ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
156 cm
sprzedawca, barmanka i studentka Tu i tam
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002
Tego ranka, Gruszka wstała jak zwykle na tyle wcześnie, by wypić kawę, przegryźć sucharka i spakować się na wypad na siłownię, którą odwiedzała minimum cztery razy w tygodniu. Nakarmiła swoje trzy grube kociska, podlała te kwiatki, które nie zdążyły jeszcze paść pod wpływem jej rządów. Na siłownię wybrała się rowerem, uznając to za świetną rozgrzewkę przed ćwiczeniami, po drodze obmyślając, co dokładnie będzie robiła. Już od jakiegoś czasu pod jej rudą czupryną rodził się pomysł zwiększenia podnoszonego na sztandze ciężaru. Gruszka przygotowywała się do tego od dłuższego czasu i była pewna, że oto tego dnia nadeszła chwila na dorzucenie chociaż pięciu kilogramów więcej. W ramach większego zmotywowania samej siebie, postanowiła sobie, że zaraz po treningu skoczy do cukierni obok na największe ciastko z kremem jakie uda jej się tylko znaleźć.
Zaczęła delikatnie, od truchtu na bieżni, dochodząc do wniosku, że kilkukilometrowa jazda rowerem to było jeszcze za mało. Przez cały czas, nuciła sobie pod nosem ulubione kawałki, bo jak na złość zapomniała o swoim odtwarzaczu. W ogóle nie przejmowała się ludźmi dookoła — większość i tak zajęta była sobą i nie zwracała uwagi na rudego kurdupla.
Chwilę po przebieżce podeszła do ławeczki, krytycznym wzrokiem mierząc czekającą tam na nią sztangę. Jeszcze raz przekonała siebie, że da sobie radę zwiększając nieco ciężar, który miała zamiar wycisnąć. Przygotowała sprzęt, po czym trzymając ręce pod boki obeszła go kilka razy, przyglądając mu się ze zmarszczonym czołem. Z boku zapewne wyglądało to przekomicznie, jednak w głowie Gruszki toczyły się istne cuda — dopingowała samą siebie, chyba nawet lepiej, niż kibice Toronto Maple Leafs przed najważniejszym meczem sezonu.
W końcu jednak po kolejnej rundce wokół ławeczki i trzech głębokich oddechach zabrała się do rzeczy.
Pierwsze trzy powtórki poszły gładko, nawet rudej brewka nie drgnęła.
Przy czwartym nadęła lekko policzki.
Przy piątym i szóstym poczuła, że ręce powoli odmawiają jej posłuszeństwa, a policzki i szyja są niemal tak czerwone jak jej długie włosy. Oddychała nieco ciężej, zmuszając się do kolejnego, siódmego już powtórzenia. Przy ósmym, zaparła się tak mocno stopami o podłoże, że mimowolnie uniosła biodra, ale dała radę.
— Poradzisz sobie. — Warknęła na siebie w ramach motywacji, decydując się na kilka sekund więcej przerwy przed dwoma finalnymi powtórzeniami. Wzięła dwa głębsze oddechy i ponownie zabrała się do ćwiczeń. Tym razem było dużo gorzej, ledwie uniosła sztangę do góry, a kiedy ta spoczęła na jej klatce piersiowej, Gruszka nie miała siły jej podnieść. Dłonie jej zadrżały, a ona w przypływie lekkiej paniki rozejrzała się dookoła, dostrzegając stojącego nieopodal mężczyznę, którego jako tako kojarzyła. Spojrzenie jakie mu posłała miało zawierać w sobie nieme: No i na co się gapisz? , jednak efekt zdecydowanie mogła zepsuć jej czerwona z wysiłku buzia. — Czemu tak stoisz? — Wyrzuciła z siebie, jeszcze raz próbując unieść ciężką sztangę. — Pomóż. — Dodała jeszcze, licząc na dobre serce wielkoluda, choć z pozycji leżącej nie była w stanie tak do końca prawidłowo oszacować jego wysokości.

Matheo Bachmann
wszystko zniosę, oprócz AI
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

020.
Leg day.
