała. Nigdy mu się nie sprzeciwiała, bo jak na samym początku próbowała, to jej mąż bardzo szybko przywracał ją do porządku. W końcu przestała mówić i była jedynie ładną, posłuszną żoną, dokładnie taką jakiej oczekiwał.
Giovanni przywrócił jej pewność siebie. I to właśnie ona się teraz przeciwstawiała.
Serce miała ściśnięte, tak samo jak pięści. Wbijała paznokcie w skórę po wewnętrznej stronie dłoni, w ten sposób przypominając sobie, że żyje i że nie może pozwolić ponownie dać się przytłoczyć. Subin był jej koszmarem przez lata i teraz stała naprzeciwko niego, silniejsza niż wcześniej. Była z siebie dumna, że w ogóle znalazła język w gębie, aby mu się przeciwstawić. Złość i niedowierzanie na jego twarzy, przemieszane z pogardą były jak nagroda. Pierwszy raz widziała o niego ten wyraz, który zaraz ukrył pod wyrazem politowania, który tak doskonale znała.
Nie boję się ciebie — powiedziała, prostując się. Już dawno temu sobie obiecała, że przed nikim nie będzie się kulić. Zaakceptowała dłonie na swojej szyi tamtego, feralnego dnia, to i ewentualny kolejny policzek od Subina nie był przeszkodą. Była silna. Nie raz ją bił i poniżał. Wiele razy podnosił rękę i nie tylko. Nie mógł jej zrobić nic więcej, czego już nie przeżyła.
A świadomość, że gdzieś za ścianami łazienki jest Giovanni, dodawała jej odwagi.
Drgnęła podświadomie, gdy podniósł wyżej rękę i napięła się, odwracając spojrzenie, przygotowując na kolejny cios z jego strony. Ale ten nigdy nie nadszedł. To był zaledwie przedsmak tego, co miało nadejść. Przypomnienie tego co było. A jej ciało pamiętało. Niezależnie od tego jak bardzo silna chciała być, to traumatyczne wydarzenia wciąż się na niej odbijały.
Subin nie był świadomy niebezpieczeństwa czyhającego za drzwiami. I dobrze. Im więcej granic przekroczy, tym gorzej to się dla niego skończy. Wierzyła też swojemu aktualnemu mężowi, że znajdzie ją wszędzie, nawet jeśli jakimś cudem Subinowi udało się ją zabrać. Tylko on nie zdawał sobie sprawy z tego jakie konsekwencje będą miały jego poczynania.
Nie odpowiedziała. Nie zamierzała kopać się z koniem, bo wiedziała swoje. Znała Giovanniego na tyle dobrze, aby wierzyć, że Subin nawet nie dojechałby z nią na lotnisko.
Napięła się słysząc jego ton i słowa, automatycznie się zapierając, gdy schwycił ją za nadgarstek. Jego palce wciskały się w jej skórę. Bolało, ale przecież miało boleć.
Jesteś naprawdę idiotą jeśli myślisz, że z tobą pójdę — warknęła, próbując się z całych sił wyrwać, ale jej działania spełzały na niczym, bo dłoń jej dawnego męża nawet nie drgnęła, a jedynie mocniej się zacisnęła. — Zostaw mnie — krzyknęła, raz jeszcze się szarpiąc. Ale chociaż się zapierała, to nie była na tyle silna, by się zatrzymać.
Potykając się niemalże o własne nogi, wciąż usiłując się wydostać z jego chwytu, podążyła za mężczyzną, który ją wręcz ciągnął. Bo Navi nie zamierzała poddać się bez walki i grzecznie za nim iść.
Drzwi się otworzyły. Navi wciąż się szarpała, usiłując ściągnął jego rękę ze swojego nadgarstka, kiedy nagle Subin się zatrzymał. Mężczyzna uderzył w ścianę. A przynajmniej tak się mogło mu wydawać.
— Co jest kur-
— Puść pannę młodą — powiedział twardo, jakże grzecznie, pies stróżujący Salvatore'a.
— Spierdalaj — warknął Subin i szarpnął mocno Navi, próbując wyminąć wysokiego Azjatę, ale zamiast tego zamarł, kiedy lufa broni spoczęła na jego piersi.
— Powiedziałem: puść — rozkazał, mówiąc jak do psa.
Dłoń Subina jeszcze mocniej się zacisnęła, ale zaraz stopniowo zaczęła się rozluźniać. Navi momentalnie wyrwała nadgarstek mężczyźnie, wycofując się wystraszona za ochroniarza. Przytuliła obolały nadgarstek do piersi, nie spuszczając wzroku z byłego męża. Z jednej strony czuła ogromną ulgę, ale wciąż była cała roztrzęsiona.
