ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor


well... if i had to sing...
tell me, would that make you nervous?


Ostatnie dni były dla niej cholernie stresujące. Nie dość, że musiała jakoś poradzić sobie z faktem, że kawiarnia musi działać i że ona sama musi pojawiać się na otwarcie, bo nadal nie zatrudniła nikogo na miejsce baristy ani do pomocy przy kwiatach, to jeszcze przechodziła wewnętrzne, emocjonalne turbulencje. Nie wiedziała, czego chciała od życia. Nie wiedziała, czy kiedykolwiek uda jej się w stu procentach powiedzieć, że znalazła kogoś dla siebie. Alex miał Maddie, a ona musiała pogodzić się z faktem, że będzie spędzał więcej czasu ze swoją dziewczyną, a nie z szaloną przyjaciółką, która o trzeciej nad ranem potrafiła stwierdzić, że ma ochotę na to charakterystyczne jagodowo-malinowe slushie ze stacji piętnaście minut od domu i po prostu musi po nie wyjść. W idealnym świecie jeszcze rozbudziłaby Halla pytaniem, czy nie chciałby przejść się z nią na tę jakże niesamowitą wyprawę. Chciała znaleźć kogoś równie szalonego jak ona, ale też kogoś, kto złapie ją za rękę i przyciągnie z powrotem na ziemię, przypominając jej, że tak naprawdę… no, to ona nie umie latać.
Eh. No masakra po prostu.
Z rozbieganych myśli wyrwał ją klient, który stwierdził, że w pomieszczeniu jest zdecydowanie za gorąco. Winters obdarzyła go tylko ciepłym uśmiechem i zapewniła, że już biegnie to wszystko naprawić. Dokończyła jedynie kawę na wynos dla klientki, przeprosiła pozostałych klientów i oznajmiła, że zaraz wróci. Zgarnęła kluczyki i skierowała się do drzwi na tyłach kawiarni. Otworzyła je, po czym zeszła schodami w dół. Para ciepła uderzyła ją prosto w twarz. - What the… - mruknęła pod nosem, kompletnie zdezorientowana. A kiedy znalazła się na dole, zobaczyła ogromną kałużę gorącej wody, która wylewała się z rury. Nie no, chyba sobie ze mnie żarty robicie… Pomyślała zszokowana, zanim wyciągnęła telefon i, zamiast zadzwonić po hydraulika, wykręciła numer zapisany jako 'HOT ESTATE AGENT'. Nie oceniamy, dobra? Był przystojny. Ale jak się okazuje, był też oszustem! Czekała przez kilka sygnałów, a gdy w końcu usłyszała, że odebrał, po prostu zaczęła nadawać. - Witam, August Winters z tej strony… pamiętasz mnie? - Wzięła głęboki oddech, zanim dodała, - Tak, ta, dzięki której dostałeś niemały bonus za sprzedanie lokalu w Greektown! - Zacisnęła pięść. - Powinieneś dostać bonus dla najlepszego oszusta, bo właśnie stoję przed rurą w piwnicy, która cieknie???? Like, the hell? - Nadawała jak katarynka. - Mam nadzieję, że masz choć trochę MĘSKIEJ godności i przyjedziesz to naprawić! - Rozłączyła się i pobiegła na górę, zdenerwowana, chociaż wiedziała, że kiedy już się uspokoi, będzie musiała zadzwonić do hydraulika. No bo czemu tak naprawdę był winien agent nieruchomości? Temu, że sprzedał jej wadliwe lokum, lol?

Poprosiła klientów, żeby dokończyli swoje napoje i wypieki, po czym oznajmiła, że lokal zostanie zamknięty z powodu problemów technicznych. Gdy wszyscy opuścili budynek, skończyła tyłkiem na blacie przy kasie, trzymając w ręce czekoladowo-bananowego muffina, którego wcześniej upiekła. Machając nogami, siedziała tam i powoli, bardzo powoli, mentalnie zbierała się do tego, żeby zadzwonić po pomoc...