Śpiący dzień na siłowni, raczej nudny i coś, co robił, bo musiał, a musiał, bo śmiesznie by to wyglądało, gdyby jego dwa metry i góra mięcha miała nóżki-patyczki, nie? To po raz, a po dwa, wiedział, że do swojej przyszłej pracy musiał mieć niezniszczalne nogi. Ciężki sprzęt na grzbiecie i ten w dłoniach, którym w dodatku będzie musiał precyzyjnie operować, ciągłe wspinanie się po schodach z obciążeniem, albo chociaż wynoszenie cywili z budynków; do wszystkiego potrzebne były silne nogi. Mus to mus. Dwadzieścia kilo w kamizelce wyglądającej trochę jak ta kuloodporna, martwe ciągi, step ups, sto kilo na saneczkach, dłuższy spacerek z trzydziestoma kilo ciężaru na rękę, a na dobry koniec dokładnie ten sam spacerek, tyle że z jednym z ciężarków trzymanych w obu rękach przed swoją klatką. Standardowy, nudny dzień ze skupieniem na nogi, ale wiedział doskonale, że nudne repetycje robiły najlepszą robotą.
Szedł odłożyć ciężarki na swoje miejsce, przechodząc obok ławeczki, na której blada, ruda dziewczyna walczyła o życie pod sztangą.. Bez spota. Eh. Zatrzymał się obok, swoje hantle odkładając bezpiecznie na podłogę na moment, z uszu wyciągnął słuchawki, wrzucając je do kieszeni, akurat by usłyszeć coś, co zabrzmiało jak "co tak stoisz?", stłumione, zduszone i jakimś cudem wciąż wydostające się z klatki dziewczyny. Okay, nie mógł się nie zaśmiać, bo miała tupet.
- Yes ma'am. - rzucił krótko, rozbawiony, przesuwając się tak, by podnieść sztangę z jej klatki, odkładając bezpiecznie na miejsce. - Spróbuj jeszcze raz. Góra pleców mocno w ławkę, plecy w łuk dla ułatwienia, żeby dźwignia była mniejsza.. Nie pomagam. All you. - rzucił kilka punktów o które nie prosiła, ale wyszedł z założenia, że nie zaszkodzą, nie? Był trochę zbyt wysoki, żeby asekurować jej wyczyny wyprostowany nad nią, więc niewiele się zastanawiając, zmienił pozycję, lądując na własnych kolanach. Wyprostowany, oparł palce obu dłoni pod sztangę, zerkając na nią z uniesionymi brwiami, czekając aż złapie oddech i zabierze się do skończenia własnej serii. Przecież nie można było tak po prostu się poddać, nie? - Hop hop. - dodał jeszcze, pospieszając, uśmiechając się jak na chochlika przystało, pewnie grabiąc sobie na dzień dobry u nieznajomej. To dla jej dobra! No pain, no gain, come on.

drobna ruda nieznajoma
LemonSpice
none
28 y/o
For good luck!
156 cm
sprzedawca, barmanka i studentka Tu i tam
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gruszka nie sądziła, że będzie tak ciężko. Była pewna, że odpowiednio przygotowała się do tego dnia i zwiększenia ciężaru na sztandze. Tylko że teraz, kiedy ledwo łapała oddech, uwięziona pod ciężkim sprzętem, zaczynała zastanawiać się nad tym, czy aby przypadkiem za bardzo się nie pospieszyła. Może powinna była dodawać po kilogramie raz na jakiś czas, a nie od razu pięć. Trudno, było już za późno, a Pear nie miała zamiaru przyznawać się do błędu, ani tym bardziej sobie odpuścić. Była na to zbyt uparta i zbyt zawzięta, zresztą do upragnionego ciastka z kremem brakowało jej tylko dwóch powtórzeń.
Wielkoluda też nie miała zaczepiać, jednak w momencie, w którym czuła, że traci oddech nie miała innego wyjścia. Jego śmiech nie uszedł jej uwadze, jednak zabrakło jej powietrza, by w jakikolwiek sposób zareagować. Zresztą, w innych okolicznościach, zapewne obeszłaby się z nim dużo milej, niż w tym momencie, bo jeśli się starała, bycie sympatyczną wychodziło jej znacznie lepiej. W tym momencie jednak, walczyła o własne życie, a uprzejmość zeszła na dalszy plan.
— Dzięki. — Padło z jej ust, kiedy jej klatka piersiowa została uwolniona spod ciężkiej sztangi, a Gruszka mogła wziąć porządny oddech. Z wysoko uniesioną brwią słuchała jego instrukcji, gryząc się w język, by nie palnąć czegoś głupiego. Zostały jej dwa powtórzenia, a nie miała pojęcia, czy wielkolud się nie obrazi i nie zostawi jej na pastwę ciężarów. Poza tym, chcąc też czy nie — wjechał jej na ambicję. Oczywiście, że miała zamiar spróbować i to nie raz, a dwa razy. — Pamiętaj o ciastku z kremem. — Powiedziała cicho, motywując się w ten sposób do działania i poprawiła uchwyt dłoni na drążku.