Mężczyzna nie spuszczając lufy z nieproszonego tu azjaty, sięgnął do słuchawki w uchu, by włączyć mikrofon.
— Mamy intruza.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Subin oczywiście jej nie uwierzył. Według niego mogła udawać. Ba, na pewno udawała. Mogła mieć chwilowy napad tej swojej głupiej pewności siebie, którą ktoś musiał jej ostatnio wcisnąć do głowy, ale nie mogła naprawdę przestać się go bać. Nie po wszystkim co jej zrobił. Nie po latach, w których przecież bardzo jasno uczył ją kim była i gdzie było jej miejsce.
  — Nie boisz się? — powtórzył z pogardą, zerkając na jej spięte ramiona, w pamięci mając ten odruch jej ciała, który ją zdradził niemal na samym początku — To czemu się trzęsiesz?
  Kiedy nazwała go idiotą jego twarz stężała i stała się wyraźnie i charakterystycznie purpurowa. Był jeszcze w stanie wybaczyć jej te pyskówki, opór czy wymądrzanie się, ale to? To była dla niego jak największa obelga, nawet jeśli nie było to jakieś wymyślne wyzwisko. Dlatego znów trzask poniósł się po łazience, kiedy uderzył ją, ustawicznie, po raz drugi.
  — Uważaj na słowa — warknął, zaciskając mocniej palce na jej nadgarstku. — W domu mnie za to też będziesz przepraszała. Zrobisz mi porządną laskę to może ci nawet wybaczę. — Pociągnął ją za sobą bardzo stanowczo i z brutalną, dużą siłą. Dużą nawet jak na niego.. Navi mogła się szarpać, zapierać, wbijać obcasy w podłogę i próbować wyrywać rękę z jego uchwytu, ale dla niego to najwyraźniej dalej nie była walka tylko histeria. Robiła scenę, przesadzała i się nie słuchała. Ona była problemem, który należało wyprowadzić zanim ktoś zobaczy i zanim cała ta śmieszna, włoska szopka zamieni się w coś czego nie będzie mógł już tak łatwo kontrolować. A przecież on też uwielbiał kontrolę.
  I chyba szybko przestał ją mieć, bo w ciągu kilku kolejnych sekund sytuacja wykonała taką woltę, gdzie nie miał niczego. Ani Navi w zasięgu własnej ręki, ani decyzyjności, kiedy miał lufę broni przytuloną do własnej piersi. W dodatku nazwano go intruzem. No i tak szybko osunął mu się grunt pod nogami. A przynajmniej tak się mogło wydawać.
  Burknął coś niezrozumiale, trochę przestraszony, ale trochę też zbulwersowany, ale wtedy coś cicho kliknęło. Tym razem za plecami Damona, a tuż przy uchu Navi. W ciągu jednej chwili ktoś otoczył ją jedną ręką, odciągając do tyłu, w drugiej trzymając broń wycelowaną w jej skroń.
  Za plecami Damona równolegle rozegrała się zupełnie inna akcja, w której ledwie co wybawiona Navi znów została przechwycona, ale tym razem bardziej dosadnie i dosłownie ze śmiertelnym niebezpieczeństwem przytulonym do czaszki. Obok jednego z dwóch mężczyzn stał drugi – nieco większy od kompana, również w garniturze, ale również uzbrojony, choć nie przytykał broni do nikogo..
  Twarz Subina drgnęła i pojawiła się na niej ta obrzydliwa, mała satysfakcja. Pogłębiona, kiedy obok wyższego, młodego mężczyzny pojawiła się starsza kobieta. Ta, którą przedstawiono Navi jako Aurelię – ciotkę Giovanniego.
  — Signora prosiła bez hałasu — powiedział spokojnie ten wyższy. — Jej gość ma wyjść. Panna młoda razem z nim. W spokoju i bez scen, bo może wyjść żywa, ale zawsze może zdarzyć się wypadek.
  Jej gość. To słowo brzmiało jak największy z absurdów. Bo to był gość, który uderzył pannę młodą. Bo to był gość, który jej otwarcie groził, złapał ją i zamierzał wyciągnąć z wesela, aby wywieźć i traktować dokładnie tak, jak traktował przed jej zniknięciem. Albo nawet jeszcze gorzej.  
  — No — mruknął Subin, nagle, magicznie odzyskując głos, bo wystarczyła mu cudza broń i cudza aura, aby poczuł się znowu jak pan i władca.. — Słyszysz? Bez hałasu. Idziemy — wycedził w stronę Navi, wysuwając się do niej. Ten, który ją trzymał, wcale nie zwalniał uścisku, jak gdyby to miało samo w sobie zdusić opór.