hot estate agent
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To miał być spokojny dzień, w którym przyjdzie do pracy, zrobi swoje – jak będzie trzeba, to zostanie po godzinach (fun fact i tak by został), ale niestety od rana wszystko szło… po prostu źle. Budzik nie zadzwonił, przez co przyjechał do pracy później - zwalił na poranne korki - na spotkaniu z klientem nie potrafił się skupić i często się po prostu wyłączał, przez co musiał albo głupio się uśmiechać (i tak to robił), albo prosić o powtórzenie, by móc jakkolwiek odnieść się do rozmowy oraz sprawiać wrażenie, że faktycznie uczestniczył w niej od samego początku.Szczerze? Nie potrafił wyjaśnić, skąd i dlaczego miał te problemy akurat TEGO dnia. Pierwsze, co mu przyszło do głowy, to zbyt mała ilość snu, a drugie… natłok myśli, które nagle zaczęły go atakować. A przecież nie piłem wczoraj dużo… bo zazwyczaj toczył pewnego rodzaju walkę z samym sobą, najczęściej po spożyciu nadmiernej ilości procentów, podczas której potrafiła go zalać fala pytań, np. o to, czy zamiast siedzieć tu, gdzie siedział, nie powinien znowu udać się w podróż, bo szczerze? Tęsknił za plażami w Hiszpanii, uprzejmymi ludźmi w Tajlandii i herbatą w Turcji. Jasne, mógłby sobie wziąć urlop i po prostu rzucić sajonara, wykonując przy tym salut w stronę osób z działu, lecz jakiś głos uparcie wmawiał mu, że bez niego firma sobie nie poradzi. A nawet jeśli poradzi, to na pewno nie będzie osiągać takich wyników jak dotychczas. W końcu to właśnie jemu udawało się przyciągać klientów, przekonywać niezdecydowanych i domykać transakcje, które innym wymykały się z rąk. Przez lata wypracował sobie pozycję człowieka, do którego zwracano się, gdy sprawa była trudna albo szczególnie ważna. Mark Rosenhall nie bez powodu miał na ścianach swojego gabinetu niejeden dyplom i certyfikat. Każdy z nich był pamiątką po godzinach pracy, szkoleniach, spotkaniach i negocjacjach, które doprowadziły go do miejsca, w którym się znajdował. I choć rozsądek podpowiadał mu, że świat nie zatrzyma się bez jego udziału, ego - lub może zwykłe przywiązanie do własnych osiągnięć - skutecznie utrudniało mu uwierzenie w tę wersję wydarzeń.
Właśnie miał przerwę i pił drugą kawę, gdy usłyszał dzwonek wydobywający się z jego telefonu. Odebrał bez patrzenia, kto dzwoni. August Winters. powtórzył to nazwisko w myślach, próbując przypomnieć sobie właścicielkę głosu, lecz o dziwo nie musiał długo szukać w pamięci. Kilka szczegółów wystarczyło, by trybiki zatrybiły i wszystko wskoczyło na swoje miejsce, co pozwoliło mu uświadomić sobie, skąd ją kojarzył. Przy okazji zrozumiał też, skąd miała jego numer telefonu - bo bądź co bądź, równie dobrze mogła zadzwonić do centrali, zostać przekierowana do pierwszego wolnego agenta i załatwić sprawę w oficjalny sposób - a jednak z jakiegoś powodu zadzwoniła bezpośrednio do niego, czyniąc go wybrańcem.
- Dzień dobry, August. Tak, pamiętam Cię. - potwierdził, próbując brzmieć bardzo miło i spokojnie, choć z drugiej strony słyszał pewne… napięcie. Wydał z siebie krótki okrzyk przerażenia, gdy nie dość, że został nazwany oszustem - NIKT GO TAK NIE NAZYWA - to jeszcze usłyszał o cieknącej rurze - domyślał się, iż była częścią instalacji wodnej, wewnątrz której przepływała zimna lub ciepła woda w lokalu, który jej sprzedał. Ups…
- Nie jestem oszustem. Nie mam pojęcia, jakim cudem doszło do czegoś takiego…. - odpowiedział zgodnie z prawdą, próbując brzmieć spokojnie, choć zaciskał trzymaną na biurku dłoń, ponieważ BARDZO nie lubił bezpodstawnych oszczerców. Drugą kwestią było to, że w jego mniemaniu sprawa powinna zostać załatwiona przez hydraulików, no ale cóż…
- Będę za godzinę. - nie pytał, po prostu oświadczył, mając gdzieś, czy ktoś go wpuści, czy wręcz przeciwnie. Rezerwował czas i albo ktoś to uszanuje, albo nie - tak właśnie działał. Po zakończonej rozmowie, dopił kawę, poszedł na spotkanie i gdy dobiegło ono końca, zgarnął kluczyki do swojego czarnego Mercedesa E300, by udać się pod lokal w Greektown; jadąc słuchał swojej playlisty, a jednym kawałkiem który zaczął lecieć było
I don't have time for distractions
And a bad romance I can't do
But if we're both backstage when all of the lights fade
Maybe I'll let you