Już, już miała zamiar zabrać się do pierwszego powtórzenia, kiedy nagle mężczyzna zaczął ją poganiać. I serio, gdyby spojrzenia mogły zabijać, wielkolud nie tylko by przed nią klęczał, a raczej leżałby jak długi obok ławeczki. Nic mu jednak nie powiedziała, nie chcąc tracić oddechu, jednak przyjrzała mu się najbardziej morderczym ze swoich spojrzeń. I niemal czując już zapach pysznych słodyczy, które miała zamiar zjeść tuż po treningu, jeszcze raz podjęła próbę dziewiątego powtórzenia, które jakimś cudem wykonała — nabrała nieco siły i posłuchała wielkoluda, ale za Chiny Ludowe nie przyznałaby się do tego na głos. — No to ostatni i idziemy na ciastko. — Wypaliła, spoglądając na swojego pomagiera, który na szczęście zbyt wiele do roboty nie miał.

igrający z ogniem
wszystko zniosę, oprócz AI
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Hey, w gruncie rzeczy wyciskanie sztangi na ławeczce wcale nie należało do takich łatwych i z tego co wiedział, kobiety zmagały się z tymi angażowanymi partiami mięśni bardziej niż mężczyźni. Zdecydowanie nie śmiał się z niej, bo potrzebowała pomocy, bardziej do niej, bo patrzyła na niego, jakby chciała go zabić, prosząc o tą pomoc. Zabawna. Ruda. Całkiem urocza w gruncie rzeczy, nawet jeśli rzucała w niego mordercze spojrzenia, a on tylko chciał jej pomóc, wskazując na te małe rzeczy, o których zwykle się zapomina.. A o których wiedział tylko dlatego, że siłownia była jego stałym punktem dnia już od tylu lat, że ciężko by mu było nawet rzucić jakimś numerem. Ponad dekadę już chyba? Zdecydowanie najzdrowsze uzależnienie jakie mógł podłapać po traumie, hey, brał co mógł.
Czy właśnie usłyszał coś o.. ciastku z kremem? Przyglądnął się jej z rozbawioną ciekawością, ale postanowił nie pytać. Różne ludzie mają motywacje, prawda? Jeden z jego kolegów z siłowni ćwiczył, bo za bardzo kochał ser i to był jedyny sposób, by zostać we względnej formie. Inny dlatego, że miał kilka lat wstecz wylew i jakoś tak, wolał zacząć o siebie dbać gdy tylko doszedł do siebie. Co człowiek, to historia i jeżeli to miłość do słodyczy sprawiała, że przychodziła na siłownię, to hey, szanował jak cholera! Wydawało mu się, że jej twarz brzmiała znajomo, pewnie nawet zdarzyło mu się krótko do niej uśmiechnąć czy skinąć głową gdzieś w przejściu, bez zbędnych słów. Jak to Charlie mówił? Wzrok Theo na siłowni zwykle kulturalnie kazał wypierdalać? Coś w ten deseń. To był problem, to europejskie resting bitchface, genów nie oszukasz.
Zignorował jej mordercze spojrzenie, bardziej skupiając się na kolejnym powtórzeniu i gdy tylko się powiodło, uśmiechnął się szerzej z krótkim, ale szczerym "Nice!" Miałby kilka poprawek co do tego, jak na tej ławce leżała, ale.. nie pytała, a on nie chciał sugerować, że nie wiedziała co robiła, bardziej niż już to zrobił? Może specyficznie trenowała do czegoś konkretnego i to właśnie w ten sposób musiała wyciskać nad sobą ciężar? Może. Nie znał jej, nie wiedział. - O? Że ja też? - rzucił, lekko przechylając głowę, ale zaraz kiwnął nią w stronę sztangi, żeby nie robiła sobie zbyt długiej przerwy, bo to było oszukiwanie!... Nah, w gruncie rzeczy ważne, że skończyła serię. - Słodycze to moja największa słabość. - właściwie kochał wszystko, co było słodkie, okay? Czekoladę, ciastka, słodkie napoje, batoniki... Yep, cała gama rzeczy, a gdyby miał lepszą gadanę, to może nawet by rzucił jakimś głupim tekstem, że do słodkich dziewczyn też miał słabość? Gadany nie miał i był powód, dla którego był sam, prawda? No prawda. Socjalnych umiejętności nie znaleziono.