  — A ty broń na ziemię — odezwał się jego towarzysz, kładąc dość ostrzegawczo dłoń na broni spoczywającej w kaburze na piersi, pod odchyloną marynarką.
  — Uważaj na niego Luca — powiedziała Aurelia, choć bez przestrachu. — To jeden z ulubionych ludzi mojego bratanka.
  — Wiem, signora. Słyszałem o nim. — Nie spuścił spojrzenia z Damona, a raczej jego pleców, wyczulony na najdrobniejszy ruch z jego strony. — Nawet go trochę poobserwowałem — dodał, unosząc kącik w dziwnie usatysfakcjonowanym uśmiechu.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Zbyt gwałtownie. Z pięknego, idealnego ślubu, nagle sprawa zaczęła wymykać się spod kontroli i przeistaczała się w jeden, wielki koszmar. Największą jej obawą odkąd uciekła był Subin. Że ją odnajdzie i zaciągnie z powrotem do Korei, gdzie ponownie będzie wiodła życie u boku przemocowca i tyrana. Gdzie znowu stanie się kobietą bez głosu i praw. Gdzie znowu będzie musiała chować siniaki i godzić się na gwałt.
Drugi raz nie zamierzała przez to przechodzić.
Nie była jednak silna fizycznie. Psychikę częściowo zdołała odbudować, dzięki czemu mogła pyskować i się stawiać. Walczyć o samą siebie, ale nie była w stanie faktycznie się wyrwać z mocnego, męskiego uścisku, który wyciągał ją siłą z łazienki, aby wyprowadzić z wesela. Jej własnego, wymarzonego wesela. I zaciągnąć z powrotem do piekła.
Jaką ulgą było, kiedy pojawił się Damon, najwierniejszy z psów Giovanniego. Była pewna, że teraz już będzie wszystko dobrze i będzie ponownie bezpieczna. Że Subin wyjdzie stąd wyprowadzony z lufą na piersi, albo, jeśli będzie się mocno stawiał, w czarnym worku. I szczerze mówiąc, nie miałaby absolutnie nic przeciwko, bo wtedy chociaż miałaby pewność, że to koniec i nie musi się go dłużej bać.
Bo oczywiście, że kłamała, gdy mówiła, że się nie boi. Albo raczej, sama starała siebie przekonać, że tak właśnie jest.
To względne poczucie bezpieczeństwa jednak szybko zniknęło, gdy usłyszała charakterystyczne kliknięcie. Tuż przy jej uchu. Niemalże czuła chłód lufy, która znajdowała się przy jej skroni. Navi ponownie się napięła w przestrachu i zamarła, jedynie kątem oka lustrując napastnika. Albo napastników.
Damon obejrzał się kątem oka, nie spuszczając broni z Subina. Przekleństwo cisnęło mu się na usta, ale mimo momentalnego napięcia w mięśniach i szczęce, nie było po nim niczego widać. Zupełnie jakby pojawienie się ciotki Giovanniego z jakimiś ludźmi, którzy grozili pannie młodej, nie robiło na nim większego wrażenia.
— Gość — powtórzył twardo.
Gość? — głos Navi rozbrzmiał w niedowierzaniu.
Aurelia osobiście zaprosiła Subina, a to znaczyło, że wiedziała, że Rhea nie istnieje, a Navi zostawiła za sobą paskudne życie od którego świadomie uciekła z jej bratankiem. Niezależnie od tego czy uważała Navi za odpowiednią dla Giovanniego czy nie, oddawała ją właśnie człowiekowi, przed którym uciekała. Który ją bił, poniżał i gwałcił. Specjalnie zaprosiła jej byłego męża, aby ją zabrał Giovanniemu. Po cichu. W dzień cholernego ślubu.
Rodzina, kurwa. Nawet dnia nie czekała.
Szarpnęła się mimowolnie, mimo lufy, która była w nią wycelowana. Wolała umrzeć, niż wrócić do tamtego miejsca, z tym okropnym potworem. Nie kłamała. Prędzej targnie się na własne życie, bo poprzysięgła sobie już dawno temu, że nie będzie tą samą osobą, co kiedyś. Że nie pozwoli się więcej tak traktować. A wiedziała, że im mocniej będzie się stawiać, tym brutalniejszy będzie Subin, aby osiągnąć to, co chciał.
Ułożył ją na początku, to teraz też.
Damon przez cały czas nie opuszczał broni, starając się mieć na uwadze wszystkich aktualnych przeciwników. W tym samą Aurelię, której nie ignorował i nie lekceważył. Popełnił błąd, że myślał, że intruz wtargnął tutaj sam i nie ma wsparcia.