Wysiadł, poprawił okulary przeciwsłoneczne, które miał na nosie, zgarnął skrzynkę z narzędziami z bagażnika i udał się w kierunku drzwi wejściowych. Zauważył August siedzącą na blacie, naprzeciwko drzwi wejściowych więc domyślał się, iż były one otwarte - nie pomylił się.
- Dzień dobry. - zaczął całkiem kulturalnie.
- No to jestem. Zaprowadź mnie do tej rury. - rozkazał, poruszając skrzynką, co spowodowało wydobycie się dźwięku odbijanych od ścianek narzędzi; sam natomiast starał się brzmieć łagodnie acz stanowczo, bo nie sądził, aby go wkręcała. Jej ton na to nie wskazywał, gdy z nim rozmawiała…
- Ogólnie to tak, tylko powiem, że JESTEM PEWIEN, iż sprzedałem Ci lokum w dobrym stanie, bo ZAWSZE je sprawdzam przed oddaniem. Może ktoś się wkurzył i coś grzebał? Może komuś podpadłaś? Albo nie wiem… coś z ciśnieniem się nagle stało? - nie pozwoli sobie wmówić, że to jego wina, o co to, TO NIE.
ABSOLUTNIE.

screaming lady😱
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Do you really…
do you really wanna taste that?


Nie po to wydała dziesiątki tysięcy dolarów na ten lokal, a później drugi raz tyle, żeby go w jakikolwiek sposób odnowić, by teraz rozwalał się dosłownie co pięć minut. Już pomińmy fakt, że po części wydawało jej się, że może nie tyle była zauroczona tym vintage miejscem, co agentem nieruchomości, który jej je wtedy pokazywał, był… no… cholernie przystojny i wysoki. Pamiętała do teraz, jak szyja ją bolała, gdy z uwagą i przejęciem słuchała go, oglądając lokal, kiedy opowiadał jej o wszystkich detalach. Tylko nie była pewna, czy skupiała się na tym, co dokładnie mówił, czy po prostu na ruchu jego ust, z których wydobywały się jakieś dźwięki. Dźwięki, których za cholerę nie potrafiła sobie teraz przypomnieć, bo no… podziwiała, okej? To był też ten czas, kiedy dawno sobie nie ulżyła ani z nikim się nie przespała, więc widok atrakcyjnego mężczyzny, który patrzył na ciebie dłużej niż pięć sekund, robił coś z człowiekiem.

Jednak po całym tym oprowadzaniu, po podpisaniu papierków świadczących o tym, że lokal należał już do niej, i po tym, jak zakończyli relację klientka-pracownik, on, pomimo posiadania jej numeru telefonu, nie odezwał się ani razu. Ona zresztą też nie, no bo co miała mu powiedzieć? Bardzo spodobały mi się twoje oczy i ogólnie jesteś przystojny, chodźmy na drinka? Była nieporadna w te rzeczy! Nie wiedziała, jak zabierać się za flirtowanie. A jak już flirtowała, to robiła to dosłownie jakby z automatu. Wychodziło to samo z niej, aż potem się dziwiła, że w ogóle była w stanie powiedzieć coś takiego. Nie no, hit.

Po części to nawet cieszyła się z faktu, że do niego przedzwoni i usłyszy ten charakterystyczny głosik. Gdy zaczął odpowiadać na jej niewinne, rzecz jasna, oskarżenia i odparł, że ją pamiętał, uśmiechnęła się przez moment. Jego kolejne słowa doprowadziły jednak do zmarszczenia nosa. - Nie chcę z tobą dyskutować, zapraszam sprawdzić - Poczekała tylko, aż odpowie coś jeszcze, po czym rozłączyła się i znalazła drogę z powrotem na górę. Nie wierzyła, że musiała zamknąć lokal akurat w takim momencie, kiedy cholernie dużo klientów próbowało złożyć zamówienie, ale no… health and safety protokoły i te sprawy. Nie chciała podpaść żadnej inspekcji, nawet jeżeli oznaczało to tymczasową przerwę w sprzedaży.