wielka duchem!
LemonSpice
none
28 y/o
For good luck!
156 cm
sprzedawca, barmanka i studentka Tu i tam
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie był jej pierwszy raz na siłowni. Ba! nie drugi czy trzeci. Już dobre kilka lat dbała o formę, dochodząc do wniosku, że jeśli na dłużej przyklei tyłek do kanapy, upodobni się do swoich trzech grubych kotów, które tylko wodziły za nią wzrokiem, czekając aż pańcia da im w końcu kolejną saszetę.
Gruszka uwielbiała się ruszać — może dlatego wszędzie chodziła pieszo albo jeździła rowerem, jednak równie mocno kochała słodycze, które za cholerę nie chciały wchodzić w cycki, a jedynie odkładały brzydki tłuszczyk na bioderkach i brzuchu. I to już wcale apetycznie nie wyglądało. Zresztą, piegi na rozciągnięte skórze, też nie wyglądały korzystnie — ot, takie rozpaćkane plamki, tworzące dziwne kombinacje podobne do zupełnie niczego.
I być może motywowanie się do ćwiczeń słodyczami nie było szczególnie zdrowym rozwiązaniem, tak na Gruszkę działało idealnie, bo przychodziła na siłownię trzy razy w tygodniu i faktycznie robiła to, co do niej należało. Poza tym, z bieganiem było podobnie — truchtała tak długo, aż nie zgłodniała, a potem szła na najbardziej kaloryczne śniadanie, jakie tylko mogła znaleźć w najbliższej okolicy. Tak, ruda zdecydowanie nie należała do kobiet, które głodziły się sałatkami. Nie była przecież królikiem.
Nie miała chwilowo siły zastanowić się nad tym dlaczego jej zabójcze spojrzenie tym razem nie zadziałało, jednak Gruszka dała radę odwzajemnić jego uśmiech, kiedy dziewiąte powtórzenie dobiegło końca. Uparła się, że zrobi dziesięć i faktycznie miała zamiar, wykonać jeszcze to ostatnie i wolała za bardzo się nie rozpraszać, żeby nie tracić tej resztki energii, która znajdowała się jeszcze w jej mięśniach. Poprawiła jedynie ułożenie pleców na ławeczce, wzięła jeszcze jeden głębszy oddech i zabrała się do roboty.
Zrobiła to co do niej należało, pękając przy okazji z dumy, że udało jej się tego dokonać i tylko utwierdziła się w przekonaniu, że faktycznie zasłużyła na największe ciastko w kafeterii. — Tak, ty też wielkoludzie. — Powiedziała z uśmiechem, delikatnie klepiąc go po policzku, po czym podniosła się z miejsca i poprawiła roztrzepane włosy. — W ramach podziękowania za pomoc. — Wyjaśniła, sięgając po bidon, z którego upiła kilka porządnych łyków wody. — Dobrze wiedzieć. Będę wiedziała czym cię przekupić, jeśli znów będę potrzebowała pomocy. — Zażartowała, wstając na nogi i ostatni raz spojrzała na niewinnie spoczywającą na swoim miejscu sztangę, z którą jednak udało jej się tym razem wygrać. — Ale tak między nami… też mam słabość do słodyczy. — Przyznała, podchodząc bliżej. — Za pół godziny? — Zapytała, w tym momencie marząc już tylko o porządnym prysznicu.

wielki ciałem(?)
wszystko zniosę, oprócz AI
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby nie jego miłość do słodyczy, pewnie byłby blokiem mięśni z bardzo niskim procentem tłuszczu.. Ale wcale mu na tym nie zależało. Ponad dekadę wcześniej zaczął swoją obsesję, żeby jego ciało stało się silniejsze, zdolne do zmierzenia się z każdym wyzwaniem. Chciał stać się niezniszczalny, człowiek ze stali, który następnym razem będzie w stanie pomóc w sytuacji bez wyjścia. Przez ostatnie kilka miesięcy doszły do tego bardzo specyficzne wymagania narzucane przez jego wymarzoną posadę i nawet odkrył, że nadal istnieją słabe punkty w jego ciele. Jego wzrost, na przykład, był plusem w wielu sytuacjach, ale również sprawiał, że dźwignie odpowiadające za siłę odpychania się, były znacznie dłuższe i wymagały większej pomocy stabilizatorów. Stara kontuzja odbijała się też bolesną czkawką za każdym razem, kiedy chciał przez dłuższy moment wyciskać ciężary nad własną głową. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i jego zdecydowanie zmienił się całkiem drastycznie, odkąd dostał wytyczne tego, nad czym musiał popracować do swojego strażakowania. A pomijając już to wszystko, baseline był taki, że chciał po prostu pomóc. Nie trzeba go było niczym przekupywać!
