-
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecia osobaczas narracjipłynny?postaćautor
A więc zaczęło się.
Po tym jak redaktor Love Roderick wyciągnęła paczkę z pocztowej skrytki należącej do niejakiej Laury Rosecrans, nie było już odwrotu. Wyciek się dokonał, dokumenty opatrzone klauzulą „ściśle tajne” przestały być ściśle tajne, a ukryte w szafach trupy zaczerpnęły powietrza po raz pierwszy od blisko dwudziestu lat i miały apetyt na więcej. Oczywiście – pozostawała jeszcze kwestia podzielenia się tym wszystkim ze światem, ale po przeczytaniu tych raportów już nie dało się zastanawiać nad tym, „czy” w ogóle można to zrobić, tylko „kiedy” i „dlaczego tak późno”. Unikanie odpowiedzialności musiało się w końcu skończyć i sprawiedliwości też wreszcie musiało stać się za dość. Każdy przyzwoity człowiek zdawał sobie z tego sprawę.
A przynajmniej – z takiego założenia wychodził Anthony Bellore, gdy zaczynał szkicować ten swój misterny plan.
Teraz, kiedy wduszony dzwonek wydał tak dobrze znany dźwięk, nie czuł się jednak tak szlachetnie, jak mogł by się wydawać. Za drzwiami czekała na niego bowiem tyleż dziennikarka-sojuszniczka, co była kochanka. Nawet jeśli więc wszystko między nimi było dawno i nieprawdą, to wspomnienia i wyrzuty sumienia wręcz musiały rzucać się cieniem na szczytną, skądinąd, inicjatywę, z której korzyści oboje czerpać mieli tylko przy okazji. Niezależnie bowiem od tego, jak bardzo nie wmawialiby sobie bezinteresowności czy obojętności (a Tony wmawiał je sobie bardzo-bardzo-bardzo) są rzeczy, nad którymi nie można przejść obojętnie albo o których da się zapomnieć. Na przykład jak znajomego brzęczenia i towarzyszącemu mu dreszczowi na plecach, czy niecierpliwemu wyczekiwaniu i liczenia skrzypnięć parkietu po drugiej stronie.
– Wybacz. Hoarau chciał się wygadać, a ja teraz potrzebuję przyjaciół, więc musiałem go posłuchać. Długo czekasz? – Powiedział na przywitanie, obrzucając ją grzecznościowym spojrzeniem, gdy podawał jej tekturowy chwytak z dwoma kubkami kawy. Przez myśl przeszło mu, że pewnie nie powinien wystawiać kolegi na strzał, ale to nawet nie było top20 jego najbliższych partyjnych znajomych, więc jego los był mu obojętny. Zresztą – to chyba nie było takie ważne, skoro znów był w jej mieszkaniu i mógł sprawdzić, jak wiele się zmieniło (albo jak dużo zapamiętał, z jego punktu widzenia to chyba ważniejsze). – Nie mam za dużo czasu. Odbieram Młodego z treningu. – Anthony zerknął wymownie na zegarek w przerwie od wścibskiego rozglądania się na boki, a potem wyjął ściskany dotąd pod pachą album i podał go Love. Obity w skórę album był zatytułowany „Camp Nathan Smith Class of 2007”, a oprócz nazwy sygnowany był pseudonimami jego autorów, więc już na pierwszy rzut oka było wiadomo, że to nieoficjalna dystrybucja, mimo że wykonany był całkiem profesjonalnie. – Mówiłaś coś o nazwiskach, więc zabrałem obozowy yearbook z tamtego roku. Pewnie nie wszystkich już pamiętam. Przewinęło się mnóstwo ludzi – wyjaśnił, sprytnie ukrywając swoje „zaćmienia” również przed samym sobą. To przecież nic takiego, że zapominasz nazwiska ludzi, od których zależało twoje życie. Normalny człowiek nie pamięta wszystkich kumpli z podstawówki, nie?
Prawda?
Prawda?
Love Roderick
-
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
Myślała, żeby zrezygnować. Cholera, wielokrotnie myślała, żeby to zostawić, dać sobie spokój i zająć się swoim spokojnym, bezproblemowym życiem. Głupia ambicja… jakby nie wystarczał jej wieczorny program, w którym mogła po prostu przez godzinę ładnie wyglądać, uśmiechać się i przytakiwać gościom. Miałaby spokojną posadę, którą mogłaby zachować pewnie do emerytury, gdyby tylko regularnie chodziła na botoks.
Ale nie… zawsze musiała się w coś wpakować. Zawsze!