Siedząc na blacie i dokańczając swojego muffina, odłożyła papierek na bok, po czym strzepała z siebie okruszki. Wtedy dostrzegła przystojnego agenta nieruchomości w garniturku, wyglądającego jeszcze lepiej, niż zapamiętała. Przełknęła ślinę, a po chwili uśmiechnęła się szeroko. - Przyszedłeś! - rzuciła z niedowierzaniem, zeskakując z blatu. - Jasne, już ci pokazuję! Zerknęła na niego, po czym ruszyła w stronę zejścia. - No nie wiem, to już kolejny raz, kiedy coś się tutaj psuje. Włożyłam tyle pieniędzy w to miejsce…- Urwała nagle, przypominając sobie pewną wróżkę, która była tutaj jakiś czas temu i gadała jej coś o astrologii. Nie no, to nie mogło być to… no nie? Obróciła się do niego twarzą i podeszła naprawdę blisko, zadzierając głowę do góry. - Myślisz, że ktoś mógł rzucić na mnie klątwę? - westchnęła głośno. - Jestem przeklęta!-Rzuciła to z autentycznym przerażeniem, zanim odwróciła się i otworzyła drzwi do piwnicy. Od razu gorący podmuch powietrza uderzył ich w twarze. - Dobra, chodź, pokażę ci tę saunę. - Chwyciła go za nadgarstek dłoni, którą w tamtym momencie nic nie trzymał, i zaprowadziła go na sam dół, zatrzymując się dopiero na ostatnim schodku. - Widzisz? Cholernie dużo gorącej wody. Nie jestem pewna, czy w ogóle damy radę tutaj wejść, żeby się nie oparzyć. - Mówiła to do niego, gdy po chwili zorientowała się, że wcale nie przestała trzymać go za nadgarstek. Szybko go puściła i posłała mu niemal przepraszający uśmiech. Wyglądało na to, że Winters na moment zapomniała, co właściwie znaczył profesjonalizm.

hot distraction
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W swojej karierze Mark sprzedał niejeden dom, niejedno mieszkanie, niejeden lokal i wiedział jedno – WSZYSTKO, CO SPRZEDAWAŁ, BYŁO WRĘCZ W IDEALNYM STANIE. Przed oddaniem zawsze, ale to ZAWSZE, robił generalną weryfikację, przemierzając każde pomieszczenie wzdłuż i wszerz. Gdyby sprzedawał swoim klientom buble, już dawno nie pracowałby tu, gdzie pracował, ani nie zdobywałby tylu nagród dla najlepszego sprzedawcy nieruchomości – a one zdobiły zarówno jego mieszkanie (kilka wisiało na ścianie w gabinecie, a kilka schował do szafki), jak i pokój w biurze, tak, by klienci wiedzieli, że nie mają do czynienia z BYLE kim. Poza tym, wystarczyło go też sprawdzić na LinkedInie by wiedzieć, na ilu konferencjach był, co inni o nim uważali i jak super się z nim współpracowało - znaczy wiadomo, zawsze znajdowały się jakieś piranie, które tylko czekały aż popełni błąd, by go złapać w swoje ostre zębiska i wysmarować coś negatywnego w postaci: “Mark Rosenhall nie szanuje czasu - byliśmy umówieni na 8:30 a on pojawił się o 8:32, rozumiecie to?!” Na szczęście takich opinii było tyle, co śniegu na Saharze, a ginęły one w morzu komentarzy ludzi, którzy zgodnie twierdzili, że współpraca z nim była profesjonalna, konkretna i zwyczajnie przyjemna.