Trzymał własne dłonie pod sztangą, kiedy walczyła z ostatnim powtórzeniem, ale starał się przy tym nie przeszkadzać, czy raczej nie pomagać za bardzo.. Może trochę, zwłaszcza w tym najtrudniejszym momencie, kilka centymetrów nad klatką w drodze na dół, a później z pierwszym pchnięciem w górę. Starał się jednak pomóc w taki sposób, by praca w większości należała wciąż do niej; a on tylko się upewniał, że wygra tą walkę o życie i nie utknie gdzieś po drodze. Taki z niego gentleman był, cholera.
- Dobra robota, wiedziałem, że ci się uda. - wyszczerzył się w uśmiechu, upewniając, że sztanga znalazła się bezpiecznie na hakach i nie zagrażała jego nowej, rudej znajomej.. Która postanowiła poklepać go po policzku, potwierdzając, że został zaproszony na ciastko. Uniósł lekko brwi, nadal rozbawiony, w duchu przyznając, że jedyną osobą raczącą go podobnym gestem była zwykle jego matka. Cute. Parsknął krótko, przysiadając na moment na swoich stopach, machnął lekko ręką. - Nie ma za co. - i już, już miał powiedzieć, że nie trzeba było go nigdzie zapraszać, ale po raz kolejny zdał sobie sprawę, że to dlatego był w życiu sam, okay? Wiecznie odmawiał towarzyskich wypadów i trzymał interakcje z nieznajomymi krótko z przyzwyczajenia, nie pozwalając im wkraść się na dłużej do swojego życia. Bez sensu. Uwierała go ta samotność, odkąd miał więcej czasu, coraz bardziej.
Podniósł się z kolan, łapiąc przy okazji porzucone przez siebie ciężarki, prostując się i zerkając na nią z góry. - Nie trzeba mnie przekupywać.. Ale słodkiego śniadania nie odmówię. - posłał jej lekki uśmiech, mięśnie lewego ramienia zgrały, kiedy spinał je by zerknąć na swój nadgarstek, podnosząc przy tym trzydziestokilogramowy ciężarek. Miał czas. Odkąd zrezygnował z kucharskiej pracy, by szybciej skończyć swój dyplom, miał więcej czasu niż wiedział, co z nim zrobić. Zerknął znów na dziewczynę przed sobą. - Okay, pasuje. Na wejściu są kanapy przy automatach, tam poczekam, nie spiesz się. - skinął głową w stronę wyjścia z siłowni, poprawiając uścisk na ciężarkach. W sumie dobre zakończenie treningu, po prostu trzymanie ciężkich rzeczy, nie ruszając się za bardzo z miejsca.. - Oh i, Theo. Podałbym ci rękę, ale to musi poczekać. - rzucił, po raz kolejny szczerząc się w uśmiechu, wzruszając lekko ramionami, zanim ją wyminął by po sobie posprzątać.
Nie oczekiwał od niej czekania, żeby rzeczywiście odłożył te ciężarki, by podać mu rękę, nope. Sam marzył o prysznicu i takie kulturalne przyjemności mogły poczekać aż obydwoje będą bardziej komfortowi.

słodka nieznajoma
LemonSpice
none
28 y/o
For good luck!
156 cm
sprzedawca, barmanka i studentka Tu i tam
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To, że lekko przytrzymywał jej sztangę zupełnie jej nie przeszkadzało. W zasadzie, nawet tego nie czuła, bo cholerstwo nadal było tak samo ciężkie jak na samym początku ćwiczenia. I chyba nikt nie był z niej bardziej dumny, że dała sobie radę, niż ona sama. Zresztą, Gruszka zawsze była samodzielna — nauczyła się już tego w rodzinnym domu, kiedy jej matka co rusz przyprowadzała nowych tatusiów, na nią zarzucając większość opieki nad młodszym rodzeństwem. Stąd hej umiejętności złotej rączki i zapewne ogromny problem z proszeniem kogokolwiek o pomoc.