Nie, nie, nie, nie — Navi zaczęła się ponownie szarpać, ale męski chwyt był o wiele mocniejszy od tego, który miał Subin, więc niewiele mogła zdziałać. Zwłaszcza na szpilkach i sukni ślubnej. — Puszczaj — warknęła bezsilnie, gdy zauważyła jak jej dawny mąż się do niej ponownie zbliża.
Luca. Zapamięta to imię.
— Jeśli zależy ci na spokoju, to lepiej zapraszać lepszych gości — powiedział do kobiety, przeczuwając w kościach, że to tylko cisza przed burzą. Damon chociaż wciąż napięty i gotowy do walki, ostatecznie powoli opuścił broń, nie chcąc narażać panny młodej na niebezpieczeństwo. I tak już w nim była, ale nie zamierzał sprawić, aby przez jego brawurę, zginęła. Właśnie z osoby do ochrony stała się zakładniczką, a to wszystko zmieniało. Każda jego gwałtowna reakcja mogła skończyć się jej śmiercią, zanim ktokolwiek zdążyłby cokolwiek zrobić.
Z zewnątrz wyglądał więc na nieruchomego. Spokojnego. Ale w rzeczywistości wszystko analizował. Odległości, ustawienie ludzi, liczbę broni. Nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów. Wyglądał niemal jak człowiek gotowy współpracować.
Navi natomiast była zwyczajnie wystraszona, bo to już nie chodziło o samego Subina, ale też o rodzinę Giovanniego. Tą rodzinę z koneksjami i możliwościami, które były ogromnie niebezpieczne.
A wydawało się, że tak fajnie się rozmawiało.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  L’invitato.
  Gość.
  Kimś takim miał być Subin na weselu Navi oraz Giovanniego. Osobą, która dostała zaproszenie i która miała mieć jakiekolwiek podstawy, aby tutaj być. Która miała prawo, choć dyskusyjne, aby tutaj być. Dyskusyjne, bo przecież nie Aurelia Salvatore układała listę zaproszonych. A jednak – postawiła na swoim i zdecydowała się zrujnować najszczęśliwszy dzień w życiu młodych, pannę młodą świadomie wydając w ręce mężczyzny, który miał być jej prawdziwym mężem. A skoro ona wiedziała, że Navi była związana ślubami z kimś innym, to wiedziała również, że ta przysięga małżeńska, którą składali teraz przed ołtarzem niczego nie wiązała.
  Ani niczego jej nie nadawała. A przede wszystkim – nazwiska. A za tym – ochrony.
  Subin przejął Navi i pociągnął ją w swoją stronę z ogromną siłą, odsuwając od Damona. Ścisnął jej nadgarstek swoją tłustą łapą, niemalże go miażdżąc w kontrolującym chwycie.
  — Tak jak mówiłem, kochanie. Wracamy do domu.
  Do Korei. Do patriarchatu.
  Kiedy Navi zaczęła się stawiać – bo przecież bardzo nie chciała iść i już nie czuła lufy czy uścisku wokół swojej szyi, Aurelia tylko skinęła dłonią. W ciągu ułamka sekundy rozległ się stłumiony odgłosami wesela jak i tłumikiem trzask, a pocisk wystrzelony z broni palnej przez Lucę przeszył zgięcie jak i samo kolano nogi Damona.
  — Słuchaj się swojego prawdziwego męża, ragazzina — powiedziała Aurelia, patrząc na nią w lodowaty sposób. — Jeśli zaczniesz robić scenę, zginie niewinny człowiek, a szkoda żeby takie wydarzenie ścieliło się jeszcze trupem. — Wskazała ruchem głowy na Damona. Akurat o nim mówić, że był niewinny to była gruba przesada, ale kobieta najwyraźniej uznała, że szycie do niego tez wywrze jakieś wrażenie i będzie środkiem kontroli nad kobietą.
  Luca, jak na potwierdzenie jej słów, przeładował pokazowo broń i wycelował w Damona. Raz jeszcze, choć dziewczyna nawet się nie ruszyła. Teraz wybrał nieco mniej inwazyjną część ciała mężczyzny, przeszywając kulą miejsce nad jego prawym barkiem.
  Subin pociągnął stanowczo Navi w stronę parkingu. Wystarczył jeden nie taki ruch ze strony Koreanki, który zwróciłby szczególną uwagę pojedynczych gości, których mijali na parkingu, aby kolejny pocisk sięgnął ciała ochroniarza. Subin doprowadził w końcu Navi do samochodu i otworzył drzwi, wskazując paluchem na wnętrze auta, w którym czekał kierowca. Ciekawe czy sam go wynajął czy jednak to też dostał od Aurelii.