I niestety przez zawsze miała na myśli wszystkie te sytuacje, których wspólnym mianownikiem był Anthony Bellore. Bo mogła oszukiwać samą siebie, że to był tylko niewinny romans i nic dla niej nie znaczył. Dawno i nieprawda. Brak kontaktu z mężczyzną jej służył – randkowała (mniej lub bardziej publicznie mając wyjątkową słabość do sportowców), imprezowała, podróżowała i robiła wszystko to, co powinny robić singielki w jej wieku. Nie zawracała sobie nim głowy! Ale nagle wrócił… a ona nie potrafiła mu odmówić.
Miał w sobie coś, co budziło jej ciekawość. Więc chociaż myślała, żeby zrezygnować – nie potrafiła.
Gdy wróciła do domu z paczką dokumentów od Bellore - nie spała przez całą noc. Wyjątkowo jednak nie myślała o nim – myślała o tym wszystkim, co właśnie czytała, co starała się pojąć i zrozumieć. Bo oczywiście, że nie rozumiała wszystkiego… na boga była dwudziestoośmioletnią ambitną dziewczyną z telewizji. Starała się ogarniać świat, ale niekoniecznie zawsze jej to wychodziło. Złapała się też na tym, że od razu chciała do niego zadzwonić, ale w ostatniej chwili wstrzymała się nad jego imieniem w swoim telefonie. Nie możesz tego zrobić kretynko. Wysłała więc wiadomość… i dawno nic jej tak nie sfrustrowało jak to, że nie odpisał od razu.
Nie trzymała go na korytarzu szczególnie długo. Zawsze, gdy przychodził miała taką myśl, że mają więcej szczęścia niż rozumu, że nigdy nie trafił na żadnego z jej wścibskich sąsiadów. Teraz też się udało. Zamknęła za nim drzwi, zmierzyła go spojrzeniem i bez słowa zabrała od niego kubki, przechodząc prosto do niewielkiego salonu. Na kawowym stoliku leżały rozłożone wszystkie karki, które znalazły się nielegalnie w jej posiadaniu. Wyciągnęła dłoń po album, który przyniósł i ułożyła go na samej górze tego bałaganu.
- Nie rzucaj półsłówkami to może wyrobimy się tak, że dla odmiany ty będziesz czekał na dzieciaka, a nie dzieciak na ciebie. – zerknęła na Tony’ego krótko i ugryzła się w język, żeby nie zapytać od kiedy jest wzorowym ojcem, który odbiera dzieci z treningu. To nie była jej sprawa. To nie była jej sprawa. Powtórzyła sobie to jeszcze kilkukrotnie, gdy otwierała przyniesiony przez niego album, sunąc spojrzeniem i opuszkami palców po zdjęciach. Patrzyła na grupę młodych żołnierzy i czuła, że tu nie chodzi tylko o coś większego, ale w historii, którą chciał opublikować Tony było coś osobistego. To było personalne.
Podniosła wzrok na mężczyznę i zagryzła lekko wargę zanim się odezwała. Cisza jednak nie trwała szczególnie długo, ale nie oderwała od niego spojrzenia. Wpatrywała się w niego czujnie i uparcie.
- Mam ci zbudować z tego sprawę według twojej narracji… – taaa, miała być jego prapradziadkiem, zapamiętała – Jaki miałeś w tym wszystkim udział, Tony? Któreś z tych dziesiątek cholernych inicjałów i ksywek są twoje? – zapytała, gdy jej wzrok zatrzymał się na zdjęciu, na którym rozpoznała twarz Bellore. Ugh… był wtedy prawie w jej wieku.
anthony bellore
-
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecia osobaczas narracjipłynny?postaćautor
Był jednak zbyt zdesperowany, żeby się tym przejmować; zbyt zdesperowany i zbyt pewny siebie, bo przecież nie można zapominać, że w tym całym szaleństwie Bellore żył w pełnym przekonaniu, że za dwa czy trzy miesiące obejmie swoje wymarzone stanowisko w kanadyjskim parlamencie i że zacznie rozdawać karty w szeregach konserwatystów. W każdym razie – odkąd natknął się na Love w windzie, nie mógł sobie wyobrazić lepszej kandydatki do wykonania tej misji i konsekwentnie wyrzucał ze swojej świadomości scenariusze, w których coś mogłoby pójść nie tak, a ona miałaby to przypłacić karierą, wolnością albo jeszcze gorzej.
Ba – dość powiedzieć, że znacznie mocniej zafiksował się na punkcie „planów”, o których napisała mu w jednej z wiadomości. To znaczy, teraz raczej nie było tego po nim widać, ale skłamałby, gdyby powiedział, że gdzieś tam go nie zakłuło. I to bez znaczenia, że najwyżej na pięć minut, po których wreszcie przypomniał sobie, że teraz nie miał prawa jeszcze bardziej niż wtedy, gdy ze sobą sypiali. Chodzi o skalę problemu i to, jak bardzo był względem niej niesprawiedliwy.