W sytuacji na siłowni ta prośba była konieczna, bo jednak sama nie dałaby sobie rady i szybciej wyzionęłaby ducha pod tą ciężką sztangą, niż samodzielnie uniosła ją do góry.
Być może poklepanie go po policzku nie było najwłaściwszym gestem, ale tylko to była w stanie zrobić, leżąc nadal na ławeczce. I pewnie w innych okolicznościach w życiu nie zaprosiłaby nieznajomego na ciastko, jednak tutaj w grę wchodziła wdzięczność. Gruszka zazwyczaj trzymała się w gronie tych wszystkich nielicznych znajomych, którzy byli w stanie z nią wytrzymać i nawet samotne wieczory spędzane na kanapie w salonie jakoś mocno jej nie przeszkadzały.
— Dobrze wiedzieć. — Odparła z uśmiechem, zadzierając głowę, by spojrzeć mu w oczy. Dopiero kiedy wstał na nogi do rudej dotarło jak wysoki był. — No to jesteśmy umówieni. — Dodała, zbierając szybko swoje rzeczy, bo teraz, już po skończonych ćwiczeniach jedyne o czym myślała było to ciastko z kremem, które wysunęło się na pierwszy plan. — Pear. — Przedstawiła się jeszcze na koniec, po czym zostawiła swojego nowego znajomego i zniknęła za drzwiami prowadzącymi do szatni.
Prysznic był tym czego faktycznie potrzebowała i wcale nie zajął jej aż tak dużo czasu. Rumieniec z policzków zdążył już zejść, zostawiając na jej buzi jedynie bladą cerę upstrzoną tysiącem piegów.
— No to co? Idziemy? — Zwróciła się do Theo, kiedy pojawiła się na ustalonym przez nich wcześniej miejscu spotkania, wolną dłonią, odgarniając długie rude włosy na plecy. — Kawałek dalej jest świetna cukiernia z przepysznymi ciastkami. Odkryłam ją ostatnio. — Dodała, wyjawiając mężczyźnie cel ich wycieczki. Zanim jednak ruszyli, wyciągnęła w jego kierunku chudą, piegowatą dłoń. — No to jeszcze raz, tym razem poprawnie. Pear. — Przedstawiła się ponownie, znów zadzierając głowę, by spojrzeć na stojącego przed nią wielkoluda.

słodki wielkolud
wszystko zniosę, oprócz AI
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oh, ani trochę nie miał nic przeciwko, że poklepała go po policzku; uznał to za urocze i całkiem zabawne. Jego resting bitchface sprawiał, że ludzie zwykle do niego nie podchodzili, a nawet jeśli już, zachowywali odpowiednią odległość i trzymali ręce przy sobie. Pasowało mu to właściwie, bo niby dlaczego każda przypadkowo poznana osoba miała wiedzieć, że był miłą, raczej ciepłą kluską i wcale nie miał mordu w oczach, nawet jeśli ich odcień był całkiem zimny? Nowo poznana dziewczyna - Pear - była do tego maleńka, co dodawało tylko do jej uroczości, biorąc pod uwagę jak morderczo na niego patrzyła, kiedy miał czelność dawać jej wskazówki jak się zabrać za wyciskanie tej sztangi... I miałby więcej wskazówek, gdyby chciała słuchać, ale to może później. Hey, kto wie, może znalazł sobie przypadkiem znajomą do treningów? Mógłby skorzystać z okazji, że jego rutyna na tamtą chwilę była całkiem elastyczna i oprócz zajęć, nie miał jakoś specjalnie nic więcej do roboty.
Przytaknął, potwierdzając ich układ krótkim mruknięciem, odprowadzając ją krótkim spojrzeniem, kiedy odkładał ciężarki, te z jej sztangi też. Nie miał nic przeciwko, a wiedział, że połowa personelu siłowni to raczej drobne dziewczyny, z których dwie były starsze, więc.. No, nie chciał im dodawać roboty.