  — Właź — wycedził, rozglądając się dookoła. Kiedy upewnił się, że nikt nie patrzył, pchnął ją do środka i zamknął drzwi. Próba ucieczki z drugiej strony nie miała prawa się udać, bo w aucie były uruchomione zabezpieczenia przeciwko otwieraniu drzwi przez dzieci. Koreańczyk wepchnął się do środka i zatrzasnął drzwi, mówiąc do człowieka za kierownicą, łamanym angielskim, aby ruszał.
  Przez cały czas nie wypuszczał jej nadgarstka ze swojego miażdżącego, kontrolującego chwytu. Nie zwracał też na nią większej uwagi, ale miał na nią baczenie, żeby nie zrobiła nic głupiego. Był zdania, że ona go nie zaatakuje. Bo nie miałaby czelności, aby to zrobić – w końcu się go bała, prawda? W końcu jej ciało drgało w przestrachu na najmniejszy ruch z jego strony.
  Ledwie drzwi od samochodu się zamknęły, a Aurelia spokojnie oddaliła się od miejsca zdarzenia, jakby chwilę wcześniej nie rozgrywał się tu dramat. Wmieszała się w gości, wcześniej tylko dając komendę Luce, aby zajął się Damonem. Włoch, gdy tylko jego pani zniknęła, sprzedał kopa Damonowi, by całkiem powalić go na glebę. Wycelował pistolet, ale trzask upuszczanej tacki chyba go rozproszył.
  Gepetto, jeden z ludzi Damona, wypuścił z rąk talerzyk z przekąskami, gdzie jedną z nich przeżuwał i pobiegł razem z Pinnochio w stronę swojego kapitana. Luca wycelował bronią najpierw w jednego, potem w drugiego i tak szybko jak biegli, tak zaryli głową w glebę. Giuseppe, ten od pizzy, zaskoczył jednak człowieka Aurelii na tyle, że ten nie zdążył strzelić, a zmuszony był wycofać się w głąb gości w ślad za swoją panią.
  — Capo — zawołał Giuseppe, kiedy i Mascarpone znalazł się obok — Co się stało? Nie było z tobą kontaktu. — Może udawali, a może łącze z nim było zakłócone. — Signor Salvatore po ciebie posłał. Nie mogliśmy cię namierzyć i…
  — O nie!!! Gepetto!! — zawołał Mascarpone, dopadając do jednego z dwóch Włochów, którzy zostali fatalnie postrzeleni.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak jak mówiłem, kochanie. Wracamy do domu.
Miała wrażenie, że włoski na ciele stają jej dęba na samą myśl. Zrobiło jej się niedobrze i to bynajmniej nie z powodu ciąży. Nie zamierzała wracać z powrotem do tego piekła i jeśli to miało cokolwiek zmienić, to chciała z nim walczyć.
Przynajmniej dopóki nie rozległ się strzał, który przykuł jej uwagę, a Damon warknął, upadając na zdrowe kolano. Złapał się odruchowo za postrzelony staw, który niesamowicie nakurwiał i siłą woli powstrzymywał się, aby Luce zwyczajnie nie oddać. Wiedział jednak, że był na przegranej pozycji i jeśli zrobi cokolwiek głupiego, to żona Giovanniego zostanie skrzywdzona, do czego dopuścić dodatkowo nie mógł. Musiał więc zacisnąć zęby.
Nie, w porządku, nie krzywdźcie go — powiedziała prosząco Navi, bo chociaż przez lata żyła przy mężu przemocowcu, a teraz miała się wżenić w mafijną rodzinę, to ona sama była łagodna. Była tym dobrym obliczem, światełkiem pośród mroku. Nigdy nikogo świadomie nie skrzywdziła, chociaż wielokrotnie o tym myślała i była już blisko, gdy chodziło o Subina. Przez lata jednak nie była w stanie się przemóc, by chociażby podtruć męża.
Teraz jednak, miała wrażenie, że jest zdolna do wszystkiego.
Nie chciała jednak, aby przez nią zostali krzywdzeni inni, dobrzy ludzie. Dlatego, kiedy Luca ponownie wycelował w Damona i strzelił w jego ramię, Navi napięła się w przerażeniu.
Przestań — rzuciła prosząco, jakby to cokolwiek miało zmienić. Damona znała już od długiego czasu. Wielokrotnie go widziała, wielokrotnie go karmiła i chociaż nie jest zbyt rozmownym człowiekiem, to doceniała jego pracę i lojalność.
Od tego momentu Navi współpracowała. Chociaż podświadomość jej podpowiadała, aby uciekała i walczyła, to posłusznie dała się zaciągnąć w kierunku auta, coraz dalej od gości weselnych i własnego, wymarzonego wydarzenia, które przeistoczyło się w koszmar. Jedyne co mogło przyciągnąć uwagę innych to wyraz zrezygnowania i puste spojrzenie na twarzy panny młodej.