Ale ona chyba też miała swoje za uszami.
– ”Dla odmiany” to ja w ogóle to robię. To działka Brooke. Tylko w ten sposób może dostać kluczyki. – Nie dał się sprowokować – był trochę zaskoczony jej słowami, ale nie mógł się przed nimi bronić. Wiedziała, gdzie uderzyć. Był winny. – Touché – podsumował więc luźno i niby obojętnie wzruszył ramionami, choć w międzyczasie dotarło do niego, że plany chyba nie do końca się udały, skoro tak na niego reagowała. Ale może robił to nad wyrost. – Wygląda tylko trochę mniej profesjonalnie niż na tych moich zebraniach o przecinkach. – Pokiwał głową, gdy dobudowywała nowe pięterko swojej dokumentowej piramidy. Jej salon przypominał teraz centrum dowodzenia wszechświatem i jakby zmagała się w nim z ogromem pracy, więc chciał, żeby wiedziała, że mu to umknęło, ale byłoby za prosto, gdyby powiedział to wprost. Za prosto albo za wcześnie.
– To nie jest żadna moja narracja. To prawda – wtrącił bez cienia zawahania i to nawet jeśli przez chwilę mówili „przez siebie”. To nic, że wierzył w to tylko do pewnego stopnia. Ona nie miała prawa mieć wątpliwości. Sam nie mógł ich w niej zasiać. – Oczywiście, że jest tam moje nazwisko. W jaki inny sposób mógłbym to wszystko wiedzieć, co? – Wywrócił oczami, gdy mijał ją w drodze do kanapy. – Byłem na zmianie, kiedy… Kiedy gówno się wydarzyło. Tak powiedzieli. Gówno się wydarzyło. – Prychnął kpiąco i pokręcił głową, sięgając po kawę. – Nawet nie wiesz, jak bardzo to wszystko jest pojebane… Tam – powiedział, nerwowo obracając kubek w dłoniach, a potem przechylił go do ust. Wbrew pozorom to wcale nie było performatywne. Anthony się naprawdę przejmował – może niekoniecznie z wyłącznie szlachetnych pobudek, ale się przejmował.
Love Roderick
-
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
Prychnęła też wymownie, gdy skomentował jej profesjonalny wystrój salonu. Ta… oczywiście, że odebrała jego słowa jako kpinę, ale nie skomentowała. Gryzła się w język, bo cały czas miała z tyłu głowy, że w tym konkretnym przypadku chodziło o coś dużo ważniejszego. Te drobne docinki i animozje można było zostawić na później. Jeśli oczywiście czeka ich w ogóle jakiekolwiek później. Wpatrywała się w niego intensywnie, tak intensywnie jak chyba jeszcze nigdy, a przecież miała kilka ku temu okazji. Nigdy nie unikała kontaktu wzrokowego i to była jedna z jej supermocy, ale do tego chciała przejść za chwilę. I chociaż wpatrywała się w niego ze spokojem wymalowanym na twarzy to w jej głowie panowała burza. Nawet nie zdawał sobie sprawy jaka.
Doceniła, że nie skłamał, ale jednocześnie poczuła jak żołądek jej się ściska na samą myśl, że brał w tym wszystkim udział. Nie wiedziała jeszcze w jakiej roli i jak bardzo był w to zamieszany, ale cokolwiek by to nie było – wiedziała, że to nic dobrego. Z drugiej strony… skoro chciał to ujawnić to może jednak było w nim trochę człowieczeństwa? Może nie miał wyboru? Może po prostu wykonywał rozkazy? A może ona właśnie starała się go usprawiedliwić we własnej głowie… jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.