Szybki prysznic, nie zawracał sobie nawet dupy suszeniem kręcących się włosów, wychodząc z założenia, że było wystarczająco ciepło, by nie zmarznąć. Biały tank top, luźne, dresowe spodnie, sportowe buty, generalnie lekki, wygodny fit po siłowni był zdecydowanie jego wyborem. Zamiast usiąść na jednej z kanap, jedynie oparł się o jedną z nich biodrem, nie chcąc się rozleniwiać za bardzo. Gdyby się zapadł, mógłby mieć problem z motywacją, by ruszyć szanowną dupencję na to śniadanie... Wyciągnął na moment telefon, zerkając szybko na wiadomości, zanim wygrzebał dwa proteinowe batoniki, jednego odpakowując od razu.
- M-hm! - przytaknął, między jednym gryzem, a kolejnym, prawie się dławiąc, żeby przegryźć kęsa szybciej i móc jej odpowiedzieć jak człowiek. Sam się z siebie zaśmiał, biorąc głębszy oddech, zanim przeniósł rozbawione spojrzenie na Pear, podając jej dłoń. - Theo. Cieszę się, że sztanga cię nie pokonała. - rzucił, a jego uśmiech po raz kolejny przybrał wyraz chochlika, odbijając się również w oczach, tworząc drobne zmarszczki w kącikach oczu. Dopiero w tym momencie tak naprawdę jej się przyglądnął, dostrzegając piegowatą twarz i w głowie zanotował kolor oczu. Urocza, śliczna i chodziła do tej samej siłowni, hm? Too good to be true! Nowa koleżanka pewnie miała jakieś ogromne szkielety we własnej szafie i tylko czekała, żeby je na niego wypuścić.. Albo nie. Może był zbyt podejrzliwy i raz w swoim życiu powinien wrzucić na luz.
- No to prowadź. I trzymaj, na później. - podzielił się batonikiem, ten swój otwarty znów pakując do gęby. Tak, mieli iść na słodkie śniadanie... Ale to był tylko proteinowy batonik! Czekolada, proteinowy proszek wiążący nerkowce i-.. - M, czekaj, to ma orzechy. Nie jesteś uczulona, nie? - przytrzymał batonik we własnej dłoni, zawieszając ją nad dłonią Pear, unosząc jedną brew pytająco. Jego znajomość pierwszej pomocy byłaby o dupę rozbić w przypadku alergii na orzechy.. A dopiero co ją uratował przed sztangą, umówmy się, nie chciał jej zabić.

:slodziaczek:
LemonSpice
none
28 y/o
For good luck!
156 cm
sprzedawca, barmanka i studentka Tu i tam
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie oszukujmy się. Pear była niższa od większości ludzi, których znała. No cóż, zamiast stać w kolejce po wzrost, zdecydowanie bardziej wolała zawalczyć o inne elementy swojej cudownej osobowości. Zresztą, niski wzrost zdecydowanie nadrabiała twardym charakterem, będącym idealnym przykładem stereotypowego rudzielca. No i te jej mordercze spojrzenia, które jednak na jej nowego znajomego chyba nie do końca działały tak jak powinny. Theo albo musiał być na nie odporny, albo zwyczajnie go nie ruszały. Nie zmieniało to jednak faktu, że Gruszka wiedziała już, że dobrze było mieć go przy sobie podczas trudnych ćwiczeń na siłowni, na których pomysłów miała jeszcze całkiem sporo.
Parsknęła śmiechem, widząc jak próbował pozbyć się jedzenia z ust, by szybko jej odpowiedzieć. Wsunęła dłonie w kieszenie swoich krótkich ogrodniczek i przyjrzała mu się uważniej z niewielką zmarszczką między brwiami, rozważając czy aby przypadkiem się z niej nie nabijał. — Była blisko. Na szczęście byłeś w pobliżu i nie dałeś jej pozbawić mnie oddechu. To byłaby taka strata dla ludzkości. — Zażartowała, przy okazji ujawniając przed Theo swoje poczucie humoru, jak na razie w nieco wygładzonej wersji.
Zapewne gdyby zapytał ją o te szkielety w szafie opowiedziałaby mu o obrzydliwych sukienkach, do których noszenia zmuszała ją matka albo do swoich umiejętności składania mebli z Ikei bez instrukcji. Tudzież o swoich piekarniczych porażkach, po których jej kuchnia wyglądała jak po wybuchu małej, nuklearnej bomby. O to jednak jeszcze nie zapytał, a Pear nie przywykła do zdradzania sekretów na swój temat bez pytania.