Dlatego zdenerwował się - zdradzała go mała żyłka pulsująca na skroni - gdy August użyła wobec niego pięknego epitetu, nazywając go najlepszym oszustem, kiedy on żadnym oszustem nie był. Znaczy, za takowego się nie uważał, bo jasne, zdarzało mu się naginać prawdę, a czasem coś przemilczeć lub odrobinę podkolorować rzeczywistość, ale w tamtej sytuacji było to absolutnie BEZPODSTAWNE. Co zresztą zamierzał UDOWODNIĆ - poza narzędziami wiózł także ze sobą torbę, w której miał CAŁĄ dokumentację, jaka została wykonana po tym, jak lokal wyglądał, gdy został wystawiony na sprzedaż.
- Taki właśnie mam plan. - odpowiedział tylko, bo przecież nie pozwoliłby, aby kobieta, która go oczerniła, miała ostatnie słowo podczas rozmowy przez telefon. Może nie powiedział nic inteligentnego ani nic, co by spowodowało, że przeciwnik zostałby wgnieciony w ziemię, ale cóż… dla niego najważniejszym było, iż po prostu coś sensownego powiedział. Szczerze? Zaskoczyła go. Naprawdę go zaskoczyła, bo nie spodziewał się takiej odpowiedzi z drugiej strony. Czyli jednak istnieli ludzie, którzy potrafili mnie jeszcze zaskoczyć… Szok i n i e d o w i e r z a n i e.

- Przyszedłem. - potwierdził, bo co jak co, ale słowa to Mark ZAWSZE dotrzymywał - a przynajmniej bardzo się starał je dotrzymywać, bo inaczej byłoby mu bardzo głupio. Zmarszczył czoło, bo wierzyć mu się nie chciało, że kolejny raz zostało coś uszkodzone w tym miejscu. Przecież lokal był stawiany od zera… to nie przerobiony dom, ani pozostałości po szpitalu psychiatrycznym, ani cmentarz… powiedział do samego siebie, przypominając sobie zgodę na postawienie budynku właśnie na TEJ działce.
- A podpadłaś komuś, żeby ktoś Cię przeklął? - spytał, poważnym tonem, unosząc brew i naprawdę nie bądąc pocieszonym z takiego stanu rzeczy tj. że właścicielka borykała się z trudnościami.
- Co się w takim razie zepsuło wcześniej? - spytał z całkowicie czystej ciekawości, jednocześnie kulturalnie podążając za August. Automatycznie zniżył wzrok, by spojrzeć na kobiecą dłoń, która złapała za jego nadgarstek. Cóż, nie zabrał go, ani nie protestował.
- O kurde, faktycznie ciepło tam… Pewnie tam też jest główny zawór, prawda? - spytał, bo wszelakie zawory, najczęściej znajdowały się właśnie w piwnicach lub dedykowanych pomieszczeniach. Jasne, mógł pójść po torbę z dokumentami, ale… liczył, że sama właścicielka szybciej doprecyzuje, gdzie dokładnie znajduje się główny zawór, żeby nie musiał błądzić po budynku w tę i w tę. Licznik wody - on też wskazywał umiejscowienie zaworu.
- Dobra, wiesz co? Ktoś i tak musi tam wejść. - stwierdził po tym, jak nagrał telefonem pomieszczenie i gdy skończył, zaczął się… rozbierać, tj. ściągnął koszulkę i spodnie, zostając w samych bokserkach oraz butach; bez zbędnego gadania, wszedł do cholernie nagrzanego pomieszczenia. Czuł się trochę jak w saunie. Rozjerzał się po pomieszczeniu i chyba dostrzegł to, czego szukał. Miał wrażenie, jakby z każdą sekundą, powietrze było coraz bardziej gorące - aż mu się przypomniała zabawa z dzieciństwa podłoga to lawa. Stanął naprzeciwko zaworu, lecz ten był strasznie nagrzany, więc trzeba było poszukać jakiejś szmatki, ręcznika lub ubrania. Kątem oka zauważył coś jakby obrus i bez pytania go wziął, żeby opatulić sobie nim dłonie i zacząć zakręcać wodę. Paliło go od środka i od zewnątrz - wbrew porozom, to ANI trochę nie było przyjemne ciepło.
Nagle zawór puścił, co spowodowało zamknięcie obwodu przepływu wody.
- Teraz zadzwonię do hydraulików, choć nim to zrobię… mógłbym dostać trochę wody? - spytał, siadając na pierwszym lepszym schodku, mając wrażenie, jakby właśnie przebiegł maraton. Oczywiście zaraz też sięgnął po spodnie, by nie świecić czarnymi bokserkami Tommy’ego Hilfiger’a i otarł świecące od potu czoło. Powoli odzyskując siły, sięgnął po telefon, przetarł wyświetlacz i wybrał numer do zaufanego - i współpracującego z Ironcrest Development - hydraulika.

damn, its hot here...
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Przyszedł.