Weszła do środka. Jej wzrok dość momentalnie spojrzał w kierunku drugich drzwi, ale spodziewała się, że będą zamknięte. Nie mówiąc o tym, że doskonale czuła silny ścisk na swoim nadgarstku. Piekące uczucie rozchodziło się po całej okolicy skóry. Jej oczy zatrzymały się na dwóch, złotych krążkach, znajdujących się na palcu serdecznym. Tym, który mówił o narzeczeństwie oraz tym, który przywdziała zaledwie kilka godzin temu. Obrączka, która miała być rozpoczęciem nowego etapu w życiu.
To rozpoczęła go z przytupem.
W tym samym czasie Damon poczuł kopa od Luci. Ciśnienie mu się podniosło, ale trzy postrzały skutecznie trzymały go w miejscu. Zaciskanie zębów w tym momencie było jedną z lepszych opcji. Nie zamierzał jednak leżeć na ziemi. Podparł się zdrową ręką, akurat gdy jego ludzie zainteresowali się samym Lucą.
Dwójka padła. Była jeszcze pozostała dwójka.
— Gdzie wy, kurwa, byliście — warknął, podnosząc na nich wkurwione spojrzenie. Jak raz potrzebował wsparcia i oczywiście ono go zawiodło. Dlatego zwykle pracował sam, bo tak to patrzył tylko na siebie i inaczej rozdawał karty.
Jakim cudem mieli go nie słyszeć? A może Aurelia zadbała też o zakłócenia.
— Zostaw go — rozkazał Mascarpone, bo martwi go nie interesowali. Później się nimi zajmą. Mieli inne priorytety. — Porwano pannę młodą. Powiedz ludziom, że mają jej, kurwa szukać i jechać za autem. Dopiero stąd wyjechało, więc kurwa ruchy. — Bo im więcej czasu minie, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ich namierzą. — Weź czterech ludzi i jedź. Masz cały czas zgłaszać ich lokalizację. — rozkazał Giuseppe, przekazując mu najważniejsze informacje.
Nie mogli stracić jej z oczu, chociaż już i tak to zrobił. O jeden raz za dużo.
Podniósł się z ziemi i odgonił od siebie pomocną rękę Giuseppe. Musiał się jednak na nim częściowo oprzeć, bo ból biegnący od postrzelonego kolana był powalający. Krwawił mocno, z trzech różnych miejsc, ale adrenalina biegnąca w jego żyłach była silniejsza niż ból.
I wtedy przyszła kolejna zła wiadomość.
Giovanni cię wzywa.
Idealny czas na rozmowę.
Widział jak krew odpłynęła z twarzy jego podwładnych. Zapewne widzieli już śmierć przed oczami oraz wieczne cierpienia wywołane okropnymi torturami. Ale oni byli tylko pionkami. To na barkach Damona leżała odpowiedzialność, aby chronić pannę młodą.
I nie dał rady.
Dał ostatnie polecenia i szczegóły Giuseppe.
— Zróbcie jak mówiłem — powiedział, aby zaraz zacisnąć zęby i udać się, kuśtykając w stronę pana młodego. Męża porwanej kobiety. A w zasadzie – drugiego męża.
Czuł na sobie spojrzenie ludzi, których mijał. W końcu postrzelony, krwawiący człowiek zwracał uwagę, nawet jeśli nie jest żadnym „nowym” widokiem w tej rodzinie. Damon w końcu stanął przed Włochem – zirytowany, zły, ale też zdeterminowany. Już w samym spojrzeniu Salvatore widział ukryte pytanie „co się stało”.
— Zabrali ją.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Przez cały ten czas nie był świadomy tego, co się rozgrywało. Zasiadł do stołu z przedstawicielami sycylijskiej organizacji, z którą ‘Ndragheta od dłuższego czasu współpracowała i miała dobre koneksje. Napił się z nimi, by uczcić ów trwający układ. Przekąsił coś, w milczeniu słuchając i analizując przedstawiane mu plany na przyszłość relacyjną dla ich organizacji. Nie oglądał się za Navi, by sprawdzać, bo jej ochronę przerzucił na kogoś, komu ufał. Komu ufał na prawach tej formy, która była dla niego dopuszczalna. Dla innych – mocno ograniczona, a dla niego – bezgraniczna.
  Navi miała być w dobrych rękach.
