-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Czy trudno się więc dziwić, że to wszystko miało wpływ na jego nerwy oraz odczucia w pracy? Na tę chwilę gdy wydarł się z byle powodu a potem znów rzucił wiązanką przekleństw w stronę innych, na prawdę potrzebował kontaktu ze świeżym powietrzem a może i z fajką w końcu. To zaczynało go wszystko atakować, bodźcować w nie tą stronę, w którą powinno.
Tak czy inaczej dał sobie ten moment spokoju, wsiadając do windy wcisnął przycisk na samą górę, a potem przeszedł się schodkami aż do drzwi prowadzących na wyjście na dach. Tak jak się spodziewał, znalazł gumowy kawałek czegoś, który podtrzymywał drzwi, a więc nawet na jebanym dachu miał mieć towarzystwo, a przecież to od niego uciekał. Klucz był więc niepotrzebny, ten który kiedyś podrzucił mu komendant po kilku głębszych na jakiejś imprezie policyjnej. Ten sam mówiący o miejscu na szczycie dla Mayfielda za kilka lat, ten klepiacy go po plecach, że kiedyś zajmie jego miejsce. I co? Gówno.
Wyszedł finalnie i od razu zebrał w płuca solidny haust powietrza, rozglądając się po mieście, które tętniło życie. Z początku nie skumał czemu drzwi są otwarte ale w końcu za miejscem gdzie odprowadzało się powietrze z klimatyzacji, znalazł Evine. Babeczkę twardą jak kamień i ciętą jak maczeta, kogoś kto zjadł na tej robocie zęby, zdarł pazury i Bóg wie co jeszcze. Akurat z tych wszystkich ze starszej gwardii to ją szanował i poważał, czerpiąc jej umiejętności, wiedzy czy doświadczenia.
- To miejsce kiedyś było puste, a teraz? Chyba trzeba spisać grafik albo ustalić godziny i dni na to kiedy kto może siedzieć tu...- rzucił do niej, dosyć głośno bo jednak gdzieś na dole na ulicy, jakiś baran trąbił jak oparzony na innego debila. Takie uroki godziny szczytu w tym mieście. Wracając jednak do nich to on sam sobie żartował i nic nie sugerował, po prostu zazwyczaj miał szczęście do spokoju i bycia samego ze sobą w tej samotni. Nie żeby jednak miał komuś czegoś zakazywać, wręcz przeciwnie - dobre towarzystwo był w stanie zaakceptować.
Evina J. Swanson