Wszedł tam niczym jakieś bożyszcze. Pewność siebie, z jaką wkroczył do kawiarni August, była tak odurzająca i niemalże onieśmielająca, że Winters poczuła nawet dyskomfort w kawałkach metalu biegnących wzdłuż jej uda i biodra, głęboko wstawionych tam po wszystkim, co kiedyś próbowało ją wyniszczyć. Damn, przemknęło jej przez myśl. Pamiętała, że był atrakcyjny, ale teraz… widok tego wysokiego, ciemnowłosego mężczyzny, trzymającego skrzyneczkę z narzędziami, robił z nią rzeczy, do których absolutnie nie chciała się przyznawać. August randkowała. Nie wstydziła się tego. Przecież żeby poznawać innych ludzi, otwierać się na nich i sprawdzać, czy nastąpi to przysłowiowe magiczne kliknięcie, najpierw należało wyjść do tych ludzi i zrobić coś w tym kierunku, prawda? Tylko że August to robiła. Często. Starała się od początku do końca pokazywać swoją autentyczną wersję siebie, a jeżeli było to zbyt wiele dla płci męskiej lub żeńskiej, to co miała z tym zrobić? Jedyne, co jej pozostawało, to wykonać przysłowiowy salut, obrócić się na pięcie i podążyć w kierunku własnego miejsca. Tego, w którym nie musiała siebie oszukiwać.

Pragnęła kogoś, kto robiłby z nią szalone rzeczy, ale jednocześnie kogoś, kto potrafiłby ją uziemić w odpowiednim momencie. Potrzebowała balansu. Nigdy nie była challenged przez nikogo. Tylko przez samą siebie albo przez to cholerstwo, którego udało jej się wyzbyć z ciała kilka lat wcześniej. Teraz czuła, że potrzebowała ciepła. Opieki. Zwłaszcza po tych wszystkich sytuacjach, które wydarzyły się w ostatnim czasie. Potrzebowała k o g o ś. Miała bujną wyobraźnię, więc czemu, przyglądając się mu z błyskiem w oku, który nie zwiastował absolutnie nic dobrego, była wręcz niebowzięta, że to właśnie on tutaj był? Nie mogła nazwać go swoją następną ofiarą ani celem. Bardziej wyzwaniem. Bo cholera, nie była nawet pewna, czy podobała mu się fizycznie, ale wiedziała jedno. Nie odpuści sobie, dopóki choć troszkę się z nim nie podroczy.

Przerażona, naprawdę myśląc, że została przeklęta przez tamtą ciemnowłosą kobietę, wpatrywała się w Marka, zadzierając głowę. - Nie mam pojęcia, może podwinęłam komuś ten lokal sprzed nosa?! Były nim zainteresowane jakieś inne osoby? - spojrzała na niego, mając nadzieję, że jednak będzie w stanie jej odpowiedzieć i że żadna tajemnica zawodowa nie obowiązuje go w tych kwestiach. - Co się zepsuło? - uniosła brew. - Raczej co się nie zepsuło! Klimatyzacja jednego dnia tak padła, że musiałam postawić lemoniady wszystkim klientom za darmo, a w łazience jedna z kafelek prawie odpadła. Całe szczęście, że nikt mnie nie pozwał - Westchnęła dość teatralnie, ściskając go mocno za nadgarstek, gdy schodzili w dół do piwnicy. Przytaknęła głową na jego słowa i wskazała palcem na główny zawór. - Tak jest, właśnie tam. Doedukowałam się, jak pokazywałeś mi wcześniej plany lokalu - odparła dumnie. Jednak po chwili uchyliła usta, marszcząc brwi w szoku. - Ccze-kaj, co? Chcesz tam wejść?! Ale jest… goorr… - Nie zdążyła dokończyć, bo cholera jasna, rozbierał się. Zerknęła na jego ubrania leżące na schodach, a po chwili na bokserki i nagie ciało wchodzące do tej gorącej wody, żeby opanować sytuację.