- Dlaczego przyszedłeś z tym do mnie, Tony? – rzuciła, nie odrywając od niego spojrzenia – Poważnie… dlaczego ja? Dlaczego nie poszedłeś do jakiegoś dziennikarza śledczego? Kogoś, kogo będą chcieli słuchać. Mogę stworzyć tą historię, mogę ją wyciągnąć na światło dzienne, mogę mieć dowody, ale skąd pewność, że ktokolwiek mi w cokolwiek uwierzy? Trzeba było iść do kogoś ważnego, kogoś z kogo zdaniem się liczą, bo ja? Ja jestem dziewczyną z wieczornych programów, która po prostu ma wystarczająco głęboki dekolt i wystarczająco głęboko wpatruje się politykom w oczy, żeby gubili rezon i można było ich pociągnąć za język – jakby nie było… sam poniekąd padł jej ofiarą. Co prawda jeszcze w czasach zanim mogła się tak porządnie wykazać na wizji, ale padł! – To jest grube… bardziej niż cokolwiek, co razem robiliśmy – popukała palcem z stertę dokumentów na stoliku – Tak bardzo, że mnie mdliło, gdy to czytałam. – a zdjęcia, które były załącznikiem do raportu prawdopodobnie będą jej się śnić po nocach do końca życia – I nie chciałabym tego spierdolić. Więc po prostu nie wiem… nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, Tony. Nikt nie bierze mnie na poważnie. – nie próbowała być fałszywie skromna, była raczej po prostu świadoma swojej pozycji w medialnym świecie. A przynajmniej tak jej się wydawało, bo może górę wzięło jej zachwiane poczucie własnej wartości.
anthony bellore
-
there's an old Italian saying: "you fuck up once, you lose two teeth"nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecia osobaczas narracjipłynny?postaćautor
Tylko, że… To chyba jednak oczywiste, dlaczego Anthony zadawał się z Love. Albo przynajmniej dlaczego przede wszystkim; była diabelnie atrakcyjną kobietą o wyjątkowo zjawiskowym typie urody, a jakby tego było mało, to jeszcze miała w sobie coś z… Młodej Kimberly. Uśmiech, nos, kolor oczu, spojrzenie, może jakiś gest… Bellore chyba sam do końca nie wiedział co konkretnie, ale po prostu dostrzegał to podobieństwo (albo dostrzegać je chciał) i to ono - w pierwszej kolejności - popchnęło go w jej ramiona. Uczciwie należy jednak dodać, że to nie tylko seks (pewnie, skądinąd, dobry, skoro sypiała z nim tak długo) sprawił, że szybko polubił spędzać z nią czas. Love mogła zaoferować znacznie więcej – była bystra i potrafiła celnie skontrować, a poza tym wciąż miała w sobie dużo tej naiwnej (to nie zarzut) wrażliwości, której brakowało tym wszystkim ważniakom, w których towarzystwie poruszał się na co dzień; której brakowało jemu.
Ale najbardziej urzekała go ambicją. Pewnie, że 95% rówieśników na jej miejscu zarzekałoby się, że interesuje ich jedynie sam szczyt, ale to jednak w jej oczach widział ogień i głód – głód sukcesu, którego (przynajmniej jego zdaniem) nie tylko pragnęła bardziej od innych, ale i po prostu na niego zasługiwała. A to pobojowisko w jej salonie było tego najlepszym dowodem. To nie był, rzecz jasna, pierwszy raz, kiedy Anthony widział te dokumenty na własne oczy, ale na stoliku kawowym w czynszowej kawalerce ogrom materiału robił większe wrażenie, niż kiedy pochylał się nad nim na sali konferencyjnej w siedzibie fundacji. Być może to różnica w rozmiarach obu pomieszczeń stworzyła iluzję przekonania, że przekopanie się przez te papiery to syzyfowa praca, a może właśnie dotarło do niego, że to nie fizyczny ciężar teczek, aktówek i kartonów był tym największym. W każdym razie – od razu pożałował, że uciął jej tę uwagę.
Tym razem potrzebowała bowiem wsparcia.
Bellore miał najwyżej ze dwie sekundy, żeby ją zdiagnozować i dobrać jej leczenie, po tym jak wyrzuciła z siebie te wszystkie niepewności. W grę wchodził chłodny, wręcz obcesowy atak na jej samoocenę albo wprost przeciwnie – iście ojcowskie traktowanie, które teraz bardziej do nich pasowało, skoro układ dotyczył jedynie pracy. Anthony przywołał ją do siebie, klepiąc parę razy dłonią w kanapę i odezwał się dopiero, kiedy usiadła obok niego.