  Ale gdzieś w jego podświadomości, kiedy jeden z mężczyzn przy stole opowiadał jakąś mało istotną anegdotę o swoich rybackich podbojach, drgnęło coś nieprzyjemnie. Ciężko mówić tu o instynkcie czy przeczuciu, bo nie wierzył w takie rzeczy. Odchylił się na swoim krześle i objął uważnym spojrzeniem otoczenie, szukając w nim najpierw jedynej kobiety, która nosiła biel, a później, nie znalazłszy jej, dobrze zbudowanego Koreańczyka.
  Skinął dłonią na jednego ze swoich ludzi, a gdy ten zbliżył się i nachylił, polecił mu, aby sprowadził mu Damona. Nie poprosi przecież o szukanie żony.
  W myślach liczył już sekundy, które upłynęły od odprawienia jednego z jego ludzi. Zbliżając się do trzech minut, uznał że to już za długo, i że prawdopodobnie coś się wydarzyło. Nie chodziło w tym o to, że Damon zawsze przybiegał na jego skinienie, a bardziej o fakt, że po prostu sam nie lubił zwlekać, a obiekt wcale nie był tak duży.
  Widok Koreańczyka, tego w jakim był stanie, nie zrobił na nim wrażenia. Wywołał za to poruszenie wśród gości swoim przyjściem. Gdy zbliżał się, Giovanni podniósł się powoli ze swojego miejsca, nie spuszczając spojrzenia z twarzy Koreańczyka. Nie musiał się odzywać, aby dostać odpowiedź. I ta zdawkowa wystarczyła, aby w nim zawrzało, a on pojął głębszy sens za tymi dwoma słowami. Damon nie musiał wykładać jak krowie na rowie – wystarczyło na niego spojrzeć.
  I chociaż wewnętrznie się gotował, wewnętrznie czuł coś, co było rzadkie w swej intensywności, to z zewnątrz nie odbiło się to na nim wcale. Ani na mięśniach twarzy, ani w postawie, ani w oczach.
  Zadał dwa pytania, w trzech słowach – Kto? Gdzie są? A odpowiedzi, które uzyskał pozwoliły mu ustalić to, co powinien zrobić dalej.
  Nie ruszył się z miejsca od razu, chociaż mógłby, bo wszystko w nim w tej chwili chciało opuścić obiekt i doprowadzić do tego, żeby Navi jak najszybciej znalazła się z powrotem przy nim. Nie chodziło jednak o to, czego chciał, bo on działał według czegoś zupełnie innego. Działał według porządku, według racnjonalnych myśli, więc najpierw chodziło o zabezpieczenie miejsca, ludzi i informacji, zanim ten bałagan rozleje się jeszcze bardziej, niż już się rozlał. Wprowadzono Subina na jego wesele, zajrzano tak głęboko w historię jego i Navi i wygrzebano coś, co może nie było koszmarem, ale bardzo niewygodną drzazgą. Powinien był go usunąć już dawno temu, a nie kazać mu funkcjonować z myślą, że stracił to, co wydawało mu się, że kontrolował.
  Przesunął spojrzeniem po otoczeniu, ostatecznie zatrzymując się na Damonie.
  — Każ swoim ludziom zabezpieczyć obiekt. Nikt ma stąd nie wychodzić. Jak będą pytać, to powiedz że przepędzaliście Al Capos, a ja jestem by się z nimi rozmówić. I zrób coś ze sobą, znajdź lekarza. — Rohan z pewnością się gdzieś tu kręcił, być może nawet widział, że coś się stało i szukał w swojej teczce szwów. Zsunął marynarkę z ramion, odrzucając ją na pobliskie krzesło. — Chcę wiedzieć gdzie jadą i czym jadą, zadzwonisz do mnie. Daj mi kluczyki— oznajmił, nieznacznie luzując krawat przy szyi. Przejął od Damona kaburę na pierś wraz z bronią, po czym zapiął ją. — A, i Damon — podniósł spojrzenie na niego — jeśli choć włos jej z głowy spadnie to tu wrócę i osobiście cię oskóruję. — To nie było wypowiedziane jak tania groźba, bo byłoby to nie w jego stylu. Ale Giovanni zatrzymał wzrok na swoim psie, więcej tej grozy zamykając w samym spojrzeniu niż tonie czy sposobie wypowiedzi.
  Czy był zawiedziony? Trochę. Byłby bardziej, gdyby nie liczył się z tym, że wszyscy ludzie, prędzej czy później, zawodzą. Wolałby chyba jednak, aby zawiódł go w nieco bardziej przyziemnej sprawie, niż ochrona życia i bezpieczeństwa Navi.

Navi Yun
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedział, że zjebał. Ochrona była jego mocną stroną, a teraz wyrzucał sobie, że dał się podejść niczym dziecko. Miał jedynie ochraniać pannę młodą, a skończyło się tak, że został wielokrotnie postrzelony, a kobieta została zwyczajnie uprowadzona siłą przez byłego męża. Spodziewał się, że Włoch będzie wściekły. On na jego miejscu też by był.