F U C K

Zrobiło się nagle jeszcze bardziej gorąco? No po prostu stała jak wryta i mogłaby przysiąc, że zapomniała, jak się mruga. Patrzyła na niego, kiedy ten przedzierał się przez parę i wodę, jak gdyby nigdy nic! Przełknęła ślinę, śledząc strużki potu formujące się na jego twarzy i klatce, zanim zdążyła zorientować się, że coś do niej mówi. OH, już wrócił?! - Um, tak, jasne, już… - Wyrzuciła z siebie randomowe słowa i pobiegła na górę. Nalała zimnej wody do szklanki, chwyciła czysty ręczniczek z jednej z szafek i zbiegła z powrotem na dół, niemal zabijając się na ostatnim schodku... Podała mu szklankę, gdy stanęła przed nim. Przez chwilę po prostu patrzyła. Za długo... W końcu ukucnęła, zaciskając dłoń na ręczniku. Fuck it. To było silniejsze od niej. - Mogę? - zapytała, ale nawet nie poczekała na pozwolenie. Wysunęła ręcznik w kierunku jego twarzy i bardzo delikatnie przyłożyła go do wilgotnej od potu skóry. Przesunęła nim ostrożnie po jego policzku, może odrobinę zbyt wolno, zanim zorientowała się, jak blisko właściwie się znalazła. Był cholernie przystojny, a ich twarze… nawet nie wiedziała kiedy, znalazły się tak niebezpiecznie blisko siebie.

holy fuck
28 y/o
For good luck!
187 cm
sprzedaje nieruchomości Ironcrest Development
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czy mógł po prostu machnąć ręką i nie przyjść? Owszem. Problem natomiast polegał na tym, że został nazwany tak, jak sobie tego NIE życzył - ani nie lubił ani się za takowego nie uważał - czyli oszustem. Określenie to, zadziałało na niego, niczym płacha na byka - jasne, nie był święty i niejednokrotnie zdarzyło mu się powiedzieć coś, co mijało się z prawdą, przemilczeć niewygodny fakt czy nagiąć rzeczywistość dla świętego spokoju. W jego oczach były to jednak pojedyncze potknięcia i absolutnie nie zasługiwał na TAKĄ łatkę.
Drugą rzeczą, która nie dawała mu spokoju, była myśl, że skoro jedna rura sprawiła problem, to co jeśli wkrótce podobny los spotka kolejną? Tego typu awarie rzadko kiedy pojawiały się w najdogodniejszym momencie, a on doskonale zdawał sobie sprawę, że z instalacjami - zarówno wodnymi, jak i elektrycznymi - nie było żartów. Wystarczyła chwila nieuwagi albo zlekceważenie drobnego sygnału, by niewielka usterka przerodziła się w kosztowny i znacznie poważniejszy problem. Jasne, lokal został sprzedany, a on odpowiadał za przekazanie kluczy, będąc wręcz PEWNYM, że wszystko działa prawidłowo, a hydraulicy zapewniali, że na pewno nie będzie żadnych usterek.
Oczywiście zamierzał zadzwonić i porządnie opieprzyć firmę odpowiedzialną za hydraulikę, bo coś ewidentnie poszło nie tak. Jasne, wypadki się zdarzały, a żadna inwestycja nie była całkowicie wolna od usterek, ale taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca. Nie chodziło już nawet o samą awarię, lecz o fakt, że mogła zagrażać bezpieczeństwu.
Na tym jednak nie koniec. W podobnych przypadkach cierpiała również reputacja firmy deweloperskiej, dla której pracował Mark. Klienci rzadko interesowali się tym, kto zawinił na etapie wykonawczym - dla nich liczył się efekt końcowy. A jeśli coś przestawało działać, pretensje kierowali do firmy sprzedającej mieszkania, nie do podwykonawcy, który spartaczył robotę, o czym Rosenhall wiedział doskonale; gdyby było inaczej, nie musiałby osobiście przyjeżdżać do lokalu, gdzie doszło do awarii, wysłuchiwać skarg właścicielki i próbować załagodzić sytuację. W oczach klientów to on reprezentował firmę, a więc siłą rzeczy stawał się twarzą całego problemu.