– Gdyby chodziło tylko o dekolt, to Sydney Sweeney prowadziłaby główne wydanie wiadomości w Foxie. – Wbrew pozorom to nie takie dziwne, że kojarzył to nazwisko. Euphoria jest pewnie na liście must-watch dla rodziców nastolatków, a nawet jeśli nie, to good jeans/genes było niezłym paliwem napędowym dla środowisk, z którymi Tony był związany. Love nie powinna na niego patrzeć aż tak… Aż tak. – Ile znasz dziewczyn w twoim wieku, którym ktoś pozwolił samodzielnie prowadzić program zaraz po wieczornych wiadomościach? Uważasz, że wszystkie się tam znalazłyście tylko dlatego, że macie cycki? Naprawdę? – Prychnął, ciągle maltretując swój kubek. – Wiesz, teraz sobie myślisz, że mówię to, co chcesz usłyszeć, żeby cię przekonać. Że tobą manipuluję albo coś w tym stylu. Ale to bzdura. Przecież ty masz rację. Mógłbym pójść do jakiegoś innego dziennikarza i nie zawracać ci tym głowy, a potem znów spotkać cię na korytarzu zamiast w studio – przed kamerą. Tylko że… Naprawdę muszę to mówić? Że to marnowanie twojego talentu i że mnie to wkurza? Że ciebie też powinno wkurzać? Przecież ty to wszystko wiesz – przerwał na chwilę i obrócił głowę w jej stronę, żeby na nią zerknąć. Wcześniej gapił się przed siebie i raczej nie miała okazji, żeby go rozgryźć – teraz mogła próbować rozczytać, czy w to wszystko wierzył, czy jednak nawijał jej makaron na uszy. – Przyszedłem do ciebie, bo jesteś dobra, bo ludzie przed telewizorem ci ufają i bo nie dajesz nikomu sobie wejść na głowę. A poza tym jeszcze nie przesiąkłaś tymi plemiennymi konfliktami ani korporacyjnymi farmazonami. – Wcześniej pewnie mogła próbować się doszukać jakiejś nieuczciwości czy braku przekonania, ale to ostatnie było całkiem szczere. Prosto z jego konserwatywnego serduszka. – Jeśli mam wyjść i zabrać to ze sobą, to wystarczy tylko słowo – dokończył, kiwnięciem głowy pokazując na stos dokumentów i wreszcie zdrowo pociągnął z kubka. Z tej podniosłości zaschło mu w gardle. I dobrze. Mógł milczeć. Piłka i tak była po jej stronie.
Love Roderick
-
'Cause I'm a real tough kid
I can handle my shit
They said, "Babe, you gotta fake it 'til you make it"
And I did
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiPrzeszłypostaćautor
I bardzo dziwnym uczuciem było wiedzieć, że on ją za taką miał.
Na kanapę przeszła zupełnie automatycznie. Usiadła obok Anthony’ego, ale bardziej zapadła się w poduszkach i podciągnęła do góry nogi, więc gdy sam siedział bardziej na brzegu kanapy – wpatrywała się raczej w jego plecy i tył głowy niż jego samego. I może to dobrze. Bo chociaż robiła to intensywnie, wwiercała się w niego spojrzeniem to jednocześnie wcale nie chciała, żeby on wpatrywał się w nią. To zdecydowanie nie był moment jej chwały i gdy mówił jej te wszystkie rzeczy – jakby nie było miłe! – poczuła dziwny ścisk w żołądku.
Nie odpowiedziała więc od razu. Przez krótką (wcale nie) chwilę pozwoliła jeszcze ciszy między nimi trwać, a ona sama przeniosła wzrok z Bellore na stertę papierów na stoliku. Burza wcale nie minęło, a ona w tym momencie nawet nie wiedziała, czy bardziej zastanawiała się nad rzeczami w tym raporcie, czy nad tym, co jej powiedział. A może bardziej nad własnymi uczuciami?
- Nie zgadzają się daty… póki co wpadłam na jedną, pewnie jest ich więcej. – rzuciła, wracając spojrzeniem do Tony’ego. To chyba była jej odpowiedź? Chwila dramaturgii, małe załamanie… ale przecież od czasu, gdy dokumenty wpadły w jej ręce to nie robiła nic innego tylko je przeglądała, czytała i analizowała. Nawet jeśli miała wątpliwości, nawet jeśli panicznie się bała (i głupia byłaby jakby się nie bała!) to w głębi serduszka wiedziała, że i tak to zrobi. Nie ma co się oszukiwać, że duże znaczenie miało w tym też to, że… - Nie chcę, żebyś wychodził. – dodała wpatrując się w męskie tęczówki. Znowu odrobinę zbyt długo. Bo nie chciała, żeby wychodził z niekoniecznie dobrego powodu, chociaż nie powiedziałaby tego na głos. Nie przyznałaby się do tego pewnie nawet na torturach.
Wyprostowała się, przesunęła i pochyliła nad stolikiem, żeby znaleźć odpowiedni plik kartek, który jako jeden z pierwszych wpadł jej w oko, i któremu poświęciła sporo czasu. Na dokumentach były żółte karteczki post-it z odręcznymi notatkami Love. Podała je Bellore i zagryzła wargę, obserwując przy tym jego i reakcję na to, co było w papierach i jej notatkach –Nie zmarł wcale po stronie Afgańskiej.
anthony bellore