Jeszcze w pieprzony dzień ślubu.
Wyrzucał sobie swoje błędy, ale nie był dzieckiem, aby się ukrywać przed złym rodzicem. Nie zamierzał kłamać, ani minimalizować swojej winy, bo to jego obowiązkiem było, aby zapewnić kobiecie bezpieczeństwo. I zawiódł na pełnej linii. Dlatego też zamierzał przyjąć to na klatę, jeśli w czasie porwania, ktoś jej coś zrobi.
Zdał relację, odpowiadając na wszystkie pytania mężczyzny. Nie zamierzał niczego ukrywać, zwłaszcza, że wszystko zaplanowała jego ciotka, która z tego całego grona miała być jego najbliższą rodziną. Damon jednak szybko zorientował się jak ta cała instytucja działa. Wystarczyło obserwować z boku, aby zorientować się, że z więzami i relacjami niewiele miało to wspólnego.
Przytaknął na jego polecenia, przyjmując wszystko do wiadomości. Przekazał też mężczyźnie kluczyki do auta oraz naładowaną broń, którą mógł wykorzystać. W końcu jej nie użył na Subinie, bo zanim to zrobił, to Navi już miała lufę przy skroni.
...jeśli choć włos jej z głowy spadnie to tu wrócę i osobiście cię oskóruję.
Rozumiem — odpowiedział. Nie spuścił z niego spojrzenia, przyjmując do świadomości tę obietnicę. Była ona w pełni zrozumiała.
Gdy mężczyzna odszedł, Damon zajął się ogarnianiem burdelu, który powstał. Zgarnął wszystkich ludzi, którzy zostali i wydał im dokładne polecenia do których mieli się stosować. Nikt ma nie wchodzić. Nikt nie wychodzić. Nie wzbudzać podejrzeń i nie budować nerwowego nastroju. Giovanni prowadził rozmowy, a Navi… Navi również była zajęta. Na dobrą sprawę nie było to niewiadomo jakie kłamstwo. Nie żeby miałby się przejmować, że łga innym w oczy.
Gdy wszyscy zostali oddelegowani do roboty, Damon odnalazł naczelnego medyka, aby ten udzielił mu pierwszej pomocy gdzieś na tyłach budynku, z dala od oczu innych ludzi. I nawet wtedy, gdy z jego ciała były wyciągane kule, wciąż był na łączach z ludźmi, którzy pojechali za autem, które miało wieźć Subina oraz Navi.
Przez cały czas był też w kontakcie z Giovannim.
Zmienili samochód — powiedział przez zaciśnięte zęby, gdy gmerali w jego ciele. — Pierwszy porzucili dwadzieścia siedem kilometrów od restauracji. Na prywatnym parkingu przy starej stacji przeładunkowej. Przesiedli się do czarnego Mercedesa V-Klasy. Przyciemniane szyby, fałszywe tablice — zrelacjonował dalej, według tego co przedstawiał mu w czasie rzeczywistym Giuseppe, który z Mascarpone i jeszcze jedną osobą ruszyli w drogę. — Jadą na północny zachód. Omijają autostrady. Korzystają głównie z dróg lokalnych. — A to znaczyło, że wiedzą, że mogą ich szukać. To było oczywiste, że Giovanni w końcu się dowie o tym, co się wydarzyło. To była kwestia czasu. Domyślał się jednak, że spodziewali się do tego czasu wywieźć pannę młodą wystarczająco daleko. I to raczej tam, gdzie nie spodziewano się jej znaleźć. — Dwukrotnie zmieniali trasę bez powodu, ale według przewidywać kierują się w stronę lotniska. — Najszybsza droga ucieczki. Gdy będą w powietrzu, mało co ich zatrzyma. Bilety zapewne były już kupione, w dodatku na fałszywe nazwiska.
Spodziewał się, że Aurelia się dobrze przygotowała. Ale też nie była niezawodna.
Giuseppe siedzi im na ogonie. Wysyłam ci koordynaty — dodał, przesyłając na telefonie pinezkę z aktualną lokalizacją jego ludzi, którzy wciąż śledzili w odległości kilku aut czarnego Mercedesa.
Mogli wiedzieć, że są śledzeni, a może myśleli, że im się udało. Mogli się spodziewać pościgu, a mogli też uważać, że są sprytniejsi. Mogli mieć plan B, ale też polec na każdym etapie swoich przewidywań. Wiele było niewiadomych, ale trzeba było działać jak najszybciej.

Giovanni Salvatore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”