Mimo że widzieli się dopiero drugi raz, dopiero teraz przyjrzał się właścicielce uważniej. Jego spojrzenie na moment zatrzymało się na jej brązowych oczach, wyraźnie dłużej, niż początkowo zamierzał. Było w nich coś, co przyciągało uwagę i sprawiało, że na krótką chwilę zapomniał o całym zamieszaniu związanym z awarią. Niespodziewanie ogarnęło go przyjemne ciepło, a wraz z nim pojawiła się zwykła, ludzka ciekawość. Złapał się na myśli, że chętnie poznałby ją lepiej - nie jako klientkę, której trzeba pomóc rozwiązać problem, lecz jako osobę. Szybko jednak odgonił od siebie tę refleksję, przypominając sobie, że przyjechał tu służbowo i miał do wykonania konkretne zadanie.
Słysząc pytanie, Mark musiał wrócić pamięcią do przeszłości i…
- Z tego co pamiętam, co najmniej cztery osoby były tym lokalem zainteresowane. - odparł, pamiętając, jak nagle odebrał słuchawkę i usłyszał, że August była zdecydowana kupić lokal. Zaraz jednak zmarszczył brwi i miał ochotę złapać się za głowę, bo ani trochę nie podobało mu się to, co dotarło do jego uszu.
- Dobra… zlecę ponowną weryfikację tego miejsca, żeby zaraz się nie okazało, że nie jeden kafelek, a kilka zacznie odpadać. Hm… mega to wszystko dziwne, bo dałbym sobie rękę uciąć, że lokal był w idealnym stanie. Mam nawet przy sobie dowód w postaci dokumentacji zdjęciowej oraz raport. - powiedział. - Znaczy, są w samochodzie, ale zawsze mogę je przynieść. - Żaden problem. dokończył w myślach. Na dokumentach były pieczątki i podpisy, bo oczywiście ktoś mógłby pomyśleć, iż to, co przywiózł, było ściemą, napisaną w Wordzie, a zdjęcia pochodziły z internetu, lecz ABSOLUTNIE tak NIE BYŁO. Wszystko było legitne.
Skinął głową, dając do zrozumienia, że przyjął tę informację do wiadomości. Cieszyło go, że właścicielka zdążyła się doedukować i wiedziała już, gdzie znajduje się zawór, który był aktualnie jego celem.
- Muszę. Inaczej musiałabyś czekać, aż przyjedzie hydraulik, a nie dam gwarancji, że zjawi się w przeciągu kilku minut. - rzucił, nim ruszył przed siebie, wchodząc do gorącej wody. Miał wrażenie, jakby chodził w jacuzzi, tylko bez bąbelków i w nieco gorętszej wodzie. Po dłuższej chwili przestawało być przyjemnie, tylko zaczął odczuwać pieczenie, które zaczynało go spowalniać i utrudniać ruchy.
Na szczęście ostatecznie poradził sobie z zakręceniem zaworu, a potem wrócił na schody. Grzecznie czekał, aż August wróci z wodą, bo po tym wysiłku, jaki musiał włożyć, by przedrzeć się przez gorącą wodę, poczuł pragnienie. Oczywiście, zgodnie z tym, co powiedział, wybrał numer do firmy hydraulicznej, a August mogła być świadkiem, jak Rosenhall się w k u r w i a.
- Macie przyjechać pod adres, który Wam wyślę w SMS-ie JAK NAJSZYBCIEJ i nie obchodzi mnie, że macie zawalony harmonogram. Trzeba zweryfikować szczelność i instalację wodną, bo następnym razem to któryś z WAS będzie łaził w gorącej wodzie. Czekam na wiadomość, kiedy przyjedziecie, i lepiej, żeby to było jeszcze dziś, bo inaczej… spodziewajcie się mnie jutro. - a jak on przyjedzie, to ani trochę nie będzie miło. Naprawdę miał gdzieś wymówki. Czym prędzej wysłał adres wraz ze zdjęciami, jak aktualnie wyglądał dół lokalu. Po chwili otrzymał szklankę z wodą, więc schował telefon z powrotem do kieszeni.
- Dzięki. - odpowiedział już nieco łagodniej i posłał August lekki uśmiech oraz wziął kilka łyków. A potem stało się coś, czego się nie spodziewał. Patrzył brązowookiej prosto w oczy, czując na sobie jej oddech. Sam nie wiedział, czy to zapach perfum, czy może jej zachowanie sprawiło, że przysunął swoją twarz i…bardzo lekko musnął jej usta, nie mając pojęcia, czy zaraz nie zostanie zdzielony ręcznikiem po głowie, ale no… kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, prawda? Szklankę z resztką wody postawił na schodku obok siebie.

i will be your plumber but not for free
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”