Uśmiechnęła się za to na widok proteinowego batonika, który wyciągnął w jej kierunku, by po chwili nadąć lekko piegowate policzki, kiedy przekąska nie wylądowała w jej dłoni. — Orzechy na mnie nie działają. — Odparła z uśmiechem, sięgając po batona, którego wsunęła do kieszeni ogrodniczek po czym ruszyła w kierunku wyjścia z siłowni. — Działa na mnie za to kocia sierść. Dlatego mam w domu trzy grube koty. — Przyznała z uśmiechem. I faktycznie, alergię miała, ale z pomocą leków jakoś udawało jej się wytrwać w towarzystwie jej kocich przyjaciół. — Straszne złośliwce. — Dodała, mrużąc nieco oczy przed porannym słońcem, gdy spojrzała na idącego obok Theo. — A ty? Jest coś, co byłoby w stanie powalić takiego olbrzyma?— Zapytała.

słodziak
wszystko zniosę, oprócz AI
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
197 cm
robi dyplom pomiędzy pracami
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jako Europejski mieszaniec, resting bitchface miał we krwi, a do tak zwanych morderczych spojrzeń był bardziej niż przyzwyczajony, widząc je za każdym razem, gdy spotykał się z rodziną. Bycie czarną owcą miało swoje plusy! Grubsza skóra, której nie było tak łatwo przebić i odporność na większość psychologicznych zagrywek, a złośliwe charaktery? Uwielbiał. Serio! Uważał za urocze, bo zwykle zapakowane były w drobnych pakietach, które w gruncie rzeczy nie chciały wyrządzać większej krzywdy. Jak ta jego nowa znajoma, chociaż na tamten moment nie pokazała mu jeszcze ani trochę ze swojej złośliwości. Tylko tamto przelotne, mordercze spojrzenie, kiedy śmiał ją poprawiać, ale mógł przyznać, że mu się należało. - Do usług, polecam się na przyszłość. - łatwo było rozpoznać, był wyższy od większości i trochę zarósł ostatnio, a kręcony blond rozgardiasz dodatkowo wyłamywał go z tłumu. - W sumie wydaje mi się, że widuję cię całkiem często tutaj rano, prawda? - Pear może nie była największa, ale na swój sposób też się wybijała, płomiennym kolorem włosów i piegowatą buźką.
Okay, nie była uczulona. Skinął lekko głową, już bez oporów dając jej tego batonika, ruszając obok niej i... Słuchając o jej kotach. I alergii na koty. Co? Potrząsnął lekko głową, przez moment zastanawiając się, czy znajomość języka go zawiodła, czy jednak dobrze usłyszał. - Whoah, czekaj, bo jednak twój język to mój drugi.. trzeci język. Jesteś uczulona na koty, ale masz trzy koty? - powtórzył za nią wolniej, podświadomie lekko pochylając się do przodu, by móc spojrzeć jej w twarz. Może sobie żarciki stroiła, a on biedny, obcuch, ani trochę nie łapał? - Få dette til å gi mening. - dodał po swojemu, tym razem z rozbawioną nutą, unosząc brwi.
Wychodząc na zewnątrz, zmrużył na moment oczy, zaraz sięgając do torby po słoneczne okulary. Jego rudej kompance też doskwierało słońce, hm? Wyciągnął przed siebie okulary i czapkę z daszkiem, zerkając znów na Pear. - Podzielę się, jeśli chcesz. - zaoferował, a stwierdzając, że okulary będą mieć na sobie mniej jego włosów czy potu, założył na łeb czapkę, w dłoni nadal trzymając proste, ciemne szkła. Ot, gdyby chciała się poczęstować, nie miał ani trochę nic przeciwko, daszek dawał wystarczająco dużo ochrony przed słonkiem. - Nie jestem na nic uczulony, nie, jedyne co jest mnie w stanie powalić to depresja. - rzucił pół żartem-pół serio, przewracając lekko oczami na własną odpowiedź, wzruszając nawet lekko ramionami. Depresja czasami skutecznie zmiatała go z powierzchni na jakiś czas, ale grzecznie zażywając swoje leki i względnie o siebie dbając, był w stanie zapobiec większym epizodom. - Siłownia jest na to całkiem niezła. - dodał jeszcze, żeby nie wyjść totalnie na smutnego osła powlekającego ogonkiem. W gruncie rzeczy nie był... Chociaż uchodził często za zbyt poważnego i sam się nie uważał za jakoś specjalnie rozrywkowego, nie należał też do chodzącej depresji.

:slodziaczek:
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „CrossFit Toronto”